Ależ panie Zbigniewie, cena nie gra roli. O Solidarnej Polsce ☚◙

Posted in ■ aktualności, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 15 września 2013

Nikt by nie majstrował przy finansowaniu partii politycznych, gdyby nie skala, w jakiej objawia się Polska obywatelska, Polska solidarna. Ci, którzy wynajmują Ziobrę do roboty przeciw polskiej demokracji, mają dość środków, żeby mu pobłażliwie rzec: „Ależ panie Zbigniewie, cena nie gra roli”. Wysokość stawki na pewno nie zmienia kwalifikacji czynu… Szkoda mi Zbigniewa Ziobry.

Pewnego dnia rozeszła się po mediach wiadomość, że ugrupowania polityczne finansowane z budżetu naszego państwa mają kłopoty z rozsądnym wydawaniem pieniędzy. Najbardziej smakowita informacja była tej treści, że z partyjnej kasy Platforma Obywatelska pokrywała koszty garniturów dla przystojnego pana premiera, sukienek dla jego małżonki, a także m.in. konsumpcji dóbr delikatesowych. Pan premier, aby ukrócić zdrożne praktyki, zdecydował z właściwą mu stanowczością o zmianie sposobu finansowania partii politycznych. Z szybkością bramkostrzelnego napastnika, bez konsultacji z PSL-owskim koalicjantem, PO-rząd dostarczył do sejmu projekt nowej ustawy. Od początku lipca dokument czeka na Wiejskiej i można mieć już pewność, że po wakacjach parlamentarnych zostanie skierowany na ścieżkę szybkiego ruchu.

Sprawa długo nie schodziła z pola uwagi mediów niezależnych, w końcu przycichła. Powróci pewnie dopiero wtedy, gdy nadejdzie czas daremnych utyskiwań wobec faktów dokonanych.

III RP wylewnie i przelewnie odwdzięczy się PO

Publicyści wykonali dobrą robotę. Przypomnieli, że finansowanie partii z budżetu państwa jest normą europejskiej demokracji (wyjątki: Szwajcaria. Łotwa, Malta, Ukraina), gdy tymczasem w Polsce, w świetle sondażu instytutu Homo Homini, 97 proc. badanych sprzeciwia się temu rozwiązaniu. Pokazali także, kto naprawdę zyskuje, a kto traci na nowej regulacji. W latach 2014–2015 czekają Polskę cztery kampanie wyborcze (wybory: europejskie, samorządowe, parlamentarne, prezydenckie), na których należyte sfinansowanie będzie mogła sobie pozwolić jedynie Platforma. Mimo pociągu do modnych kreacji, win i cygar partia rządząca zachomikowała jakieś 60 mln złotych, a beztroską przyszłość gwarantuje jej również wyjątkowy dar zjednywania sobie majętnych przyjaciół i hojnych sponsorów, jak też posiadanie ofiarnych funkcjonariuszy na państwowych posadach. Skoro już pan premier źle się poczuł w swych gustownych garniturach, niech i opozycja zażyje trochę dyskomfortu.

Tego, że III RP wylewnie i przelewnie odwdzięczy się PO, można być pewnym. Nowe zasady finansowania partii ustabilizują rozchwiany byt Platformy, głównego gwaranta panującego systemu, i wzmocnią jej hegemonię polityczną przy jednoczesnym umocnieniu się wpływu oligarchii finansowo-medialno-siłowej na polskie władze. Od dawna już nie realizowano w kraju pomysłu tak skutecznie sprzyjającego zamykaniu się Systemu i jego uniezależnianiu się od woli obywatelskiej. To trzy kroki do tyłu dla polskiej demokracji. To kolejny, dobrze mierzony cios w środowiska, które niemal od podstaw, prawie z niczego, budują w Polsce realny naród polityczny.

Chodzi o to, aby prawdziwą opozycję pozbawić wszelkich materialnych podstaw bytu.

Kiedy dla Ziobry nie będzie miejsca w polityce

Planowane regulacje nie cieszą także opozycji jak najbardziej konstruktywnej. To zrozumiałe. Łaska pańska na pstrym koniu jedzie, a przy klamkach łaskawców tłok będzie niewąski. Nie masz władzy – nie masz kasy. A bez kasy łatwiej przemieścić się z opozycji do niebytu, niż przenieść się z ław opozycji do ławek ministerialnych. Poparcia zmiany ustawowej odmówili Platformie ludzie Leszka Millera  i Janusza Palikota, nawet koalicyjni ludowcy. Na odsiecz idą Tuskowi rozmaici sejmowi „bieżeńcy”. I Solidarna Polska, 17-osobowa frakcja Zbigniewa Ziobry. To dzięki drużynie byłego pisowskiego ministra zamierzenia premiera mogą się ziścić.

Na co liczy w tej sytuacji Solidarna Polska, trudno się domyślić. A raczej – nietrudno wniknąć w kalkulacje przywódcy SP, tyle że to bardzo przykre spekulacje. Pojawił się w mediach taki komunikat: Ziobro szantażuje Platformę. Podobno próbuje wytargować maksymalną kwotę za swoje poparcie. Ktoś tu podbija bębenek byłemu ministrowi sprawiedliwości. Kreuje go na mocarza sceny politycznej. A przecież ci, którzy go wynajmują do tej roboty przeciw polskiej demokracji, mają dość środków, żeby mu pobłażliwie rzec: „Ależ panie Zbigniewie, cena nie gra roli”. Wysokość stawki na pewno nie zmienia kwalifikacji czynu…

Szkoda mi Zbigniewa Ziobry. Mija się on z realiami, mija się z rozsądkiem, nadając swojej pokusie pozory politycznego realizmu. Nie bierze pod uwagę faktu, że scena polskiej polityki gwałtownie się rozszerzyła – bo wszedł do gry czynnik obywatelski. Nie sondaże sprawiły, że partia rządząca po raz kolejny psuje prawo i cofa stan polskiej demokracji. Nikt by nie majstrował przy finansowaniu partii politycznych, gdyby nie skala, w jakiej objawia się Polska obywatelska, Polska solidarna. Silnie motywowana do przemiany polskiej rzeczywistości wspólnota, od której Ziobro i jego (jak na ironię) Solidarna Polska teraz odwracają oczy. Kiedy Polacy osiągną to, czemu kiedyś hołdował Ziobro, raczej nie będzie już dla niego miejsca w polityce. O ile, oczywiście, skusi go wiadoma oferta Platformy. Nie jestem jedynym obserwatorem polskiej sceny, który zdecydowanie wolałby, żeby Solidarnej Polski nie zabrakło Polsce solidarnej.

Nie bać się rozmawiać z ludźmi

Nawiasem mówiąc, próba legislacyjna podjęta przez premiera Tuska mogłaby się stać wyjątkowo bolesnym strzałem we własną stopę. Walka z tą inicjatywą ustawodawczą wyrządziłaby inicjatorom wiele szkód, gdyby toczyła się wokół korupcyjnej historii PO oraz kolejnych ograniczeń demokracji, podejmowanych przez obóz rządzący. Nie tylko politycy opozycji, ale i organizacje obywatelskie mają swoje racje, aby zabierać głos w tej podstawowej dla demokracji sprawie. Na co czekają? Aż będzie za późno? A może boją się tych 97 sondażowych proc.? Nie ma się czego obawiać. Ludzie dobrze się zastanowią, gdy im się zada dobre pytania. Jak myślicie, z czyich pieniędzy będą zasilać partie ich dobroczyńcy? Także z waszych. Oni to sobie powetują na cenach, synekurach, posadach, kontraktach – odbiją sobie na sto sposobów. A następnie: wydatki waszych pieniędzy z budżetu państwa możecie kontrolować. Gdy wasze pieniądze pójdą na partie „z prywatnych kieszeni”, nie będziecie kontrolować ani tych pieniędzy, ani robionej za nie polityki. Chcecie tego?

Prof. dr hab. Bogusław Dopart jest literaturoznawcą, teoretykiem i historykiem literatury, kierownikiem Katedry Historii Literatury Oświecenia i Romantyzmu Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego.

niezalezna.pl, fot. Patryk Luboń

Możliwość komentowania Ależ panie Zbigniewie, cena nie gra roli. O Solidarnej Polsce ☚◙ została wyłączona

%d blogerów lubi to: