■■ Czy Jacek Kurski jest nadal bezkompromisowym twardzielem?

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 15 Luty 2016

Idzie nowe, ale jak widać ciągle w mediach publicznych nie ma miejsca dla dziennikarzy związanych z Radiem Maryja, Naszym Dziennikiem i TW Trwam. Nie ma tam miejsca dla takich bezkompromisowych ludzi jak choćby Stanisław Michalkiewicz, Leszek Żebrowski, Tadeusz Płużański czy Grzegorz Braun.

Zapowiedzi wielkich zmian w mediach publicznych bardzo mnie ucieszyły szczególnie, jeśli chodzi o TVP. Pomyślałem sobie, że wreszcie skończy się ta chora nadreprezentacja lewactwa, a tacy skrajni noemarksiści i szkodnicy jak Sławomir Sierakowski z „Krytyki Politycznej” dostaną dożywotni szlaban i nigdy nie przestąpią progu studia w telewizji publicznej – zwłaszcza, że ma ona ambicje stać się medium narodowym. Po akcji zaproszenia do Polski niemieckich bojówkarzy z „Antify”, którzy w „Święto Niepodległości” zaatakowali polskich patriotów, a bandycki arsenał w postaci pałek, kastetów, miotaczy gazu i tarcz urządzili sobie w siedzibie „Krytyki Politycznej” – Sierakowski niejako sam skreślił się z listy ludzi cywilizowanych. Tu już nie chodzi tylko o jego poglądy i szerzoną ideologię, ale o zwykłe zaprzaństwo. Po raz kolejny przypomnę, co o akcji sprowadzonych z Niemiec bandytów mówił będący prawą ręka Sierakowskiego, Michał Sutowski – również częsty gość „nowej” TVP: „[…] dzielni i zdeterminowani chłopcy (a i dziewczyny się pojawiły) w chustach na twarzach byli gotowi pokazać czynem to, do czego Seweryn Blumsztajn, »Gazeta Wyborcza« i całe Porozumienie 11 Listopada, łącznie z »Krytyką Polityczną«, nawoływali słowem. Mówiąc kulturalnie – wyrazić zdecydowaną dezaprobatę dla rasizmu, narodowego radykalizmu i ksenofobii. Mówiąc językiem ulicznym i zrozumiałym dla przeciwnika: kazać faszystom wypierdalać z ulic tego miasta”.

Nikogo nie powinno dzisiaj zaskakiwać, że dla Sierakowskiego i spółki donoszenie na Polskę do Brukseli nie jest niczym złym skoro bicie polskich patriotów przez niemiecką hołotę było dowodem ich dzielności i determinacji. To ludzie o identycznej mentalności witali kwiatami 17 września 1939 roku sowieckie czołgi.

Szczerze i jak się okazuje bardzo naiwnie wierzyłem, że ludziom typu Sierakowski i s-ka nowe władze telewizji każą „w……..ć”, z publicznych mediów – że posłużę się terminologią czerwonych wojłokowych intelektualistów. Niestety, stało się inaczej. Oglądając wtorkowy program „Debata” prowadzony przez redaktora Krzysztofa Ziemca zaniemówiłem. Oto w roli zaproszonych gości zobaczyłem lewackie „trzy w jednym”, czyli Jacka Żakowskiego i Aleksandra Smolara, – proroka mniejszego i proroka większego jak mawia Stanisław Michalkiewicz – no i na dokładkę tego nieszczęsnego Sierakowskiego. W zasadzie jedyną osobą, która mogła stanowczo stawić im czoła był Bronisław Wildstein – no, bo trudno prawicowcem nazwać pływającego raz na parę, raz na żagiel historyka-celebrytę, Antoniego Dudka. Jako, że debata odbywała się w przeddzień 71. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz poruszono w niej temat używania w światowych mediach terminu „polskie obozy koncentracyjne” oraz szukano sposobów walki z tym niszczącym wizerunek Polski zjawiskiem.

Byłem świadkiem bezczelnej parady kłamców, oszustów i manipulatorów, co potwierdzają poniższe wypowiedzi.

