■■ Pod okupacją orwellowskich świń

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 2 Maj 2016

Jesteśmy świadkami całkowitego odwracania znaczenia pięknych i szczytnych idei

Tu już nie może być dyskusji oraz żadnych wątpliwości. Formacje polityczne, na których czele stoją Schetyna i Petru powinny być postrzegane, jako banda degeneratów, u których zupełnie zanikło poczucie przynależności narodowej. Podobnie należy traktować tak zwany Ruch Obrony Demokracji z figurantem Kijowskim na czele, będący tak naprawdę czymś w rodzaju dawnych przedwojennych komunistycznych bojówek, których celem było sianie zamętu i obalenie legalnej władzy. Ci ludzie natychmiast powinni zostać wyrzuceni poza margines społeczeństwa i traktowani, jako zwykła szkodliwa dla narodu mierzwa. Jeżeli ktoś na nich kiedykolwiek jeszcze może zagłosować to jedynie RAŚ, mniejszość niemiecka oraz wielbiciele „Gazety Wyborczej”.

W ubiegłym tygodniu już po uchwaleniu przez Parlament Europejski antypolskiej dyrektywy wysługujący się obcym miejscowi donosiciele, podczas licznych briefingów załamywali ręce i twierdzili, że Polska przestała być już w UE prymusem. Dzisiaj nie mamy już żadnych wątpliwości, co pod pojęciem „europejskiego prymusa” przez całe lata się kryło. To jest to słynne poklepywanie po plecach tubylczych zdrajców i pomagierów zaangażowanych w realizowanie obcych interesów. Spór wokół Trybunału Konstytucyjnego jest tylko pretekstem i niejako preludium do próby obalenia legalnego polskiego rządu, który naruszył potężne interesy gospodarcze i polityczne możnych tego świata oraz pozbawił władzy i wpływów miejscowych sprzedawczyków.

Stosunek do Polski i Polaków tej sprzedajnej wysługującej się obcym swołoczy jest widoczny od lat i naprawdę nawet dla średnio uważnego obserwatora już od dawna ta pogarda do nas Polaków powinna być czymś oczywistym i namacalnym. Mamy w Polsce do czynienia z dość specyficznym dysonansem poznawczym. Sprawdza się u nas teoria mówiąca, że we własne kłamstwa i manipulacje najszybciej zaczynają wierzyć ci, którym za takie podłe zachowania płaci się mało lub wcale. Kompletnie nie wierzą w nie zaś ci najbardziej cyniczni kłamcy, którzy z ich powielania czerpią wielkie korzyści. Pamiętam jak spora część społeczeństwa uspokajając własne sumienia i wątpliwości uwierzyła naiwnie, że błyskawiczne gaszenie i uprzątanie zniczy po tragedii smoleńskiej oraz natychmiastowe ładowanie do śmieciarek rozkładanych na chodnikach tulipanów było wyrazem troski Hanny Gronkiewicz-Waltz o czystość i porządek w stolicy. Ci sami Polacy woleli udawać, że nie widzą, kiedy kilkanaście miesięcy później po śmierci prezydenta Czech, Wacława Hawla z pietyzmem zebrano niemal wszystkie wypalone znicze i świece, a z pozostałych resztek wosku wykonano wielkie ważące dwie tony wielobarwne serce, które stanęło w centrum Pragi. Zaledwie 700 km dzieli odczłowieczoną barbarzyńską prezydent Warszawy od jej cywilizowanego odpowiednika w stolicy Czech. Część Polaków ogłupiona terrorem poprawności politycznej i propagandą magdalenkowej sitwy nawet nie pyta, dlaczego po smoleńskiej tragedii w ramach solidarności z naszym narodem nie podświetlono na biało czerwono wieży Eiffla i Bramy Brandenburskiej? Czyżby polskie ofiary zaliczone zostały do kategorii podludzi? Oczywiście, że tak, ale głównie przez miejscowych renegatów. Trudno oczekiwać od obcych, pięknych i kierowanych często do innych nacji gestów, skoro widzą oni jak tubylcza dzicz wyniesiona do władzy w Warszawie sama dwoiła się i troiła, aby zabić i zbezcześcić pamięć o polskich ofiarach.

Gdzie szukać przyczyn nasilania się tej moralnej degrengolady, zepsucia i zapaści „elit”? Niestety to nie tylko spadek po komunie czy wpływ genów odziedziczonych przez nich po przodkach, którzy przywędrowali nad Wisłę w walonkach za armią czerwoną i „kujbyszewiaków” szkolonych przez Stalina do mordowania i prześladowania polskich patriotów. Ta zgnilizna promieniuje dzisiaj wprost z brukselskiego lewackiego eurokołchozu. Choć w 2004 roku wielu Polaków uwierzyło, że wstępuje do elitarnego ekskluzywnego klubu to dziś przecierając ze zdumieniem oczy coraz większa część z nas widzi, że ten wymarzony „szklany dom” obudowany marmurami, stalą i aluminium to tylko piękny nowoczesny, ale niestety tylko chlew zarządzany przez obrzydliwe orwellowskie świnie wycierające sobie gębę demokracją, wolnością słowa i europejskimi wartościami, z których wyrugowano chrześcijaństwo. Ta Orwellowska trzoda wie, że dla realizacji federalistycznej utopii i budowy stanów zjednoczonych Europy w państwach członkowskich muszą rządzić podobne im świnie w myśl hasła z „Folwarku zwierzęcego” mówiącego, że „Wszyscy ludzie to nasi wrogowie. Wszystkie zwierzęta są braćmi”. To dlatego nie chcą oni zaakceptować demokratycznej woli Polaków wyrażonej w ostatnich wyborach. Posłuchajmy europejskiego lewackiego pajaca, Guya Verhofstadta, który jakby czytając z kartki podsuniętej mu osobiście przez Putina wrzeszczał w Parlamencie Europejskim: „Byłoby niewyobrażalnym dla przywódców NATO, żeby dalej poważnie rozważać udział w czerwcowym szczycie w Warszawie, jeżeli Polska pozostanie w kryzysie konstytucyjnym, a rząd lekceważyć będzie praworządność, jak również opinię szanowanego organu międzynarodowego -Komisji Weneckiej”.

Jesteśmy świadkami całkowitego odwracania znaczenia pięknych i szczytnych idei. Weźmy dla przykładu na warsztat wolność słowa. Do niedawna rozumiana była ona, jako prawo do publicznego wyrażania własnego zdania oraz poglądów, a także ich poszanowania przez innych. Jak jest rozumiana dzisiaj? Oto wykładnia przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, feldfebla Martina Schulza, który tak zareagował na oburzenie tureckiego premiera, Tecepa Tayyipa Erdogana protestującego przeciwko obrażaniu go w niemieckich mediach: „Nie możemy pogodzić się z tym, że prezydent innego kraju domaga się, byśmy u nas w Niemczech ograniczyli demokratyczne prawa tylko dlatego, że on czuje się obśmiany. Dokąd byśmy zaszli, gdybyśmy spełnili to żądanie? To całkowicie nie do zaakceptowania. […] Musimy uzmysłowić Erdoganowi, że w naszym kraju panuje demokracja. […] Musimy mu powiedzieć: panie Erdogan, posunął się pan o krok za daleko”.

Aby zrozumieć, kto tak naprawdę posunął się za daleko przypomnijmy, że niemiecki satyryk, a właściwie zwykły nieokrzesany cham, Jan Böhmermann publicznie nazwał Erdogana „pedałem” i „gwałcicielem kóz”. Takiej demokracji i wolności słowa bronił Martin Schulz. Skoro tak, to ja znowu nawiązując do bohaterów „Folwarku zwierzęcego”, Orwella powiem: Towarzyszu Schulz, posuwa się pan za daleko a właściwie za głęboko i zachowuje tak, jakby co noc na zmianę kryły pana knury: Napoleon, Chyży i Major. Czy warto w rewanżu za te upojne chwile robić z siebie brodatą obleśną dziwkę i pośmiewisko? Wierzę, że towarzysz nie zaprotestuje domagając się ograniczenia moich praw w tak pojmowanej demokracji i wolności słowa. Hipokryzja i obłuda brukselskich, a w tym konkretnym przypadku niemieckich łże-elit została dość szybko zdemaskowana. Po kilku dniach zastanawiania się, Angela Merkel, której kariera polityczna zawisła na tureckiej cienkiej linie zgodziła się na ściganie przez prokuraturę niemieckiego satyryka. Warto dzisiaj pamiętać jak niemieckie media podle traktowały śp. Lecha Kaczyńskiego i co wyczyniały i wyczyniają do dziś z Jarosławem Kaczyńskim.

Nie trzeba było długo czekać, bo jak mówią przykład idzie z góry, czyli z europejskiego, a w szczególności z niemieckiego chlewa. Oto na portalu redaktora naczelnego niemieckiego Newsweeka, świniopasa Tomasza Lisa czytamy: „Kaczyński ty zapyziały ch***u”. […] Nie wystarczy więc już tylko nazwać kogoś „ch***m”, trzeba będzie pójść dalej. Może „złamany ch**u”? Dalej autor tych słów, ponoć popularny wśród młodych, pisarz Jakub Ćwiek zwraca się do Jarosława Kaczyńskiego, „dupku”, a portal wyraża nadzieję, że: „Popularny wśród młodych ludzi pisarz może jednak przyczynić się do stopniowej zmiany nastrojów politycznych w tej, bardzo ważnej dla PiS grupie wyborców”. Oczywiście chodzi o zmianę niekorzystną dla PiS i Jarosława Kaczyńskiego.

I tak oto Drodzy Czytelnicy z zapyziałego pszenno-buraczanego socjalistycznego baraku zarządzanego z Kremla wpadliśmy wprost do eurokołchozowego eleganckiego chlewa kierowanego z Brukseli przez poprzebierane w eleganckie garsonki i garnitury, orwellowskie lewackie maciory i knury. Demokracja w wydaniu europejskim jest dzisiaj pustym słowem – fasadą maskującą chore zapędy totalitarystów. Oni chcą „Żeby było proszę państwa tak jak było” – jak podczas wiecu KOD wykrzyczała Agnieszka Holland. Oni nie tyle chcą, co wręcz wymagają, bo za to przez długie lata płacili zdrajcom polskiego narodu nazywając ich prymusami. To dlatego miejscowi renegaci odsunięci od władzy i odrywani od koryta dwoją się i troją mówiąc swoim mocodawcom niczym zbiorowy sędzia Jaskóła do sędziego Laguny w filmie „Piłkarski poker”: „Ja jestem uczciwy. Zapłacili za 3:0 – będzie 3:0”.
Wasze niedoczekanie. Ten mecz przegracie, bo nieprzekupnym arbitrem będzie tym razem polski naród, a zwycięży lepszy, czyli prawda, która jak mówił bł. ks. Jerzy Popiełuszko, „…jest niez­mien­na. Praw­dy nie da się zniszczyć taką czy inną de­cyzją, taką czy inną ustawą”.

Artykuł opublikowany w „Warszawskiej Gazecie”

Mirosław Kokoszkiewicz Kokos26 • naszeblogi.pl
fot. pionki24.pl

tot. wPolityce.pl

Comments Off on ■■ Pod okupacją orwellowskich świń