Uwaga ZŁODZIEJE!

Posted in ■ aktualności, ■ różne by Maciejewski Kazimierz on 4 kwietnia 2013

Zadzwonił telefon, odebrała małżonka i za chwilę przekazała mi „radosną” nowinę: „Zapisałam nas na badania. W szkole na wsi za pieniądze NFZ i Unii odbędą się bezpłatne badania stanu zdrowia seniorów!”.

Zawsze byłem sceptyczny wobec takich akcji, ale małżonka zadecydowała – a więc poszliśmy (a raczej pojechaliśmy, ponieważ dałem zdecydowany odpór propozycji spaceru). W szkole przywitało nas kilku młodych ludzi, którzy sprawdzili nasz wiek (minimum 55 lat) i zaprosili na badania. W sali wyposażone w krzesła, dwa laptopy, projektor, bannery reklamowe oraz kilka stolików przyjął nas bardzo poważny młody człowiek, który rozpoczął przekazywanie nam „bardzo ważnych treści” o tym, jak ważna jest energia w ogóle (i w życiu człowieka w szczególe) oraz zaprezentował „wielkie osiągnięcie nauki” opracowane na Uniwersytecie w Heidelbergu. Przy okazji powołano się na Alberta Einsteina i wzór E=mc2, który jednak zdaje się nie był studentem w Heidelbergu – zapomniano się jednak powołać na innego słynnego doktoranta tej Uczelni – dr Józefa Goebbelsa, który w tym przypadku byłby o wiele bardziej odpowiedni. Opowiedziano nam bowiem bajkę o tym, jak to „zespół wybitnych naukowców” zbadał „kanały energetyczne” ludzkiego organizmu i na podstawie wyników tych badań opracował wręcz genialne i przełomowe „urządzenie medyczne” – rezonator biofotonowy.

To genialne urządzenie wielkości mydelniczki według informacji prowadzącego prezentację wstępną „jest urządzeniem medycznym zarejestrowanym w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych w Warszawie oraz posiada OCENĘ KLINICZNĄ pod nadzorem Jednostki Notyfikowanej DNV-nr. CE 0434”. Rozszyfrowałem – wymieniony Urząd rzeczywiście wydał dla tego urządzenia świadectwo bezpieczeństwa (nikogo nie zabije, a nawet nie kopnie prądem), zaś „Jednostka Notyfikowana CE 0434” to po prostu norweski odpowiednik tego urzędu,który wydał europejski certyfikat bezpieczeństwa CE dla tego „cuda”.

Oczywiście mieliśmy okazję je wypróbować – kto chciał i powiedział, gdzie go boli miał zakładany rezonator, a my po oglądnięciu kilku filmów propagandowych zostaliśmy zaproszeni na „kompleksowe badania stanu zdrowia”. Polegały one na tym, że należało stanąć w odpowiedniej pozycji, a Pan prowadzący (z bardzo mądrą miną) wycelował w nas (z odległości ok. metra) ręczny przyrząd, który pisnął, a następnie Pan płynnie przesuwał linię celowania w dół. Postąpił tak trzykrotnie (wiadomo, lepsza dokładność pomiaru). Drugi Pan obsługiwał komputer. Podawaliśmy mu nazwisko i po chwili z drukarki wychodził tajemniczy, kolorowy dokument.Jednak musieliśmy jeszcze poczekać na „opis wyniku”, który był wykonywany indywidualnie na 4 stanowiskach przez 4 młode osoby. W trosce o prywatność stanowiska te były odseparowane.

Zaintrygowało mnie, jakim to tajemniczym przyrządem nas badano – okazało się, że to zwykły pirometr (termometr do pomiarów zdalnych). No, więc jednak energia. Ale zaraz zapaliła się czerwona lampka – jak to rozkład temperatury ciała mierzymy przez ubranie, a rozkład temperatury mózgu (o którym była wielokrotnie mowa) bez osłony głowy? Sprawdziłem – okazało się, że właściwym zastosowaniem tego przyrządu jest pomiar dokonywany w okolicy tętnic czołowych i oczywiście nie może być realizowany przez osłony (ubranie).

„Szydło z worka” wyszło dopiero przy „opisywaniu wyników” – okazało się, że uczestnicy badaniamają „niepowtarzalną okazję” nabycia tego„rezonatorabiofotonowego” za jedyne 3990 zł (podobno normalna cena to 6100 zł) – a nawet podpisania na miejscu umowy kredytowej na trzy lata! Jednak ja (ani moja żona) jej nie dostaliśmy – pewnie niepotrzebnie zadałem kilka pytań, co wzbudziło „czujność rewolucyjną” prowadzącego. W sumie nikt z moich najbliższych sąsiadów nie kupił tego cuda, które sprawdził jeden z pracowników polskiej Uczelni:

„5tys. zł za urządzenie, w którym jest mikroprocesor kosztujący parę dolarów, dwie diody na podczerwień w dodatku mrugające na przemian, co wyklucza jakiekolwiek wpływ na organizm (oprócz wrażenia) i również kosztujący parę dolarów jest ewidentnym oszustwem – mówi prof. dr inż. hab. Włodzimierz Kalita z Zakładu Systemów Elektronicznych i Telekomunikacyjnych na Politechnice Rzeszowskiej.”

Okazuje się, że takie ekipy grasują w całej Polsce! I wyciągają ze starszych ludzi „ostatni grosz” sprzedając złudną nadzieję lepszego życia. „Balsam koi, balsam goi, balsam chucie zaspokoi – kupujcie balsam”.

Proszę zwrócić uwagę na stosowaną metodę:

– powołanie się autorytety naukowe (najlepiej zagraniczne). Panowie prowadzący prezentację podkreślali, że jednym z twórców urządzenia był Polak (emigrant ze Śląska).Komentarze słuchaczy„no właśnie, zdolni muszą wyjeżdżać…”!Pan prowadzący momentalnie je podjął i dodał, że „na takie kompleksowe badanie w Polsce trzeba czekać kilka lat”.

– przywołanie dobrze brzmiących nazw i terminów (uczelnia, uprawniona jednostka notyfikowana, rezonans energetyczny itp.) oraz dobrze brzmiących nazwisk (uznany autorytet światowy dr X).

– wciąganie publiczności (pytania – „o ile procent się Pani poprawiło” – panie odpowiadały poważnie „o jakieś 40%”), wyświetlanie filmików promocyjnych (Pani odrzuca balkonik i biega po mieszkaniu).

A przede wszystkim metoda dr Goebellsa – powtarzać, powtarzać, powtarzać każdą bzdurę! To zadziała! Audytorium złożone ze starszych ludzi jest z zasady dość ufne, a jeśli zdarzy się taka czarna owca jak ja i zada parę kłopotliwych pytań to najlepiej z nią nie walczyć, tylko po prostu odpuścić. Sprawdza się tu uniwersalna odpowiedź „to świetne pytanie” – Pan prowadzący był naprawdę profesjonalistą i nawet nie próbował mnie zachęcić do kupna tego badziewia – tylko usiłował wyciągnąć ze mnie (jak wróżka) na co choruję – dałoby mu to okazję udowodnienia skuteczności „badania gościa pirometrem”. W sumie straciłem ponad dwie godziny…

barbie • salon24.pl
Były fizyk – obecnie „komputerowiec”

Reklama

Możliwość komentowania Uwaga ZŁODZIEJE! została wyłączona

%d blogerów lubi to: