Cenckiewicz: Film o Wałęsie to fałszerstwo ☚◙◙◙◙ polecam

Posted in ■ aktualności, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 22 września 2013

Siedząc na festiwalu filmowym w Wenecji czułem się znużony całym tym wątpliwym dziełem.

Początkowo robiła na mnie wrażenie dynamiczna, rockowa, punkowa muzyka – muzyka mojej młodości, która jednak rozjeżdżała się z fabułą, a zwłaszcza z Wałęsą, który tej dynamiki, buntu i świeżości, która była w nas – młodych ludziach dekady lat osiemdziesiątych – najzwyczajniej nigdy nie miał
– mówi o filmie Andrzeja Wajdy Sławomir Cenckiewicz


Kadr z filmu o Lechu Wałęsie

Dłużyzna, chaos, błędy rekonstrukcyjne, brak szerszego planu i perspektywy, nieumiejętne posługiwanie się historycznym detalem, brama stoczniowa redukująca fenomen Wielkiego Strajku do małometrażowego pleneru regionalnego buntu, długie monologi Więckiewicza (który świetnie sparodiował Wałęsę!) i kłamstwo całości robiły na mnie z czasem wrażenie przygnębienia – twierdzi historyk.

Ale emocje pojawiały się u mnie w zasadzie tylko raz – kiedy na scenę filmu Wajdy wkraczała rzekoma Anna Walentynowicz. Wiary w Wajdę, który w rozmowie z Volkerem Schlöndorffem powiedział kiedyś, że Walentynowicz jest „niezrównoważona” i nie warto robić o niej filmu, po prostu nie miałem. Ale naiwnie sądziłem, że skoro Ewa Kuryło w wywiadach mówiła, jak bardzo przykłada się do odegrania roli Anny Solidarność w filmie Wajdy, i że fascynuje ją postać Anny, że czyta nawet jej biografię (w domyśle – mojego autorstwa), to może chociaż to w „Człowieku z nadziei” jest do uratowania. Niestety!

Anna Walentynowicz w wersji wajdowskiej jest karykaturą Anny Solidarność – pomagierką i klakierką Wałęsy i to w najbardziej dramatycznych chwilach strajku – 16 sierpnia 1980 r., kiedy Wałęsa wyłamuje się po raz pierwszy ze środowiska Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża i nie informując kolegów, nagle kończy strajk, zadowalając się spełnieniem drugorzędnych postulatów. W tej scenie uśmiechnięta i nieświadoma tej zdrady Walentynowicz klaszcze Wałęsie!

To ordynarne kłamstwo i gwałt na historii jest próbą odebrania Annie jej może największej strajkowej zasługi – uratowania strajku przed upadkiem i proklamowania strajku solidarnościowego z tysiącami Polaków, którzy w solidarności ze Stocznią Gdańską podjęli protest. To ona, wspólnie z Aliną Pienkowską, która również w filmie Wajdy klaszcze Wałęsie, dziękując za zniszczenie strajku, uratowały protest, starając się zatrzymać tysiące robotników idących jak rzeka w stronę stoczniowych bram.

To, co zrobił Wajda, jest w istocie zamachem na całą pamięć o Annie, a więc także na dumny przydomek, na który nikt tak jak Anna nie zasłużył – była, jest i pozostanie na zawsze Anną Solidarność. W miejsce jej heroizmu „mistrz” Andrzej podstawia TVN-owską gwiazdeczkę i beztalencie aktorskie – Dorotę Wellman, czyli Henrykę Krzywonos, która niemal w pojedynkę ratuje strajk sierpniowy, a później staje się jego mózgiem. Oto realizacja tego, co już w czerwcu 2009 r. zapowiedział w Krakowie premier Tusk, wskazując na Krzywonos jako na prawdziwy symbol kobiet „Solidarności”. Wajda wprowadzą tę polityczną podmianę Walentynowicz na Krzywonos do kulturowego przekazu.

Anna Solidarność nie pojawiła się już w filmie ani razu. Retusz dziejów „Solidarności” osiągnął swój szczyt! Andrzej Wajda w imieniu okrągłostołowiczów, przy pomocy swojego pomagiera od historii Andrzeja Friszke, odmalował nową prawdę ekranu. Od tego momentu ze zniecierpliwieniem wyczekiwałem końca. Już nic w tym filmie nie mogło mnie zaskoczyć. Wychodząc z kina pomyślałem, że prawda bez oręża się nie obroni, zwłaszcza w sytuacji, kiedy kłamstwo wymachuje takim mieczem jak „mistrz” Wajda.

I zdałem sobie sprawę z pewnego paradoksu. Pisząc kilka lat temu książkę o Annie Walentynowicz, poddałem krytyce film „Strajk” w reżyserii Volkera Schlöndorffa jako w dużej mierze krzywdzący Annę Solidarność.

Z perspektywy czasu, w zderzeniu z „Człowiekiem z nadziei”, uważam ten film za o wiele prawdziwszy niż przedtem, zaś niemieckiego reżysera za artystę, od którego polski mistrz reżyserii powinien pobierać lekcje. Schlöndorff o wiele więcej zrozumiał z naszych dziejów, z niedoli polskiego robotnika-stoczniowca buntującego się przeciwko komunizmowi, ze specyfiki życia robotniczego i z trójmiejskiej tradycji oporu niż Wajda, który mieni się świadkiem Sierpnia ’80. Rodzimy mistrz pozostał na etapie stalinowskiego debiutu w postaci „Pokolenia” i socrealistycznego Birkuta. Wyniósł Wałęsę, dodając mu nierzeczywiste cechy (fighter walczący na ulicach w obronie kolegów!), a poniżył „Solidarność”. Unieważniając „Bolka” obraził tych, co nigdy nie ulegli czerwonym i nie zostali konfidentami SB.

fakt.pl

Możliwość komentowania Cenckiewicz: Film o Wałęsie to fałszerstwo ☚◙◙◙◙ polecam została wyłączona

%d blogerów lubi to: