■■ Lech Kowalski: Najwierniejsi, szkoleni w Moskwie i w nią zapatrzeni rozdawali karty w historii sił zbrojnych PRL

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 8 Maj 2016

„Jakbym państwu powiedział, jak zabiegano każdego roku o wejściówki na rocznicę Rewolucji Październikowej do ambasady sowieckiej w Warszawie, kto zabiegał i kto tam bywał, i jak dziękował za te wejściówki. Do tej pory ich oglądamy w telewizji, czytamy o nich w prasie, zabierają głos, są wśród nas”. Gościem klubu Ronina był Lech Kowalski, autor książki „Cze.Kiszczak”, wydanej przez Zysk i Ska.

Jak pisze autor we wstępie, pracując nad biografią Wojciecha Jaruzelskiego, zastanawiał się, jak to się stało, że Czesław Kiszczak, „postać silna i wyrazista, tak spolegliwie podporządkował się zniewieściałemu gen. Jaruzelskiemu, bez szemrania wykonując jego polecenia, w tym te najpodlejsze, nawet uwłaczające godności”, stał się jego egzekutorem, cynglem. Kiszczak był „siłownikiem”, siłą przed prawem torował sobie drogę w karierze na szczyty komunistycznego establishmentu i obrazowo rzecz ujmując, „gdyby obaj znaleźli się na bezludnej wyspie, gdzie przetrwanie zależałoby od wrodzonych umiejętności i od kaprysów natury, to Czesław byłby Robinsonem Crusoe, a Wojciech jedynie Piętaszkiem”.

Jednak Kiszczakowi brakowało kombatanctwa, działalności w ruchu oporu, już na starcie nie miał więc szans z Jaruzelskim który był oficerem formacji zbrojnych utworzonych w Związku Sowieckim pod dowództwem gen. Zygmunta Berlinga, informatorem sowieckiej Informacji Wojskowej. To procentowało w późniejszych latach.

Jak zaznaczył Lech Kowalski, w swoich biografiach Jaruzelskiego (Generał ze skazą”) i Kiszczaka (Cze.Kiszczak”), starał się, w oparciu o dokumentację archiwalną, „oddać to co było istotą ich osobowości, rządów, jakie sprawowali, zwłaszcza dekady lat 80., kiedy zamienili nasze państwo w garnizon wojskowy”.

Lech Kowalski w swojej książce odtwarza karierę Czesława Kiszczaka, poprzez służbę w Głównym Zarządzie Informacji Wojska Polskiego, udział w Polskiej Misji Wojskowej w Londynie, gdzie zajmował się rozpracowywaniem środowiska żołnierzy gen. Władysława Andersa, służbę w Wojskowej Służbie Wewnętrznej – wpierw jako szef Zarządu WSW Marynarki Wojennej, potem Śląskiego Okręgu Wojskowego. Następnie przeszedł do wywiadu, gdzie był szefem Zarządu II Sztabu Generalnego LWP, potem stanął na czele WSW, a wreszcie w 1981 roku przeszedł do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na stanowisko ministra i brał udział w organizowaniu stanu wojennego w PRL. W 1989 roku stał się gospodarzem i uczestnikiem rozmów w Magdalence i prac Okrągłego Stołu.

Zawrotna kariera, jak na człowieka, który – jeśli chodzi o wykształcenie ogólne – skończył 7 klas szkoły podstawowej (co nie przeszkadzało mu pisać, że ma wykształcenie wyższe, choć nie skończył szkoły średniej ani żadnej szkoły oficerskiej poza Akademią Sztabu Generalnego). Jego żona Maria Teresa przerastała go pod tym względem o głowę, ekonomistka, nauczyciel akademicki, autorka bajek, przypowieści, powieści beletrystycznych i wierszy, w 1985 roku uzyskała nawet stopień doktorski.

Lech Kowalski w czasie spotkania w klubie Ronina wspomniał o życiu rodzinnym Kiszczaka, mówił o tym jak poznał żonę, jak wyglądało ich małżeństwo, co musiała znosić a co podobało się pani Marii Teresie w życiu u boku Kiszczaka. Jednak przede wszystkim starał się przedstawić sylwetkę tego człowieka, wojskowego i polityka.

Jak podkreślił, Czesław Kiszczak już w podaniu o przyjęcie do Głównego Zarządu Informacji napisał, że w sposób wydatny chce się przyczynić do utrwalania demokracji ludowej w Polsce i włączyć się w walkę z wrogim elementem. I tym właśnie zajmował się przez następne lata. „Do końca PRL-u niszczył, tropił, śledził, przesłuchiwał i zamykał”. – mówił historyk.
Niestety, udowodnienie mu konkretnych czynów jest trudne, gdyż większość ważnych dokumentów została później na polecenie samego Kiszczaka zniszczona. Z pewnością jednak w 1948 roku jako porucznik GZI WP uczestniczył w akcji zamojsko-lubelskiej – chodzi o aresztowania przedwojennych oficerów, którym zarzucono przynależność do WiN i dążenie do obalenia władzy ludowej. Skazano wówczas 37 oficerów i 11 cywilów, otrzymali oni w sfingowanych procesach wyroki od 5 lat więzienia do kary śmierci.

Po ukończeniu Akademii Sztabu Generalnego Kiszczak mógł rozpocząć służbę jako szef sztabu czy dowódca w którejś z jednostek wojskowych, wybrał jednak Wojskową Służbę Wewnętrzną czyli bezpiekę wojskową (trafili tam zresztą prawie wszyscy z byłej Informacji Wojskowej). Jak widać, ten charakter pracy mu najbardziej odpowiadał.

Ścisła współpraca Kiszczaka z Jaruzelskim zaczęła się od 1970 roku, kiedy to pułkownik WSW dopomógł generałowi w przeprowadzeniu zmian na stanowisku I sekretarza KC PZPR.

„Od tej pory są nierozłączni”. – podkreślił Lech Kowalski. – „Kiszczak za dwa lata zostanie generałem, a potem co trzy-cztery lata otrzymuje kolejną gwiazdkę generalską. W ten sposób Jaruzelski wydobył go z otchłani, bo byłby jednym z tysięcy pułkowników LWP. Dlaczego właśnie jego? Kiszczak zdał egzamin już w 1968 roku, kiedy miało miejsce tzw. „odżydzanie” wojska (to określenie używane przez kadrę zawodową). Kiszczak brał aktywny udział razem z gen. Kuflem w oczyszczaniu szeregów kadry zawodowej narodowości żydowskiej. Jaruzelski usunął w sumie z wojska 1346 osób, ostatnich jeszcze w połowie lat. 80. wyrzucał z rezerwy wojska. W pierwszej grupie, usuwając oficerów narodowości żydowskiej, Jaruzelski zdegradował i wyrzucił z wojska świadka własnego ślubu. Kiszczak był jednym z wykonawców operacji o kryptonimie „Orient Express”.

Drugi moment ich współdziałania to rok 1968, kiedy to LWP u boku Sowietów uderza na Czechosłowację. Kiszczak był wówczas odpowiedzialny za kontrwywiadowczą osłonę wojsk, miał blokować wszystkie informacje o tym, co naprawdę się dzieje, tak, aby nie dotarły one do żołnierzy. Wojsko miało żyć tylko takimi informacjami, jakie podawał im Główny Zarząd Polityczny i Wojskowa Służba Wewnętrzna. Za to samo Kiszczak był odpowiedzialny w 1970 roku, w czasie wydarzeń grudniowych na Wybrzeżu.

„Jaruzelski zobaczył, że to jest bardzo skuteczny oficer i na niego jednoznacznie postawił”. – mówił autor książki „Cze.Kiszczak”. To właśnie Kiszczak wymyślił nazwę WRON.
Zdaniem Lecha Kowalskiego, to opozycja tzw. umiarkowana wynosiła Kiszczaka jako polityka coraz wyżej, chciała z nim rozmawiać. „Poprzez jej poparcie on zdobywał wsparcie ze strony Jaruzelskiego. Stał się drugą osobą w państwie”.

Kowalski wspomniał o listach i zaproszeniach, jakie Kiszczak otrzymywał w latach 80. od ówczesnej elity i ludzi kultury.

„Jakbym państwu powiedział, jak zabiegano każdego roku o wejściówki na rocznicę Rewolucji Październikowej do ambasady sowieckiej w Warszawie, kto zabiegał i kto tam bywał, i jak dziękował za te wejściówki. Do tej pory ich oglądamy w telewizji, czytamy o nich w prasie, zabierają głos, są wśród nas”.

Niestety, nawet po zabójstwie ks. Jerzego, które miało miejsce w październiku 1984 roku, nie zmienił się w tym względzie stosunek hierarchii duchownej do Czesława Kiszczaka. Wśród nadawców świątecznych listów do szefa MSW są kardynałowie, arcybiskupi, biskupi.

Kiszczak przygotowując się do rozmów z kimkolwiek w gmachu MSW, najpierw studiował jego teczkę. „Tak też wyglądało dobieranie ludzi do rozmów Okrągłego Stołu”.

Lech Kowalski, odpowiadając na pytania, mówił o materiałach archiwalnych przechowywanych po dziś dzień w domach generałów, ubeków itp., o postawie prymasa Józefa Glempa w latach 80., o zabójstwie ks. Jerzego i roli Waldemara Chrostowskiego oraz udziale KGB, o Polskiej Misji Wojskowej w Londynie, o koncepcji tzw. matrioszki w kontekście Jaruzelskiego, o grze służb w Libii, o tym, kto był ważniejszy Kiszczak czy Jaruzelski, czy Kiszczak miał haki na Jaruzelskiego, o ewentualnej współpracy Lecha Wałęsy z WSW, i o tym, czy Kiszczak miał kompleks płk. Ryszarda Kuklińskiego i czym kierowała się wdowa po gen. Kiszczaku oferując IPN teczkę Bolka.

Podsumowując stan kadry oficerskiej LWP, Lech Kowalski powiedział: „Można było zawalić na każdych ćwiczeniach, operacjach, i nie poniosło się takich konsekwencji, jakie ponosiło się za wypowiedzi nie po linii partyjnej. W selekcji generalskiej dominowała ideologia. Najwierniejsi, szkoleni w Moskwie i w nią zapatrzeni rozdawali karty w historii sił zbrojnych PRL”.

Na zakończenie Lech Kowalski ujawnił: „W trzech miejscach, począwszy od mordu na premierze Piotrze Jaroszewiczu i jego żonie Irenie Solskiej, występują zawsze te same trzy osoby: barczysty mężczyzna, kobieta o krótkich jasnych włosach i mężczyzna średniej budowy. tą trójkę widziano w 1992 roku w Aninie, jak wybiegają z willi Jaroszewiczów (w nocy dokonali żywota, ją zastrzelili w wannie, a jego torturowali aż wyzionął ducha). Te same trzy osoby widziano, jak wysiadały na przystanku końcowym przy parafii powązkowskiej w nocy, kiedy dokonał żywota ksiądz Niedzielak. Te same trzy osoby widziano w Białymstoku, gdzie dokonał żywota ks. Suchowolec. (..) Zdaniem jednego z historyków, istniała grupa wykonująca wyroki na zlecenie resortu spraw wewnętrznych. Resorty siłowe mają to do siebie że są jednopalczaste, tzn. szefowie wskazują, reszta wykonuje”.

Dodał także, że pochówek Kiszczaka na cmentarzu prawosławnym tłumaczyło by to, że – jak twierdzi pewien świadek – Kiszczak w latach 1941-43 mógł być uczniem szkoły ukraińskiej w Krynicy. „Mogłoby się więc okazać, że wypis z życiorysu Kiszczaka o wywózkach jest fałszywy. Gdyby się okazało, że to Ukrainiec, łatwiej by było zrozumieć jego antypolskie poczynania”. – powiedział autor książki „Cze.Kiszczak”. – – „Trzeba to sprawdzić”


Margotte i Bernard • blogpress.pl

http://multibook.pl/pl/p/Lech-Kowalski-Cze.Kiszczak.-Biografia-gen.-bron…

Comments Off on ■■ Lech Kowalski: Najwierniejsi, szkoleni w Moskwie i w nią zapatrzeni rozdawali karty w historii sił zbrojnych PRL