■■ Dopóki z cokołu nie spadnie chociaż jeden fałszywy autorytet, nie będzie żadnej zmiany ■■

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 2 lutego 2016

Gdy się robi rewolucję, to ją najzwyczajniej w świecie musi być widać, słychać i czuć, póki co, gębę drze i swoich bożków pod niebiosa wynosi jedynie kontrrewolucja.

Każda rewolucja, a bez wątpienia polityczne ambicje PiS nie tylko się ocierają o rewolucję, ale są rewolucją, musi dokonać symbolicznej zamiany. Nie potrafię słowami wyrazić jak bardzo cieszy mnie pogonienie najgorszego sortu i elementu, niemniej ciągle brakuje takiego akcentu, który jednoznacznie pokaże, że stare poszło precz. W 1989 roku rewolucją nazwano wielki kant, bo jakaż to nagła odmiana, skoro bandyta Jaruzelski został jeszcze większym bohaterem niż był w czasach komunistycznego reżimu? W latach 2005-2007 do rewolucji nie doszło, skończyło się na paru wystrzałach i wszystko wróciło do dawnej patologii. Dziś jest zdecydowanie lepiej i przez te trzy miesiące dokonano więcej niż przez 25 lat, ale w sferze symboli, co jest nieodzowne dla każdej przemiany społecznej, nadal tkwimy prawie w 1989 roku.

Sytuacja, w której zwycięzcy muszą się nieustannie tłumaczyć przegranym z czynów popełnionych i nie popełnionych, nie świadczy najlepiej o sile rewolucji. W dawnych czasach przywódcy rewolucji wywlekliby na środek rynku kilku dawnych możnowładców i poleciałby łby do kosza ustawionego pod gilotyną. Współcześnie takich osobników, którzy się skompromitowali i wylecieli poza nawias, winno się puścić z torbami i odebrać im wszelkie moce sprawcze. Czy chociaż jeden został odpowiednio potraktowany, jak na standardy rewolucyjne przystało? Nikogo takiego nie widzę, co gorsze widzę coś zupełnie przeciwnego. Niejaki Komorowski, który teraz powinien trząść portkami i modlić się o wyrok w zawieszeniu, biega po telewizjach i umoralnia. Hochsztapler oszukujący dzieci i dorosłych, trzyma „reżim PiS” za twarz i inne części ciała, kpi sobie w żywe oczy i przywiązuje kolejne dzieci do PR-owskich machin oblężniczych.

Wprawdzie z TVP wyleciało z hukiem wielu kłamców, wyrobników i politycznych najemników, ale oni nadal bywają w warszawskich salonach i zdobywają poklask gawiedzi. W całym tym rzekomym zamordyzmie nowej władzy dzieje się tak, że nie zatarły się granice między „oszołomami” i „elitami”. Podam prosty i obrazowy przykład. Gdy Ewa Stankiewicz pokazała swój genialny film „Trzech kumpli”, natychmiast została gwiazdą i w tej samej sekundzie przerobiono ją na wariatkę, bo się sprzeciwiła władzy i zgniliźnie życia publicznego w Polsce. Czy taki sam los dotknął choćby Tomasza Lisa? Największą „krzywdę” jaką mu wyrządzono, to laur „Hiena roku”, ale poza tym to nadal fantastyczny dziennikarz, w dodatku skrzywdzony przez „faszystów”. Oczywiście nie próbuję w tych kilkunastu zdaniach nakłaniać kogokolwiek do podjęcia krwawych działań i wprowadzenia rzeczywistego zamordyzmu, ale proszę mnie nie przekonywać, że nastąpiła radykalna zmiana w podziale sił. Nic się niestety nie zmieniło, ciągle widzę zagonionych do narożnika zwycięzców i okładających na oślep przegranych. Dochodzi do tak nieprawdopodobnych zdarzeń, że były minister PO, który zlecił akcję „Widelec”, złożoną z takich atrakcji jak okładanie kluczami po jądrach, czy siadanie gołym zadkiem na policyjną pałkę, grzmi z trybuny sejmowej o inwigilacji. Parę godzin temu został uznany za niewinnego Piotr Staruchowicz vel „Staruch”. Przesiedział wiele miesięcy za czyny, których nie popełnił.

Czy z tych dwóch rażących przykładów naruszenia „standardów demokracji” powstało chociaż pół mitu na miarę „Basi Blidy”, która chciała odegrać komedię, ale skończyła tragicznie? Jest koniecznością i to pilną, żeby przynajmniej jednego gwiazdora RP III obnażyć jak nagiego cesarza i tak jak w bajce dzieci muszą to palcem pokazać. Zwycięstwo w takiej dziedzinie jak rewolucja społeczna ma sens wyłącznie wówczas, gdy z cokołów lecą niegdysiejsi nietykalni. Ani przed, ani w trakcie, ani po przejęciu władzy, PiS nie dorobił się też własnych „świętych”. Jeśli się mylę, to proszę mi wskazać takie klasyczne nazwiska kneble, jak Bartoszewski i jego wzruszająca historia życia? Mazowiecki, „pierwszy premier”, cudowny, fantastyczny demokrata. Wybitny i niepodważalny w jednym przecinku profesor Geremek? Legenda „Solidarności” towarzysz Bolek, a ostatnio łamistrajk i żona zomowca Krzywonos. Nowa rewolucja nie przejechała buldożerem po starych monumentach i nie zbudowała własnych. Proszę się też nie pocieszać, że przecież mamy genialne postaci, choćby rotmistrz Pilecki. Mamy, ale póki co trudniej w Polsce zburzyć pomnik bolszewickich gwałcicieli i postawić cokół dla Rotmistrza, niż wyszorować za pieniądze Polaków „Czterech Śpiących”. Gdy się robi rewolucję, to ją najzwyczajniej w świecie musi być widać, słychać i czuć, póki co, gębę drze i swoich bożków pod niebiosa wynosi jedynie kontrrewolucja.

MatkaKurka • kontrowersje.net

Advertisements

Możliwość komentowania ■■ Dopóki z cokołu nie spadnie chociaż jeden fałszywy autorytet, nie będzie żadnej zmiany ■■ została wyłączona