■■ Żołnierze Wyklęci – romantycy czy realiści?

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ, ■ relacje by Maciejewski Kazimierz on 15 Marzec 2016
W dniu 29 lutego 2016 roku w Ciechanie na ul. Foksal w Warszawie odbyła się debata zatytułowana „Żołnierze Wyklęci – romantycy czy realiści?”. Udział w niej wzięli:Paweł Lisicki, Rafał Ziemkiewicz, Piotr Zychowicz i prof. Sławomir Cenckiewicz.

Debatę rozpoczął Paweł Lisicki, występujący w charakterze moderatora i „adwokata diabła”. Pytanie przez niego zadane brzmiało: „Jak pogodzić, z jednej strony krytykę insurekcyjną (…) z jednoczesną pochwałą działania Żołnierzy Niezłomnych/Wyklętych? Bo wydaje się (…), że zbrojna walka z komunistami w roku 1945 była z militarnego punktu widzenia jeszcze bardziej bezsensowna niż walka zbrojna w 1944 roku z Niemcami”.

Zdaniem Rafała Ziemkiewicza ta sprzeczność jest pozorna. Krytyka dotyczy bezsensownych i nieodpowiedzialnych decyzji podejmowanych przez polityków szafujących życiem podległych im żołnierzy w 1944 roku. Czym innym natomiast jest walka żołnierzy, którzy wypełniali swój obowiązek i byli wierni złożonej przysiędze. Poza tym, po 1945 roku wciąż istniała nadzieja na realizację planu konfrontacji z ZSRR autorstwa Churchilla („operation unthinkable”). Wówczas utrzymanie oddziałów siły zbrojnej było jedynym sensownym działaniem. Później, gdy było wiadomo, że takiej konfrontacji nie będzie, żołnierze nie mieli już drogi odwrotu. „Pozostało tylko walczyć i to nie była walka bezsensowna, ponieważ opóźniła postępy stalinizacji w Polsce. Z perspektywy dziejów możemy z całą pewnością powiedzieć, że właśnie walce Żołnierzy Wyklętych zawdzięczamy to, że Kościół katolicki zachował znaczenie (…), że komuniści nie zdążyli przeprowadzić kolektywizacji (…). [Ta walka miała] kolosalne znaczenie dla historii Polski”.

Piotr Zychowicz również potwierdził, że nie ma sprzeczności pomiędzy krytykowaniem decyzji polityków i dowódców wysokiego szczebla, a pochwałą żołnierzy wypełniających swój obowiązek w stosunku do obydwu wrogów – Niemców i Sowietów. Stosunek Żołnierzy Wyklętych był taki sam do obydwu wrogów. To Komenda Główna AK zrezygnowała z koncepcji dwóch wrogów po 1941 roku, a ujawnianie się żołnierzy AK wobec Sowietów skończyło się katastrofą. „Koncepcja Żołnierzy Wyklętych była dokładnie odwrotna. Oni uważali, że bolszewicy są okupantem i z okupantem nie ma co się dogadywać, tylko trzeba do niego strzelać (…) Jasnym jest to, że te grupy, które walczyły w lasach nie miały szansy pokonać całego imperium sowieckiego i wyzwolić Polski. Ci ludzie stali przed wyborem, że albo pójdą do lasu, albo zostaną zamordowani przez ubecję, trafią do kazamatów, zostaną być może tam zamordowani, albo złamani przez aparat sowiecki (…) Olbrzymim podziwem darzę tych ludzi – wbrew wszystkiemu z bronią w ręku wystąpili przeciwko nowemu okupantowi”.

Sławomir Cenckiewicz przypomniał, że konspiracja zbrojna od połowy lat 50-tych właściwie nie istniała. Rok 1963 to data-symbol (śmierć ostatniego Żołnierza Niezłomnego). Podkreślił również, że powstanie antykomunistyczne nie miało jednego kierownictwa politycznego i wojskowego, które zarządzałoby całą konspiracją po 1944 roku. Natomiast można je rozpatrywać w dwóch wymiarach: politycznym i osobistym. Osobisty dotyczy decyzji poszczególnych żołnierzy o pozostaniu w konspiracji – „lepiej bić się do końca i nie dać się złapać”. Wymiar polityczny związany był z oczekiwaniem na III wojnę światową i prowadzeniem przez Zachód „działalności wielkiej operacji wywiadu głębokiego na kraje okupowane przez Sowietów”. A to kolejna „zdrada Zachodu wobec Polski, czy szerzej wobec narodów okupowanych przez Sowietów (…) Koncepcja III wojny światowej była podtrzymywana przez kurierów (…). Podziemie z perspektywy Niezłomnych (cywilów, jak i wojskowych) miało sens, bo oni dawali im iluzję, że dojdzie do rozgrywki pomiędzy Zachodem a Wschodem, do konfliktu między Zachodem a światem komunistycznym. Cała ta operacja brytyjsko-amerykańska na Polskę została spenetrowana przez kontrwywiad i wywiad komunistycznej Polski i przez Sowietów, dzięki czemu cała konspiracja została rozłożona na czynniki pierwsze. Warto pamiętać o tekście Janusza Kurtyki, który słusznie mówiąc o podziemiu po roku 44 podzielił je na trzy podokresy. Pierwszy nazwał konspiracją autentyczną lat 44-46, później mówił o konspiracji kontrolowanej lat 47-48 i wszystko to, co się działo po 48 to jest konspiracja fikcyjna”. Kurierzy z krajów zachodnich kontaktowali się z ludźmi konspiracji w kraju, ale jednocześnie narażali ich na śmiertelne niebezpieczeństwo z uwagi na infiltrację komunistyczną np. w służbach Wielkiej Brytanii (przykład: Kim Philby). Zdaniem Sławomira Cenckiewicza polska konspiracja stała się ofiarą gry Zachodu.

Rafał Ziemkiewicz dodał, że dużą rolę w pozostaniu w konspiracji odegrało coś, co nazwać można świadomością romantyczną pokolenia Żołnierzy Wyklętych ukształtowaną w okresie międzywojennym, w tym kult „… zwycięskiego Powstania Styczniowego i innych zwycięskich powstań (..) Dla tamtego pokolenia te powstania były wygrane, ponieważ było ono ukształtowane na takiej narracji historycznej, że Polska odzyskała niepodległość dzięki walce powstańców (…), że to było zwycięstwo odłożone w czasie (…) Byli wychowywani w przeświadczeniu, że żadna krew się nie marnuje (…). Istniało przekonanie, że nie tylko nadzieja na wojnę, utwierdzana przez kurierów z Zachodu, na Wielką Wojnę ludów (mickiewiczowską), która znowu da Polsce szansę wybicia się na niepodległość, ale również ta świadomość odpowiedzialności za przyszłe pokolenia, potrzeby ocalenia honoru istniała. Oni w jakimś sensie świadomie tę ofiarę składali”.

Drugim wątkiem podjętym przez Pawła Lisickiego była kwestia „cienia” – przypadków, które trudno nam dziś bronić – w działalności Żołnierzy Wyklętych, i na ile mogą one zaważyć na ocenie ich bohaterstwa.

Piotr Zychowicz przyznał, że hasło „Bury” to wytrych używany przez środowisko wrogo nastawione do uczczenia bohaterstwa Żołnierzy Wyklętych. To środowisko często powiązane z ludźmi, którzy konspirację antykomunistyczną zwalczali.

Za każdym razem, jak my mówimy – „Chwała Żołnierzom Wyklętym”, to oni mówią – „Bury”. My mówimy – „Jesteśmy dumni z naszych chłopaków” – „Bury”. Chcemy upamiętnić autostradę A4 imieniem Wyklętych – „Bury”. No i tak możemy się bawić w kółko. Natomiast prawda jest taka, że Żołnierzy Wyklętych było 200-250 tysięcy …”.

Piotr Zychowicz zauważył, że z kolei po naszej stronie pojawia się czasami chęć tworzenia lukrowanej historii Żołnierzy Wyklętych, tzn. pokazywania ich jako chodzące anioły i istoty uduchowione, myślące wyłącznie o obronie ojczyzny. A byli to przecież ludzie z krwi i kości, „wśród nich zdarzali się również ludzie, którzy mieli na swoich pancerzach rysy, często mniej lub bardziej głębokie. (…) Natomiast chciałbym z całą stanowczością podkreślić, że był to absolutny margines. (…) Niestety podczas walki z komuną doszło w kilku miejscach do pożałowania godnych incydentów. Natomiast, moim zdaniem, nie mogą one rzutować na ocenę całego ruchu Żołnierzy Wyklętych, z których ja jestem osobiście dumny …”.

Sławomir Cenckiewicz przypomniał jakim szokiem było dla niego, jako młodego adepta historii, zapoznanie się publikacją, pod redakcją Tomasza Strzembosza, na temat procesu „bandycenia się” Żołnierzy Wyklętych czy zetknięcie się z relacjami naocznych świadków różnych zajść z udziałem oddziałów Żołnierzy Wyklętych. W jego opinii, bardzo ważne jest, by strona patriotyczna zajęła się próbą wyjaśnienia i opisu tych różnego rodzaju incydentów, bo jest duże międzynarodowe środowisko, które próbuje i będzie próbowało zdelegitymizować Żołnierzy Wyklętych, na przykład poprzez oskarżanie ich o zbrodnie na Żydach. Wspomniał tu o środowisku skupionym wokół czasopisma „Zagłada Żydów”.

