■■ Nie ma Jaruzelskiego, nie ma Kiszczaka… jest Wałęsa

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 22 lutego 2016

Patrząc na wydarzenia z ostatnich dni, przychodzi na myśl następująca konstatacja: jak swój ogląd ograniczymy do sensacji, to inni zrobią sensację z naszych niepodległościowych dążeń, z naszej kultury i z nas samych! Podobnie, jak to drzewiej bywało w historii, której tak nie chcemy się uczyć.

Czy Wałęsa był agentem?

Pytanie to ma sens tylko z historycznego punktu widzenia. Z politycznego jest pytaniem absurdalnym, bo gdy nawet uda się udowodnić Wałęsie, że był agentem, to i tak to niczego nie zmieni. Absurd polega na tym, że z jednej strony utrzemy mu wprawdzie nosa, ale z drugiej wypreparujemy logiczne pytanie, które może zatrząść wątłymi podstawami naszego państwa. Pytanie brzmi: jaki wpływ SB miała na zrzucenie komunizmu w Polsce? I co wtedy? Nie będzie Wałęsy, nie będzie światowego symbolu „Solidarności”. Nie ma „S”, jest mur berliński jako symbol przemian. Jest mur berliński nie ma wkładu Polaków w obalenie komunizmu. I jaki tego skutek? Na arenie międzynarodowej z tego powodu żadnej pustki nie będzie, będzie ona natomiast w Polsce. Ożyje spetryfikowana UB/SB-ecja, wykorzysta ulice i zagranice i już niczego nie uda nam się zmienić. Pomiędzy Niemcami a Rosją, powstanie sytuacja wybitnie konfrontacyjna, Polska podzieli się na dwa obozy i wszyscy skoczymy sobie do oczu. W Powstaniu Warszawskim AK nie pozwoliła przejąć inicjatywy AL-owcom, teraz ten manewr może się udać.
Oczywiście pytanie, był agentem czy nim nie był, jest ważne. Postrzeganie spraw państwowych i osobistych pod kontem sensacji odwraca uwagę od spraw bieżących i wszystkich tych, które konstytuują naszą przyszłość, jako państwa i narodu. Ważniejszymi pytaniami są: ile polskiej ziemi zostało sprzedanej lub przehandlowanej obcym właścicielom? Od 01.05.2016 uwalnia się bowiem moratorium na te sprawy. Czy wystarczy i skąd wziąć pieniądze na reformy Morawieckiego, bo z unijnymi może być różnie? Czy uda nam się zreformować służbę zdrowia, służby prawne, media, szkolnictwo i armię? Czy polskie społeczeństwo rozumie istotę obecnych światowych przemian i na ile jest przygotowane do wyrzeczeń na rzecz wspólnoty, jakie muszą nastąpić? Czy wreszcie dziennikarze i politycy rozumieją, że w obecnych uwarunkowaniach Polski, sprawa Wałęsy daje argumenty naszym przeciwnikom i ukrytym wrogom? Sprawa Wałęsy powinna być nie problemem społecznym, w tym wypadku europejskim, lecz własnym zamkniętym, przeznaczonym dla historyków, politologów i kombatantów. Gdy bez emocji zadamy pytanie o co toczy się ten bój? Dostrzeżemy, że o utarcie Wałęsie nosa. A kimże był on przed 1970 r.? Jaką moc rażenia mogły mieć jego donosy? Po 1980 r. nie ma dokumentów świadczących o jego współpracy z SB, ale mogą być. I za to „mogą być” cała Polska postawiona została na baczność.

O co więc chodzi?

Cała sprawa nie dotyczy „Bolka”, nawet nie dotyczy bezpośrednio samego Wałęsy, lecz zmieniającej się epoki. Umarł Jaruzelski, odszedł Kiszczak… pozostał Wałęsa. Największą winą Wałęsy, podobnie jak Ludwika XVI, jest to, że nie zrozumiał ducha czasów i znalazł się w jej polu rażenia. Macierewicz skwitował, że „stał się symbolem zdrady”. Oczywiście, nie grozi mu szafot, nie grozi mu nawet śmierć polityczna, lecz sromota. Problem najkrócej można skwitować odwołując się do Wyspiańskiego: „miałeś […] złoty róg, miałeś […] czapkę z piór, czapkę wicher niesie, róg huka po lesie, ostał ci się ino sznur”. Gdyby Wałęsa poszedł z narodem, mógł być Wielki. Nie dostałby wprawdzie herbu książęcego, nie jadałby śniadań za 10.000 tysięcy zł., ale polski naród wprowadziłby go na miejsce z panteonie bohaterów historii Polski. Ale były Prezydent nie jest jeszcze stracony. Grzechy własne, przyjmie ksiądz, ale spowiedź za grzechy przeciwko narodowi i państwu, wysłuchać musi naród. Dokumenty nie powiedzą wszystkiego. Dyplomatyka uczy, że czasami mówią coś wręcz przeciwnego niż w nich zapisano. Wałęsa jest jedynym świadkiem na tak wysokim szczeblu, który może je skonfrontować i zweryfikować. Ponadto nie możemy zapominać, że okres PRL był wyjątkowo trudny, a przemiany solidarnościowe dokonały się, jak na swoją skale przemian, stosunkowo łagodnie.

Idzie przełom

Przełom jest już widoczny gołym okiem i trzeba mu pomóc. Przełom, w którym historia ponownie zaczyna być ważna. I broń Panie Boże, przed oglądem, który ograniczyłby nas do 1945 r. Jeżeli nie wyjdziemy z PRL-owskiego i postpeerelowskiego kokonu, on owinie nas powtórnie – bardziej szczelnie i nieodwracalnie. Obecny czas domaga się powrotu do 01.09.1939 r. i kontynuacji II RP w nowych, piastowskich, uwarunkowaniach geopolitycznych. Z tego punktu widzenia polska droga nie była efektem przypadku, lecz konsekwencją międzynarodowych uwarunkowań. A więc polska droga miała prawidłowy i konieczny kierunek. Dlatego musimy go kontynuować. Najważniejszym pytaniem na dziś nie jest czy Wałęsa był agentem, lecz czy nowa inteligencja zdoła wykorzystać szanse, jaką na dłoni Polakom daje historia? I czy młodzież okaże się na tyle silna i rozumna, aby – dla siebie zatrzymać i wykorzystać sprzyjający jej czas – bez zmywaków, poniewierki i poniżenia?

Zakończenie

W polityce nie ma sytuacji pewnych. Jeżeli pojawi się sytuacja, że niewygodną umowę można nie dotrzymać, zostanie zlekceważona. Dzisiejsza słabość UE zasadza się na dwóch bezpośrednich filarach: brexicie i exodusie migracyjnym. Pierwszy – ważniejszy, określa czas do głosowania w referendum w sprawie członkostwa w UE, drugi – teoretycznie do czasu wstrzymania fali uchodźców. Pierwszy jest „ważniejszy” dlatego, że w wypadku pozostania Wielkiej Brytanii w UE, Londyn i Bruksela mogą dojść do przekonania, że jedyną przeszkoda na drodze do wzmocnienia unijnych struktur stoi Polska. Ameryka, swoim zwyczajem, chce mieć w tym regionie spokój i poprze taką inicjatywę. Poprze ją również Rosja i Francja. A jeżeli tak się stanie, to wszyscy wystawią nam własne rachunki do zapłacenia: za kolonializm, demoralizację i brak zdrowej refleksji kulturowej. Zapłacimy więc za brak umiejętności perspektywicznego i globalnego patrzenia. Sytuacja Polski, bo już nie będzie mowy o pozycji, zostanie zawieszona na nitce skutków fali migracyjnej, która i nas dotknie. Na wzmocnienie swojego państwa mamy, jak zawsze, bardzo krótki czas. Uwikłanie się w sprawę Wałęsy to byłby oddanie pola walkowerem. Sensacja jest dobrym materiałem na seriale, natomiast złym w sprawach politycznych i państwowych. A przewrót majowy dziś jest już niemożliwy do wykonania.

Ryszard Surmacz • wpolityce.pl
fot. EPA

Reklamy

Możliwość komentowania ■■ Nie ma Jaruzelskiego, nie ma Kiszczaka… jest Wałęsa została wyłączona