■■ Spisek założycielski: Historia jednego morderstwa

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ, ■ relacje by Maciejewski Kazimierz on 28 Maj 2015

– powieść z kluczem Piotra Wrońskiego

IMG_8154m

„To co jest szczególnym walorem tej książki to spojrzenie na departament IV jako na organizację o charakterze przestępczym. To nie jest tylko książka o śmierci ks. Jerzego Popiełuszki, jest temu poświęcony rozdział, ale także o metodach operacyjnych stosowanych przez ludzi tajnych służb”. – mówił Sławomir Cenckiewicz na spotkaniu poświęconym książce „Spisek założycielski” napisanej przez byłego funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa Piotra Wrońskiego.

14 maja 2015 w siedzibie SDP Warszawie odbyło się spotkanie z Piotrem Wrońskim, byłym funkcjonariuszem SB i autorem powieści „Spisek założycielski: Historia jednego morderstwa” o okolicznościach zamordowania ks. Jerzego Popiełuszki.

W spotkaniu uczestniczyli także: dr hab. Sławomir Cenckiewicz, Piotr Wojciechowski oraz Piotr Jegliński z Editions Spotkania – wydawca tej publikacji.

„Spisek założycielski” to powieść z kluczem, w której autor obarcza odpowiedzialnością za tę zbrodnię najważniejszych przywódców PRL oraz dokonuje własnej interpretacji motywów oraz celów jakimi się kierowali wyrażając aprobatę na bestialski mord na kapelanie Solidarności. Wroński demaskuje cynizm i zbrodniczość tworu państwo-podobnego jakim był PRL oraz dokonuje rozrachunku własnego w nim udziału. Ujawnia kuchnię pracy operacyjnej SB oraz stopień infiltracji SB przez KGB. Obnaża cynizm i bezduszność świata bezpieki. Bez względu na rodzące się podejrzenia o nieszczerość bądź nawet o cynizm autora, stwierdzić należy, iż niewielu oficerów SB zdecydowało się na podobną ocenę swoich wyborów zawodowych. Na końcu książki znajdziemy zdjęcia różnych obiektów w Warszawie, w których mieściły się mieszkania operacyjne, skrzynki kontaktowe, punkty obserwacji, mieszkania konspiracyjne. Oprócz nich szkic miejsca zatrzymania księdza Jerzego Popiełuszki przez nieznanych sprawców, zdjęcia z rekonstrukcji ukrycia zwłok księdza Jerzego Popiełuszki oraz mapkę miejsca pracy i działania bohatera powieści. http://www.editionsspotkania.pl/ksiazki …

Autor powieści, Piotr Wroński, ur. 1958 r., do SB wstąpił w okresie obowiązywania stanu wojennego. Początkowo służył w Biurze Techniki, po czym został zwerbowany do wywiadu komunistycznego i podjął służbę w Wydziale XI Departamentu I SB MSW zajmującym się zwalczaniem dywersji ideologicznej. Aktywnie uczestniczył w operacjach mających na celu przejęcie kontroli nad organizacjami podziemia solidarnościowego w kraju i za granicą. Po rozwiązaniu SB, został przyjęty do UOP, pracował m. in. na kierunku rosyjskim. Od 2002 r. w Agencji Wywiadu. Przez 6 lat przebywał na placówce w Londynie. Z agencji odszedł w 2013 r. w stopniu pułkownika. Jest emerytowanym funkcjonariuszem wywiadu.

IMG_8079m

Dr hab. Sławomir Cenckiewicz stwierdził, że każda nowa książka napisana przez funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa, niezależnie od tego jaką formę wybrał i niezależnie w jakim pionie operacyjnym SB pracował, jest dla historyka cenna. Książki Aleksandra Makowskiego (w latach 1972-1990 był on funkcjonariuszem Departamentu I MSW) są zakłamane – uznał historyk. – One są na służbie jakiejś idei-fixe tego środowiska, choć nie jest ono, jak widać, monolitem.

Cenckiewicz przywołał dwa pozytywne (z pewnymi zastrzeżeniami) przykłady publikacji byłych funkcjonariuszy: to wywiad-rzeka Bogdana Rymanowskiego z Januszem Molką „Ubek” oraz „Rosyjska ruletka” Mariana Zacharskiego. To są książki, które nie tylko pokazują sposób myślenia ludzi tamtej strony, ale to są świadectwa ludzi, którzy starają się pokazać coś prawdziwego.

„Książka pana Piotra Wrońskiego należy do tej drugiej kategorii – książek lepszych. Forma jest beletrystyczna, ale w tym opowiadaniu wiele rzeczy się zgadza. Traktuje w dużej mierze o departamencie IV MSW, pionie operacyjnym, który „wsławił się” działaniami stricte przestępczymi, który był nastawiony na zniszczenie Kościoła katolickiego. Ta książka oddaje klimat resortu, sposobu myślenia, życia prywatnego resortowych rodzin. Jest fascynująca, w dużej mierze prawdziwa. To nie jest autor, który szuka zrozumienia dla Służby Bezpieczeństwa”.

„To co jest szczególnym walorem tej książki to spojrzenie na departament IV jako na organizację o charakterze przestępczym”. – zaznaczył Cenckiewicz. „To nie jest tylko książka o śmierci ks. Jerzego Popiełuszki, jest temu poświęcony rozdział, ale także o metodach operacyjnych stosowanych przez ludzi tajnych służb. Szczegółowo opisany opis werbunku księdza i jego zadaniowania wydaje mi się bardzo trafny. Co jest istotne to pokazanie środowiska, społeczności tajnych służb PRL jako grupy przestępczej podwieszonej pod czynniki partyjno-administracyjne. Okładka z Czesławem Kiszczakiem nie jest przypadkowa. SB jest narzędziem w rękach partii, ona rządzi tajnymi służbami i je nadzoruje. W latach 80. ta partia jest już w zasadzie resortem, szefem resortu jest członek Biura Politycznego KC PZPR,którego ścieżka jest czekistowska, człowiek kontrwywiadu, wywiadu wojskowego, a później nadzoruje całość tajnych służb. Ta książka w bardzo dobry sposób pokazuje piramidę władzy, piramidę systemu komunistycznego Polski Ludowej lat 80.”

IMG_8143m

Piotr Wojciechowski podkreślił: „Editions Spotkania oddaje Państwu do rąk pozycję na rynku wydawniczym wyjątkową i pod pewnymi względami doniosłą. Ta książka jest aktem oskarżenia byłego funkcjonariusza aparatu represji państwa komunistycznego przeciwko najwyższym osobom publicznym PRL-u. To jest uznanie zbrodniczości tego systemu, jak i organizacji, której się oddał autor przez pierwsze młode lata swojego życia zawodowego.To jest ujawnienie w formie powieści z kluczem kuchni operacyjnej, zbrodniczej metodyki pracy operacyjnej SB”.

Autor „Spisku założycielskiego” Piotr Wroński powiedział: „Potraktowałem tę książkę jako swoisty akt ekspiacji. Trzy czwarte mojej kariery upłynęło w wolnej Polsce na bardzo trudnych kierunkach, o których nie mogę mówić, ze względu na to, że część spraw prawdopodobnie jeszcze się toczy. Ale to był wschód. Miałem wiele osiągnięć, osiągnąłem stopień pełnego trzygwiazdkowego pułkownika. Za każdym razem przy każdym liście gratulacyjnym czy awansie mówiłem, że praca dla kraju jest formą ekspiacji za tą ośmioletnią przeszłość. Pracowałem w departamencie I SB, nie pracowałem w departamencie IV, nie stykałem się z nim. Nie byłem, nie jestem i nie wiem czy będę członkiem jakiegokolwiek kościoła. O istnieniu księdza Jerzego Popiełuszki i tych trzech panów [Grzegorzu Piotrowskim, Leszku Pękali i Waldemarze Chmielewskim – przyp. red.] dowiedziałem się dopiero po dokonaniu zbrodni. Już wtedy wiedziałem, że chcę czy nie chcę, staję się wspólnikiem tej zbrodni. Dlaczego nie odszedłem? Nie wiem”.

IMG_8152m

Dlaczego więc dopiero teraz ta książka? Wroński wyjaśnił, że do 2012 roku pracował czynnie, a do 2013 miał związki ze służbą. „Musiały we mnie dojrzeć pewne rzeczy, musiałem zrozumieć. Były pewne kamienie milowe”, wymienił tu pobyt na placówce, gdzie obserwował „część klasy politycznej, taką, jaka ona jest naprawdę, kiedy jej nikt nie obserwuje”, a także tragedię smoleńską i to co się później stało, oraz aferę taśmową. „Cały czas miałem poczucie winy za te osiem lat między 8 listopada 1982 a 1 sierpnia 1990, kiedy skończyła się SB i zaczął się Urząd Ochrony Państwa, w którym już wtedy pracowałem”. – mówił Wroński – „Odkąd napisałem tę książkę, śpię trochę spokojniej. Uważam, że powinniśmy to zrobić 25 lat temu. W latach 80. nie znaczyłem nic, nie podejmowałem decyzji. Liczę na to, że ci wszyscy Jamesowie Bondowie, stojący w głównych mediach też potrafią usiąść, walnąć się w piersi i powiedzieć w końcu prawdę i ujawnić swoje własne archiwa. To co mnie boli najbardziej, to nie nieufność wielu z państwa, która będzie nie do przebicia, ale to, że większość moich kolegów potraktuje mnie jako frajera, który nie może spać spokojnie, bo oni śpią spokojnie”.

Po 1990 roku, jak stwierdził, „dla nowych byłem stary, dla starych byłem zdrajcą, bo zadaję się z nowymi”. Piotr Wojciechowski zdradził nazwisko operacyjne, jakim posługiwał się Wroński, był to Piotr Filanowski – to nazwisko pojawia się dwukrotnie na kartach książki „Resortowe dzieci. Służby”, jednak Wroński wyjaśnił, że (co było w MSW ewenementem) on sam nie był resortowym dzieckiem.

Cenckiewicz, nawiązując do poruszonego w książce „Spisek założycielski” wątku morderstwa dokonanego na księdzu Jerzym Popiełuszko, powiedział, że finał tej historii jest taki, że zwłoki zostały przywiezione przez morderców na Rakowiecką, więc w zasadzie Ministrowi Spraw Wewnętrznych, dopiero później następuje wrzucenie zwłok do wody. Na ile to są spekulacje, a na ile fakty zasłyszane?

Piotr Wroński stwierdził: „Jestem oficerem operacyjnym i myślę operacyjnie. Zastanawiając się nad fabułą tej historii i pewnymi rozwiązaniami, potraktowałem to jako sprawę operacyjną. To tylko i wyłącznie moja hipoteza na podstawie znajomości działań operacyjnych, jakie były prowadzone w MSW i SB. Założyłem, że ci panowie nie pojechali po to, żeby porwać, zwerbować, ale po to, żeby zabić, i pojechali pod osłoną ówczesnych rządzących krajem – ministra spraw wewnętrznych czy premierała. To są czysto operacyjne spekulacje. Gdybym miał na to dowody, napisałbym inną książkę. Przeanalizowałem dokumenty i przeprowadziłem analizę operacyjną. Narracja, która się natychmiast pojawiła po tym porwaniu, była narracją wcześniej przygotowaną”.

Wroński, analizując zamordowanie ks. Jerzego zaznaczył:
„To spisek w celu pokazania jednej części społeczeństwa: patrzcie co może z wami być, jak nie pogadacie z nami, a drugiej części społeczeństwa: Uważajcie, bo będzie wasza wina. Ja chciałem napisać książkę o tym systemie, który potrafił takie potwory wytwarzać. To była zbrodnia zaplanowana, przygotowana, rozpisana na role”.

W odpowiedzi na pytanie o liczbę ludzi, którzy byli dopuszczeni do tajemnicy śmierci ks. Jerzego, powiedział: Prócz wykonawców, musiał to być dyrektor generalny SB, przypuszczam, że Rosjanie i to na wysokim szczeblu, łącznie z ówczesnym przedstawicielem KGB w Polsce, ponieważ to była, moim zdaniem, wspólna akcja. Rosjanie mogli dużo na tym wygrać. Ten krąg mógł liczyć ok. 10 osób.


Margotte i Bernard • blogpress.pl

Reklama

Możliwość komentowania ■■ Spisek założycielski: Historia jednego morderstwa została wyłączona

%d blogerów lubi to: