Andrzej Gwiazda – „Wiedzieliśmy, że Wałęsa jest nasłany” ☚ polecam !

Posted in ■ aktualności, ■ odkłamujemy HISTORIĘ, ■ wywiady, Gwiazda Andrzej by Maciejewski Kazimierz on 21 Maj 2013

Od kilku już dni media rozgrzewają kolejne odsłony konfliktu pomiędzy Lechem Wałęsą a Bogdanem Borusewiczem, wywołanego słowami m.in. Henryki Krzywonos, która wskazuje, że faktyczne przywództwo nad strajkiem w Stoczni Gdańskiej sprawował nie Wałęsa, a dzisiejszy marszałek senatu.

O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy jedną z najbardziej zasłużonych postaci czasów opozycji antykomunistycznej, współtwórcę NSZZ Solidarność pana Andrzeja Gwiazdę.

Plac Wolności: Jak Pan ocenia toczący się aktualnie spór pomiędzy Wałęsą a Borusewiczem o to, który z nich przewodził strajkiem w Stoczni Gdańskiej w roku 1980?
Andrzej Gwiazda: Moje zdanie na ten temat jest jedno. Jeśli dwaj ludzie, którzy zaangażowali się po uszy w fałszowanie historii, zaczynają się kłócić, to paradoksalnie otwiera to szansę dla prawdy. Może to być furtka, która się otwiera. Wskutek tych sporów ja sam np. dowiaduję się o całej serii zakulisowych poczynań z tamtych czasów.

PW: Być może ta furtka do poznania prawdy rzeczywiście się otwiera, ale czy ludzie opozycji, których zasługi nie zostały w pełni docenione, zostaną wówczas dopuszczeni do dyskusji?
A.G.: Oni nie są dopuszczeni i raczej nie będą, skoro ta dyskusja kręci się dziś wokół Henryki Krzywonos, a jednocześnie żadne medium nie zapyta o zdanie np. innej członkini zakładowego  komitetu strajkowego, czyli mojej żony Joanny – przypomnę, że po śmierci Ani Walentynowicz i Aliny Pienkowskiej przy życiu zostały już tylko dwie takie członkinie. Wszelkimi możliwymi metodami lansuje się tylko jedną z nich – właśnie Krzywonos.

PW: A jak Pan w ogóle postrzega dzisiejszą rolę Henryki Krzywonos, która na fali medialnej popularności sama przyznała sobie mandat do wydawania certyfikatów moralności byłym opozycjonistom? Tak jak to właśnie ma miejsce w wypadku Borusewicza, któremu przypisuje ona przewodzenie strajkiem w Stoczni Gdańskiej.
A.G.: Nie jest to oczywiście inicjatywa Henryki Krzywonos, tylko tych, którzy wyczuli, że za dostęp do mediów Henia jest skłonna spełnić każde życzenie. Zrobiono z niej wielką postać po 35 latach, a  przecież Henia, gdy już po strajku zaczęło się organizowanie związku, sama zrezygnowała z członkostwa w prezydium, ponieważ uznała, że nie jest kompetentna do tworzenia związku – wycofała się bodajże we wrześniu lub październiku. Wszystkich ujęła tą decyzją i powstała nawet cicha umowa, że jeżeli Henia zachowała się tak, nazwijmy to, solidarnie, to o Heni mówimy tylko dobrze. Ona te zasady obecnie złamała. Choć nie mam nic specjalnie złego do powiedzenia na temat Heni – w czasie strajku była dzielnym członkiem prezydium.

PW.: Wracając do kwestii przywództwa w strajku – czy ono mogło należeć tylko do jednej osoby? Np. właśnie do Borusewicza?
A.G.: Być może, skoro Henryka Krzywonos i Andrzej Kołodziej mówią o przywództwie Borusewicza, to po prostu podlegali jego woli, co świadczyć też może o tym, że w czasie strajku istniała zakulisowa grupa, która próbowała nadać strajkowi inny nurt. Nie mogę wykluczyć, że Henia dostawała polecenia od Borusewicza i ślepo je wykonywała. Być może dla Heni kierownikiem był właśnie on. Borusewicz miał przecież skłonności do tworzenia własnych zakonspirowanych grup i potem umiał trzymać te grupy w izolacji od innych, szerszych środowisk opozycyjnych.

PW: Wałęsa sugeruje, że Borusewicz dlatego wskazał go w swoim czasie jako przywódcę strajku, ponieważ chciał go w ten sposób wystawić bezpiece. Czy ta teoria może mieć jakieś odbicie w rzeczywistości?
A.G.: Wałęsa wtedy sam siedział już od dawna po uszy w bezpiece.  Deklarację współpracy podpisał 17 grudnia 1970 roku, a  zarejestrowany został 29 grudnia. Już na 10 lat przed strajkiem Wałęsa współpracował z bezpieką, a kiedy zapadła decyzja, żeby go wystawić w opozycji, przeprowadzono operację zerwania współpracy. To nie są podejrzenia, to są fakty.  Znamy daty i nazwiska oficerów, którzy go werbowali i którzy zeznali to przed sądem. Sprawa jest bezdyskusyjna. Bezpieka miała w swoich archiwach ok. 1200 donosów Wałęsy, które on zresztą za czasów prezydentury wykradł ze swoich akt – są na to dokumenty pochodzące ze śledztwa prokuratorskiego. W każdej chwili, gdyby tylko Wałęsa przestał być dla nich wygodny, mogli go spalić doszczętnie. Jeżeli nie wykorzystali tych dokumentów, to znaczy, że Wałęsa pracował lojalnie do końca. Wałęsa straszy Borusewicza ujawnieniem kompromitujących go informacji z czasów strajku – nie wiem, czy ma takie informacje, wiem natomiast, że Borusewicz nie ma czego ujawniać, bo wszystko jest już w jego wypadku jasne.

PW: Czy to, co robi w ostatnich latach Wałęsa, można nazwać szarganiem legendy Solidarności?
A.G.: Zacznijmy od tego, że wszystkie osoby ze świecznika budowały przede wszystkim legendę Wałęsy, nawet za cenę swojego honoru i własnej inteligencji. Drobny wyjątek to wybory prezydenckie, kiedy Michnik i spółka wystąpili przeciw Wałęsie, optując za Mazowieckim. Prawda o Wałęsie była widoczna gołym okiem, bo choć my sami nie mieliśmy informacji ze strony bezpieki, to od początku strajku nie mieliśmy cienia wątpliwości, że Wałęsa jest nasłany. Najprawdopodobniej w celu doprowadzenia do klęski Solidarności. Z tego się wywiązał – doprowadził do bezwarunkowej kapitulacji w 89’ roku. Doprowadził do powołania pod nazwą Solidarność organizacji sensu stricte antyzwiązkowej. Przez lata doprowadził ruch Solidarności do klęski. Dopiero dziś Solidarność próbuje wrócić na tory związkowe, choć po 20 latach działań antyzwiązkowych jest im trudno.

PW: Dziękujemy za rozmowę.

Marcin Kacprzak • plwolnosci.pl
fot. youtube.com/user/BedekerLodzki

Reklamy

Możliwość komentowania Andrzej Gwiazda – „Wiedzieliśmy, że Wałęsa jest nasłany” ☚ polecam ! została wyłączona