U Pospieszalskiego dyskusja o produkcji Wajdy i syndromie „Bolka” ☚◙◙ przeczytaj,obejrzyj

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 23 października 2013

„W tym filmie nie mamy Wałęsy. Mamy św. Jerzego walczącego ze smokiem” 

W programie „Bliżej” Jana Pospieszalskiego odbyła się ciekawa dyskusja o ostatnim filmie Andrzeja Wajdy. „Wałęsa. Człowiek z nadziei”. Rozmowę zaczął Sławomir Cenckiewicz, historyk, biograf Wałęsy:

Z punktu widzenia historycznego, ale niestety również artystycznego, ten film jest nieporozumieniem. Oczywiście mnie interesuje najbardziej perspektywa historyczna. Ten film (…) fałszuje przede wszystkim historię trójmiejskiego oporu antykomunistycznego, Sierpnia ’80 roku i całego wysiłku lat 80., wysiłku walki z komunizmem.

Dla mnie największym dowodem na to fałszerstwo jest scena, która ma obrazować, według Wajdy,

16 sierpnia 1980 r., kiedy Lech Wałęsa kończy po trzech dniach strajk. To jest scena, w której po lewej i prawej stronie Lecha Wałęsy stoją dwie bohaterskie kobiety – Alina Pieńkowska i Anna Walentynowicz. W rzeczywistości te dwie kobiety biorą na siebie ciężar ratowania tego strajku w tym momencie, kiedy Lech Wałęsa kończy po trzech dniach protest. W filmie Wajdy obie te wielkie postaci klaszczą, są klakierkami Lecha Wałęsy, są uśmiechnięte, cieszą się z tego, że Wałęsa kładzie ten strajk.

I to jest, można powiedzieć, fundamentalny błąd, fundamentalne kłamstwo tego filmu, ale jest oczywiście jeszcze wiele pomniejszych.

Ikona „Solidarności”, Anna Walentynowicz, i druga ikona „Solidarności” Alina Pieńkowska są sprowadzone do roli klakierek.

Józef Pinior, dziś senator Platformy Obywatelskiej, a kiedyś współtwórca „S” na Dolnym Śląsku odpowiedział:

Mnie się wydaje, ze oglądaliśmy inny film. Przecież to jest jedna z najpiękniejszych scen w filmie Wajdy, że kobiety ratują ten strajk. Wajda to pokazuje bardzo wyraźnie. To jest artystycznie jedna z najpiękniejszych scen. Przecież mamy do czynienia z filmem fabularnym, a nie dokumentalnym.

Historyk Grzegorz Majchrzak z IPN stwierdził, że nie ta scena jest najbardziej nieczytelną np. dla młodego widza, mającego nikłą wiedzę o tamtych wydarzeniach.

Jeżeli mówimy o największym fałszu, moim zdaniem, w tym filmie, ot jest „Henryka Solidarność”, wypromowanie Henryki Krzywonos – zrobienie z niej osoby numer dwa podczas tego strajku. (…) Jest wiele takich scen, które dla młodzieży mogą być niezrozumiałe.

I wskazuje na nieuzasadniony strach robotników z 16 sierpnia 80 r. – nieuzasadniony z powodu braku wspomnienia o masakrze z grudnia 1970 r.

Publicysta Piotr Semka zwrócił uwagę na jeszcze inny aspekt:

Dla mnie największym zarzutem tego filmu jest, że nie ma w nim w ogóle 10 milionów „Solidarności”. To jest jeden wielki Wałęsa, kult jednostki, który sam w pojedynkę obala komunizm. Jedyny raz pojawiają się działacze „Solidarności” z lat 80-81 jako wręcz uczniaki, których Wałęsa poucza, że nie mieli wyobraźni i chcieli strajku generalnego w marcu ‘81 roku.

Jóżef Pinior bronił Wajdy, wskazując, że rozmowa nie dotyczy filmu dokumentalnego:

Każde dzieło artysty pokazuje pewną wizję, tak jak artysta widzi rzeczywistość historyczną. To jest trochę tak, jak byśmy w tej chwili teraz rozliczali Delacroix, dlaczego on namalował powstanie w 1830 r. w Paryżu tak, a nie inaczej. A jednak dzisiaj, kiedy myślimy w głowach o Wiośnie Ludów, mamy przed oczami tę paryżankę, która prowadzi lud na barykady.

(…) Ta wizja jest generalnie prawdziwa. Tam rzeczywiście nie ma ruchu społecznego, samorządów, związków zawodowych, ale to jest film poświęcony Wałęsie. I moim zdaniem w tym filmie wszystko brzmi prawdziwie.

Sławomir Cenckiewicz zwrócił uwagę, że staliśmy się zakładnikami słów Andrzeja Wajdy…

….który powiedział, że wszystkich, którzy chcą się dowiedzieć, jak było naprawdę, zaprasza na swój film. To jest ta perspektywa, którą nam ekipa rządowa próbuje narzucić i próbuje narzucić dzieciom. Jest już przygotowanych osiem scenariuszy lekcji przez Narodowe Centrum Kultury, jak ten Wąłesa rzeczywiście w historii wyglądał – w oparciu o ten film. Jest inny projekt przygotowany przez rząd – „Gen wolności” – który schodzi jeszcze niżej, do szkół podstawowych i gimnazjalnych. To jest kult jednostki, propaganda, w której nawet pan się nie mieści ze swoim bohaterstwem

– mówił Cenckiewicz do Piniora.

Dużo lepszym do nauki historii jest film, którego pan jest bohaterem, czyli „80 milionów”

– dorzucił Grzegorz Majchrzak i dodał:

W tym filmie nie mamy Wałęsy. Mamy św. Jerzego walczącego ze smokiem. Wałęsa jest dużo ciekawszą postacią niż to pokazał Wajda.

Następnie rozmowa zeszła na kwestię współpracy Wałęsy z SB. Tu też pojawiły się zarzuty o fałszowanie faktów w filmie. Piotr Semka:

Przedstawia Lecha Wałęsę jako osobę, która w momencie podpisania współpracy oczekuje na poród dziecka. Fakty były inne – dziecko przyszło na świat parę miesięcy przed grudniem ’70. Dalej – pokazuje scenę, w której SB-cy na korytarzu komendy chwalą się, kto ile zebrał podpisów – to jest głęboka nieznajomość metod działań SB.

Henryk Jagielski, działacz związkowy, uczestnik wydarzeń z 1970 r. w wyemitowanej wypowiedzi wspominał scenę, kiedy Wałęsa – ku zdumieniu kolegów ze stoczni – pokazał im się w oknie komendy milicji. Nikt nie potrafił wytłumaczyć, jak znalazł się w budynku.

W 1971 r. Wałęsa był najbardziej aktywny. Na wszystkich donosił.

M.in. na Jagielskiego, co widzowie programu mogli zobaczyć w prezentowanych donosach agenta „Bolka”.

Goście w studiu spierali się o konsekwencje podpisania współpracy Wałęsy z SB.

Sławomir Cenckiewicz:

Moim zdaniem wikła go to na stałe. Nigdy sobie z tą sprawą agenturalną nie poradził. Nie radzi sobie do dzisiaj. Chociaż jest pewne wydarzenie, na które powinniśmy zwrócić uwagę – sprzed dwóch tygodni, kiedy na swoje 70. Urodziny Lech Wałęsa zaprosił kpt. Graczyka…

CZYTAJ WIĘCEJ O TYM WYDARZENIU:

Krzysztof Wyszkowski specjalnie dla wPolityce.pl: „Kapitan Graczyk, ten, który mnie zwerbował” czyli szokujący gość i słowa Wałęsy

Cenckiewicz komentował:

Odtworzenie roli Lecha Wałęsy w czasie grudnia ‘70 r. – pierwsza rozmowa ze Służbą Bezpieczeństwa to jest 14 grudnia 1970 r., druga rozmowa – 15 grudnia (wspomnę tylko, że notatkę sześciostronicową z tej rozmowy Lech Wałęsa wypożyczył jako prezydent i nigdy jej nie zwrócił do archiwum). I to wszystko, cała sekwencja wydarzeń, w których bierze udział Lech Wałęsa – pojawienie się w oknie komendy MO, wspieranie go przez dyrekcję stoczni, jego aktywność w ZMS-ie jeszcze przed grudniem 70 r. (…) to wszystko wskazuje na to, że formalny werbunek, który nastąpił  najpewniej 19 grudnia, czyli po wydarzeniach grudniowych w Gdańsku, najbardziej tragicznych, jest tylko usankcjonowaniem pewnej roli i znaczenia Lecha Wałęsy jako człowieka z jednej strony dyrekcji zakładu, a z drugiej strony tajnych służb. Wydaje mi się, że to jest klucz do zrozumienia w dużej mierze biografii, a na pewno aktywności Wałęsy jeszcze w grudniu i później jego roli, jaką odgrywa już jako tajny współpracownik „Bolek”, społeczny inspektor pracy, który może wszędzie zajrzeć itd.

Z taką diagnozą nie zgodził się Grzegorz Majchrzak, który wskazał, że Wałęsa po 13 grudnia świetnie sobie poradził bez doradców, co niewielu mogło przewidzieć:

Wałęsa po 13 grudnia moim zdaniem był kluczem do przyszłości Polski, do przyszłości „Solidarności”. Nie dał się wtedy władzy ani złamać, ani kupić. Byłbym Sławku bardzo ostrożny w rozciąganiu współpracy.

Józef Pinior dodał, że Wałęsa „wyszedł zwycięsko” z tej potyczki z SB.

A Cenckiewicz podsumował:

Gdyby tak było, że on sobie z tym wszystkim poradził, że był taki genialny, że tak wszystkich ograł, w latach 80. Był taki twardy i niezłomny i że poprowadził nas rzeczywiście do obalenia komunizmu, to dlaczego ta prezydentura wyglądała w taki sposób? Gdyby on sobie poradził z tą sprawą, to nie wysłałby prokuratury, tajnych służb, które były jemu podległe, ministra spraw wewnętrznych, szefa UOP i różnych pomniejszych funkcjonariuszy po to, żeby krążyli po kraju i dostarczali mu kilka tysięcy stron dokumentów, które już nigdy potem do archiwum nie wróciły – mówię tutaj o latach 1992-95 – i które my, jak się wydaje, na zawsze utraciliśmy.

I wymieniał elementy polskich przemian i zachowania Wałęsy determinowane przez fakt jego współpracy z SB:

Wszystkie historie związane z katastrofą prezydentury Lecha Wałęsy, z szukaniem kontaktu z puczystami Janajewa, wykorzystywanie do tych kontaktów Kiszczaka z Jaruzelskim, ochrona Jaruzelskiego – która trwa zresztą do dzisiaj ze strony Lecha Wałęsy – obalenie rządu Olszewskiego, niechęć do dekomunizacji i lustracji, bardzo dziwna, zła postawa w czasie negocjacji polsko-rosyjskich – to wszystko moim zdaniem układa się w ciąg logiczny, który ja wywodzę oczywiście z grudnia 1970 r., ale przede wszystkim z jednej podstawowej cechy, jaką Lech Wałęsa ma – on się nigdy nie uwolnił z „syndromu Bolka” i działał zawsze w konflikcie interesów i zawsze pod pewną presją.

(…) Nie można mówić o Lechu Wałęsie, że był wielki i że sobie poradził z tym uwikłaniem – rzekomo incydentalnym w latach 70. – skoro później wykorzystał urząd, który pełnił do tego, żeby te wszystkie dokumenty zebrać w swoich rękach i nie zwrócić do archiwum MSW.

Józef Pinior kompletnie nie zgadzając się z tą opinią, stwierdził

Sprowadzenie polskiej transformacji do teczki, wydaje mi się czymś historycznie, na poziomie akademickim, absurdalnym.

Problem w tym, że takiej tezy nikt nie postawił, ale senatorowi PO wygodnie było ją ukuć.

Program zakończyła nagrana wypowiedź Krzysztofa Wyszkowskiego, współzałożyciela Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża:

Opiekowałem się Lechem Wałęsą i pozostaje pamięć o człowieku, któremu kiedyś wierzyłem. Ale może najważniejszą kwestią jest to, że autor etyki „Solidarności”, ks. Tischner mówił o tym, że ma nadzieję, czy wierzy, że piekło jest puste. Skoro nie ma tam być Hitlera, może nie będzie nawet Judasza, to dlaczego miałby być ta Lech Wałęsa.

Można go nazywać współczesnym Judaszem, ale trzeba mu tę szansę zostawić. Lech Wałęsa cały czas ma szansę na to, żeby powiedzieć Polakom prawdę i jestem przekonany, że uzyskałby zrozumienie, jeśli nie przebaczenie.

Poza wielką korzyścią polityczną, ale byłby to wielki sens społeczny, moralny dla nas wszystkich. Gotów jestem bardzo o to Lecha Wałęsę poprosić.

TVP Info, wpolityce.pl
fot. wPolityce.pl / TVP Info

Wałęsa Człowiek z teczki Polecamy wSklepiku.pl książkę: „Wałęsa Człowiek z teczki”

Możliwość komentowania U Pospieszalskiego dyskusja o produkcji Wajdy i syndromie „Bolka” ☚◙◙ przeczytaj,obejrzyj została wyłączona