☞ Polscy katolicy przegrali transformację …

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 25 lutego 2014

Czy polscy hierarchowie nie wiedzą o lokalnych sitwach trzęsących miastami i miasteczkami?

W naszym kraju pauperyzacja i beznadzieja idą w parze z masową emigracją i wzrastającym rozwarstwieniem. Tymczasem katolicka opinia publiczna oddaje się głównie okołoobyczajowemu gadulstwu.

Kolejne próby opisania naszej rzeczywistości przez spory kulturowe to wyraźny sygnał, jak trudno jest zmierzyć się Kościołowi z fenomenem polskiej transformacji. To znak, że pozostaje on faktycznie bezradny wobec zmian w polskiej obyczajowości, które spowodowała rewolucja przemian społeczno-gospodarczych i technologicznych.

Dekadencki Kościół

Narzędzia, które daje katolicka nauka społeczna, pozostają praktycznie niewykorzystane. O wiele łatwiej jest hierarchom kościelnym poruszać się na gruncie już dobrze znanym, tym bardziej że hasłowo ujęta tematyka obyczajowa napędza dziś znaczną część dyskusji publicznej zarówno na prawicy, jak i na lewicy.

Nie wiadomo, kiedy doczekamy całościowej, rzeczowej, opartej na statystykach i opisach procesów, jakie zaszły w Polsce przez ostatnich dwadzieścia parę lat, analizy transformacji ze strony Kościoła hierarchicznego. I proszę nie mówić, że „biskupi nie są od tego” – wszak przed oceną Kościoła nie jest zamknięta żadna sfera ludzkiego istnienia.

Rodzimy katolicyzm w znacznej mierze sprawia wrażenie intelektualnie bezradnego wobec zastanej sytuacji. Jest dekadencki: coraz bardziej rozpaczliwie szuka schronienia w sferze okołoobyczajowego gadulstwa. W kraju, gdzie pauperyzacja i beznadzieja idą w parze z masową emigracją i wzrastającym rozwarstwieniem, determinując także aksjologię społeczeństwa, katolicka opinia publiczna wyżywa się w bitwach z radykalną lewicą.

A przecież wojnę o całościowy kształt polskiej obyczajowości katolicyzm przegrał, w imię własnego dobrego samopoczucia; zamykając oczy na to wszystko, co w społeczeństwie w ciągu ostatnich dwudziestu lat zaszło.

Wobec tego konglomeratu zjawisk, na które składa się bierność i zewnątrz-sterowność społeczna (podatność na każdą formę propagandy: politycznej i marketingowej), specyfika neokolonialnego rynku i korupcja państwa, „obyczajowi katolicy” są bezradni jak dzieci. Zbyt rzadko czytają socjologów, by zrozumieć, że ich starania przypominają próby zawracania rzeki kijem.

Kościół w Polsce broni się przed zmianami społecznymi, które determinują również życie tutejszych katolików, ale w dużym stopniu myli skutki z przyczynami. Polskie rodziny i konserwatywna obyczajowość najbardziej skutecznego przeciwnika mają w transformujących społeczeństwo zjawiskach związanych choćby z coraz dalej idącym urynkowieniem życia jednostek i wspólnot ludzkich, a także w emigracji zarobkowej, która rozdziela rodziny, znacznie wpływa na wzrost rozwodów i skutkuje m.in. eurosieroctwem.

W dodatku większy wpływ na utrwalanie libertyńskich wzorców obyczajowych ma kilka odcinków „Warsaw Shore”, reality show na użytek mas, oglądanego zarówno przez dzieci, nastolatków, jak i dorosłych, niż nowolewicowe próby wprowadzenia zmian w ustawodawstwie aborcyjnym. Polityczne i obyczajowe przemiany są dziś przede wszystkim skutkiem zmian w mentalności społeczeństwa, karmionego masową rozrywką przez media wielkiego kapitału. Ale na ten temat polscy biskupi nie napiszą listu.

Nie rozmawiajmy tylko o seksie

Fiksacja na kwestiach obyczajowych sprawiła, że niemal całą etykę katolicką sprowadzono do spraw seksu. Ten przyjemny dla lewicy i prawicy temat skutecznie blokuje dyskusję o tym, że etyka dotyczy także innych sfer ludzkiego życia. Ile miejsca/czasu procentowo w debatach okołokatolickich zajmują tematy obyczajowe względem zagadnień etyki pracy, obowiązków wobec wspólnoty pojmowanej szerzej niż rodzina czy w ogóle etyki w życiu społecznym?

Tutaj zwykle panuje cisza: Kościół z jednej strony napomina, że nie wolno zostawiać Chrystusa za drzwiami świątyni po niedzielnej Mszy, ale sami hierarchowie nie zdecydowali się choćby na list duszpasterski dotyczący np. rozlicznych patologii w życiu publicznym, związanych również z wyzyskiem, pomiataniem ludźmi, wszechwładzą pieniądza, kultem indywidualizmu i bezkarnością bogatych i wpływowych wobec biednych i słabych.

Czy polscy hierarchowie nie wiedzą o lokalnych sitwach trzęsących miastami i miasteczkami? Czy nie wiedzą nic o tym, jak traktowani są polscy pracownicy przez swoich rodaków na wyższych stanowiskach?

Czy z perspektywy etyki katolickiej Kościół hierarchiczny nie ma nic do powiedzenia prowincjonalnym despotom różnego sortu: od politycznego do biznesowego przez urzędniczy? Czy to nie temat na list duszpasterski?

Łatwo wytoczyć działa przeciw ideologom gender: stosunkowo przejrzyście rysują się sfery wpływów w tym względzie, prosty jest podział na „my” i „oni”. Ale gdyby przyszło zapytać polityków i Polaków, co właściwie robią z Polską na co dzień, jak traktują siebie nawzajem – rzecz się komplikuje. No a jak sformułować list w sprawie blasków i cieni transformacji? Trzeba by poddać całościowej i wnikliwej krytyce jej ekonomiczne, polityczne i społeczne paradygmaty, na czele z terapią szokową i całościową wizją państwa w realiach neokolonialnego kapitalizmu.

Byt i świadomość

W grudniu 2013 r. światło dzienne ujrzała wstępna wersja raportu Komitetu Badań nad Migracjami Polskiej Akademii Nauk. Jego pełne opracowanie ma zostać opublikowane wiosną tego roku. Wynika z niego, że spadek liczby urodzeń, wzrost liczby rozwodów, przyspieszenie procesu starzenia się społeczeństwa oraz spadek wpływów z niektórych podatków to w dużym stopniu rezultaty masowej emigracji zarobkowej Polaków.

Przynajmniej niektóre z wymienionych zjawisk powinny budzić zainteresowanie katolików. To najwymowniejszy przykład, co determinuje zjawiska społeczne w Polsce, niekorzystne także z punktu widzenia Kościoła. Łączą się one przy tym w integralną całość. Tylko w bajkowym świecie katolicyzmu obyczajowego istnieje odrębna, odseparowana od czynników materialnych sfera wartości, w której można radośnie zwyciężać złego smoka „lewactwa” i libertynizmu.

W rzeczywistości, choć zabrzmi to może dla kogoś jak herezja, byt określa świadomość, a co za tym idzie: całą kulturę i sferę publiczną. Rodzina, również ta (post)katolicka nie istnieje w próżni, choć z pewnością katolicy z klasy średniej, tzw. bogaci i bogobojni, stworzyli dla siebie bezpieczne i wygodne enklawy, także za murami strzeżonych osiedli. Nieodmiennie zastanawia mnie, czy wiedzą, że broniąc równocześnie wolnego rynku i katolickich wartości, popadają w nierozwiązywalną sprzeczność, która niekiedy daje im indywidualne zwycięstwo, lecz prowadzi do kolejnej społecznej przegranej katolicyzmu w Polsce.

Na stronie Interia.pl można znaleźć wywiad z dr. hab. Andrzejem Bukowskim z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Mówi on, że za „potrzebą stworzenia idealnego pracownika poszła nowa antropologia – wizja człowieka elastycznego, mobilnego, szybko dopasowującego się do zmian, dynamicznego etc. Rozwijającego się, kształtującego samego siebie indywidualisty. A jeśli ktoś taki nie jest – tym gorzej dla niego. To znaczy, że jest niedostosowany, nie daje rady. I młodzi kupili ten sposób myślenia, wpadając tym samym w pułapkę. Pułapka polega na rozbieżności pomiędzy »obietnicami« nowego kapitalizmu a jego realiami. We wszystkich badaniach widać, jak duże jest rozwarstwienie, lecz o tym się głośno nie mówi. Nie wypada. Ta nowa antropologia zachwyca się ludźmi, którzy odnieśli sukces, gloryfikuje ich, namawia, żeby być jak oni. Więc wszyscy bardzo się starają, uczą, pracują nad sobą. Ale sukces może odnieść tylko niewielu, reszta ponosi porażkę, bo jest na nią z góry skazana”.

Interesująca wypowiedź. Pokazuje, że nie tylko ideolodzy gender wypracowali własną antropologię, konkurencyjną dla chrześcijaństwa. W Polaków uderza dziś przede wszystkim ideologia globalnego kapitalizmu, która ma także własne założenia społeczne i antropologiczne, konkurencyjne wobec chrześcijaństwa.

Gdy kolejni papieże o tych społecznych zagrożeniach mówili, polscy katolicy woleli udawać, że akurat tego nie słyszą. Tyle jest wojenek obyczajowych do stoczenia, bez zadawania sobie kłopotliwych pytań o własne uwiedzenie neoliberalizmem. Gender czy radykalny feminizm nie są katolickie, to fakt. Jednak kiedy hierarchowie i wierni w Polsce zrozumieją, że także transformacja w imię interesów wielkiego kapitału była i jest nie mniej antykatolicka, a przy tym zdecydowanie bardziej determinuje naszą rzeczywistość.

Nowa Konfederacja – Pierwszy w Polsce internetowy tygodnik idei
niezalezna.pl, fot. materiały prasowe

przeczytaj:
Księża diecezji gdańskiej , a TW i mafie

Możliwość komentowania ☞ Polscy katolicy przegrali transformację … została wyłączona

%d blogerów lubi to: