■■ Przy akompaniamencie salw śmiechu pada matrix PO, „Gazety Wyborczej”, TVN i Giertycha

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 8 Luty 2016

Najlepszym dowodem upadku matriksu stworzonego przez PO i jej media jest przemiana głównego demiurga III RP Adama Michnika w śmiesznego i całkiem żałosnego „wrzeszczącego staruszka”.

Teraz widać, jak wielką rolę odgrywał w ostatnich latach medialny matrix narzucony przez władzę PO i bardzo rozwinięty przez osłaniające ją telewizje, stacje radiowe, gazety i portale. I widać, jak wielkie znaczenie ma przełamanie medialnego monopolu twórców i utrwalaczy matriksu. Najpierw przez tworzące się oddolnie media antymatriksowe, z ważną rolą m.in. wPolityce.pl oraz tygodnika „wSieci”, a ostatnio przez szybko się pluralizujące media publiczne. I tylko to wystarczyło, by matrix zaczął się sypać, co słychać w coraz liczniejszych głosach jego przedstawicieli i uczestników, ostatnio Jacka Rakowieckiego (niegdyś ważnego redaktora „Gazety Wyborczej”) czy Jerzego Pilcha (przez lata jednego ze strażników matriksu w tygodniku „Polityka”). Coraz większe rysy na matriksowej budowli skutkują też tym, że postępuje proces samoośmieszania i autokompromitacji takich filarów tej konstrukcji jak Roman Giertych czy Kazimierz Marcinkiewicz. Obecnie właściwie nie sposób o nich myśleć inaczej niż w kategoriach błazeństwa. I to żałosnego, a nie śmiesznego.

Z matriksem jest tak, że funkcjonuje on sprawnie dopóty, dopóki nie ma możliwości upowszechnienia antymatriksu. Gdy tylko taka okazja się pojawia, a kluczowe są tutaj media, ujawnia się cała jego sztuczność. To dosłownie wygląda tak jak walące się makiety domów w pierwszej scenie „Misia” Stanisława Barei. Nagle wszystko okazuje się dziadostwem, zlepkiem odpadów powiązanych sznurkami. I ujawnia się prostactwo matriksu. Chyba każdy zauważył, że wraz z umacnianiem władzy PO, utworzony wokół niej matrix stawał się coraz bardziej prymitywny intelektualnie. Można było przecierać oczy i uszy oglądając i słuchając zdumiewająco ubogich intelektualnie wypocin profesorów utrwalaczy matriksu w rodzaju Ireneusza Krzemińskiego, Radosława Markowskiego, Janusza Majcherka, Janusza Czapińskiego, Andrzeja Zolla, Wojciecha Sadurskiego, Leszka Balcerowicza, Wiesława Władyki czy Marcina Króla. Można było zachodzić w głowę, jak mogą się tak intelektualnie kompromitować i ośmieszać tacy twórcy jak Andrzej Wajda z Krystyną Zachwatowicz, Krystyna Janda, Marek Kondrat, Maja Komorowska, Agnieszka Holland, Daniel Olbrychski, Andrzej Mleczko, Kazimierz Kutz, Andrzej Grabowski, Janusz Głowacki, Krzysztof Penderecki, Wojciech Pszoniak czy Zbigniew Preisner. Matrix musiał być prymitywny, bo jakiekolwiek wyrafinowanie czy choćby rozwinięta refleksja osłabiałyby jego funkcje mobilizacyjne i bezkrytyczne pochłanianie kitu.