Sławomir Sierakowski: „To jest po prostu określenie, które pada przypadkiem, dlatego, że gramatyka…Polskie może być okolicznikiem miejsca jak i atrybutem tego, co kto zrobił. Naburmuszony Polak, który będzie myślał, że on teraz wstanie i powie prawdę o Polsce…i myśli, że szacunek do Niemiec nie wynika z tego, że Niemcy umieli się rozliczyć ze swoją historią…”

Jacek Żakowski: „Po pierwsze nie mamy z tym problemu. To jest wymysł zakompleksionej, obsesyjnej, ksenofobicznej polskiej prawicy, która wszystkiego się boi. Są tysiące artykułów na świecie. W części z nich zdarza się nieszczęśliwe sformułowanie. Kto był przyczyną holokaustu, kto rozpętał druga wojnę światową, wymordował ludzi każdy wie. Do tego nie potrzeba polskiego filmu”.

Aleksander Smolar: „Często to jest wyraz lenistwa, skrótu myślowego dziennikarzy. Państwo do tego angażować moim zdaniem to jest śmieszne”.
Warto dodać, że kiedy Bronisław Wildstein w pewnym momencie wytknął Sierakowskiemu obłudę i krętactwo, temu momentalnie lewacka facjata stężała, z walonek wylazła słoma, a z otworu gębowego w kierunku Wildsteina padły słowa: „Pan jest zwykłym chamem”.

Mamy zatem zażartą polemikę, a momentami krwawą jatkę tylko brakuje jednego – prawdy. Zaręczam, że wszystkie strony sporu, którego byłem świadkiem, czyli: Żakowski, Smolar, Sierakowski, Wildstein, Dudek oraz sam prowadzący Ziemiec to ludzie inteligentni, którzy z jakichś powodów nie podają widzom podstawowych historycznych faktów. Otóż geneza powstania i wprowadzenia na stale do obiegu publicznego określenia „polskie obozy koncentracyjne” jest od dawna znana.

To nie jest przypadek i kwestia gramatyki jak łże Sierakowski, ani wymysł zakompleksionej, obsesyjnej i ksenofobicznej prawicy jak obłudnie próbuje przekonywać Żakowski. Nie jest to także zdemaskowane przez „mędrca” Smolara lenistwo i stosowanie skrótów myślowych przez dziennikarzy, w które przecież autor tych słów sam nie wierzy.

Już w 1956 roku w RFN, Alfred Benzinger z Federalnej Służby Wywiadowczej (BND), a wcześniej funkcjonariusz nazistowskiej tajnej policji wojskowej stwierdził: „Odrobina fałszu w historii po latach może łatwo przyczynić się do wybielenia historycznej odpowiedzialności Niemiec za Zagładę”. To już wtedy niemiecki wywiad podjął plan oraz rozpoczął potężną i trwająca po dziś dzień skoordynowaną akcję pod tytułem „polskie obozy koncentracyjne”. Żyliśmy przez lata za żelazną kurtyną i nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy, że już wtedy w zachodnich mediach, począwszy od Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii po Izrael i Stany Zjednoczone pisano o „polskich obozach koncentracyjnych”. To kłamstwo pojawiło się nawet na stronie Centrum Szymona Wiesenthala. Czyżby i Żydzi nie wiedzieli, kto wymordował miliony ich pobratymców? Dlaczego podczas prawie godzinnej telewizyjnej debaty nikt na temat tych znanych faktów nawet się nie zająknął? O co tutaj chodzi?

Aby dowieść, że cały ten oszczerczy, obrzydliwy i nieludzki propagandowy atak dotyczy tylko i wyłącznie Polski zadam retoryczne pytanie. Dlaczego nikt nie mówi o austriackich ludobójcach i austriackich obozach koncentracyjnych? Dlaczego Austriacy przeforsowali historyczne kłamstwo jakoby to oni byli pierwszą ofiarą Hitlera skoro w przytłaczającej większości ówczesne społeczeństwo przywitało anszlus entuzjastycznie? Najcięższym obozem koncentracyjnym założonym przez III Rzeszę, Mauthausen-Gusen – znajdującym się 20 km od austriackiego Linzu kierowała załoga składająca się w większości z Austriaków. Więzień tego obozu, Stanisław Grzesiuk w książce „Pięć lat kacetu” opisywał jak przewiezieni tam z Oświęcimia więźniowie przerażani tym, co zastali na miejscu twierdzili, że na kolanach z tego piekła wracaliby z powrotem do Auschwitz-Birkenau. Miejscowość Linz kojarzy się z takimi ludobójcami jak Austriacy, Adolf Eichmann, główny wykonawca planu ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej oraz szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy zbrodniarz, SS-Obergruppenführer Ernst Kaltenbrunner. To właśnie w Linzu spędzali oni młodość. Austriakiem był również jeden z głównych wykonawców holokaustu, SS-Hauptsturmführer Franz Stang, komendant takich obozów zagłady jak Sobibór i Treblinka. Jeżeli przyjrzymy się załogom wszystkich obozów śmierci to aż roi się tam od Austriaków pełniących bynajmniej nie pomocnicze funkcje. A kto odpowiada za setki polskich spalonych wsi na Lubelszczyźnie, tysiące wymordowanych kobiet, dzieci i mężczyzn oraz pacyfikację Zamojszczyzny? To Austriak, SS-Gruppenführer Odilo Globocnik – dowódca SS i policji na Dystrykt Lublin Generalnego Gubernatorstwa, a wcześniej z nadania Hitlera gauleiter Wiednia. Czy słyszał ktoś z Szanownych Czytelników o określeniach: „austriaccy sprawcy holokaustu”, „austriaccy ludobójcy” „austriacki obóz koncentracyjny”, albo „austriackie komory gazowe”? Jeżeli zapytacie dziś jakiegoś młodego Austriaka o drugą wojnę światową to bez zająknięcia wymieni swój kraj, jako pierwszą i wielką ofiarę pochodzącego z Austrii Hitlera.

Jak zatem potraktować prowadzoną przez Ziemca „Debatę” w „odrodzonej” TVP? Było w niej wszystko oprócz prawdy. Poprawność polityczna przeorała i zlasowała mózgi nawet tym dziennikarzom i publicystom, których uważamy za obiektywnych. Pojmowanie przez nich pluralizmu oraz terror poprawności politycznej doprowadziły debatę publiczną do absurdu. Po co do telewizji zapraszać zwykłych kłamców, manipulatorów i propagandystów jawnie występujących przeciwko Polsce? Czemu ciągle obowiązuje chora zasada, że jeżeli w dyskusji bierze udział psychiatra to naprzeciw niego dla równowagi trzeba posadzić wariata? Jeżeli dyskutuje policjant to polemizować z nim musi złodziej. Dlaczego patriocie przeciwstawiany jest, jako polemista zwykły zdrajca i lewacki cham, a człowiekowi normalnemu zboczeniec?

Idzie nowe, ale jak widać ciągle w mediach publicznych nie ma miejsca dla dziennikarzy związanych z Radiem Maryja, Naszym Dziennikiem i TW Trwam. Nie ma tam miejsca dla takich bezkompromisowych ludzi jak choćby Stanisław Michalkiewicz, Leszek Żebrowski, Tadeusz Płużański czy Grzegorz Braun.

Pamiętajmy, że tam gdzie kłamstwo kipi tam prawda się przypala. Przykro to pisać, ale ja ten swąd spalenizny mimo zmian ciągle wyczuwam. Pamiętając Jacka Kurskiego z dawnych lat, jako młodego, zadziornego dziennikarskiego bezkompromisowego twardziela nadal wierzę w zmiany na lepsze i cierpliwie czekam. W II RP ze zdrajcami z KPP nikt przyzwoity i kochający ojczyznę nie prowadził dyskusji i polemik. Dzisiaj również powinna to być „oczywista oczywistość”./big>

Artykuł opublikowany w „Warszawskiej Gazecie”
Nowy numer „Polski Niepodległej” już w kioskach

kokos26 • naszeblogi.pl

Comments Off on ■■ Czy Jacek Kurski jest nadal bezkompromisowym twardzielem?