Czym jest historia a czym być nie może ☚◙◙◙◙ przeczytaj

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 26 października 2013

Prawda o historii jest potrzebna przede wszystkim nam samym bo tylko wiedząc z skąd przychodzimy możemy kreślić drogę na przyszłość.

Nie łudźmy się jednak, że w polityce międzynarodowej możemy cokolwiek wyegzekwować samą mocą wynikającej z historii moralnej słuszności.

Wielka Izba Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu zawyrokowała, iż nie może orzekać w sprawie rosyjskiego śledztwa dotyczącego zbrodni katyńskiej. Odczytując wyrok sędzia Josep Casadecall z Andory uzasadniał, że nie ma „rzeczywistego związku” między mordami a datą wejścia w życie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, którą Rosja ratyfikowała dopiero w 1998 r.

Trybunał powoływał się także na sam fakt pierwotnego przyjęcia Konwencji dopiero w 1950 r. „Ogrom zbrodni popełnionej przez władze sowieckie w 1940 r. był ważnym czynnikiem emocjonalnym. Tym niemniej z czysto prawnego punktu widzenia Trybunał nie mógł go zaakceptować jako podstawy odstąpienia od swojego orzecznictwa”. Orzeczenie Wielkie Izby, jeszcze mniej dla nas korzystne niż wyrok pierwszej instancji trybunału z kwietnia 2012 r., jest ostateczne.

Mentalna żelazna kurtyna

Kazuistyczny i suchy język wyroku jest dojmującym podsumowaniem przepaści jaka dzieli świadomość historyczną Polaków i ich sąsiadów od mieszkańców Europy Zachodniej. Dla tych ostatnich komunizm to przeważnie współkombatanci walki z faszyzmem, fajna młodzież walcząca od 1968 r. o kolejne stopnie obyczajowej „emancypacji” czy niepozbawieni wad, ale jednak przeciwnicy banksterów odpowiedzialnych za obecny kryzys finansowy.

Dla nas to system współwinny II wojny światowej, przez kilkadziesiąt lat degradujący nas politycznie i kulturalnie. Niemal ćwierć wieku po załamaniu się bloku socjalistycznego optyka mieszkańców dwóch części kontynentu nie zbliżyła się niemal wcale. Zresztą znamionuje to nie tylko wczorajszy wyrok, ale i zachowanie eurokratów w 2010 r. gdy Litwa, Czechy, Łotwa, Bułgaria, Węgry i Rumunia zaproponowały by penalizację negacji zbrodni komunistycznych zagwarantować na poziomie prawa Unii Europejskiej. Zdominowana przez zachodni establiszment Komisja Europejska odrzuciła tę propozycję.

Powinno to być zresztą ważnym memento dla naszych rodzimych eurontuzjastów i internacjonałów marzących o federalnej Europie – nie ziści się ona bo nie ma i nie widać aby miał się pojawić europejski naród. Jednak słowo „powinno” natychmiast trzeba skorygować zdecydowanym „nie będzie”. Nasi kosmopolici próbują sobie poradzić z dysonansem w dobrze przećwiczony sposób.

Historia nie może być podstawą dla naszej inżynierii społecznej? Napiszmy ją na nowo! I tym w istocie od lat zajmuje się chociażby „Krytyka Polityczna” gorliwie propagując zachodni dyskurs historyczny dzielący włos na czworo w sprawie „słusznych postulatów” komunizmu natomiast często bardziej jednoznacznie ustosunkowany na przykład do „powersalskiej Polski” czy polskiego podziemia niepodległościowego po 1939 jako czegoś anachronicznego czy „nacjonalistycznego” co w języku zachodnich humanistów urasta do rangi najgorszej obelgi.

Zjawisko reprodukowania przez naszych „młodych zdolnych” a przy tym sowicie opłacanych „lewicowców” mechanizmów kulturowego neokolonializmu, zdemaskowanych przecież solidnie skrytykowanych przez lewicowców z trzeciego wieku stanowi o różnicy między jednymi a drugimi.
Zawsze byłem zwolennikiem aktywnej polityki historycznej choćby z tego względu, że programowa niechęć do jej prowadzenia jest po prostu zgodą na to by prowadził ją u nas ktoś inny.

Przystaniem na to aby Polacy myśleli o swojej historii a więc o sobie samych to co wymyślili na ich temat inni. Polityka historyczna jest świadomym i ciągłym odnawianiem  więzi z przeszłymi pokoleniami, niezbędnym dla prawidłowego funkcjonowania społeczeństwa. Bo dziś widać już wyraźnie, że uświadomiona wspólnota pochodzenia i wspólnego historycznego losu działa w Europie znacznie lepiej niż jej ersatz w postaci kreowania „patriotyzmu konstytucyjnego” w postmodernistycznej pulpie multi-kulti.

Paragrafy nie zastąpią bowiem moralnego i emocjonalnego zaangażowania wynikającego z wspólnego uznania pewnego rodzaju doświadczenia historii. Z niego, znacznie naturalniej niż z dyrektyw takiej czy innej komisji, wyprowadzić można konsensus co do celów politycznych. W istocie pamięć narodowa to znaczna część owej „niepisanej konstytucji” o której pisze Carl Schmitt, bo właśnie ona jest punktem odniesienia dla definiowania dążeń i interesów.

O ile jednak dyskurs historyczny ma fundamentalne znaczenie dla życia wewnętrznego danego społeczeństwa o tyle w stosunkach międzynarodowych, choć bywa dodatkowym elementem kształtowania własnego soft-power , to jednak jest dość tanią walutą, czego zdajemy się nie rozumieć.

Wiceminister o empatii

Jednak kwestia znaczenia historii i historycznych rozliczeń ma także drugą stronę. Obecny na posiedzeniu Trybunału  w Strasburgu nasz wiceminister spraw zagranicznych Artur Nowak-Far komentował:
„Nie dopatruję się wątków politycznych. Trybunał przyjął bardzo uproszczoną i mało empatyczną dla społeczeństwa polskiego interpretację faktów. Nie dostrzegł jak żywa jest pamięć tej zbrodni w Polsce. Moralna racja jest po naszej stronie”. Z kolei również obecna przy wygłaszaniu skandalicznego wyroku córka zamordowanego w Twerze komendanta policji stwierdziła „Europa zostawiła nas tak jak zawsze”.

O ile wyrzut córki ofiary można całkowicie zrozumieć przez wzgląd na osobisty stosunek wypowiadającej go do sprawy, to jednak słowa reprezentanta państwa polskiego, w obliczu instytucji międzynarodowej mówiącego o „empatii”, muszą budzić zdumienie. Jeszcze większe budzi zaś następujące po nich wyrazy nadzieji Nowaka-Fara na to, że w obliczu „moralnej racji” Rosja poczuje się „zachęcona” do rewizji swojego stanowiska i postępowania w sprawie zbrodni.

Z obu przytoczonych wypowiedzi wybrzmiewa  polski kompleks, narażający nas nierzadko na jałową szarpaninę i demoralizujący zawód. Wybrzmiewa przekonania, że choć mamy marne elity polityczne, jesteśmy militarnie słabi i dość biedni, to jednak racja moralna wystarczy nam za to wszystko.

Dziś wielu polityków i komentatorów skarży się na „kazuistykę” czy „upolitycznienie” postępowania Trybunału w Strasburgu. I tylko nasz fałszywie pojęty moralizm nie pozwala nam dostrzec, że tak zwany międzynarodowy wymiar sprawiedliwości od swojego zarania jest skrajnie upolityczniony. Tak jak Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii hurtowo skazujący na wysokie kary zdefiniowanych jako wrogich zachodowi dowódców serbskich, znacznie łagodniej traktujących ich chorwackich, bośniackich czy albańskich odpowiedników. Najbardziej chyba jaskrawym przykładem tego politycznego podtekstu było uniewinnienie w listopadzie zeszłego roku generała Ante Gotoviny, dziwnym trafem na dwa miesiące przed referendum, w którym jego rodacy mieli decydować o przynależności Chorwacji do Unii Europejskiej.

Kompleks pawia

Adam Doboszyński przedwojenny działacz narodowy zamordowany przez komunistów w 1949 r. miał intelektualną odwagę napisać tuż po tragedii II wojny światowej przenikliwy esej „Leczenie kompleksów”. Gruntowanie skrytykował w nim rodaków za pielęgnowany od XIX wieku „kompleks pawia” – przekonanie, że obnoszenie się ze swoimi narodowymi krzywdami i wynikającymi z tego „moralnymi prawami” „wzruszy sumieniem świata” i umożliwi nam w dłuższej perspektywie takie czy inne polityczne rewindykacje. Tymczasem na stosunki międzynarodowe wpływa bardzo wiele złożonych czynników, ostatnie jednak na co można sobie w nich pozwolić to liczenie na czyjekolwiek sumienie.

Można zresztą odwołać się do pouczającego przykładu. Po setkach lat życia w diasporze Ormianie stworzyli nowoczesny naród a w końcu nowoczesne państwo narodowe. Dokonali tego za cenę niemałych ofiar w niesprzyjających realiach postsowieckiego południowego Kaukazu, w walce o całość i niepodległość najpierw z Moskwą a potem z Azerami. Ormianie czerpali ogromną moralną siłę i determinację z pamięci o ludobójstwie jakiego ich naród doświadczył z rąk Turków na początku XX wieku. Jednak coraz bardziej powszechna na świecie świadomość tej tragedii z czasów gdy Ormianie musieli zamieszkiwać w nieswoim państwie, a także tego kto jest za nią odpowiedzialny nijak nie przełożyła się na prawno-międzynarodowe uznanie aspiracji Armenii do Górskiego Krabachu.

Czy mój wywód należy odczytać jako zachętę do kapitulacji w sprawie prawdy o Katyniu? Absolutnie nie. Historia, moralna racja są bardzo ważne… dla nas samych. Mówmy o nich głośno całemu światu. Nie spodziewajmy się jednak, że zastąpimy nimi całą politykę.

Karol Kaźmierczak • prawy.pl

————————————————————————————

Tak jak dziś w sprawie tragedii smoleńskiej, tak i w ciągu niemal 50-ciu lat trwania dyktatury komunistycznej w Polsce, ogromna część zniewolonego społeczeństwa, czyli ówczesne lemingi, wierzyła w kłamstwa rozpowszechniane przez reżimową propagandę na temat Mordu Katyńskiego.

Oto treść tzw. „zapisu” cenzorskiego, który obowiązywał w mediach PRL:

KSIĘGA ZAPISÓW I ZALECEŃ GŁÓWNEGO URZĘDU KONTROLI PRASY, PUBLIKACJI I WIDOWISK W WARSZAWIE.
DZIAŁ IX – KULTURA.

21. Przy ocenie materiałów na temat śmierci polskich oficerów w Katyniu należy kierować się następującymi kryteriami:
1) Nie wolno dopuszczać jakichkolwiek prób obarczania Związku Radzieckiego odpowiedzialnością za śmierć polskich oficerów w lasach katyńskich.
2) W opracowaniach naukowych, pamiętnikarskich, biograficznych można zwalniać sformułowania w rodzaju: „rozstrzelany przez hitlerowców w Katyniu”, „zmarł w Katyniu”, „zginął w Katyniu”. Gdy w przypadku użycia sformułowań w rodzaju „zginął w Katyniu” podawana jest data śmierci, dopuszczalne jest jej określanie wyłącznie po lipcu 1941 r.
3) Należy eliminować określenie „jeńcy wojenni” w odniesieniu do żołnierzy i oficerów polskich internowanych przez Armię Czerwoną we wrześniu 1939 r. Właściwym określeniem jest termin „internowani”.
Mogą być zwalniane nazwy obozów: Kozielsk, Starobielsk, Ostaszków, w których byli internowani polscy oficerowie, rozstrzelani później przez hitlerowców w lasach katyńskich.
4) Nekrologi, klepsydry, ogłoszenia o nabożeństwach zgłoszonych w intencji ofiar Katynia oraz informacje o innych formach uczczenia ich pamięci mogą być zwalniane wyłącznie za zgodą kierownictwa GUKPPiW.
Sprawy wątpliwe, bądź nie ujęte w niniejszym zapisie należy konsultować z kierownictwem GUKPPiW.
Niniejszy zapis przeznaczony jest wyłącznie do wiadomości cenzorów.
Przy ewentualnych wkroczeniach nie wolno się na niego powoływać, ani ujawniać jego istnienia. (patrz: Notka Inf. nr 2/75)
(14.I.1975 r.)

Jest to jeden z wielu tajnych dokumentów peerelowskiej cenzury, który opublikowałem w 1977 roku w Londynie w demaskatorskiej książce „Czarna Księga Cenzury PRL” . Zapewniam państwa, że w mediach postkomunistycznych – tzw. mainstreamowych – obowiązują podobne do tamtych „zapisy cenzorskie”, nawet jeśli nie są one już przetrzymywane w kasach pancernych w formie papierowych dokumentów. Pod określenia „Związek Radziecki” lub nazwę komisji itp. wystarczy podłożyć słowa: „Rosja”, „Komisja Anodiny” itp. i mamy jak żywy „zapis cenzorski” obowiązujący w postkomunsitycznych mediach III RP.

Tak jak wtedy Władza Opiniotwórcza chroniła kłamstwa Komisji Burdenki, tak też i dzisiejsza Władza Opiniotwórcza chroni kłamstwa Komisji Anodiny, Komisji Millera i Komisji Laska przed zdemaskowaniem.
……………………………………………………………………

A oto treść notki informacyjnej do zapisu cenzorskiego na temat ustaleń komisji Burdenki z 1943 roku, które ustaliły „ponad wszelką wątpliwość” winę niemców a nie rosjan za zbrodnię katyńską. W taki sam sposób obowiązuje dziś i jest sotsowany w postkomunistycznych mediach III RP zapis cenzorski na temat Tragedii Smoleńskiej:

Warszawa, dnia 14 stycznia 1975 r.

Nr ZI-131/2/75
P o u f n e Egz. nr 25

NOTKA INFORMACYJNA Nr 2

W nawiązaniu do zapisu nr 21/IX dot. materiałów na temat śmierci polskich oficerów w Katyniu prezentujemy podstawowe elementy oceny tej sprawy zawartej w „Bolszoj Sowietskoj Encikłopedii” Oraz w „Komu nikacie Komisji Specjalnej” powołanej przez władze radzieckie w 1943 r.
Internowani przez Armię Czerwoną we wrześniu 1939 r. polscy oficerowie, zgrupowani w obozach na Smoleńszczyźnie, wpadli w ręce Niemców, którzy w sierpniu 1941 r. zajęli te tereny. Oficerowie ci zostali rozstrzelani przez hitlerowców jesienią 1941 r. i pochowani we wspólnych mogiłach w lasach katyńskich.
Bezpośrednio po wyzwoleniu Smoleńszczyzny przez Armię Radziecką we wrześniu 1943 r. rozpoczęła pracę Komisja Specjalna, w skład której wchodzili m.in. członek Akademii Nauk N. Burdenko (przewodniczący), członek Akademii Nauk Aleksy Tołstoj, metropolita Mikołaj, członek AN W. Potiomkin i inni. Komisja ustaliła, że realizując program fizycznego wyniszczenia narodów słowiańskich, hitlerowcy wymordowali w Katyniu około 11 tyś. polskich oficerów. Rozstrzeliwań dokonywał specjalny oddział wojskowy, skrywający się pod nazwą „Sztab 537 batalionu roboczego”.
Na początku 1943 r. w związku z pogarszaniem się sytuacji wojennej Niemiec i wzrostem potęgi wojskowej Związku Radzieckiego oraz postępującym konsolidowaniem koalicji antyniemieckiej, hitlerowcy postanowili uciec się do prowokacji — własne zbrodnie przypisali organom władzy radzieckiej. Chodziło Niemcom o zatarcie własnych zbrodni i poróżnienie członków koalicji antyhitlerowskiej, a w szczególności Rosjan z Polakami. Stwierdzić należy, iż w części swój cel hitlerowcy osiągnęli; emigracyjny rząd polski odwołując w sprawie masakry katyńskiej do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża do tego stopnia zaostrzył i tak napięte stosunki z ZSRR, że rząd radziecki 25 kwietnia 1943 r. zerwał stosunki dyplomatyczne z rządem Sikorskiego.
Sprawcy masakry katyńskiej zostali ostatecznie zdemaskowani w opublikowanym 24 stycznia 1944 r. Komunikacie Komisji Specjalnej powołanej na mocy postanowienia radzieckiej Nadzwyczajnej Komisji Państwowej do ustalenia i zbadania zbrodni niemieckich najeźdźców faszystowskich.
Dotychczasowa praktyka cenzorska polegała na eliminowaniu wszelkich informacji o Katyniu jako miejscu śmierci polskich oficerów w czasie II wojny światowej. Obecnie wydany zapis ustala zakres informacji i rodzaje materiałów, w których te informacje mogą być zwalniane.
Jednocześnie wyjaśniamy, że nie byłoby wskazane szersze podejmowanie sprawy katyńskiej tak w opracowaniach historycznych, jak i w szczególności — w publicystyce. Toteż każdy materiał wykraczający poza zakres spraw uregulowanych zapisem należy — przed podjęciem decyzji cenzorskiej — sygnalizować kierownictwu GUKPPiW.

WICEPREZES (Tadeusz Ratajski)
Rozesłano wg rozdzielnika

za: TS • facebook

Możliwość komentowania Czym jest historia a czym być nie może ☚◙◙◙◙ przeczytaj została wyłączona