■■ Jarosław Kaczyński przestrzega we „wSieci” przed uleganiem dziecinadzie i naiwności w polityce

Posted in ■ aktualności, ■ odkłamujemy HISTORIĘ, ■ różne by Maciejewski Kazimierz on 20 Kwiecień 2016

W wywiadzie dla najnowszego wydania tygodnika „w Sieci” Jarosław Kaczyński obnaża daleko idący infantylizm w postrzeganiu polityki. A szczególnie tej jej wersji, jaka dotyczy Prawa i Sprawiedliwości.

Ów infantylizm z jednej strony polega na tym, że obecna opozycja i jej zwolennicy uważają, iż wszystko w obecnym obozie rządzącym kręci się wokół Jarosława Kaczyńskiego i dzieje się niejako na jego zamówienie. Z drugiej strony, w sporej części obozu władzy i wśród jego sympatyków całkiem powszechne jest przekonanie, że po tej stronie panuje jednolitofrontowa zgoda i wspólnota interesów. Co ciekawe obie strony przyjmują słowa Jarosława Kaczyńskiego o różnicach i odrębnościach za rodzaj ściemy albo uważają, iż powiedział on coś zupełnie innego niż faktycznie powiedział. Obu stronom nie przychodzi do głowy, że realna polityka, realizowana przez różne ośrodki, zawsze jest grą różnych interesów i pełną zgodność uzyskuje się wyłącznie w systemie totalitarnym. W demokracji front jedności wszystkich ośrodków władzy jest nierealny i niewykonalny.

Pełnej zgodności nie było nawet wtedy, gdy prezydentem był Lech Kaczyński a szefem rządu Jarosław Kaczyński. I to mimo że prawie codziennie z sobą rozmawiali, przeważnie o bieżącej polityce, choć oczywiście nie tylko o niej. Po prostu konstytucja z 1997 r. rywalizację ośrodka rządowego i prezydenckiego uczyniła jedną ze swoich najistotniejszych cech i był to świadomy zamysł jej twórców. Poza tym realna władza sprawia, że ci, którzy ją sprawują bardzo często robią co innego niż wynikałoby z wcześniejszych planów, strategii czy uzgodnień. Władza tak właśnie działa, gdy się już ją ma. Oczywiście obóz rządzący, który ma też prezydenta wywodzącego się z jego szeregów, zawsze stara się pokazywać i podkreślać jedność i zgodę, bo to jest premiowane, i to nie tylko wśród przekonanych wyborców. Ale to zawsze jest pewnego rodzaju teatr, czego dowodów mamy bez liku, począwszy od trudnego współistnienia „rządów solidarnościowych” i Lecha Wałęsy jako prezydenta. Nie tylko dlatego, że oba ośrodki władzy wykonawczej są przez konstytucję skazane na rywalizację, ale też przez immanentną niejednorodność ośrodka rządowego. Ona występuje zawsze, choćby dlatego, że rozbieżne interesy mają poszczególne resorty i próbujące na nie wpływać różne lobby i grupy interesów. A gdy rząd jest koalicyjny, rozbieżności są duże i oczywiste nawet dla osoby słabo rozumiejącej politykę. Tym bardziej, gdy poszczególne ośrodki władzy są rozgrywane przez media i tzw. autorytety albo gdy są narażone na naciski z zagranicy, co dzieje się choćby obecnie.

Jeszcze nigdy w III RP, włączając w to współistnienie rządu PiS i prezydenta Lecha Kaczyńskiego, nie było tak, żeby dało się zrealizować koncepcję Frontu Jedności Władzy. Na co wpływ ma także parlament (z jego rządzącą większością), często uwikłany w całkiem samodzielne gry. Na co wpływ ma też sytuacja wewnątrz partii rządzącej, a tym bardziej tak jest w wypadku partii działających w koalicji. Ale najważniejsze jest to, że gdy się ma kontrolę nad narzędziami realnej władzy i poczucie mocy oraz świadomość hierarchii wpływów, prestiżu i autorytetu, to nie ma silnych, którzy by temu nie ulegli czy się tego dobrowolnie wyrzekli. I ta realna władza nie musi wcale przewracać w głowach tym, którzy ją sprawują, choć oczywiście często przewraca. Zwykle jest też tak, że najważniejsze postacie obozu władzy mają różne polityczne doświadczenie, kompetencje oraz temperamenty. I te trzy czynniki wpływają na to, że jedni są spokojni, opanowani i konsekwentni w działaniu, podczas gdy u innych ta sama sytuacja wywołuje niepokój, gorączkę, a czasem wręcz histerię.

Gdy na naszym portalu ukazały się fragmenty wywiadu Jarosława Kaczyńskiego dla „w Sieci”, pojawiły się bardzo liczne komentarze, że prezes PiS tylko mówi o różnicach, by w istocie przykryć fakt, że to on wszystkim kieruje, o wszystkim decyduje i za wszystko odpowiada. Patrzę na takie opinie z pewnym rozbawieniem, bo dobrze pamiętam swoje rozmowy z wieloma szefami rządów III RP, szczególnie te toczone już po tym, jak przestali rządzić. I wszyscy oni mówili to samo: rywalizacja między ośrodkami rządowym i prezydenckim jest faktem i jest rzeczą pierwszorzędnego znaczenia. Podobnie jak nie zdarzyło się jeszcze w III RP, by nie ujawniły się rozbieżne interesy w rządzie oraz partii rządzącej, o koalicjach nie wspominając. Co oznacza, że realna władza bardzo się różni nie tylko od wyobrażeń, ale i od bardzo konkretnych planów oraz strategii. Nie tylko przeciętni ludzie tego nie wiedzą albo tego nie uznają, bo nie wiedzą i nie uznają tego nawet liczni politycy i dziennikarze. I przez to mają dziecinne wyobrażenia – przede wszystkim o wszechmocy premiera czy prezydenta, których wszyscy ponoć słuchają i postępują wedle ich życzeń czy poleceń. A także o tym, że wystarczy silna wola mocnej jednostki, żeby wszystko szło jak z płatka. Albo o tym, że da się spoza rządu i kancelarii prezydenta wpływać na wszystko, co się potem w tych ośrodkach dzieje. Wystarczy porozmawiać z byłymi prezydentami, premierami, ministrami czy urzędnikami kancelarii głów państw i szefów rządów, żeby łatwo wykazać infantylizm takich wyobrażeń.

Ktoś, kto ma władzę po prostu z niej korzysta, a wtedy uruchamiają się procesy, które toczą się wedle własnej logiki i dynamiki. A gdy ktoś się we władzy rozsmakuje, dochodzą jeszcze czynniki ambicjonalne, charakterologiczne, a nawet patologiczne, bo władza niektórym odbiera rozum. Oczywiście każdy obóz władzy, jeśli poważnie traktuje swoje obowiązki, chce rządzić sprawnie i coś osiągnąć. I m.in. dlatego nie wyciąga się na wierzch konfliktów, rozbieżności czy sprzecznych interesów. Ale to nie znaczy, że one nie istnieją. Tak jest też obecnie, na co dość oględnie zwraca uwagę Jarosław Kaczyński. Ale skoro o tym mówi, co jest przecież jednak dość wyjątkowe, to nie bez powodu. Moim zdaniem powód jest taki, że obecna władza naruszyła bardzo wiele interesów, gdyż radykalnie chce zmienić Polskę. A to, że jest pod nieustannym i huraganowym ostrzałem zarówno w kraju, jak i za granicą sprawia, iż bardzo ważna jest odwaga, determinacja i konsekwencja. Ale to jednocześnie sprawia, że niektórzy nie wytrzymują i woleliby sprawdzoną strategię świętego spokoju, która była filozofią rządzenia Platformy Obywatelskiej, Donalda Tuska, Ewy Kopacz i Bronisława Komorowskiego.

Istnieje małe „ale”: strategia świętego spokoju nie jest obecnie możliwa. Władza spod znaku PiS może zrobić wszystko to, czego żąda od niej opozycja, jej media oraz autorytety i popierające opozycję zagraniczne ośrodki, ale nastawienia do rządzących nie zmieni to ani na jotę. Obecna władza byłaby akceptowana tylko wtedy, gdyby oddała stery rządów, przede wszystkim PO i Nowoczesnej. Rządząc nigdy nie będzie akceptowana, więc wszystko inne jest tylko naiwnością, by nie powiedzieć dziecinadą. Jarosław Kaczyński zwraca tylko uwagę, by tej dziecinadzie nie ulegać, bo to nic nie da. I jest niepotrzebne, gdyż obóz władzy ma dość problemów wynikających z tego, że każde realne rządzenie rodzi podziały i konflikty. Nie chodzi więc o odgrywanie fałszywego przedstawienia z równie fałszywą jednością w tle. Chodzi o realne zmiany, stąd potrzeba konsekwencji i przyśpieszenia. I wyzbycia się dziecinnych wyobrażeń o rządzeniu i polityce.

Stanisław Janecki • wpolityce.pl
fot. wSieci / PiS

Comments Off on ■■ Jarosław Kaczyński przestrzega we „wSieci” przed uleganiem dziecinadzie i naiwności w polityce