■■ Rozliczenie z przeszłością ■■

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 16 Maj 2016

To wszystko, co pozwoliłem sobie wymienić jest rezultatem koncepcji państwa, jakie nam zafundowano mimo woli narodu. …

Stosy przygotowanej dokumentacji, kilkanaście godzin debaty sejmowej na temat oceny ośmioletnich rządów PO i spółki to moim zdaniem aż za dużo jak na realne potrzeby wyrażenia opinii o tym „nierządzie”. Można to było zrobić znacznie krócej, lapidarniej i dosadniej, a tak w szczegółach zagubiła się główna myśl, a przeciwnik skorzystał z okazji niemożliwości ogarnięcia przez odbiorców całości problemu, czyli po prostu dostał szansę na potraktowanie całej imprezy, jako „zemsty politycznej”.

Bardziej wiarygodna i zrozumiała dla wszystkich byłaby ocena dokonana przez NIK, oczywiście opracowana w odpowiednim, przejrzystym skrócie, tylko że sam NIK stanowi jeden z elementów poprzednich rządów domagających się właściwej oceny i wyciągnięcia konsekwencji.

Powstaje pytanie, czemu ma służyć całe to pracochłonne przedsięwzięcie? Jeżeli w wyniku jego miałaby powstać lista zadań do wykonania to oczywiście byłby w tym jakiś sens. Problem leży jednak w tym, że nie tylko, że takiej listy nie ma, ale głównie w fakcie, że nie może być ta lista wynikiem braków w rządzeniu jednego rządu, chociażby sprawował on władzę przez 8 lat. Jest ona bowiem rezultatem całego minionego ćwierćwiecza.

Jej pierwszym punktem jest to, co się eufemicznie nazywa „problemem demograficznym”, a co de facto jest wymieraniem narodu. Składa się nań zarówno zjawisko braku przyrostu naturalnego, czyli braku przewagi liczby urodzeń nad liczbą zmarłych, jak też i masowa emigracja. Według danych GUS stan zaludnienia Polski nie zmienił się od 1989 roku i wynosi około 38 mln mieszkańców. Prawda jest jednak inna, jaka dokładnie nie wiemy i to jest też jednym z grzechów poprzednich rządów, jej brak bowiem pozwala na najrozmaitsze spekulacje, począwszy od dwóch aż niekiedy do pięciu milionów emigrantów, częściowo czasowych, a częściowo już stałych. Wiąże się z tym poważne zagadnienie wieku emigrantów, poziomu wykształcenia i związków z krajem ojczystym.

Jeżeli się chce rzetelnie wyliczyć, jakie ponosimy konsekwencje emigracji to te wszystkie informacje są niezbędne dla bieżącego rządzenia krajem, potrzebne są też dla wszelkich przedsięwzięć planistycznych dotyczących przyszłości Polski. Z publikowanych danych, a szczególnie z treści oceny poprzednich rządów niczego takiego nie możemy się dowiedzieć, możemy tylko snuć prawdopodobne przypuszczenia, że jest nas w Polsce nie więcej niż 36 mln.

Chcąc dokonać oceny przeszłości rządów w Polsce należałoby zacząć od podstaw naszej egzystencji materialnej, w pierwszej kolejności –rolnictwa.
Po PRL odziedziczyliśmy przedziwną strukturę polskiego rolnictwa, w której sektor „uspołeczniony”, czyli PGR’y i nieliczne spółdzielnie produkcyjne stanowiły zaledwie 10 % ogólnego areału. Był to fenomen w całym sowieckim obozie i pozostawał, jako spadek po Gomułce prawie nietknięty mimo stałych nacisków Kremla.

Gierek twierdził, że znalazł drogę do „uspołecznienia” rolnictwa w postaci gospodarstw specjalistycznych, uzależnionych od państwa systemem umów zbytu i zaopatrzenia i zmierzających do tworzenia gospodarstw zespolonych, czyli swego rodzaju kołchozów. W praktyce zostało stworzonych około 100 tys. gospodarstw specjalistycznych, z których część była rzeczywistymi producentami, niekiedy o bardzo wysokiej wydajności, ale też były i takie, które korzystając z koniunktury i nomenklaturowych stosunków były pochłaniaczami państwowych pieniędzy. Poważnym zmartwieniem były PGR’y, do których dopłacano gigantyczne kwoty.

Osobiście pamiętam, że jeden z moich współpracowników, który po przepędzeniu nas z Warszawy przeszedł do pracy w ministerstwie finansów i zajmował się finansowaniem rolnictwa, opowiadał, że napisał ówczesnemu ministrowi / bodajże Dietrichowi/ notatkę o bezsensie dopłacania do PGR’ów 40 mld zł. rocznie i minister z tą notatką udał się do KC gdzie go zbesztano za politycznie niepoprawne stanowisko.

Drugim poważnym problemem na jeszcze większą skalę były drobne i niewydajne gospodarstwa rolne. Większość z nich była własnością chłoporobotników, którzy nie byli ani dobrymi rolnikami, ani robotnikami.

Obydwa problemy nie zostały nawet tknięte jakąkolwiek inicjatywą ze strony władz. PGR’y upadły pogłębiając straty, a drobne gospodarstwa pozostały z tym, że o pracę poza rolnictwem dla ich właścicieli coraz trudniej. I tak po upływie przeszło ćwierćwiecza pozostajemy fenomenem w rolnictwie z dwumilionową masą gospodarstw i wielomilionową rzeszą rzekomo w nich zatrudnionych. Nie wykorzystano szansy, jakie dawał fakt, że polski rolnik był i w pewnym stopniu pozostaje do dziś bezkonkurencyjny na skalę całej unijnej Europy / i chyba nie tylko/ pod względem kosztów robocizny. Mieliśmy szansę na opanowanie rynku europejskiego w dostawach mleka i przetworów mlecznych, mięsa i upraw specjalistycznych, ale zamiast tego zostaliśmy poddani dyskryminacyjnym limitom produkcyjnym. W mojej ocenie, o czym kilkakrotnie pisałem, nie wykorzystujemy istniejący potencjał produkcji rolnej przynajmniej w jednej trzeciej.

O przemyśle pisałem nie dawno i tylko mogę powtórzyć, że właściwie żaden rząd nie opracował konsekwentnej idei rozwoju przemysłu uwzględniającej warunki naturalne obecnego terytorium Polski, stan dotychczasowego zagospodarowania, dorobek intelektualny, a nade wszystko zasoby kadrowe.

Dwukrotnie, w czasie rządu Olszewskiego i Kaczyńskiego usiłowano ratować, co się da w zastanym procesie likwidacji polskiego przemysłu, ale i jednemu i drugiemu zabrakło przede wszystkim czasu, ale także i twórczej koncepcji. Poniesionych strat nie nadrobiły zapraszane nad miarę gościnnie obce firmy, które traktują z regułę Polskę, jako kraj do koniunkturalnego wykorzystania.

Na tym tle nasuwa się uwaga, że poleganie wyłącznie na „ prywatnej” inicjatywie w sytuacji, w jakiej znalazła się Polska nie daje gwarancji przyśpieszenia rozwoju. Podobnie zresztą kształtowało się to w Polsce przed wojną. W krajach, w których przemysł rozwijał się przez cały XIX wiek i to niejednokrotnie wspierany przez państwo, jak choćby we Francji i w Niemczech reguły mogą być inne, w Polsce w roku 1989 nie było kapitalistów, którzy mogli by się podjąć roli promotorów rodzimego przemysłu. Nawet nasze skromne zasoby zostały / chyba z rozmysłem/ zniszczone przez hiperinflację Rakowskiego. Zamiast rozwoju zafundowano nam uwłaszczenie nomenklatury głównie na zasadzie pośrednictwa w sprzedaży majątku przedsiębiorstw nabywcom zagranicznym.

Nie wykorzystaliśmy też naszego tranzytowego położenia między wschodem i zachodem Europy, ani w transporcie, ani w usługach handlowych. Nawet mała Estonia wykorzystała swoje peryferyjną zresztą lokalizację dla pośredniczenia między Rosją i Skandynawią. Dopuszczono, przy biernej postawie do wybudowania antypolskiej rury bałtyckiej i do wyraźnego spisku niemiecko rosyjskiego w dziedzinie współpracy krajów unijnych z Rosją i jej dawnymi republikami. Dla uatrakcyjnienia naszych walorów turystycznych zabrakło nam infrastruktury, a przede wszystkim dogodnej komunikacji.

Skutkiem niedorozwoju gospodarczego jest między innymi katastrofa demograficzna, ale ma to też wpływ na naszą sytuację międzynarodową i poziom naszego notowania w stosunkach z innymi krajami, a szczególnie z naszymi wielkimi sąsiadami.

Dla siły państwa i jego powagi niezbędny jest odpowiedni stan prawny państwa. Państwowość budowana na akcie z kwietnia 1997 roku pełniącym bezprawnie rolę konstytucji, jest słaba i wewnętrznie skłócona. Nieodrodnym dzieckiem tego aktu jest cały system prawny funkcjonujący na szkodę Polski, a skutkiem jest powszechny nepotyzm i korupcja.

Do tego dochodzi jeszcze praktyczna bezbronność militarna i policyjna państwa zarówno przed agresją zewnętrzną jak i dywersją wewnętrzną. Jeżeli państwa naprawdę chce się skutecznie bronić musi się do tego celu zaangażować w różnej formie cały naród. Jak dotychczas władze w Polsce nie miały zaufania do narodu i bały się powierzyć jakiekolwiek obowiązki i prawa w tej dziedzinie.

Braki w zakresie polityki edukacyjnej odczuwają przede wszystkim rodzice małych dzieci. A potem i młodzież fatalnie przygotowana do stawienia czoła wyzwaniom współczesnego świata. W tym zakresie istnieje niebotyczna różnica między metodami wychowawczymi z okresu Polski przedwojennej i obecnej, czego sam jestem autentycznym świadkiem.

Zagadnienia opieki społecznej i funkcjonowania służb społecznych ze służbą zdrowia na czele powodują uczucie powszechnej dezaprobaty, a nazbyt często bolesnej krzywdy. Taki stan dyskwalifikuje państwo mieniące się „obywatelskim”.

To wszystko, co pozwoliłem sobie wymienić jest rezultatem koncepcji państwa, jakie nam zafundowano mimo woli narodu. Ta koncepcja jest kontynuacją PRL – tworu zależnego od obcego dyktatu, w obecnej sytuacji dyktat kremlowski został zastąpiony innym, ale nie doszło do całkowitego wyzwolenia. To zadanie jest ciągle przed nami, a jego realizacja będzie zależała wyłącznie od woli narodu i zdolności twórczej jego prawdziwych elit moralnych i intelektualnych.

Andrzej Owsiński • naszeblogi.pl
fot. tosterpandory.pl

Upadek koncepcji państwa obywatelskiego
na przykładzie Polski

przeczytaj

Reklamy

Możliwość komentowania ■■ Rozliczenie z przeszłością ■■ została wyłączona