Ponadto, Sławomir Cenckiewicz zwrócił uwagę na dodatkową tragedię ludzi konspiracji zbrojnej po 1944 roku:

… cukierkowy opis pokazuje Polskę stojącą jakimś wielkim powstaniem antykomunistycznym, co jest nieprawdą. Bo w naturalny sposób ta nowa okupacja sowiecka po roku 1944 musiała rodzić postawy oportunistyczne i kolaboranckie dlatego, że ona przybrała postać władzy polskojęzycznej. Do tego dochodzi jeszcze problem Kościoła katolickiego i jego trudnej sytuacji w nowych warunkach. Kościół katolicki naciskany coraz bardziej przez komunistów zaczyna potępiać kapłanów, którzy są w lesie razem z Żołnierzami Niezłomnymi aż do kwietnia 50 roku, kiedy oficjalnie w porozumieniu Kościoła z państwem znajduje się zapis o tym, że – i tu jest użyta formuła – „bandy podziemia” są potępione przez Kościół katolicki. To wszystko pokazuje tragedię, katastrofę ludzi, którzy kontynuują walkę z nowym okupantem. Warto pamiętać, że prymas Wyszyński czy prymas Hlond to nie byli patroni podziemia zbrojnego po wojnie, co nie znaczy, że nie mieli swoich racji (…) Żołnierze, którzy bili się z bolszewikami, często pędzeni ze Wschodu, z Kresów, które odpadły po roku 44, którzy byli w lasach na terytorium obecnej Polski mieli alternatywę, albo zginąć z bronią w ręku, albo zginąć będąc zmasakrowanymi w kazamatach UB. O tym trzeba pamiętać.”

Rafał Ziemkiewicz zauważył, że trudno było w czasach stalinowskich walczyć z UB i nie zabić żadnego Żyda. Powracając do kwestii prób narracji, stwierdził, że opowieści mogą być przedstawiane w różny sposób zwłaszcza, gdy usunie się w nich kontekst historyczny (tu podał przykład opowieści o obronie Westerplatte).

Dla mnie kluczowym punktem tej całej narracji jest taki moment, na który zwracałem uwagę w swojej publicystyce, (…) kiedy Aleksander Kwaśniewski Orderem Orła Białego odznaczał Jacka Kuronia (już nieżyjącego) i Karola Modzelewskiego. I wtedy wyrzekł takie historyczne słowa zawiesiwszy na nich te Orły Białe: „Wyście pierwsi powiedzieli „nie” totalitarnej władzy. Wy pierwsi stawiliście jej opór, pierwsi dumnie podnieśliście czoła.” (…). Czyli nie było podziemia, powstania, 120-250 tysięcy ludzi, którzy się przewinęli przez oddziały podziemne, więzienia, którzy byli na różne sposoby represjonowani w czasach stalinowskich. Nie było PSL-owców katowanych, zabijanych przez nieznanych sprawców, więzionych, represjonowanych. W ogóle nic nie było. Dopiero zaczyna się nasza historia w momencie jak dwóch młodych marksistów stwierdziło, że ten komunizm to nie jest prawdziwy komunizm. I trzeba zrobić taki prawdziwy komunizm – dać w dupę wreszcie temu Kościołowi, zniszczyć do końca prywatne rolnictwo i te inne relikty kapitalizmu. I wysmarowali taki list do partii, że ona jest nie dość leninowska i za to byli represjonowani. I to w języku III Rzeczpospolitej to byli ci pierwsi. To był początek. Zwracam uwagę, tu opowiada się bajkę, która jest nie do pogodzenia z naszą prawdziwą historią (…) Jak się chce tę bajkę wcisnąć Polakom, to trzeba prawdziwą historię zamieść pod dywan, sfałszować i opowiadać po pierwsze, że żadnych Żołnierzy Niezłomnych w ogóle nie było. Po drugie byli to generalnie bandyci (…). Gdy mamy z jednej strony ludzi, którzy chcą nam odebrać historię i napisać nową, inną zaczynającą się od listu do partii (…), to my mamy naturalną tendencję, żeby bronić swojej historii w sposób znowu brązowniczy (…) Historia jest piękna taka, jaka jest, z całym brudem i kurzem wojny (…) Stać nas na to, żeby tę całą historię opowiedzieć sobie z jej również stronami mniej pięknymi, ponieważ ta historia jest wystarczająco piękna, bo jest prawdziwą historią i jest historią chwalebną przy wszystkich szczegółach i detalach, które dodają jej tylko wiarygodności i nie trzeba jej w żaden sposób ubrązawiać.”

Po tych wystąpieniach rozpoczęła się sesja pytań i odpowiedzi, na której poruszano również wątki związane z Lechem Wałęsą.

Następnie, Paweł Lisicki podsumowując stwierdził, że biorąc pod uwagę dominujące prądy kulturowe na Zachodzie, to jak postrzega się zbrojną walkę z komunizmem oraz jak wielki wpływ po 1989 roku miały środowiska niesprzyjające Żołnierzom Niezłomnym, ich kult nie powinien mieć miejsca. Dlaczego stało się inaczej?

Rafał Ziemkiewicz potwierdził, że udało się coś nieprawdopodobnego. Początek historii opowiedzianej na nowo rozpoczął się prawdopodobnie w środowiskach Ligii Republikańskiej w latach 90-tych czyli w antykomunistycznej reakcji na Okrągły Stół. Zdaniem Rafała Ziemkiewicza zadziałał instynkt, że narracja budowana wokół historycznego porozumienia jest fałszem i że trzeba „ … prawdę odkopać spod ziemi, w tym przypadku zupełnie dosłownie (…). Pamięć o Żołnierzach Wyklętych, trwała w pamięci prywatnej. (…) W naturalny sposób ta pamięć zaczęła domagać się ujawnienia” i ten spontaniczny ruch przywracania pamięci dokonał się siłami oddolnymi z potrzeby serca. Oczywiście, niebagatelną rolę odegrał również Zbigniew Herbert i jego wiersz „Wilki”.

Piotr Zychowicz dodał, że pomimo iż wydawało się, że narracja historyczna może być stworzona odgórnie przez światłe elity, tu ten fenomen rozpoczął się oddolnie. Zwrócił uwagę na poświęcone Żołnierzom Wyklętym oprawy na stadionach, na tatuaże, koszulki czy oznakowane samochody ich symbolami.

Sławomir Cenckiewicz przypomniał, że wpływ na ten fenomen mogło mieć również zohydzanie tradycji „Solidarności” po roku 1989 przez środowisko „Gazety Wyborczej” i zredukowanie tego wielkiego ruchu społecznego do pojedynczych, wytypowanych osób. Te wyznaczone autorytety „Solidarności”, jak na przykład Tadeusz Mazowiecki miały na swym koncie wcześniejsze rozprawianie się z Żołnierzami Wyklętymi (w jego przypadku piórem).

 … ludzie, których nam „Gazeta Wyborcza” wciskała jako wzór cnót patriotycznych okazuje się, że oni w tamtej wojnie, głównie propagandowej, choć nie zawsze (…) odgrywali istotną rolę w walce z Żołnierzami Wyklętymi.”

Zdaniem Sławomira Cenckiewicza wielu młodych ludzi uwierzyło w tę tradycję solidarnościową podaną przez „Gazetę Wyborczą”, czyli rolę pojedynczych osób: Wałęsy, Michnika, Kuronia, Mazowieckiego, Geremka czy Baumana. I gdy po powstaniu IPN-u zaczęły się pojawiać artykuły na temat tych osób i ich roli w latach 40-tych czy 50-tych, to ta propagandowa tradycja solidarnościowa została przez młodych odrzucona. Bardziej przemówiła do nich postawa pełnego buntu antykomunistycznego z lat 40-tych i 50-tych. Sławomir Cenckiewicz nie ukrywa również, iż jego życzeniem jest by udało się jeszcze uratować prawdziwą tradycję „Solidarności”.

Tytułem puenty Rafał Ziemkiewicz powiedział, że miarą zwycięstwa Żołnierzy Wyklętych jest to, że nawet środowiska wcześniej źle nastawione do pojęcia „naród” –„dzisiaj wiedzą, że jeśli cokolwiek chcą ugrać, to muszą wziąć biało-czerwoną flagę i mówić o sobie, że oni są narodem polskim. Bo wszystkie narracje, które mówili wcześniej (że patriotyzm to jest rodzaj rasizmu, że nie ma żadnych narodów, bo to anachronizm i jest jedno wielkie społeczeństwo europejskie) poszły się czochrać.”

Przepraszamy za jakość filmu, kilka pierwszych minut jest statycznych.
Relacja: Ula (tekst), Bernard (foto i wideo) • blogpress.pl

Advertisements

Comments Off on ■■ Żołnierze Wyklęci – romantycy czy realiści?