Pokolenie nieudaczników ☚

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 29 Maj 2013

Przywódcy solidarnościowej opozycji niczego się nie nauczyli. Gdy w 1989 r. wygrali wybory, dobrowolnie oddali część władzy komunistom. Generacja powojennego wyżu zostawia swoim następcom Polskę zadłużoną, wyludniającą się i wlekącą w ogonie Europy.

Urodzili się po II wojnie światowej. Dorośli za Gierka. Zbuntowali się w 1980 r. Przeżyli szok rezygnacji komunistów z władzy w 1989 r. Nie mieli innego pomysłu na Polskę niż dołączenie do mitycznego Zachodu. Łykają jak pelikany „mądrości” z Berlina, Waszyngtonu i Moskwy. Niedostatki wiedzy i odwagi maskują tematami zastępczymi. Zachłannie przyczepili się do stołków, dzięki którym pasą swoje brzuchy. Walczą dla siebie o jak najwyższe emerytury. Ich czas się kończy. Na odchodnym zostawiają młodym Polskę tonącą w długach, wyludniającą się i wlekącą w ogonie Europy. Dojrzewa nowy bunt.

Narodziny

Po traumie wojennej zazwyczaj dochodzi do wzrostu liczby narodzin. Optymizm, nadzieja oraz instynkt skutkuje odbudową populacji. Tak było po I wojny światowej, kiedy w latach 1922–1932 rodziło się corocznie ponad 900 tys. małych Polaków. Szczyt urodzeń przypadł w 1925 r., kiedy przyszło na świat 1,037 mln dzieci. Wtedy urodzili się moi dziadkowie. W 1939 r. Polskę zamieszkiwało 35 mln osób. Po zakończeniu wojny liczba ludności spadła do 24 mln. Jednak pokolenie wyżu demograficznego z lat 20. zaczęło odrabiać te wielkie straty. W latach 1948–1959 Polki rodziły ponad 700 tys. dzieci rocznie. Najwięcej urodzeń odnotowano w 1955 r. (794 tys.). Wtedy urodzili się moi rodzice.

Pokolenie lat 50. było pierwszym, które państwo chciało wychować na nowego człowieka – członka komunistycznego kolektywu, przeznaczonego do roli trybika w machinie eksportującej marksizm-leninizm na cały świat. Centralnie sterowana gospodarka planowa miała zapewnić dobrobyt. Nacjonalizacja przemysłu i reforma rolna – sprawiedliwość. A wieczny sojusz ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich i kierownicza rola jedynie słusznej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej – bezpieczeństwo. Zachodnią demokrację i wolny rynek przedstawiano jako zdegenerowane systemy, po których wszędzie zaświta jutrzenka komunizmu. W 1959 r. przywódca ZSRR Chruszczow zapowiadał prezydentowi Stanów Zjednoczonych Nixonowi: „Ameryka istnieje od 150 lat i to jest poziom, jaki osiągnęła. My istniejemy niecałe 42 lata, ale za siedem lat będziemy na tym samym poziomie co teraz Ameryka. Kiedy was dopędzimy, zaczniemy was wyprzedzać i może wtedy wy przyjdziecie do nas i powiecie: poczekajcie trochę. I my poczekamy, aż będziecie w stanie iść dalej razem z nami”. Plany doścignięcia Ameryki ciągle przesuwano w czasie. Ostatni termin wyznaczono na lata 80. Zaraz potem komunistyczne imperium się rozpadło.

Dzieci wyżu były poddane intensywnej indoktrynacji w komunistycznych szkołach i uczelniach. W szkołach podstawowych uczyły się „mądrości” Gomułki. Zawodówki, technika, licea i studia kończyły często już za Gierka. Gdy pokolenie wyżu osiągało dojrzałość, młodzieńczy idealizm zderzył się z biedną i siermiężną rzeczywistością. Rodził się bunt. W kotle zabulgotało w 1968 r. (protesty studenckie), 1970 r. (strajki na Wybrzeżu) i 1976 r. (strajki w Radomiu i Ursusie). Do eksplozji doszło w 1980 r. Młodzi robotnicy i rozczarowani systemem inteligenci stworzyli „Solidarność”. Wśród rewolucyjnych 21 postulatów – obok utworzenia wolnych związków zawodowych i żądania wolności słowa – znalazły się i takie: jednorazowa podwyżka wynagrodzeń o jedną trzecią ówczesnego średniego wynagrodzenia, wprowadzenie kartek na mięso i przetwory, obniżenie wieku emerytalnego do 50 (kobiety) i 55 lat (mężczyźni) oraz trzyletni płatny urlop macierzyński. Do przebłysku zdrowego rozsądku doszło w postulacie nr 9, gdzie uświadomiono sobie wynikający z takich pomysłów wzrost cen i spadek wartości pieniądza. Według postulatu nr 6 realna reforma gospodarcza miała zostać zrealizowana poprzez dyskusję „wszystkich środowisk i warstw społecznych”.

Postulaty gospodarcze rewolucjonistów z powojennego wyżu demograficznego stanowiły zbiór pobożnych życzeń bez jakiegokolwiek pomysłu na realizację. Są wstydliwie przemilczane i dowodzą, w jakim stopniu przywódcy i doradcy „Solidarności” byli zindoktrynowani przez komunistyczną oświatę i propagandę. Ich hipotetyczna realizacja miałaby jeden makiaweliczny skutek: przyspieszyłaby rozpad systemu gospodarczego i wystąpienie hiperinflacji.

Nieudolność

Zdławienie „Solidarności” przez Jaruzelskiego w 1981 r. teoretycznie dało przedstawicielom pokolenia wyżu czas na lepsze przygotowanie się do reformowania Polski. Pochłonęła ich jednak konspira, wzajemne podejrzenia o defraudowanie dolarów z zagranicy, kombatanctwo, a w końcu zarzuty agenturalności. Przywódcy podziemnej opozycji niczego się nie nauczyli. Gdy w 1989 r. zmiażdżyli w wyborach partie reżimowe, ogarnęło ich przerażenie: co robić? Byli w takim szoku, że ich najinteligentniejsi przedstawiciele dobrowolnie oddawali część władzy dotąd wyszydzanemu Jaruzelskiemu (Michnik: „Wasz prezydent, nasz premier”). Ich wizja gospodarki sprowadzała się do nakreślenia kierunku: w Polsce ma być tak jak na Zachodzie. Nie potrafiąc wykrztusić ani be, ani me, zaczęli sprowadzać doradców z zagranicy. Ci, obdarzeni pełnym zaufaniem, prześwietlili na wylot polskie przedsiębiorstwa, a potem hurtowo zakupili je dla swoich mocodawców z zagranicy za ułamek wartości.

Na dwie dekady polityka władz z pokolenia wyżu demograficznego sprowadziła się do parcia za wszelką cenę do Unii Europejskiej i NATO. Kłaniają się w pas i całują tyłki w Berlinie (Platforma Obywatelska), Waszyngtonie (Prawo i Sprawiedliwość) oraz Moskwie (Sojusz Lewicy Demokratycznej). Nie stworzyli warunków do powstawania miejsc pracy w kraju i wypchnęli pod przymusem ekonomicznym miliony Polaków do pracy za granicą. Gdyby nie emigracja, bezrobocie w Polsce wynosiłoby dziś ok. 25 proc. Polska jest na czwartym i piątym miejscu od końca wśród 27 krajów UE pod względem wysokości wynagrodzeń oraz PKB na mieszkańca. Od 1991 r. nie potrafili zrównoważyć budżetu państwa. Cały czas zadłużają Polskę. W długach tonie zarówno sektor publiczny, jak i prywatny. Zadłużenie zagraniczne Polski (wszystkich sektorów) wzrosło z 50 mld USD w 1994 r. do 358 mld USD w 2012 r. W 2010 r. Polska znalazła się na 10. miejscu wśród największych dłużników świata (najwięksi wierzyciele to Japonia, Chiny i Niemcy). Zniechęcili młodych Polaków, swoje dzieci (kolejny wyż demograficzny ze szczytem urodzeń w 1983 r. – 721 tys.) do rodzenia i wychowywania potomstwa. Na skutek tego ludność Polski mniej więcej za pół wieku zmniejszy się z obecnych 38 mln do 27 mln, tj. do takiego stanu jak w 1921 r.! Symboliczne zwieńczenie ich polityki stanowi krytyczny stan Unii Europejskiej targanej wstrząsami gospodarczymi po wybuchu kryzysu w 2008 r. oraz słabnięcie NATO w związku z przesuwaniem sił zbrojnych USA z Europy i Bliskiego Wschodu nad Pacyfik (konfrontacja z Chinami).

Elity pokolenia powojennego wyżu demograficznego okazały się gospodarczymi i geopolitycznymi głupkami i niedorajdami, którzy nie uczą się nawet na własnych błędach. Utrzymują się przy władzy dzięki orgiom tematów zastępczych. Początkowo dominowały sprawy światopoglądowe: religia w szkołach, konkordat, aborcja i krzyże w miejscach publicznych. Obecnie jedni tworzą sektę smoleńską w Kościele katolickim, a drudzy opierniczają się w śledztwie w sprawie katastrofy TU-154 i prowokują słabszych emocjonalnie przeciwników politycznych do kolejnych chorych bajdurzeń i publicznych ekscesów. Ale w jednym potrafili zachować solidarność. Pilnują zabetonowanej sceny politycznej, utrzymując progi wyborcze, kontrolując media, manipulując prawem wyborczym, szantażując Polaków, że są niezastąpieni w roli rządu czy opozycji, i wydzierając z budżetu państwa wielomilionowe dotacje dla własnych partii. Wszystko dla zachowania stanowisk i kasy.

Hipokryzja i egoizm

Czas płynie nieubłaganie. Minęło 60 lat od narodzin pierwszych roczników powojennego wyżu demograficznego. Zaczynają wchodzić w wiek emerytalny. W końcu się doliczyli, że duża własna liczebność w połączeniu z mniejszą liczebnością kolejnych pokoleń (dzieci i wnuki) rozsadzi finanse publiczne. Mniej pracujących tylko przy niewolniczej pracy może zapewnić środki na większe emerytury i wzrastające wydatki na ochronę zdrowia. Mając gęby pełne frazesów o solidarności międzypokoleniowej, tak zreformowali system emerytalny, że sami dostaną sute emerytury sięgające dwóch trzecich ich wynagrodzeń. Dla dzieci i wnuków zostawiają ochłapy – dwa razy mniejsze emerytury (ok. 30 proc. płacy) oraz górę długów (system emerytalny pozostaje niezrównoważony – wydatki na emerytury i renty są większe niż wpływy ze składek).

Hipokryzja, materialna zachłanność i egoizm pokolenia powojennego wyżu demograficznego sięga szczytów. Dlatego jego elity z niepokojem obserwują, że następna generacja (wyż z 1983 r.) potrafi się postawić i wyjść na ulicę (np. protesty przeciw ACTA, Marsz Niepodległości). Zagrożenie wzrasta proporcjonalnie do rosnących napięć ekonomicznych oraz zaznaczającej się dominacji liczebnej nowego młodego pokolenia w populacji Polaków. Zważywszy na utrzymujące się ubóstwo względem europejskich narodów, rosnące – większe niż w czasach Gierka – zadłużenie Polski oraz dominację liczebną młodego pokolenia, rośnie prawdopodobieństwo wstrząsu.

Obserwując ferment intelektualny (np. powstające wolnościowe think tanki), można stwierdzić, że istnieje duża szansa, że młodzi nie popełnią błędów poprzedniej generacji. Określą wizję Polski, strategię jej osiągnięcia i konsekwentnie, z profesjonalizmem zrealizują polskie marzenie.

Tomasz Urbaś • uwazamrze.pl
fot. AFP

Reklama

Możliwość komentowania Pokolenie nieudaczników ☚ została wyłączona

%d blogerów lubi to: