■■ Emancypacja Europy Środkowej, czyli czas strategicznej zmiany

Posted in ■ aktualności, ■ odkłamujemy HISTORIĘ, ■ różne by Maciejewski Kazimierz on 20 stycznia 2016

Tę rozgrywkę rozumie Jarosław Kaczyński i kilka innych osób kreujących polską politykę

Wtorkowa debata w Parlamencie Europejskim była niewątpliwym sukcesem rządu dzięki sprawności polskiej delegacji, dobremu przygotowaniu, konsekwencji i odpowiedniej dawce pewności siebie, a także wsparciu przedstawicieli części grup w Parlamencie Europejskim. Doskonale opisał to w swoim tekście Marcin Fijołek.

Lecz to tylko jeden z aktów, a może nawet jedna ze scen w spektaklu, który będzie trwał być może bardzo długo, a którego finał nie jest na razie znany. Dziś większość publiczności sądzi, że to tylko krótka jednoaktówka i postrzega poszczególne sceny jako osobne, nie łącząc ich w całość. Dotyczy to głównie opozycji i jej sympatyków, którzy – nie mogąc oswoić się z całkiem nową dla siebie sytuacją – dość panicznie miotają się od ściany do ściany, tracąc w większości przypadków z oczu szerszy obraz sytuacji.

Nie ma jednak wątpliwości, że tę rozgrywkę rozumie Jarosław Kaczyński i kilka innych osób kreujących polską politykę. Być może zalicza się do nich niewielkie grono w Platformie, może ktoś na lewicy, raczej nie w Nowoczesnej, której politycy to – poza Petru i Gasiuk-Pihowicz – kompletne no-name’y, a wspomnianych dwoje reprezentuje umysłowy poziom pracowników korporacji bardzo średniego szczebla. Rozumieją ją za to z pewnością ci, którzy za wykreowanie Nowoczesnego Ryszarda odpowiadają.

O czym zatem jest spektakl, którego pierwsze sceny właśnie oglądamy? To przedstawienie o przebudowie światowego ładu, rozgrywające się jednocześnie na kilku scenach, z których jedną jest Europa. Mamy tu kilka nakładających się na siebie sporów toczonych w ciągu ostatnich kilku lat: o pieniądze i traktowanie państw w gorszej sytuacji, zwłaszcza z południa, czyli spór głównie o Grecję i narzucane jej przede wszystkim przez Berlin metody uporania się z kryzysem; o kryzys imigracyjny i zdolność „starej” Unii do narzucania „nowej” Unii rozwiązań korzystnych dla siebie, mających na celu rozłożenie na wszystkich odpowiedzialności za ewidentne błędy popełnione wyłącznie przez Zachód Europy; o rolę Berlina w ogóle; o podejście do Rosji, konfliktu na Ukrainie i zagrożeń, jakie z tego wynikają oraz o powiązane z tym kwestie energetyczne i obronne (stałe bazy NATO); wreszcie – o sposób działania i kształt UE jako takiej, gdzie impuls do zajmowania się tymi sprawami dała Wielka Brytania i obietnica Davida Camerona przeprowadzenia referendum w sprawie pozostania w Unii.

Kolejna nakładająca się na to warstwa problemów to spór cywilizacyjny między wyjałowioną, zniewieściałą, skrępowaną poprawnością polityczną Europą Zachodnią a pozostającą znacznie bliżej łacińskiego dziedzictwa Europą Wschodnią. Ten spór wiąże się ściśle z konfliktem wokół traktowania muzułmańskiej mniejszości. Patologicznym przykładem rozkładu państwa jest tutaj Szwecja.

Jest wreszcie ogromnie rozgałęziona siatka interesów ściśle ekonomicznych, w ramach której obszar Europy Środkowej był dotychczas polem łatwego polowania dla zachodnich korporacji, co dziś – w związku z polityką Orbána i nowego polskiego rządu – jest zagrożone.

Unia z idealistycznych wizji Róży Thun nigdy nie istniała, jednak dziś wizje te są bardziej absurdalne niż kiedykolwiek. Stara Unia wali się na naszych oczach, choć zewnętrznie zachowane są wszystkie jej mechanizmy. Napięcie cywilizacyjne – tak trzeba to nazwać – pomiędzy Wschodem a Zachodem rośnie, przy czym kryzys imigracyjny wyraźnie pokazuje, że dzisiaj to nie Niemcy albo Francja, ale Polska czy Węgry są depozytariuszami prawdziwych europejskich wartości.

Co zaś najważniejsze, za sprawą demokratycznych wyborów obywateli – wcale niejednolitych politycznie, bo przecież choćby w Czechach rządzą socjaldemokraci (ale w typie Leszka Millera, a nie Adriana Zandberga) – oraz okoliczności zewnętrznych następuje wyraźna emancypacja Europy Środkowej. Ataki na Polskę, których jesteśmy dziś świadkami, mają swoje źródło właśnie w obawie „starej” Unii (i związanych z nią środowisk biznesu), że ta emancypacja oznacza ostateczną utratę wpływów i pośredniej kontroli, tak wygodnie dotychczas sprawowanej nad naszą częścią kontynentu. Już Viktor Orbán odmówił uczestniczenia w grze, gdzie Europa Środkowa miałaby po wsze czasy odgrywać rolę słuchającego się starszych małego chłopca, od którego zawsze można wyciągnąć kasę, gdy jest taka potrzeba. Był jednak mniej groźny niż Polska. Nasz kraj ma potencjał regionalnego przywódcy, co potwierdzają pojawiające się w ostatnim czasie kolejne wezwania z regionu, abyśmy takiej właśnie roli się podjęli, zaś nasz przykład może być zaraźliwy. Ci przedstawiciele Zachodu, którzy rozumieją, o co toczy się gra w planie strategicznym, rozumieją także doskonale, że jeżeli nie uda się spacyfikować Warszawy, przegrana może być już nie pojedyncza bitwa, ale cała batalia. To oznaczałoby dla nich trudne do oszacowania skutki finansowe oraz polityczne.

Polski rząd musi działać sprytnie i rozważnie – tak jak działał Orbán. Wczorajszy dzień pokazał, że to jest możliwe. Atak, zaplanowany jako pogrom rządu z Warszawy, został nie tylko odparty, ale jeszcze udało się zrobić wycieczkę na teren nieprzyjaciela, poruszając – niby na marginesie, ale wybrzmiało to mocno – sprawę ogólnych zasad funkcjonowania UE. Jeszcze dalej zapuścili się harcownicy z poszczególnych grup w PE. Największą niespodzianką były te wystąpienia Zielonych, w których wskazywali oni na pogwałcenie europejskiej solidarności przez Niemcy w sprawach energetycznych.

Jeśli jednak strategiczny plan rządu będzie konsekwentnie realizowany, takich potyczek mogą być dziesiątki albo i nie setki. Paradoksalnie, skutek może być odwrotny do zamierzonego, szczególnie gdyby rząd radził sobie równie sprawnie co podczas wtorkowej debaty. Już zeszłoroczne kampanie wyborcze pokazały, że straszenie „złą opinią na Zachodzie” przestało działać poza dość ograniczoną grupą, która i tak zawsze głosowałaby na partie platformoidalne. Polacy mają naturalną – i zdrową – tendencję do konsolidowania się pod wpływem zewnętrznego zagrożenia i większość tak właśnie może odbierać płynące z zachodnich stolic połajanki.

Wczesną jesienią 2015 roku umieściłem na swoim prywatnym profilu facebookowym krótką notkę political fiction, opisującą, jak za kilkanaście lat w zachodniej części Europy trwa chaos, w kolejnych krajach obok zachodniego systemu prawnego wprowadzany jest szariat, a rdzenni Europejczycy – osowiali, pozbawieni chęci działania i sterroryzowani – biernie przyglądają się krachowi kontynentu – cywilizacyjnemu, prawnemu i ekonomicznemu. Tymczasem w Federacji Środkowoeuropejskiej – oddzielonej od Zachodu granicą dobrze strzeżoną przez wspólną formację i cieszącej się wewnętrznym spokojem – otwierana jest właśnie szybka linia kolejowa, prowadząca z Tallina przez Rygę, Wilno, Warszawę, Pragę, Bratysławę, Budapeszt aż do Bukaresztu. To, rzecz jasna, tylko intelektualna zabawa, ale co do jednego nie mam wątpliwości: jesteśmy w tym momencie historii, gdy takie koncepcje – pozornie całkowicie fantastyczne – zyskują realną szansę realizacji. A co więcej – wydają się całkiem atrakcyjne.

Łukasz Warzecha • wpolityce.pl
fot. Radek Pietruszka / PAP

Reklamy

Możliwość komentowania ■■ Emancypacja Europy Środkowej, czyli czas strategicznej zmiany została wyłączona