Paweł Zyzak: Zderzenie Legend. Wczytując się we wspomnienia Leszka Zborowskiego pojmujemy, czego takiego boją się i Wałęsa, i Borusewicz ☚ polecam !

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ, Zborowski Lech by Maciejewski Kazimierz on 30 Maj 2013

Wczytując się we wspomnienia Leszka Zborowskiego, publikowane od niedawna na portalu Wolnych Związków Zawodowych, pojmujemy, czego takiego boją się i Wałęsa, i Borusewicz.

Starły się ze sobą dwie owiane legendą postacie. Słynna motorniczy Henryka Krzywonos zdenerwowała Lecha Wałęsę, sugerując, że to nie on, a Bogdan Borusewicz „kręcił tym strajkiem” w Sierpniu 1980 r. w Stoczni Gdańskiej. Borusewicz przezornie przeczekał medialną burzę. Bagatelizując całą sprawę, przyznaje laur kierownictwa i sobie, i Wałęsie.

Fałszowanie kulis strajku

Wałęsa wyczuł tu atak. Niewykluczone, że słusznie. Atak ten miałby przynieść symboliczną korzyść Borusewiczowi. Wszak dzisiejszy marszałek wiele nie ustępuje Wałęsie w falsyfikowaniu kulis strajku „sierpniowego”. Borusewicz również z powodzeniem wykorzystywał swój status polityczny do eliminowania ze świadomości społecznej niewygodnych świadków historii. Z grona osób przygotowujących strajk odpadli na przykład Jan Karandziej i Leszek Zborowski, najwcześniej wtajemniczeni w plany strajkowe. Ostali się Jerzy Borowczak, Ludwik Prądzyński i Bogdan Felski, którzy wkroczyli do akcji dopiero w ostatniej fazie przedsięwzięcia. Z czasem do owej trójki doczepiony został Lech Wałęsa.

Czego się boją?

Wczytując się we wspomnienia Leszka Zborowskiego, publikowane od niedawna na portalu Wolnych Związków Zawodowych, pojmujemy, czego takiego boją się i Wałęsa, i Borusewicz.

Podobieństwo między oboma politykami zaczyna się na poziomie niespójnych dat, godzin, miejsc czy uczestników spotkań. Wałęsa przykładowo nie potrafi powiedzieć, gdzie znajdował się rankiem 14 sierpnia 1980 r. i dlaczego spóźnił się na strajk, który miał przecież pomóc wywołać. Borusewiczowi nie udaje się wyjaśnić, kto uczestniczył w kluczowym spotkaniu w domu Piotra Dyka, na którym powzięto decyzję o strajku, oraz jednoznacznie stwierdzić, kiedy się ono odbyło. Nie wie też, kiedy zaczął przygotowywać strajk – przed czy po zwolnieniu Anny Walentynowicz.

Z kolei Wałęsa nie wie, co i gdzie w czasie strajku przeskoczył. Nie wie, kto mu w tym pomógł. Borusewicz nie wyjaśnia, gdzie zgubił się w pierwszych dwóch dniach strajku, który wywołał i za który brał odpowiedzialność. Strajku, który zaplanował na najwyżej dwa dni…

Abstrahując od skutków strajku, w Sierpniu Bogdan Borusewicz wykazał się nielojalnością względem kolegów z Wolnych Związków Zawodowych (WZZ). Organizował strajk na własną rękę, w tajemnicy, choć panował pogląd, że strajk odbędzie się, tyle że po wakacjach i musi zostać należycie przygotowany. Wykazywał zależność psychiczną od KOR-owskiej grupy Jacka Kuronia, która popychała związkowców do szybkiego strajku i przyłączenia się do fali strajkowej. Borusewicz nie był członkiem WZZ, lecz strajk organizował w imieniu związków, nie zważając na fakt, że liderzy WZZ nie mogą się weń zaangażować. Strajk nie był więc przygotowany dobrze, przez co łatwo mógł się zakończyć masakrą lub, w najlepszym wypadku, wieloletnim więzieniem dla inicjatorów.

Nadto w ostatniej chwili Borusewicz zaangażował w całe przedsięwzięcie Lecha Wałęsę, który, jak pisze Zborowski, „od dawna miał opinię tchórza i człowieka, któremu nie mogliśmy ufać”. Mieli rację. Wałęsa nie dość, że zawieruszył się gdzieś rankiem 14 sierpnia i spóźnił na strajk o kilka godzin, to potem zakończył go po trzech dniach. Bogdan Borusewicz wymusił na nim krzykiem 16 sierpnia podtrzymanie buntu.

Nie było lidera

Nie był nim Borusewicz, który zostawił ciężar strajku na barkach młodych działaczy. Wałęsa też się „zgubił”. To pozwoliło temu drugiemu lansować z czasem tezę, że był szykowany na lidera strajku. Tezę wysoce wątpliwą, biorąc pod uwagę samo tylko „spóźnienie”. Borusewicz zaciskał zęby, ale po cichu się na nią godził. Służyła ona wszak i jemu. Mówiła, że strajk to owoc symbiozy geniuszu i konsekwencji.

W takiej oto atmosferze „sierpniowych” krętactw zrodziło się kilka niespodziewanych karier. Mało prawdopodobne, by Henryka Krzywonos potrafiła w stoczni zarejestrować, kto tam był faktycznym przywódcą. Byłych działaczy WZZ irytuje jednak szczególnie postać Jerzego Borowczaka, człowieka o wyjątkowo marnym charakterze. Z błyskiem w oku Borowczak poświadczył ostatnio za Wałęsę w prawicowym kanale telewizyjnym, że Borusewicz i Kuroń wcale nie chcieli go usunąć po strajku jako konfidenta SB. Skąd ta pewność mało znaczącego wówczas aktywisty w obliczu nagromadzonych dotąd świadectw? Ano właśnie, Borowczak zwykł podawać się za współzałożyciela WZZ. Nie był nim. W środowisku zauważono go dopiero na krótko przed strajkiem.

Naczelni bohaterowie tego felietonu: Krzywonos, Wałęsa, Borusewicz i Borowczak sądzą zapewne, że są roztropni. Uznali, że warto nie mówić, „jak było i jak jest”, by nie zapeszyć kariery, limuzyny, fotela w kanale telewizyjnym… Prężą przed kamerą szyje, w starciu z rzeczywistością kurczą się zaś momentalnie.

Leszek Zborowski postanowił kiedyś stawić czoła szarzyźnie PRL i zaczął trenować karate. Zdobył nawet „czarny pas”. Kto go zna, wie, że należy do ludzi niezwykle spokojnych. Nie wytrzymał jednak w 1981 r., widząc, jak Wałęsa próbuje zdestabilizować pracę drukarni MKZ-tu. Udał się do jego gabinetu. Otworzył drzwi, spojrzeli z Wałęsą na siebie. Wałęsa zastygł w miejscu – wiedział, co się święci. Zaczął biec dookoła swojego biurka. Leszek za nim. Wałęsa, trzymając się biurka, uciekał. Leszek zatrzymał się, pogroził palcem i wyszedł. Wałęsa ocalał.

Paweł Zyzak • wpolityce.pl
fot. ipn.gov.pl

Prawda jest ciekawa

Dwutygodnik „Prawda jest ciekawa Gazeta Obywatelska” wydaje Solidarność Walczącą. Nasza redakcja mieści się we Wrocławiu, natomiast gazeta dostępna jest na terenie całego kraju. „Prawda jest ciekawa Gazeta Obywatelska” porusza tematykę społeczno-polityczną, kładąc szczególny nacisk na promocje idei solidaryzmu społecznego i uczciwości w przestrzeni publicznej. Zależy nam również na aktywności naszych czytelników, tak aby stać się miejscem działalności obywatelskiej ludzi, którzy nie odnajdują dla siebie przestrzeni w głównym nurcie, zarówno medialnym, jak i politycznym. Jesteśmy dwutygodnikiem, który nie tylko krytykuje i wytyka błędy władzy, instytucjom państwowym i osobom zaangażowanym w życie publiczne w naszym kraju, ale również przedstawia własne propozycje usprawnienia funkcjonowania państwa i obywateli w jego ramach.
Nasz adres – gazetaobywatelska.info

Advertisements

Comments Off on Paweł Zyzak: Zderzenie Legend. Wczytując się we wspomnienia Leszka Zborowskiego pojmujemy, czego takiego boją się i Wałęsa, i Borusewicz ☚ polecam !