■■ To nie Wałęsa ma problem, lecz my, Polacy

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 3 marca 2016

bo pozostaliśmy jedynym krajem z dawnego Ostbloku, który tapla się w mitach i legendach

Lech Wałęsa nie współpracował z SB…. „To SB współpracowało ze mną”, stwierdził właśnie. Innymi słowy, dostosowując się do logiki najsłynniejszego na świecie elektryka-noblisty pokojowego, Wałęsa nie sypia z żoną Danutą, to ona sypia z nim…

A propos Nobla: oto laureat pokojowy zwierza się w „Die Welt”:

Jeśli młodzi ludzie są gotowi bić się w obronie ojczyzny, ja będę gotowy ich poprowadzić”…

Nieco wcześniej, a konkretnie w maju 2012r. gotów był pałować związkowców protestujących przed Sejmem. Jak radził wówczas Donaldowi Tuskowi:

Panie premierze, więcej zdecydowania. Dość takiej zabawy! (…) Na miejscu premiera albo komendanta bym sam wyszedł, żeby jakiś policjant się nie bał spałować przewodniczącego, to ja bym, jako komendant policji, sam go spałował.

Strzelać też był gotów. Kto pamięta propozycje Wałęsy jak należy rozprawić się z kibicami:

Powinny być narysowane trzy linie. Jedna linia – słuchajcie: dotąd można, a dalej nie wolno wchodzić, ale się za to nie obrywa. Następna linia – uważaj, bo będziesz rozliczony, ponieważ cię filmujemy. I trzecia linia – jak tam wejdziesz, to musisz dostać po nosie, ze strzelaniem włącznie.

Bo Wałęsa ma recepty na wszystko, tylko głupcy nie chcą go słuchać. Twórca „jaizmu”, („ja byłem”, „ja zwołałem”, „ja rozbiłem”, „ja załatwiłem”…), który – rzecz jasna – sam obalił komunizm, i wszystko inne by obalił, gdyby mu pozwolono, wzywał do użycia broni przeciw obywatelom własnego kraju. Porażające, ale widać wszyscy przywykli do plecenia bzdur przez byłego przywódcę „Solidarności”, z którą notabene również od dawna ma na pieńku. W trzydziestą rocznicę zawarcia porozumień sierpniowych rzucił na użytek mediów:

Zostawiam Solidarność, niech dogorywa!.

Gwoli ścisłości, to nie Wałęsa ją „zostawił”, lecz związkowcy mieli dość jego kabotyństwa. Ale, nie da się zaprzeczyć, historia była dla niego łaskawa. Polacy wyrozumiale odczekali do końca kadencji „polytyka” grającego w ping-ponga na Krakowskim Przedmieściu ze swym kierowcą, też elektrykiem, awansowanym na szefa gabinetu głowy państwa. „Kto nie z Mieciem, tego zmieciem”, mawiano w pałacowych kuluarach. Wachowski odpowiadał de facto przed sądem za różne machlojki i łapówkarstwo, był nawet za kratami, jednakże został uwolniony po wpłaceniu przez Wałęsę kaucji 200 tys. zł. Sąd zdążył jedynie skazać „Miecia” za fałszywe zeznania. Od bodaj dwóch lat ta „wybitna” postać prezesuje w Instytucie Lecha Wałęsy. Mniejsza z tym.

A kto pamięta chamskie deprecjonowanie przez Wałęsę zasług Anny Walentynowicz, bez której historia „Solidarności” wyglądałaby zapewne inaczej? To ona 16 sierpnia zatrzymała przy bramie robotników wychodzących ze stoczni po przerwaniu strajku przez nikogo innego, tylko właśnie Wałęsę.

Miałem z nią więcej problemów, niż ze Służbą Bezpieczeństwa

— skarżył się były stoczniowy elektryk-prezydent. Chociaż, w tym akurat przypadku, biorąc pod uwagę oskarżenia wysuwane wobec Wałęsy o współpracę z bezpieką, miał zapewne rację. A już absolutnymi zbrodniarzami byli Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk, autorzy książki wydanej w 2008r. pt. „SB a Lech Wałęsa”:

Pomyślenie o mnie źle jest zbrodnią!

— a co dopiero grzebanie w esbeckich archiwach, atakował Wałęsa vel „Bolek”.

Książka ta odbiła się za granicą osobliwym echem: niemiecki dziennik „Die Welt” komentował, że owo opracowanie było „przez jednych wychwalane w najwyższych tonach” i „druzgotane przez historyków, publicystów i polityków, w zależności z jakiego obozu się wywodzą”. Austriacki „Der Standard” podnieciły pikantne epitety Wałęsy na temat braci Kaczyńskich. Dla rosyjskiej agencji RIA-Nowosti, sprawa była jasna: Wałęsa stał się „ofiarą politycznego zlecenia prezydenta i jego brata bliźniaka”, zaś IPN należałoby po prostu rozpirzyć. Jedynie za oceanem „Washington Post” postawił wówczas proste pytanie:

Czym może skończyć się ta zawierucha?

Odpowiedzi nie udzielił. Sedno problemu tkwi w tym, że nie ma jej do dziś.

To nie Wałęsa ma problem, on sam wie o sobie wszystko, lecz my, Polacy, bo poza Rosją pozostaliśmy jedynym krajem z dawnego Ostbloku, który tapla się w mitach i legendach, któremu brak siły do odsłony kulisów nieświętej pamięci PRL oraz pierwszych lat po jej pogrzebie. Czyż to nie rechot historii, że ziemię gryzą zastrzelony przed stocznią w Gdyni Zbyszek Godlewski (znany z ballady o Janku Wiśniewskim), student Staszek Pyjas zakatowany w Krakowie, bestialsko zamordowany i wrzucony do rzeki ksiądz Jerzy Popiełuszko i wielu innych, którzy odważyli się przeciwstawić dawnym aparatczykom, a sprawcy zza biurek i spadkobiercy reżimowej PZPR dożyli spokojnie swoich dni, bez poniesienia kary za zbrodnie przeciw narodowi? Ci, którzy jeszcze żyją, brylują przed telewizyjnymi kamerami lub odpoczywają na wysokich emeryturach. Czyż to nie jest także zasługą Wałęsy wzmacniającego „lewę nogę”?

Mierzi mnie ta ślepa obrona mitu nieskazitelnego Wałęsy przez zakodowanych, to różnicowanie, że może kiedyś kapował, ale potem był bohaterem i trzeba go bronić. Bo niby obrona krętacza Wałęsy jest polską racją stanu. Jaką racją? Czyją racją?! – pytam – …zakłamanych, obłudnych pookrągłostołowych beneficjentów?

Ślepe pojednanie, gdy nie wiadomo, co, komu się wybacza jest pozorne, półprawdy pogłębiają rozdarcie i nawarstwiają problemy. To zły sposób budowy morale i społecznej jedności, nie służy obywatelom lecz co najwyżej byłemu establishmentowi

— przekonywał w jednej z naszych rozmów były nadzorca archiwum akt enerdowskiej bezpieki STASI, dziś prezydent RFN Joachim Gauck. Były „establishment” w naszym kraju zadbał o to, aby za autorytety moralne i etyczne uchodzili ci, którzy te podstawowe zasady mieli głęboko w d… Dla wielu z nich Wałęsa odgrywa dziś rolę przydatnego idioty, w walce o zachowanie dawnego statusu i przywilejów nietykalnych, świętych krów.

Wrogami Wałęsy i ich samych są dziś żywi i umarli. W wynurzeniach dla niemieckich mediów ów rzekomy potomek rzymskiej arystokracji III wieku nie krył, że nie chciał pochówku śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego na Wawelu, gdyż – co znów oznajmił na łamach tygodnika „Der Spiegel”, „Kaczyńscy więcej psuli niż robili” i „wywalił ich z biura”. Niemcy chętnie przepytują Wałęsę o to i owo, i na swój sposób lubią. Trudno, żeby nie lubili, skoro podczas jednego z wystąpień w Berlinie Wałęsa apelował, by „zapomnijcie o historii i obejmijcie wreszcie przywództwo w Europie”… Dziś ich ulubieniec głosi, że nad Polską krąży widmo wojny domowej i gotów jest poprowadzić do boju młodych ludzi…

Do kogo kapral Wałęsa chciałby strzelać? Do prawdy? Że jeszcze raz powtórzę; to nie on, Wałęsa ma problem, lecz my, Polacy, bo pozostaliśmy jedynym krajem z dawnego Ostbloku, który tapla się w mitach i legendach…

Piotr Cywiński • wpolityce.pl
fot. Adam Warżawa / PAP

Advertisements

Możliwość komentowania ■■ To nie Wałęsa ma problem, lecz my, Polacy została wyłączona