Kłamta jak chceta ☚◙◙

Posted in ■ aktualności, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 16 sierpnia 2013

Skuteczną manipulację ułatwia łatwowierność odbiorców płynąca z odruchowej niechęci do samokrytyki.

Wprowadzać w błąd, manipulować, kłamać, mataczyć, dezinformować – terminy te napotykamy na każdym kroku, bowiem grzęźniemy coraz głębiej w bagno kłamstwa. Ignorować wszechobecności kłamstwa już się nie da. Bez poprawki na kłamstwo nie można już trafnie przeanalizować lub przewidzieć wydarzeń politycznych. Różne formy oszukiwania ludzi używane są nagminnie przez elity władzy tak w kontaktach międzynarodowych, jak w polityce wewnętrznej. Działania te są skuteczne przede wszystkim z uwagi na ignorację z wyboru, na którą decydują się często dezinformowane społeczności. Informacja prawdziwa ma bowiem swoją cenę, czasami bardzo wysoką – cenę życia. Dołożyć należy do niej cenę interpretacji uzyskanych informacji. W sumie koszt zdobycia informacji prawdziwej może być wyższy od spodziewanych profitów.

Model ignorancji z wyboru składa się z 4 elementów:

• obywatele uzyskali niedoskonałą informację,
• obywatele są świadomi, że dysponują informacją niedoskonałą,
• wiedzą również, że wysoki jest koszt:
– uzyskania informacji dodatkowych,
– analizy i oceny informacji dodatkowych,
• spodziewane korzyści będą zapewne niższe niż koszty.

Oszukując odbiorców autorzy manipulacji wykorzystują jeden lub więcej elementów powyższego modelu licząc na wywołanie efektu ignorancji z wyboru. Stosują przy tym cztery podstawowe rodzaje taktyki:

• dezinformację, czyli rozpowszechnianie informacji kłamliwych,
• cenzurę, czyli świadome ograniczanie dostępu do informacji,
• propagandę „białą”, czyli forsowne sponsorowanie informacji prawdziwych, ale dobranych pod kątem interesów manipulującego,
• przesyt informacji, to znaczy przekazywanie informacji w ilościach zwiększających znacznie koszt analizy, co sprawia, że odbiorcy rezygnują z samodzielnej oceny na rzecz interpretacji podsuniętej przez manipulującego.

Skuteczną manipulację ułatwia łatwowierność odbiorców płynąca z odruchowej niechęci do samokrytyki. Przekonanie, że „u nas coś takiego jest niemożliwe” sprzyja niepomiernie dezinformacji i prowadzi do błędnych ocen w olbrzymiej skali. Łatwowierność nie zna przy tym granic geograficznych, organizacyjnych bądź politycznych i często prowadzi do samodezinformacji. Rosyjscy eserowcy (Socjaliści-Rewolucjoniści) latami nie mogli uwierzyć, że szef ich organizacji bojowej Jewno Azef jest tajnym prowokatorem Ochrany. Lenin nie wierzył w ostrzeżenia, że jego pupil Roman Malinowski, bolszewicki poseł do Dumy, jest współpracownikiem carskiej tajnej policji. Kierownictwu brytyjskiej Secret Intelligence Service nie mieściło się w głowach, żeby synowie z dobrych rodzin, absolwenci czołowych uniwersytetów z Kimem Philby’m na czele mogli być agentami sowieckiego wywiadu. Z równą niewiarą spotkały się w 1968 roku zapewnienia dezerterów z czechosłowackiej służby Statni Biezpiecznost, że wszyscy czechosłowaccy funkcjonariusze państwowi zwerbowani na Dalekim Wschodzie przez CIA zostali jej umiejętnie „podstawieni”. W końcu lat osiemdziesiątych w Agencji nie chciano też uwierzyć uciekinierom z Kuby, którzy zapewniali, że wszyscy agenci CIA na wyspie pracują pod kontrolą komunistycznego kontrwywiadu.

Samodezinformacji sprzyja często interes własny lub biurokratyczny interes służby. Dziennikarze, dyplomaci i funkcjonariusze służb wywiadowczych bardzo niechętnie przyznają się do błędów i nieścisłości w swoich doniesieniach. Wprawdzie niektórzy przyznają, że doświadczyli prób manipulacji, ale większość uważa się za profesjonalistów, których niełatwo wprowadzić w błąd. Profesjonalne zadufanie łączy się często z korzyścią osobistą. Można przyjąć, że w czasie II wojny światowej przynajmniej część oficerów niemieckiej Abwehry miało wątpliwości, czy informacje nadsyłane przez ich agentów w Wielkiej Brytanii są prawdziwe, ale awans, prestiż w służbie oraz pobyt we Francji, a nie na froncie wschodnim, zależały od „cennych” informacji agentów i racja wygrania wojny schodziła na drugi plan. Podobnie i dzisiaj troska o prestiż służby, jej wpływy i budżet sprawia, że bardzo niechętnie i z dużymi oporami przyjmowane są informacje świadczące, iż służba popełniła błędy, została oszukana i jest manipulowana przez przeciwnika.

Czynnikiem ułatwiającym manipulację jest też tendencja do oceniania innych wedle własnej miary. Przeciętnym odbiorcom nie mieści się w głowach, że ktoś o znaczącej pozycji politycznej lub tak zwany autoryret może bezczelnie kłamać. Tymczasem, praktyka potwierdza prawidłowość, którą amerykański dramaturg Gore Vidal ujął krótko: „im większe kłamstwo, tym większa skłonność do dania mu wiary”.

Ludzie odruchowo uważają, że ktoś inny – nawet przeciwnik – nie jest przewrotny, myśli podobnie jak ja i kieruje się bardzo podobnym zestawem pojęć i wartości. Tymczasem, takie pojęcia jak demokracja, pokój, wolność, sprawiedliwość, przywoitość, itp. mogą być rozumiane w zupełnie inny sposób. W okresie „zimnej wojny”, obowiązywał podział na „demokrację” (na Zachodzie) i „demokrację socjalistyczną” (w bloku wschodnim). Jeśli dodać powszechną skłonność do nie dawania wiary złym wiadomościom, powątpiewania w „czarne scenariusze” oraz upatrywania „teorii spiskowych”, to okazuje się, że manipulowanie informacją lub jej interpretacją jest procederem wcale łatwym. Rozumiał to doskonale Lenin instruując szefa CzeKa Feliksa Dzierżyńskiego: „mów im to, czego chcą słuchać”.

Odwoływanie się do dezinformacji niesie wprawdzie za sobą zagrożenie przyłapania na kłamstwie, co teoretycznie wiąże się z utratą wiarygodności, ale w praktyce zagrożenie to można minimalizować. Z uwagi na ignorancję z wyboru, odbiorcy gotowi są zaakceptować umiarkowane kłamstwo, gdyż w ich ocenie przewidywana suma kosztów dotarcia do prawdy jest wyższa niż spodziewany profit. Ponadto, sprytne kłamstwa często silniej trafiają do przekonania niż prawda, ponieważ kłamca ma wielką przewagę – wie czego odbiorcy oczekują i co chcą usłyszeć. Na rzecz dezinformującego działa też czas. Zanim odbiorca dotrze do prawdy, kłamstwo traci swą aktualność i znaczenie. Jeżeli autorem jest konkretny człowiek, to kiedy zostanie już zdemaskowany jako kłamca – może argumentować, że „zmienił zdanie”, już się „nawrócił”, itp. Wielkim sojusznikami dezinformującego jest też lenistwo odbiorców, którzy czekają, aż ktoś inny podejmie trud zdemaskowania kłamstwa oraz strach przed konsekwencjami podania prawdy. Obawa przed odpowiedzialnością prawną, administracyjną, profesjonalną (ostracyzm) lub towarzyską (obciach) prowadzi często do spontanicznej zmowy milczenia i ugruntowania kłamstwa, jako prawdy w świadomości zbiorowej całych środowisk i społeczeństw.

Ponadto nawet jeśli kłamstwo zostanie zdemaskowane, a kłamca zmuszony do odwołania swych nieprawdziwych informacji, to i tak pierwsze wrażenie odbiorców nadal tkwi w ich podświadomości, bowiem sprostowania są szybko zapominane, a kłamstwa pozostają.
I dlatego kłamcy kłamią.

Rafał Brzeski • niepoprawni.pl
Premiera: Warszawska Gazeta nr 32, 9-15.08.2013

rys. Andrzej Krauze

Możliwość komentowania Kłamta jak chceta ☚◙◙ została wyłączona

%d blogerów lubi to: