✈■ Wśród cyngli wielkie poruszenie

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 5 lutego 2016

Państwo polskie przestało traktować tragedię smoleńską jak włamanie do garażu

Osobom, które wierzą, że wielki samolot pasażerski rozbił się o drzewo, można wmówić wszystko — to trzeźwe do bólu słowa Ewy Kochanowskiej, wdowy po śp. Januszu Kochanowskim.

Tacy ludzie nie potrzebują także wyjaśnienia, jak to się stało, że samolot spadając z minimalnej wysokości i przy niewielkiej prędkości, uderzając w miękkie, bagniste podłoże rozpadł się na kilkadziesiąt tysięcy części? Nie potrzebują wiedzieć, dlaczego samolot po komendzie odejścia na drugi krąg, jednak nie odszedł?

Dlaczego polski premier uczestniczył w grze rosyjskiego premiera, która marginalizowała polskiego prezydenta?

Można zadać dziesiątki takich pytań i równie wiele ustaleń poddawać w wątpliwość, bo przeczą zdrowemu rozsądkowi. Pytań oczywistych dla średnio uważnego obserwatora wydarzeń, ale na które nie odpowiedziała komisja Millera. Chcemy dzisiaj poznać te odpowiedzi, a także dlaczego nie było w stanie odpowiedzieć polskie państwo. A może państwo w ogóle nie chciało tego wyjaśnić. Tym bardziej wyjaśnienie nam się należy.
Pamiętamy natomiast groteskowe tłumaczenia prokuratora, że co prawda detektor wyświetlił trotyl na swoim ekranie, ale co innego miał na myśli. Nie zapomnimy pułkownika, przysłowiowego wujcia-wariatuńcia, dla którego nie było żadnych tajemnic: Jak walnęło, to się urwało. Ciągle mamy w głowie kretyńską tezę uczonego doktora: Jeżeli jest wybuch, to nie ma trotylu, jeżeli jest trotyl, to nie było wybuchu.

Do tej pory członkowie i poplecznicy komisji Millera jak ognia unikali bezpośredniej konfrontacji z naukowcami z ustaleniami Zespołu Parlamentarnego oraz niezależnych naukowców. Mało kto pamięta, co się stało, gdy we wrześniu 2013 profesor Michał Kleiber zaproponował wspólna konferencję tych organów, a na dodatek wyraził opinię, że doświadczenie w badaniu katastrof nie jest niezbędne, by badać katastrofę: Znam przypadki różnych katastrof lotniczych i tam o ekspertyzy proszono osoby, które nigdy nie miały z tym do czynienia(…) Piloci nie mogą decydować o tym, czy brzoza może przeciąć skrzydło. Muszą uczestniczyć w tym eksperci od badań materiałowych czy dynamiki uderzeń.

Kleiber został wówczas odsądzony od czci i wiary, a różne cyngle medialne dostały wręcz szału, że śmie kwestionować nawet nie tyle wersję rosyjsko-millerowską, co rzucać najmniejszy cień wątpliwości. Okazało się wówczas, że według wyżej wymienionych dziedziny nauki jak inżynieria materiałowa, mechanika konstrukcji przestrzennych, analiza dynamiczna problemów udarowych oraz wytrzymałość materiałów, nie mają nic wspólnego z badaniem katastrof lotniczych. Za to do studiów telewizyjnych zapraszano jako ekspertów ludzi, których jedyną kwalifikacją było doświadczenie nabyte przy rąbaniu drewna brzozowego na wsi.
Dzisiejsze uroczyste powołanie podkomisji do badania tragedii smoleńskiej kończy ten krwawy absurd. Antoni Macierewicz spowodował, że skonfrontowane zostaną nie tyle dwie szkoły badania katastrof lotniczych, lecz dwie postawy i dwa zasoby kompetencji. Bo nie ma najmniejszego powodu wątpić, że doktor Wacław Berczyński, konstruktor z Boeinga, ma większe pojęcie o wielkich samolotach pasażerskich oraz ich katastrofach, niż doktor Maciej Lasek, dla którego Tupolew 154 był pierwszym takim doświadczeniem.

Państwo polskie wreszcie naprawdę pragnie, a nie tylko deklaruje, że chce prawdy o tragedii smoleńskiej, bez względu na to, jaka ta prawda będzie.

Badacze uzyskali dostęp do wszystkich materiałów: Komisja Millera miała do dyspozycji większy zapis niż to, czego użyła w analizie – była to próba fałszerstwa lub też zaciemnienia badania, która nie miała nic wspólnego z rzetelnymi badaniami komisji — oświadczył doktor Berczyński.

Państwo przestało traktować kwestię smoleńską jak włamanie do garażu.
Życie przestało się uśmiechać do smoleńskich cyngli.

Stanisław Januszewski • wpolityce.pl
Dawniej zagoniony wielkomiejski mieszczanin, dzisiaj spokojny emeryt z podwejherowskiej wsi.
Trochę rozdarty pomiędzy ściśle ścisłym wykształceniem a mniej ścisłymi aspiracjami.
Teraz staram się to wszystko w miarę ogarnąć i wyrównać proporcje.

fot. Rafał Guz / PAP

Reklamy

Możliwość komentowania ✈■ Wśród cyngli wielkie poruszenie została wyłączona