Tropy tajnych służb ☚

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 8 lipca 2013

Ludzie związani ze Służbą Bezpieczeństwa i Wojskowymi Służbami Informacyjnymi odegrali główne role w zbrodni, której ofiarą padł generał Marek Papała.

Od jedenastu lat Prokuratura Apelacyjna w Warszawie próbuje posadzić na ławie oskarżonych Edwarda M. – polonijnego biznesmena, którego podejrzewa o zlecenie zabójstwa generała Marka Papały. W lutym 2002 roku Edward M. został zatrzymany na polecenie prokuratora Jerzego Mierzewskiego – prowadzącego śledztwo w sprawie Papały. Jednak jego przełożeni nie wyrazili zgody na postawienie mu zarzutów. W efekcie, M. opuścił policyjny areszt i nie niepokojony przez nikogo wyjechał z Polski do USA. W trakcie śledztwa prokuratura prześwietliła życiorys Edwarda M. i szybko postawiła pytanie, co łączy go z tajnymi służbami.

Wielka kariera emigranta

Edward M. (ur. 1946 roku) jako trzynastolatek wsiadł wraz z matką na statek płynący do Nowego Jorku. Ukończył studia inżynierskie w Chicago, a potem rozpoczął wielką karierę biznesową. W jego CV znaleźć można stanowiska managerskie w takich firmach jak United Technologies Corporation (producent nowych rozwiązań technicznych dla przemysłu lotniczego), Cargill (przetwórstwo rolne), Demarex (firma konsultingowa), Stream Communications (operator sieci telewizji kablowej), Lockhead Martin (producent samolotów bojowych). Od końca lat 70. M. był Tajnym Współpracownikiem Departamentu II MSW (kontrwywiad cywilny). W Instytucie Pamięci Narodowej nie ma zbyt wiele informacji na ten temat. W zasobach IPN zachowały się cztery teczki na jego nazwisko, ale trafiły do zbioru zastrzeżonego. W 2007 roku „Życie Warszawy” ujawniło, że Mazur został zwerbowany w USA i współpracował ze służbami jeszcze po 1989 roku, co uniemożliwia dostęp do jego akt. Nie jest jasne w jaki sposób przebiegała współpraca Mazura z kontrwywiadem PRL. Biorąc pod uwagę fakt, iż w latach 70. i 80. obracał się w kręgach polonijnych, można przypuszczać, iż był wykorzystywany do rozpracowywania środowisk polskiej emigracji.

Amerykański dziennikarz David Dastych sugerował, że Edward M. mógł równolegle współpracować z CIA. Na to ostatnie wskazuje fakt, że USA odmówiły ekstradycji Mazura, gdy wnioskował o to polski rząd. Ale nie tylko. Gdy trwało śledztwo prokuratora Jerzego Mierzewskiego, polskie służby specjalne sporządziły notatki, z których wynikało, że Mazur został przewerbowany przez CIA. Według tej wersji amerykański kontrwywiad zidentyfikował go jako „nielegała” (osobę, która przenika w struktury obcego państwa i wykonuje zadania wywiadu swojego kraju). Potwierdzeniem tej tezy ma być to, że Edward M. i jego matka legalnie wyjechała z Polski w 1962 roku, kiedy uzyskanie paszportu od władz PRL graniczyło z cudem.

W 2006 roku „Rzeczpospolita” podała, że po transformacji ustrojowej Mazur nadal pozostawał pod opieką polskich służb. Według „Rz”, używał pseudonimów „Glad” i „Szczęśliwy”. Był prowadzony przez kontrwywiad, a jego oficerem prowadzącym był pułkownik Ryszard Bieszyński – szef Zarządu Śledczego UOP, były funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa. To o tyle istotne, że pułkownik Bieszyński prowadził wiele czynności w sprawie śmierci Marka Papały, a potem, podczas procesu ekstradycyjnego w USA był głównym świadkiem jego obrony.

Po transformacji ustrojowej, M. był bardzo ważnym lobbystą. Lobbował na rzecz zakupu przez Polskę myśliwców F-16. To zaangażowanie po stronie producentów amerykańskich, nie przeszkodziło mu mieć świetnych kontaktów z Rosjanami. Opublikowany w 2007 roku raport z weryfikacji WSI ujawnił, że od 1991 roku Mazur był udziałowcem spółki Abexim, która aż do 2006 roku serwisowała samochody należące do WSI.

W trakcie śledztwa dotyczącego zabójstwa Marka Papały, policjanci zaczęli prześwietlać życiorys biznesmena. Okazało się, że M. utrzymywał bliskie kontakty z generałem MSW Zbigniewem Pudyszem – jednym z najbliższych współpracowników generała Czesława Kiszczaka. Pudysz był głównym organizatorem operacji matactwa i zacierania śladów po zabójstwie księdza Popiełuszki. Ponadto, M. podczas wizyt w Polsce, regularnie wchodził do siedziby UOP przy ulicy Rakowieckiej, dysponował specjalną przepustką umożliwiającą wejście do budynku. Utrzymywał regularne kontakty z czynnymi i byłymi funkcjonariuszami SB i UOP. Znał blisko Władimira Ałganowa – rosyjskiego szpiega znanego z afery „Olina”. W trakcie śledztwa w sprawie afery „Olina” wyszło na jaw, że Marian Zacharski nawiązał kontakt z Ałganowem poprzez właśnie Mazura. Co jeszcze ciekawsze: Edward M. to bliski znajomy wpływowych oficerów SB: Romana Kurnika, Jana Bisztygi i Hipolita Starszaka. Gdy w 2002 roku Mazur został zatrzymany, to właśnie Starszak pomógł mu znaleźć adwokata. Hipolit Starszak – absolwent Wyższej Szkoły KGB w Moskwie, był funkcjonariuszem SB, a potem zastępcą prokuratora generalnego PRL (zajmował się śledztwami wymierzonymi w „Solidarność). W 1991 roku został dyrektorem wydawniczym spółki „Urma” wydającej tygodnik „Nie”, którego redaktorem naczelnym jest Jerzy Urban – były rzecznik rządu PRL.

Najciekawsza jest jednak historia znajomości Edwarda M. z generałem Józefem Sasinem – emerytowanym dyrektorem V Departamentu MSW (odpowiedzialnego za gospodarkę) w czasach PRL. Na przełomie 1982 i 1983 roku, M. nawiązał kontakt z Edwardem Brzostowskim – wiceministrem rolnictwa PRL. W imieniu amerykańskiej firmy Cargill pytał o możliwości inwestowania w Polsce. W rezultacie ich kontaktów, w PRL powstało kilka firm, które przyniosły ogromne straty. Sprawa wyglądała na wielką aferę gospodarczą i śledztwo wszczął w sprawie Departament V MSW (odpowiedzialny za gospodarkę), a nadzorował je właśnie pułkownik Józef Sasin – dyrektor tego departamentu. Jednak śledztwo do niczego nie doprowadziło. A kilka lat później, gdy upadł PRL i Edward M. zaczął prowadzić w Polsce działalność, w jednej ze spółek zatrudnił właśnie… Józefa Sasina (już wówczas generała). 25 czerwca 1998 roku M. i Papała spotkali się w Wilanowie po raz ostatni właśnie w domu Józefa Sasina.

Gangster z tajnych służb

Jednak kluczową kwestią dla zrozumienia kim był Edward M. jest afera Funduszu Zadłużenia Zagranicznego. Przypomnijmy: w II połowie lat 80. grupa oficerów wywiadu wojskowego zaczęła prowadzić operację niejawnego skupu polskiego długu zagranicznego po zaniżonych cenach. W rzeczywistości nie chodziło o żadne długi tylko o to, aby wyprowadzić ogromne pieniądze z PRL, ulokować je za granicą, a potem przywieźć je do Polski poprzez zaufanych ludzi i wykorzystać do zakupu państwowych przedsiębiorstw. Kupującymi mieli być ludzie służb. W ten sposób powstać miała klasa „rekinów kapitalizmu” uwłaszczona na państwowym majątku za pieniądze polskich podatników.

W uzasadnieniu wyroku sądowego skazującego twórców FOZZ na więzienie (wyrok zapadł jesienią 2005 roku) nazwisko Edwarda M. pojawia się 15 razy – jako pośrednika, przez którego przechodziły pieniądze FOZZ. W procesie dotyczącym FOZZ Andrzej Kuna (znany z afery Orlenu, kolega rosyjskiego szpiega Władimira Ałganowa) opowiadał o tym, że M. – jako przedstawiciele FOZZ – załatwiał z nim różne pozorowane transakcje – m.in. fikcyjne pożyczki. Chodziło o stworzenie fikcyjnej dokumentacji umożliwiającej wyprowadzanie pieniędzy FOZZ.

Sam M. również skorzystał na aferze FOZZ. „Zarobione” na niej pieniądze przywiózł do Polski i kupił od państwa część udziałów w upadającej spółce spożywczej. Spółka ta – już po prywatyzacji – zmieniła nazwę na Bakoma – od pierwszych liter nazwisk trzech jej udziałowców. A wspólnikami M. byli: biznesmen Zbigniew Komorowski – późniejszy senator PSL i bohater afery paliwowej, oraz… Jeremiasz Barański ps. „Baranina”. Według najważniejszej wersji śledczej, Edward M. zwrócił się do „Baraniny” o pomoc w zamordowaniu Papały, a „Baranina” wyznaczył do tej roli Rafała K. (został zamordowany w krótki czas po zabójstwie Papały). Barański (ur. 1945 w Sopocie) zaczynał swoją przestępczą karierę jako drobny cwaniaczek i cinkciarz. Został wówczas zwerbowany do współpracy przez Służbę Bezpieczeństwa. Korzystając z jej pomocy, zaczął tworzyć w Niemczech i Austrii pierwsze grupy przemytników papierosów, zakładał też pierwsze gorzelnie z siedzibą w Belgii. Lojalnie współpracując z SB, „Baranina” przyjął zasadę, że chętnie udzielał informacji na temat półświatka, ale… tylko takich, które obciążały jego konkurencję. Takie rozwiązanie opłacało się wszystkim. „Baraninie” zapewniało z jednej strony nietykalność (SB nie ruszała swojego człowieka), z drugiej pozwalało mu eliminować konkurentów rękami służb. Dla SB było to o tyle korzystne, że dostawała informacje, zamykała innych cinkciarzy i poprawiała swoje statystyki. Był to więc interes, który wszystkim się opłacał. „Baranina” wyniósł z tych czasów istotną wiedzę: zrozumiał, że najlepszym sposobem na zapewnienie sobie bezkarności w przestępczym fachu jest ostrożna współpraca ze służbami specjalnymi i donoszenie… na swoich konkurentów.

W 1991 roku „Baranina” definitywnie opuścił Polskę i wyjechał do Wiednia. Osiadł w Gamratneusiedl, gdzie zaczął prowadzić swoje interesy. Oficjalnie był właścicielem dwóch przedsiębiorstw (jedno zajmowało się budowaniem i urządzaniem domów), sympatycznym biznesmenem, człowiekiem szanowanym przez sąsiadów, który cenił święty spokój i nigdy nikomu nie sprawiał problemów. Mniej oficjalnie: był bezwzględnym gangsterem, który z zacisza swojego domu koordynował przestępcze interesy obejmujące wiele krajów świata. Ani jego sąsiedzi, ani policjanci rozpracowujący jego interesy nie wiedzieli, że „Baranina” jest również współpracownikiem i informatorem Wojskowych Służb Informacyjnych. Dowodem tego może być odnaleziona w archiwach WSI notatka z 1991 roku. O Jeremiaszu Barańskim czytamy w niej: „Jest członkiem zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej się przemytem papierosów, alkoholu i narkotyków do RP oraz nielegalnym handlem bronią”. W innej notatce napisane jest, że „Baraninia” i współpracujący z nim oficer WSI „stwierdzili, że mają stosowne powiązania ze służbami specjalnymi, lecz nie określili jednak, o jakie służby chodzi”. W 2001 roku Sejmowa Komisja ds. służb specjalnych odkryła, że wyznaczaniem zadań „Baraninie” zajmowali się trzej oficerowie WSI. Najważniejszym był płk Andrzej K. ps. „Siwy” – po 2001 roku negatywny bohater afer paliwowych. W 2003 roku „Baranina” popełnił tajemnicze samobójstwo w celi aresztu we Wiedniu. Stało się to po tym, jak zgodził się po raz kolejny pójść na współpracę z austriackimi służbami i ujawnić nielegalne interesy związanych z nim ludzi z WSI.

Spotkanie ściśle tajne

Przed Sądem Okręgowym w Warszawie dobiega do końca proces domniemanych zleceniodawców zabójstwa Marka Papały (sygn. akt XVIII K 346/09). Na ławie oskarżonych zasiadają były lider gangu pruszkowskiego Andrzej Z. ps. „Słowik” oraz gangster Ryszard Bogucki. Akt oskarżenia opisuje spotkanie, do którego doszło w hotelu „Marina” w Gdańsku w kwietniu 1998 roku. Przedmiotem było zamordowanie Marka Papały. Spotkanie zorganizował Nikodem Skotarczak – szef trójmiejskiej mafii. Z dokumentów zachowanych w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej wynika, że Skotarczak już w połowie lat 70. został informatorem gdańskiej Służby Bezpieczeństwa, a potem także Wojskowej Służby Wewnętrznej, używającym pseudonimów „Nikoś” i „Nikodem”. W konsekwencji SB udzielała mu cichej pomocy w przemycie pojazdów. W zamian, oficerowie bezpieki i wojska kupowali od „Nikosia” luksusowe audi, mercedesy i volkswageny. Jego klientami byli również dygnitarze PZPR ze szczebla wojewódzkiego i centralnego. Służby specjalne PRL-u bardzo często wykorzystywały przestępców do swoich gier – mówi Henryk Piecuch – pisarz, historyk, autor książek o tajnych służbach PRL. Dzięki temu przestępcy mogli czuć się bezkarnie. W zamian SB czerpała zyski z ich działalności, bo „swoi” przestępcy regularnie oddawali esbekom „działkę”. Bezpieka mogła również być pewna, że „swoi” przestępcy będą dostarczać informacji. W ten sposób SB wiedziała na bieżąco o tym, co dzieje się w półświatku.

Skotarczak systematycznie awansował w przestępczym półświatku. W końcu lat 70 stworzył swoją grupę, która zajęła się kradzieżami samochodów. Tym, co odróżniało ją od innych złodziejskich szajek było to, że od początku celowała w samochody zachodnie. I znowu okazało się, że można liczyć na wsparcie czynników rządowych. Klientami „Nikosia” zostali sekretarze PZPR, oficerowie Wojska, milicji, SB. W ten sposób, handel skradzionymi samochodami nie tylko przynosił Skotarczakowi ogromne dochody, ale również wzmacniał jego wpływy i pozycję. Co równie ważne: gwarantował bezkarność: towarzysze z PZPR lub z bezpieki dostawali od „Nikosia” cynk kiedy będzie przewoził przez granicę skradziony samochód i tak ustawiali celników, aby auto mogło dojechać bezpiecznie. Z pomocą SB i WSW, „Nikoś” szybko awansował na lidera przestępczego podziemia na Pomorzu. I właśnie do niego w 1998 roku przyjechali Edward M. i „Słowik”. Obecny na spotkaniu Artur Zirajewski ps. „Iwan” – płatny morderca i ochroniarz „Nikosia”  – tak później w śledztwie opowiadał o tym spotkaniu:

W trakcie tej rozmowy ten mężczyzna, którego ja wtedy widziałem po raz pierwszy, zapytał mnie czy byłbym gotów przyjąć zlecenie na „grubego psa”. Pokazał mi wycięte z gazety zdjęcie Marka Papały. (…) Ja wtedy (…) zgodziłem się przyjąć to zlecenie. Powiedziałem im, że mam kontakt z osobą, która wykona to zlecenie. Co ciekawe: sam „Nikoś” sprawę skonsultował ze swoim zaufanym – Kazimierzem Hedbergiem ps. „Kartofel”. Z akt IPN wynika, że Hedberg w latach 80. był współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa, a później został główną osobą odpowiedzialną za przemyt wielkiej ilości narkotyków na trasie Polska – Szwecja. Pieniędzmi zarobionymi na przemycie dzielił się z oficerami SB, w zamian za co ci umożliwiali mu działalność. Z akt śledztwa w sprawie zabójstwa Marka Papały wynika, że proceder Kazimierza Hedberga rozpracowywały w Szwecji służby specjalne, a nie policja, co jest regułą tylko w przypadkach najbardziej poważnych szajek.

W spotkaniu w „Marinie” uczestniczył również Andrzej Z. ps. „Słowik” reprezentujący gang pruszkowski. Szefem tego gangu był Andrzej Kolikowski ps. „Pershing”. Jak wynika z akt IPN, Kolikowski od początku lat 80. współpracował z wojskowymi służbami specjalnymi. W połowie lat 80. założył w Warszawie pierwsze kasyno (musiał mieć na to zgodę władz). Kasyno było miejscem spotkań oficerów wojska, policji i tajnych służb. Cały czas dyskretną opiekę nad nim roztaczał kontrwywiad wojskowy. A sam „Pershing” jako informator składał regularne meldunki. Kasyno w centrum Warszawy było również ulubionym miejscem zabaw mazowieckiego półświatka. To właśnie tam w latach 80. „Pershing” poznał liderów szajek przestępczych ze stolicy i z Pruszkowa. Był „ich” człowiekiem.

Choć spotkanie w „Marinie” miało być utrzymywane w ścisłej tajemnicy, służby specjalne szybko się o nim dowiedziały. W aktach śledztwa w sprawie mafii paliwowej znajduje się protokół przesłuchania znanego polityka, który zeznał, iż wiosną 1998 roku pułkownik WSI Aleksander L. zadzwonił do Jana Bisztygi i poinformował go, że Papale grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Wspomniany Aleksander L. (dziś oskarżony) stał się negatywnym bohaterem afery, w wyniku której zatrzymany został dziennikarz Wojciech Sumliński. A w czasach PRL L. był szefem kontrwywiadu Wojskowej Służby Wewnętrznej. Prowadząc śledztwo w sprawie zamordowania Marka Papały, warszawska prokuratura odkryła, że główne osoby zainteresowane zabójstwem komendanta, mają bogate doświadczenie w pracy w służbach lub we współpracy z nimi. Równolegle: jedenaście lat śledztwa wykazało, że Marek Papała stał się bardzo niewygodny dla kliki wywodzącej się ze służb PRL, bo zdobył wiedzę o ich niezgodnych z prawem interesach przynoszących wielkie pieniądze. Trudno w tej sytuacji się dziwić, że tajne służby robiły wszystko, co możliwe, aby prawdziwi inspiratorzy zabójstwa nigdy nie zostali wykryci.

Leszek Szymowski • blogopinia24.pl
Artykuł ten opublikowano w nr 26 (109) tygodnika „Śląska Gazeta” z dn. 21-27 czerwca 2013 roku

fot. A. Rybczyński/PAP

Możliwość komentowania Tropy tajnych służb ☚ została wyłączona

%d blogerów lubi to: