■■ Wojciech Sumliński ujawnia nieznane patologie III RP !

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ, ■ wywiady by Maciejewski Kazimierz on 11 Marzec 2016

wierzę głęboko, że stoimy u progu wielkiej przemiany. To nie będzie łatwe, widać już teraz, że będzie bardzo trudno

Joanna Jaszczuk, Fronda.pl: Wczoraj na Facebooku pojawiła się informacja o zbliżającej się premierze kolejnej Pana książki (premiera 27 kwietnia, 8 marca ruszyła przedsprzedaż. JJ za: sumlinski.com.pl). Na stronie Pana księgarni internetowej można przeczytać, że „Pogorzelisko” opowiada o Pana procesie i uniewinnieniu, najciekawsze mają być jednak zeznania świadków. W procesie wzięli udział czołowi polscy politycy. W zeznaniach świadków ujawniają się co najmniej niepokojące informacje o funkcjonowaniu III RP. Czy może Pan jeszcze więcej na ten temat powiedzieć?

Wojciech Sumliński: Zarówno ja, jak i każdy, kto systematycznie śledził przebieg tego procesu wie dobrze, że nie było dotąd podobnego procesu – nie było procesu, który zgromadziłby taką liczbę najważniejszych polskich polityków, najważniejszych polskich przedstawicieli służb tajnych, od ABW po WSI czy następcę WSI czyli Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Nie było też takiego procesu, który ujawniłby tak wielką ilość obwarowanych klauzulą tajemnicy i najwyższej tajności faktów o III RP i właśnie dlatego tak wiele osób wykonało tak gigantyczną pracę, by ten proces wyciszyć i by opinia publiczna dowiedziała się o nim jak najmniej. W zasadzie z punktu widzenia perspektywy, jak zakłamanym tworem była III RP, jest to zrozumiałe. W tym procesie zeznawali byli premierzy, ministrowie, posłowie, czy wreszcie prezydent Bronisław Komorowski i już tylko ten fakt – to, by prezydent państwa zeznawał w procesie pod odpowiedzialnością karną – jest rzeczą absolutnie bez precedensu.

To nie była konferencja prasowa, gdzie rozdaje się uśmiechy na prawo i lewo, to nie był wywiad u zaprzyjaźnionego Tomasza Lisa. Tu Komorowski odpowiadał na bardzo ostre pytania, które zresztą w 75 % zadawałem ja sam. Kłamliwe odpowiedzi na te pytania mogły grozić odpowiedzialnością karną. To były bardzo ważne pytania dotyczące bardzo poważnych spraw, na które Bronisław Komorowski nie miał dobrych odpowiedzi – tzn. takich, które by go nie kompromitowały lub nie naraziły na odpowiedzialność karną – i dlatego na większość z nich odpowiadał: „nie pamiętam”. A kiedy już cokolwiek pamiętał, to pogrążał się totalnie i m.in. dlatego myślę, że ta sprawa będzie miała swój ciąg dalszy. Tak samo, czyli „nie pamiętam” na 77 pytań odpowiedział w sądzie Paweł Graś, w sytuacji, gdy kilka dni wcześniej ten sam Graś odpowiadał na jednej z konferencji prasowych na pytania dotyczące wydarzeń sprzed wielu lat i miał zdumiewająco dobrą pamięć. Z kolei zeznający również w tym procesie szef ABW, Krzysztof Bondaryk, zasłaniał się tajemnicą państwową. W tym samym procesie zeznawała poseł Jadwiga Zakrzewska, która do 2015 roku była szefową sejmowej komisji ds. kontaktu z dowództwem NATO. Także ona odpowiadała: „nie pamiętam”, ale tam, gdzie udało się z niej wydobyć odpowiedzi, wychodziły na światło dzienne rzeczy zdumiewające, szokujące, podobnie jak u innych uczestników procesu, gdy wreszcie „wyciśnięto” z nich odpowiedź. W trakcie procesu zeznawali też inni byli szefowie służb specjalnych, zeznawał premier Jan Olszewski, Antoni Macierewicz, pułkownicy i generałowie służb tajnych. To był proces, który odsłonił gigantyczne pokłady informacji o III RP. Jednego ze świadków dwa lata szukał sąd, w końcu udało się go doprowadzić, a był to współpracownik CBŚ. Także on przekazał mnóstwo szokujących informacji o wielu osobach odgrywających ważne role w naszym państwie na przestrzeni ostatnich 25 lat.

Dużo by opowiadać. Pułkownik ABW, Tomasz Budzyński zeznał, że był zastraszany i szantażowany przez swojego kolegę ze szkoły oficerskiej, później przełożonego, Jacka Mąkę, zastępcę Krzysztofa Bondaryka. Budzyńskiemu proponowano lukratywną posadę w Spółce Skarbu Państwa za udział w operacji przeciwko Komisji Weryfikacyjnej WSI i Wojciechowi Sumlińskiemu, czyli mojej skromnej osobie, a w razie odmowy groziły mu duże kłopoty. Odmówił i te kłopoty faktycznie miał, o czym zeznał w procesie. Opinia publiczna nie dowiedziała się o tym procesie, ponieważ pokazywał on zastraszające kombinacje, zdumiewające sytuacje, niewyjaśnione przypadki śmierci wielu osób, także świadków. Pułkownik Leszek Tobiasz miał stawić się w sądzie, był bardzo ważnym elementem tej przestępczej operacji, która stała się później kanwą tego procesu, no i był także, do pewnego czasu, przyjacielem Komorowskiego, bardzo mu potrzebnym narzędziem. W pewnym momencie jednak Tobiasz, współautor tej przestępczej operacji, czyli afery marszałkowej, przy kolejnych zeznaniach zaczyna gubić wątki. Kłamca musi mieć świetną pamięć. Jedno kłamstwo jest jak lawina, pociąga za sobą sto innych. Tobiasz zaczyna plątać się w zeznaniach, staje się zagrożeniem dla Komorowskiego i całego przestępczego układu. Jego zeznania, które na początku miały być czymś bardzo pomocnym w operacji skierowanej przeciwko mnie i Komisji Weryfikacyjnej WSI, nagle stały się zagrożeniem dla autorów prowokacji. Tobiasz unika stawienia się w sądzie, bo wie, że to dla niego śmiertelnie ryzykowne. Trzykrotnie nie odpowiada na wezwania sądu, w efekcie następnym razem ma być doprowadzony przez policję – tak decyduje sąd. Ale do tego nie dochodzi, bo Tobiasz ginie na zabawie tanecznej w Radomiu. Problem się rozwiązuje. Nie stanowi już dla nikogo zagrożenia, nie będzie konfrontacji. Podobna historia spotyka Mariana Cypla, który z ramienia polskiego wywiadu pracował w Wiedniu. Był przedstawicielem polskiego wywiadu jeszcze za PRL i także później, w Wiedniu. To także bardzo ważny uczestnik wspomnianej operacji. Zmarł nagle, tuż przed terminem złożenia zeznań. Ani ja, ani nikt, kto śledził ten proces, nie wierzył, ze to „przypadki”.

Także Wysoki Sąd nie wierzył. Sąd zawarł zresztą w sentencji takie zdanie: „Ten proces był zdumiewający i rolę w tej sprawie Bronisława Komorowskiego, Krzysztofa Bondaryka oraz Pawła Grasia trzeba bezwzględnie wyjaśnić”. Tyle zakrętów, zwrotów akcji, zdumiewających wydarzeń, a najgorsze w tym wszystkim było to, że opinia publiczna nie dowiedziała się nawet o jednym procencie wydarzeń związanych z tą sprawą. Wokół tego procesu postawiono wielką zaporę milczenia. W każdym normalnym kraju, gdyby prezydent zeznawał pod odpowiedzialnością karną, wszystkie media chciałyby uczestniczyć w takim przesłuchaniu. Przypomnę tu może nieporównywalną historię, gdy zeznawał Bill Clinton w sprawie afery z panią Moniką Levinsky. Sprawa dotyczyła co prawda romansu, a jednak wszystkie media śledziły przesłuchanie pana Clintona. Dlatego, że nie chodziło przecież o intymne szczegóły tych spotkań, ale o to, by sprawdzić czy na bazie tych słabości prezydenta USA, nie dokonał jakichś akcji obcy wywiad, czy nie stanowiło to zagrożenia dla państwa. Była to historia nieporównywalnie mniejszej wagi niż ta z Komorowskim. Co wyszło na procesie z Komorowskim? Marszałek Sejmu, druga osoba w państwie, spotyka się z dwoma oficerami służb tajnych, którzy mówią mu, że są gotowi wziąć udział w operacji wykradzenia najbardziej tajnego dokumentu w Polsce i przekazania mu, bo mowa tu o aneksie do raportu WSI. Co mówi Komorowski? Używa jakże wymownych słów: „Wyraziłem zainteresowanie tą propozycją”. Komorowski ma ten „dar”, że często jak otworzy usta to się pogrąża…

Niech Pani wyobrazi sobie taką sytuację, że przychodzi do Pani dwóch oficerów służb tajnych czy jakichś dziwnych osobników, którzy mówią, że są gotowi dla Pani wykraść brylant z jakiegoś ściśle strzeżonego miejsca, sejfu, banku… I Pani wtedy odpowiada im: „Wyrażam zainteresowanie tą propozycją, zróbcie to!” Pani bierze wtedy udział w przestępstwie. A cóż znaczy jakiś tam brylant w porównaniu z aneksem, który zawiera ściśle tajne informacje, ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa, który nie może wpaść w niepowołane ręce. Komorowski wyraża zainteresowanie propozycją wykradnięcia tego dokumentu, podpisuje to własną ręką w prokuraturze. Co gorsza, prezydent miał świadomość, że jeden z jego rozmówców może być związany z rosyjskim wywiadem. Mimo to dalej z nimi współpracuje i jeszcze przez sześć tygodni spotyka się, nakłania i dopytuje: „I co, macie ten aneks? Co dalej? Macie to wreszcie?” Po tym czasie widzi, że nic się nie da zrobić, więc następuje przeformowanie tej kombinacji operacyjnej i uderzenie w innym kierunku – między innymi we mnie. Tego typu historie wychodziły podczas procesu wielokrotnie, ja relacjonuję je tutaj w telegraficznym skrócie. To nie opowieść na 10-15 minut, tylko właśnie na całą książkę. Książkę, jakiej, śmiem twierdzić, nie było dotąd w Polsce, bo nie było dotąd procesu, który by odsłaniał tyle strasznych, porażających aspektów III RP, co ten proces. I o tym właśnie będzie ta historia – historia oparta w stu procentach na faktach udokumentowanych w informacjach jawnych, ale i tajnych. Sąd uniewinnił mnie z wszelkich zarzutów, stwierdził, że padłem ofiarą brudnej prowokacji i nie było cienia dowodu mojej winy. Ale zajęło to osiem lat – nie życzę podobnych przejść nikomu.

Abstrahując od artykułu dziennikarza Newsweeka, który zarzucał Panu plagiat, bo wiem, że tę sprawę wielokrotnie Pan komentował i wyjaśniał, Pana książki rzeczywiście czyta się jak dobre kryminały. Rozumiem, że taki również był zamysł, że taki sposób pisania jest Panu bliski. Problem w tym, że to, co opisują „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” czy „Lobotomia 3.0” działo się naprawdę, tak przecież blisko nas. Obraz wyłaniający się z tych publikacji jest bardzo mroczny i niepokojący.

Każde słowo, które Pani powiedziałem, każde, jest potwierdzone w dokumentach, które mam zdeponowane, zbierałem je przez osiem lat. Są ważną częścią tego procesu karnego, zakończonego uniewinniającym mnie wyrokiem. Bardzo chciałbym oczywiście, by to był tylko kryminał, ale to jest, niestety, prawda o polskiej rzeczywistości, o rzeczywistości III RP, o której tak wielu mówi, że to normalny kraj, normalna rzeczywistość. Ja w tej książce pokazuję, jak bardzo ta rzeczywistość była nienormalna, porażająca, szokująca i pokazuję także, dlaczego Polakom uniemożliwiono jej poznanie. Przedstawiam Polakom tę historię dokładnie taką, jaką była naprawdę, opartą tylko i wyłącznie na faktach, na niczym innym.

Cały czas się zastanawiam, słuchając Pana i czytając Pana książki, jak ma się to wszystko, do powtarzania, że żyjemy w Wolnej Polsce, do świętowania 25 lat wolności…

To nie była wolność, w 1989 roku nas po prostu oszukano, do tego dotarł już Andrzej Witkowski, prokurator, który na kanwie sprawy dotyczącej okoliczności śmierci ks. Jerzego Popiełuszki, dowiedział się szokującej prawdy o tym, jak potwornie oszukano Polaków w 1984 i także w 1989 roku, a ja podążałem jego tropami opisałem to w książkach „Lobotomia 3.0”, „Kto naprawdę go zabił” oraz „Teresa, Trawa, Robot”. Już w ’84 roku Bronisław Geremek i Tadeusz Mazowiecki, wielkie autorytety III RP, 30 października, a więc w dniu oficjalnego odnalezienia ciała ks. Popiełuszki siedzieli przy stole z Czesławem Kiszczakiem, Wojciechem Jaruzelskim oraz Mieczysławem Rakowskim i dzielili między siebie Polskę, jak tort. Takich spotkań w latach 80. było o wiele więcej, opinia publiczna nigdy się nie o nich dowiedziała i nie miała się dowiedzieć, wiedziała tylko o Magdalence i Okrągłym Stole, ale to był tylko pewnego rodzaju blef, to była pointa – wszystko, co istotne, ustalono dużo wcześniej. Witkowski, badając sprawę śmierci Jerzego Popiełuszki, te okoliczności, o których opinia publiczna aż dotąd nie wie, dowiedział się o tym już wcześniej, odkrył to wszystko i dlatego tak go niszczono, dlatego niszczono też mnie, który podążałem jego tropami. Dlatego także tę sprawę trudno wyjaśnić do dziś, ona zawiera w sobie ładunek tysiąckrotnie większy niż sprawa „Bolka”. Ja śmiem twierdzić, że to, co zrobiono w sprawie „Bolka”, cała wizyta pani Kiszczak w IPN, to jest wielopiętrowa gra służb tajnych, zasłona dymna, która ma przykryć dużo ważniejsze, nieodkryte dotąd sprawy, ze śmiercią ks. Popiełuszki na pierwszym planie i to, co nastąpiło później: eliminowanie świadków, mordowanie ludzi, niszczenie innych, którzy badali tę sprawę, zawieranie różnych paktów i układów przez tzw. „autorytety moralne” III RP z Kiszczakiem, Jaruzelskim, ze służbami tajnymi. To jest historia na długą, zimową noc, wiele jeszcze zostało do odkrycia, jeśli chodzi o III RP i to nie jest historia, to wciąż trwa. Od lat staram się to podkreślać w rozmowach z ludźmi, którzy pytają, jaki to ma wpływ na naszą gospodarkę, szkolnictwo, służbę zdrowia, pracę itd. Otóż ma, ponieważ to jest historia, która nie jest li tylko historią, lecz czymś co wciąż trwa, a przez to ma wielki, przemożny wpływ na to, co tu i teraz. Jesteśmy, niestety, nietypowym krajem na mapie Europy, w którym niedawna przeszłość do tak niewyobrażalnego stopnia determinuje teraźniejszość.

Czy dostrzega Pan, że kiedykolwiek coś w naszym kraju się zmieni? Kiedy będziemy mogli z pełnym przekonaniem mówić o Wolnej Polsce? Pana książki wielu Polakom otworzyły oczy na pewne sprawy. Czy Pana zdaniem społeczeństwo polskie w jakiś sposób dąży do zmian w kraju, czy też jako naród popadliśmy w jakiś marazm? Jakie Pan ma zdanie w tej sprawie?

Gdybym nie miał takiej nadziei, to dawno temu odpuściłbym dziennikarstwo czy pisarstwo śledcze i wyjechał z rodziną za granicę albo zajął się czymś innym, nie wiem, może wróciłbym do zawodu psychologa, dokończył doktorat albo zajął się jeszcze czymś innym. Gdybym nie miał tej nadziei, dawno bym sobie odpuścił, ale ja tę nadzieję cały czas mam, noszę ja w sercu od bardzo wielu lat, w zasadzie odkąd zacząłem zajmować się dziennikarstwem śledczym w połowie lat 90., a zwłaszcza w ostatnich ośmiu latach, kiedy próbowano mi tę nadzieję odebrać. Były wtedy takie momenty, gdy zwyczajnie, po ludzku upadałem – ale wstawałem, z Bożą pomocą i z pomocą innych ludzi. Niekiedy ta nadzieja gdzieś się oddalała, ale nigdy jej do końca nie utraciłem, a teraz jest tak wielka, jak nigdy wcześniej. Oczywiście, nie mam żadnej pewności, że się spełni, bo przecież nikt z nas nie wie, co wydarzy się jutro, ale dzisiaj mam wrażenie, że mamy tak wielką szansę, jak nigdy wcześniej, by dokonać autentycznej przemiany, by tak naprawdę przywrócić Polskę Polakom. Pamiętam słowa pewnego księdza, który w kontrapunkcie do twierdzeń ateisty, że „Nadzieja umiera ostatnia”, mówił zawsze: „Nadzieja z Bogiem nie umiera nigdy”. Zapamiętałem te słowa i dziś wierzę głęboko, że stoimy u progu wielkiej przemiany. To nie będzie łatwe, widać już teraz, że będzie bardzo trudno, jakbyśmy stali przed wielką górą, gdzie szczyt jest bardzo odległy, za mgłą, niewidoczny, możemy się tylko domyślać, że bardzo trudny do zdobycia. Nie patrzmy na ten szczyt, róbmy krok po kroku, pokonujmy kolejne przeszkody i wzniesienia. Jestem głęboko przekonany, że w perspektywie kolejnych miesięcy dojdziemy także i do tego szczytu. Myślę, że jesteśmy na dobrej drodze, by to osiągnąć. Nie wiem, jak będzie w rzeczywistości, ale naprawdę mam nadzieję, że właśnie tak.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję, pozdrawiam Panią oraz całą Redakcję.

Joanna Jaszczuk • fronda.pl
fot. wazne-sprawy.pl

Comments Off on ■■ Wojciech Sumliński ujawnia nieznane patologie III RP !