Wystarczyło unormalnienie i profesjonalizacja „Wiadomości” TVP oraz pluralizm w programach publicystycznych TVP Info, żeby materiały w „Faktach” TVN autorstwa Jakuba Sobieniowskiego, Macieja Knapika, Macieja Mazura czy Katarzyny Kolendy-Zaleskiej oraz „publicystyka” Andrzeja Morozowskiego, Małgorzaty Łaszcz, Anity Werner, Justyny Pochanke czy Grzegorza Miecugowa ujawniły swoją absolutną toporność, miałkość i dialektyczną pokrętność. Oczywiście zawsze pewnie będzie istniała taka kategoria odbiorców jak sekta „Szkła kontaktowego”, ale o tym nie sposób już właściwie mówić poważnie, choć ci ludzie bywają śmiertelnie poważni w swoim opętaniu matriksem. Jeśli istnieją punkty odniesienia i możliwości porównywania, typ narracji uosabiany szczególnie przez „Gazetę Wyborczą”, „Politykę”, TVN, TVN 24 oraz radio Tok FM z groźnego i sprawiającego wrażenie poważnego staje się groteskowy i zwyczajnie śmieszny. Najlepszy dowód to przemiana głównego demiurga III RP Adama Michnika w śmiesznego i całkiem żałosnego „wrzeszczącego staruszka”. Warto w tym miejscu zauważyć, że nic nie jest tak destrukcyjne jak śmieszność dla opcji sprawującej długo władzę, dla jej matriksu oraz jej mediów. Gdy ludzie przestają się ich obawiać, a zaczynają się z nich śmiać, a wręcz niemiłosiernie nabijać, to jest po prostu koniec.

Kiedy ujawniane są różne elementy okołoplatformerskiego matriksu i postępuje krytyczna refleksja ważnych jego uczestników, wielu dotychczasowych wyznawców zaczyna się zwyczajnie wstydzić własnych wyborów, swego dotychczasowego „oszołomstwa” czy „sekciarstwa”, a wreszcie kiczu, który się z tym wiąże. To poczucie uczestnictwa w obciachu i kiczu jest szczególnie ważne w krytycznej autorefleksji. Bo nikt nie lubi znajdować się po obciachowej i kiczowatej stronie, a te elementy najbardziej rzucają się w oczy w matriksie. Kiedy mogliśmy niedawno oglądać i słuchać przemówień niektórych „gwiazd” manifestacji Komitetu Obrony Demokracji, najbardziej widoczna i destrukcyjna dla samych zainteresowanych była właśnie obciachowość i kiczowatość, a nie takie czy inne poglądy. I jestem pewien, że takie osoby jak Agnieszka Holland czy Marek Kondrat to dostrzegli, ponieważ wielokrotnie dowodzili, iż są dobrymi obserwatorami. Takiej refleksji nie spodziewam się po najbardziej chyba zacietrzewionym i jednocześnie najśmieszniejszym mówcy manifestacji KOD, czyli Jarosławie Kurskim z „Gazety Wyborczej”, ale to oddzielna kategoria i zjawisko, które wydaje się zwyczajnie niereformowalne. Ten obciach i kicz wręcz biją po oczach i dla wielu zatopionych wcześniej w matriksie mogą być czymś nie do zniesienia.

Opisując to wszystko nie twierdzę, że matrix stworzony w ostatnich latach już zniknął bądź szybko gdzieś się rozpłyną tkwiący w nim wyznawcy i utrwalacze. To struktura wciąż całkiem trwała i obrosła bardzo silnymi i wpływowymi grupami interesów. Ale ten matrix już zaczął się rozpadać. Tak jak w głośnych filmach braci Wachowskich (powstały, gdy Larry Wachowski nie był jeszcze Laną) momentem krytycznym dla matriksu jest jego opisanie i zrozumienie jego mechanizmów. Od tego zaczyna się skuteczne zwalczanie matriksu, a z drugiej strony – jego autodestrukcja. Tym szybszy to proces, im więcej jest pluralizmu na rynku mediów. I to tłumaczy wręcz skowyt, w jaki reżimowe do niedawna media i ich „gwiazdy” wpadły, gdy straciły monopol i tracą przewagę, a przy okazji powagę. Ale to, że jest coraz śmieszniej i coraz bardziej groteskowo, to już zupełnie inna historia.

Stanisław Janecki • wpolityce.pl
fot. TVP2/wPolityce.pl

Advertisements

Comments Off on ■■ Przy akompaniamencie salw śmiechu pada matrix PO, „Gazety Wyborczej”, TVN i Giertycha