Gdzie są nasi bohaterowie ☚◙◙◙◙ polecam

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 22 sierpnia 2013

Tak jak cmentarz Powązkowski w Warszawie jest najważniejszą narodową nekropolią, tak usytuowana tam i znana większej liczbie osób dopiero od niedawna kwatera „Ł” jest miejscem szczególnym.

Wiosną 1948 r. na miejsce tajemnych pochówków komuniści wybrali obrzeża cmentarza Wojskowego. Teren był mało dostępny, nieuczęszczany, jednocześnie położony w miarę blisko miejsc zbrodni, w tym przede wszystkim od Więzienia Karno-Śledczego na Mokotowie przy ul. Rakowieckiej. Wykopywano tam pośpiesznie nieregularne doły, jamy, w które bezwładnie wrzucano ciała – ze skrępowanymi rękoma, na ogół w niemieckich mundurach. Na wszelki wypadek, gdyby ktoś w przyszłości przypadkiem natrafił na te ślady, w celu pozorowania, że tam leżą Niemcy z okresu wojny.

Tajemnych pochówków dokonywano do 1956 r., łącznie mogą tam być szczątki kilkuset osób. Najprawdopodobniej nie sporządzano żadnej dokumentacji, miało to pozostać tajemnicą na wieczność. Następnie, aby całą sprawę ukryć jeszcze bardziej, na cmentarne jamy nawieziono grubą, dwumetrową warstwę ziemi i gruzu.

Ukrywanie zbrodni

Praktycznie już po październiku 1956 r. istniała na ten temat ogólna wiedza wśród rodzin ofiar i warszawiaków. Nie wszystko dało się przecież ukryć. Wiedzieli coś na ten temat pracownicy cmentarza, strażnicy więzienni, przypadkowi, zbłąkani przechodnie, którzy trafili na świeżo kopaną nocą ziemię. Dopytywali się o nich współwięźniowie Mokotowa (i innych więzień warszawskich) szukający śladów swych towarzyszy niedoli. Opowiadał mi śp. mec. Leon Mirecki, że po wyjściu z więzienia szukał śladów swego brata Adama, zamordowanego na Mokotowie w 1952 roku. Pracownik cmentarza, choć mocno wystraszony, wskazał mu teren dzisiejszej Łączki, gdzie były zapadłe doły…

Polacy pamiętali o bohaterach. Choć nie było wolno, choć komuniści urządzili tam wysypisko śmieci cmentarnych, pojawiały się świece i znicze, świeże kwiaty. W 1964r. włączono ten teren w obręb cmentarza, szykując go zapewne na miejsce nowych pochówków. W dniach narodowych rocznic zatrzymywały się tam grupki osób na cichą modlitwę. Pamiętam tamtą atmosferę z początku lat 60. Podobnie było zresztą w miejscu „symbolicznej kwatery Katynia” (gdzie dziś stoi pomnik upamiętniający polskich oficerów). Straszliwa cisza, czasem szept, gdy ktoś przypadkowy pytał, co to jest, dlaczego tu pali się świece i składa kwiaty. Oba miejsca podlegały ścisłej inwigilacji, dlatego nie było żadnych napisów, otwartego manifestowania uczuć, głośnych rozmów.

Komuniści zdawali sobie sprawę z symbolicznego znaczenia tego miejsca. Ujawnienie pochówków i częściowej choćby listy ofiar doprowadziłoby do coraz większych nacisków społecznych i żądań upamiętnienia ofiar. Znakomitą okazją do ponownego, choćby częściowego ukrycia miejsc tych pochówków stał się stan wojenny.

Wtedy to Łączka została przeznaczona na groby… zasłużonych komunistów, głównie działaczy partyjnych i wojskowych. Na obrzeżach Łączki pojawiły się granity i marmury, mające podkreślić znaczenie i rolę wysokich funkcjonariuszy reżimu.

Symbolem i znakiem czasów są pomniki ku czci zbrodniarzy: Jakuba Bermana, członka Biura Politycznego, czy też płk UB Julii Brystygierowej, powszechnie zwanej „Krwawą Luną”. Jest tam też grób ppłk. Romana Kryżego – stalinowskiego sędziego wojskowego, który wydał kilkadziesiąt wyroków śmierci! W najbliższej okolicy Łączki oraz wprost na tym terenie odnaleźć można groby kilkudziesięciu komunistycznych zbrodniarzy – działaczy partyjnych, sędziów i prokuratorów wojskowych, oficerów śledczych UB i Informacji Wojskowej.

Ślad po kuli

Aż trudno uwierzyć, że pierwsze prace ekshumacyjne rozpoczęły się dopiero w 2012 roku, szczególnie dzięki zabiegom i uporowi prof. Krzysztofa Szwagrzyka z IPN. I natychmiast przyniosły rezultaty, które „na żywo” mogli oglądać w lipcu i sierpniu ubiegłego roku odwiedzający Powązki. Robiło to piorunujące wrażenie – odsłanianie doczesnych szczątków ofiar, wrzucanych byle jak do cmentarnych jam, z widocznymi śladami po kulach w czaszkach. Odnaleziono wówczas 117 ofiar. W tym roku podczas prac prowadzonych w maju i czerwcu wydobyto 83 doczesne szczątki pomordowanych.

Dalsze prace będą bardzo utrudnione –choć wiadomo, gdzie odbywały się pochówki, to są one „przykryte” nowymi grobami i alejkami. Jeśli jest jednak odpowiednia wola polityczna i moralna, to nie tylko można, ale trzeba to zrobić. Trzeba zrobić znacznie więcej, niż tylko ujawnić wszystkie miejsca potajemnych pochówków. Nekropolia narodowa powinna odzyskać swój prawdziwy, poprzedni charakter. Nie można mieszać katów w okazałych grobowcach, obudowanych marmurami i napisami o „zasłużonych towarzyszach”, „rewolucjonistach”, „członkach KPP i PZPR” z ich ofiarami. Kaci nie mogą panować nad nimi nawet po śmierci!

Elementarna przyzwoitość nakazuje, aby z zachowaniem wszelkiej powagi i bez naruszania prawa dokonać ekshumacji katów i osób, które uchybiły godności obywateli polskich, i znaleźć dla nich inne miejsce doczesnego spoczynku. Cmentarz Powązkowski powinien stać się miejscem, gdzie nie trzeba tłumaczyć dzieciom czy młodym ludziom, dlaczego tow. Władysław Gomułka (ps. w NKWD „Kowalski”) czy tow. Bolesław Bierut (ps. „Iwaniuk”) mają okazałe mauzolea (na wzór wschodnich satrapów) w najlepszych częściach cmentarza, a dla polskich bohaterów nie ma tam miejsc lub też są po prostu „upychani” gdzieś po kątach, jak np. dowódca Powstania Warszawskiego gen. Antoni Chruściel „Monter” czy – symbolicznie – Jan Stanisław Jankowski, Delegat Rządu na Kraj.

Krwawiąca rana

Odzyskiwanie tożsamości i narodowej pamięci powinno odbywać się wielowymiarowo. To nie tylko walka o naszą historię, niemiłosiernie kaleczoną przez kilkadziesiąt lat, a dziś dosłownie wdeptywaną w ziemię przez wszelkiej maści „postępowców” i samozwańczych rozgrzebywaczy naszych sumień. To także walka o symbole: pomniki, tablice pamiątkowe, nazwy ulic i szkół. O dobre imię naszych bohaterów, którzy już bronić się nie mogą, ale my mamy przecież wobec nich ogromne zobowiązania.

Problem jest jednak bardzo rozległy. Nie tylko warszawskie Powązki, nie tylko Łączka. W samej Warszawie miejsc takich (choć nie w takiej skali) jest zapewne kilkanaście. Komuniści, obejmując władzę i utrwalając ją, zamordowali kilkadziesiąt tysięcy, może nawet sto tysięcy ludzi. Ich nieznane miejsca pochówku rozsiane są po całej Polsce (także na Kresach Wschodnich). Zagrzebywano ich pośpiesznie, potajemnie, byle gdzie i byle jak, żeby tylko nie było śladów. Olbrzymiej większości z nich już nie odnajdziemy. Ale to nie znaczy, że nie trzeba szukać, nie dokonywać ekshumacji, nie organizować odnalezionym godnych pochówków i nie upamiętniać ich. Jeśli my tego nie zrobimy, to kto? Jeśli nie teraz, to kiedy? Ich nowe groby muszą być jak wyrzut sumienia i akt oskarżenia, czym była miniona (?) epoka, w której ludzi zastraszano, upadlano, więziono i torturowano, mordowano.

Jeśli nie zdołaliśmy odnaleźć i ukarać morderców, to przynajmniej zadbajmy o pamięć i wieczny spoczynek ich ofiar. Wszędzie tam, gdzie ustalimy miejsca kaźni i tajnych pochówków, muszą być krzyże i tablice. Tak samo, jak po zbrodniach niemieckich. Pamięć mniej boli, gdy jest żywa i pielęgnowana. Przeszłość określa naszą teraźniejszość i musi być przestrogą na przyszłość. Jeśli nie chcemy nigdy więcej zbrodniczych totalitaryzmów, to musimy wiedzieć, jakie one przynosiły skutki i dlaczego tak straszną cenę za to płacimy do dziś i płacić będziemy nadal. Bo są to rany niezaleczone i niezagojone do końca. Sam upływ czasu tego nie załatwi.

Leszek Żebrowski • NASZ DZIENNIK
fot. M. Borawski

Możliwość komentowania Gdzie są nasi bohaterowie ☚◙◙◙◙ polecam została wyłączona