■■ Tempo nie jest sprinterskie, ale wymiana elit trwa

Posted in ■ aktualności, ■ odkłamujemy HISTORIĘ, ■ różne by Maciejewski Kazimierz on 15 maja 2016

Do końca to sam nie wierzę w to, co piszę, ale symptomy powoli stają się faktami.

Ciągle obowiązuje rytualna nienawiść do Kaczyńskiego i Macierewicza – kultowych mieszkańców ciemnogrodu, jest to jednak inny rodzaj nienawiści i przede wszystkim alternatywa staje się coraz mniej modna. Kaczyńskiego, Macierewicza i ludzi, którzy nie dali się zaszczuć, nienawidzi się z pakietem dodatkowych uczuć. Całkowitą pogardę zstąpił respekt, a jak wiadomo respekt to taka forma szacunku, która zawiera sporą dawkę strachu. Ludzi szanuje się bez obaw, dla satysfakcji przebywania w szanowanym towarzystwie, respekt czuje się wobec przeciwnika. Czasy, w których Jarosław Kaczyński był szczerbatym, obciachowym wujkiem, który nie ma konta, nie umie Internetu i słucha Ireny Santor, minęły bezpowrotnie. Stało się tak z wielu powodów i jednym z ważniejszych jest właśnie respekt połączony z samooceną przegranych. Dopóki PiS dostawał baty w wyborach łatwo było drzeć łacha. Gdy Pan Jarek złoi tyłek całej sitwie politycznej i medialnej, dysponując jedynie oddziałami partyzantów, ciężko utrzymać starą „narrację”. Pierwszym, który się pogrążył był Komorowski, biedaczysko „pomylił” Dudę z Dudą i ten nieznany Duda ośmieszył go na oczach całej Polski. Potem Beata Szydło, zaledwie „marionetka” Prezesa, ograła namaszczoną Kopacz i wszystkie wynalazki partyjne z Ryszardem Petru na czele. Jak w takiej sytuacji dalej mówić, że Kaczor jest zacofany, głupi i zaraz się skończy? Trzeba było przewartościować dotychczasową propagandową śpiewkę, żeby ratować resztki stanu posiadania. Od chwili porażki, dla „elit” Kaczyński przestał być mały i niedorozwinięty, a stał się najwyższej klasy wyrafinowanym, przebiegłym i śmiertelnie niebezpiecznym dyktatorem.

Przemiana Kaczyńskiego i jego obozu, jaka się dokonała na oczach Polaków, stała się bezpośrednią przyczyną początku wymiany elit. Prawem zwycięzców politycznych są czystki kadrowe, tak było teraz i zawsze i na wieki wieków amen. Oczywiście najłatwiej wymienić prezesów spółek skarbu państwa i obsadzić urzędy. Szczęśliwie okazało się, że z prokuraturą też poszło sprawnie i pierwsze efekt zmian już widać. Znacznie gorzej sprawy się mają w sądach, no i właśnie na świeczniku. Mimo skomplikowanej materii przemian, coraz częściej pojawiają się w mediach profesorowie, naukowcy, autorytety i eksperci, którzy mówią strasznie „dziwne” rzeczy, to znaczy takie, jakich dotąd w telewizji nie widzieliśmy. Spod ziemi wygrzebano konstytucjonalistów polemizujących z Rzeplińskim, zjawiają się redaktorzy naczelni dzienników i tygodników, którzy mają w poważaniu Europę, bo Polska jest najważniejsza. Na scenach i estradach niezmiennie króluje tandeta z chałturą w starym peerelowskim stylu, ale systematycznie przebijają się artyści, oddający hołd Powstaniu Warszawskiemu i Żołnierzom Wyklętym. Procesy te nie przyprawiają o zawrót głowy, bo też nie mogą w takim radosnym tempie postępować. Jako socjolog zaoczny muszę przypomnieć, że budowanie elity i wspólnoty w ogóle, to nie jest robota na tydzień, czy rok, ale na przynajmniej jedno pokolenie.

Życie z tak długą perspektywą jest dość trudne, w końcu nie wszyscy dożyjemy czasów, gdy nasze dzieci i wnuki zaczną decydować o losach Polski. Prawda, ale aż tak źle to nie wygląda. Jakaś siła wyższa sprawiła, że obecne pokolenie dwudziesto i trzydziestolatków, to w większości kuźnia przyszłych kadr. Wszelkie badania wskazują, że młodzi Polacy wyzbywają się kompleksów, nie widzą różnicy między Polską i Niemcami, między Polakiem i Brytyjczykiem. Nie wstydzą się przy tym polskiej tradycji i szacunku dla Polski. Krótko mówiąc zdecydowana większość Polaków od 30 roku życia w dół kłania się przed pomnikami Powstańców, a nie przed „Czterema Śpiącymi”. I to pierwsza część dobrej widomości, druga odnosi się do prostej zamiany ról. Polecam długi spacer po Internecie i uważne rozglądanie się na boki. Szybko się okaże, że teraz Kaczyńskim jest Michnik, Żakowski i Lis, a za głos pokolenia nie robi cebula Kuźniar, czy trefniś Stuhr, tylko Rotmistrz Pilecki razem z chłopakami i dziewczynami z batalionów AK. Te wskaźniki zmian są do bólu obiektywne, ponieważ przedstawiają je przerażane swoim marnym końcem byłe elity, choćby socjolog Krzemiński, czy Czapliński. W optymistycznej, a być może realnej wersji, potrzeba nam 10 lat, nie pokolenia, żeby Polska była Polską.

MatkaKurka • kontrowersje.net
fot. Aleksander Majdański / newspix.pl

Advertisements

Możliwość komentowania ■■ Tempo nie jest sprinterskie, ale wymiana elit trwa została wyłączona