List do Prezesa IPN… czyli o sitwie ☚◙◙◙◙ polecam

Posted in ■ aktualności, ■ listy, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 16 września 2013

… czy głupsi, których zatrudnia IPN będą pisać lepsze prace naukowe niż mądrzejsi, których IPN nie zatrudnia. […]

Rok temu uczestniczyłem w tzw. rozmowie kwalifikacyjnej w IPN, na jakieś tam stanowisko. Rozmowa był z pewnością ustawiona pod z góry przewidziana osobą, tak to już jest w państwowych instytucjach. Opisałem przebieg tej rozmowy w liście do prezesa IPN. Oczywiście nie dlatego, żebym liczył, że kartka papieru coś zmieni, ale, żeby nie myśleli, że dałem się nabrać na ich oszustwa. Nie doczekałem się odpowiedzi.

List jest długi, a oto jego fragmenty:

„Przeprowadzająca rozmowę kwalifikacyjną komisja niczego nie wiedział o kandydacie. Kazali jak to bywa w takich wypadkach poopowiadać o sobie. Może to wskazywać, że nie czytali podań, a więc pozostaje zadać pytanie jak wyglądała pierwsza czy też druga tura kwalifikacyjna. Pewnie były fikcją, bo po co czytać podania skoro ustalono kto zostanie zatrudniony zanim ogłoszono konkurs na stanowisko.

Wymagania wobec kandydatów były niskie i zostały sformułowane bardzo ogólnikowo. W ogłoszeniu jako oczekiwania niezbędne wobec kandydata wymieniono: wyższe wykształcenie historyczne, min. 4-letnie doświadczenie zawodowe, umiejętność wystąpień publicznych. A jako pożądane: stopień naukowy doktora nauk historycznych w zakresie historii najnowszej, umiejętność pracy w zespole, umiejętność obsługi komputera, kreatywność, wysoka kultura osobista. Kto jest bardziej kreatywny, potrafi lepiej działać w zespole, kto ma wyższą kulturę osobistą, potrafi lepiej obsługiwać komputer, to już komisja może ocenić według własnego widzi mi się. To też nie jest pewnie przypadek. Widocznie wytypowany kandydat niczym szczególnym się nie wyróżnia. Ale też zaznaczmy, że podczas rozmowy kwalifikacyjnej członkowie komisji nie pytali o lata pracy zawodowej, umiejętność wystąpień publicznych, umiejętność pracy w zespole, umiejętność obsługi komputera, kreatywność, kulturę osobistą. Wygląda więc na to, że skoro trzeba było dać ogłoszenie do gazety, to na kolanie jakieś tam wymagania sformułowali, a później o nich zapomnieli. I wcale mnie to nie dziwi, bo cała ta rozmowa to lipa.

Pytania nie zmierzały do ustalenia czegokolwiek istotnego o kandydacie, raczej zadawano je dla formy. […] Pytano mnie o to:

– ile stron miała moja praca doktorska (biedne dziecko nie wiedziało, że praca naukowa ma omówić w sposób możliwie wyczerpujący zagadnienie, którego dotyczy, a ilość stron nie ma poważniejszego znaczenia. Obawiam się, że gdyby Pan Prezes starał się o pracę w IPN, to by roboty tam nie dostał, a to dlatego, że Pana praca doktorska, miała podobną ilość stron do mojej)

– czy próbowałem wydać pracę. (co to ma za znaczenie? Wydanie pracy zależy od przynależności do sitwy, a nie od Bogu ducha winnego autora pracy doktorskiej)

– czy znam formy działań edukacyjnych IPN (wśród wymagań wobec kandydata nie została wymieniona znajomość form działania IPN)

– czy znam grę komputerową obmyśloną przez IPN (przyznam, że tego nie wiedziałem, z bardzo prostego powodu, dorośli nie bawią się zabawkami dla dzieci. A jak już wspominałem wśród oczekiwań wobec kandydatów nie wymieniono znajomości form działania IPN).

Ale to jeszcze nie jest najśmieszniejsze. Polecono mi powiedzieć jakimi tematem chciałbym się zająć. Członek komisji, który zadał to pytanie po moim zapewnieniu, że jest mi to obojętne, ponieważ poradzę sobie z każdym tematem, (na co wskazują moje dotychczasowe dokonania naukowe) i po podaniu przez mnie sześciu tematów, którymi mogę się zająć, wyciągnął wniosek, że nie wiem czym chce się zajmować i chce, żeby mi wyznaczono temat. Wniosek wysunięty przez członka komisji był niczym nieuzasadniony i najdelikatniej mówiąc stawia pod znakiem zapytanie jego uczciwość. Co więcej z prasy można dowiedzieć się, że IPN przydziela tematy, projekt badawcze, jak zwała tak zwał, więc moja wszechstronność zainteresowań jest raczej zaletą, a nie wadą. (Wirtualna Polska, jakiś czas temu, zdaje się za Rzeczpospolitą, informowała, że „jeden z pracowników IPN, dr Daniel Wicenty z Biura Edukacji Publicznej IPN w Gdańsku — w ramach zleconych mu przez jego szefów prac, prowadził ważny dla rozumienia mediów w PRL-bis — projekt badawczy IPN „Aparat bezpieczeństwa wobec środowisk twórczych, naukowców i dziennikarzy”, w ramach którego historyk analizował akta SB.”)

Ale to nie wszystko. Ten sam członek komisji nagle zmienił tembr głosu i skierował fizjonomię w stronę dziewuchy, która siedziała w takim miejscu, że patrząc na komisję miałem ją poza zasięgiem wzroku i powiedział, że nie wiem czym chce się zajmować, co miało wydźwięk bardzo negatywny. Dopiero później pomyślałem, że być może dziewucha spisywała z tej rozmowy protokół, albo coś w tym rodzaju. Jeżeli tak było i wpisała podyktowane jej przez członka komisji słowa, to znaczy, że protokół został sfałszowany, co pewnie jest przestępstwem. Można to łatwo sprawdzić. A teraz najśmieszniejsze, w ogłoszeniu wśród wymagań wobec kandydata, nie było mowy, że ma przedstawić temat pacy, jaką chciałby pisać.

Dlaczego więc pytano o temat, skoro w ogłoszeniu nie wymagano od kandydata podania tematu, którym chciałby się zająć? Przypuszczam, że został przeprowadzony ten sam manewr jaki od lat stosują pracownicy uniwersytetu podczas egzaminów na studia doktoranckie. Niby każdy ma szanse dostać się na studia doktoranckie, a jak jest wszyscy wiemy, dostają się z góry ustalone osoby. Kandydat zna pytanie które mu zada członek komisji, dzięki temu, może wypaść śpiewająco przed komisją, co jest pretekstem (ale nie powodem!) do przyjęcia delikwenta na studium doktoranckie. Po drugie, profesor protegujący kandydata na studia doktoranckie ustala z nim temat pracy doktorskiej. Tym samym tematem w zależności od układów panujących w komisji można się zachwycić („to ważny temat i nie jest jeszcze opracowany” i takie tam), jak i wyśmiać, że nic nowego nie wniesie („nieciekawy, o niczym, w kółko to samo!”). I ten temat, że niby taki waży też jest pretekstem, żeby delikwenta przyjąć na studia doktoranckie. Taki wielu przez to przechodziło, że nie ma potrzeby o tym więcej pisać. A później i tak zmienia się temat.

Dowiedziałem się też, że kandydat, który zostanie zatrudniony w IPN, będzie poinformowany o tym telefonicznie tego samego dnia do godziny czwartej (i zaznaczmy nie było mowy, że każą mu przedstawić dokumenty itp. potwierdzające jego kwalifikacje!). Czyli raczej mniej więcej bezpośrednio, albo krótko po zakończeniu rekrutacji. Czyli raczej nie mogło dojść do jakiejś poważniejszej narady członków komisji, bo i po co, skoro z góry wiedziano kto zostanie zatrudniony. Ale to nie jest najważniejsze. Pytanie jakie mi zadawano nie zmierzały do ustalenie czy dane dotyczące kwalifikacji jakie zamieściłem w podaniu były zgodne z prawdę, a nie sadzę, abym był pod tym względem wyjątkiem. Skoro człowiek został poinformowany o zatrudnieniu w IPN telefonicznie to nikt nie sprawdzał prawdziwości przedstawionych przez niego danych, co jest jeszcze jedną przesłanką wskazującą, że z góry widziano kto zostanie zatrudniony. Możliwe jest też, że zatrudniono osobę nie spełniającą nawet podanych w ogłoszeniu kryteriów. A jest to poważne stanowisko, osoba ta będzie odpowiedzialna m.in. za pisanie ekspertyz dla sądów.

Jeżeli IPN zatrudniałby historyków o wysokich kwalifikacjach to nie potrzebowalibyście ustawiać konkursy pod konkretne osoby, bo skoro oni są tak dobrzy to i tak by się dostali do pracy w IPN  po wygraniu uczciwego konkursu. Wobec tego można zadać pytanie czy głupsi, których zatrudnia IPN będą pisać lepsze prace naukowe niż mądrzejsi, których IPN nie zatrudnia. […]

Wielce Szanowny Panie Prezesie! Tego, żeby uczciwie zatrudniać tego się tych wszystkich naczelników, dyrektorów i czort wie kogo jeszcze najzwyczajniej nie da nauczyć. Oni traktują swoje posady i korzyści z nimi związane jak łupy, które im się należą, więc oczywiście nie liczę na pracę w IPN. Ale skoro nie uczestniczyłem w prawdziwej rekrutacji, ale w lipie, skoro nawet przez chwilę nie mogłem uzyskać tego stanowiska, to proszę chociaż o zwrot kosztów jakie poniosłem, aby dostać się na miejsce przeprowadzania rozmowy kwalifikacyjnej. Wyniosły one około 20 zł […].”

Michał Pluta • michalpluta.bloog.pl

Reklama

Możliwość komentowania List do Prezesa IPN… czyli o sitwie ☚◙◙◙◙ polecam została wyłączona

%d blogerów lubi to: