■■ Ubrał się KODiabeł biało-czerwono i tęczowym ogonem „hołd” pozoruje

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 29 czerwca 2016

Manifestacja KOD w Poznaniu w 60. rocznicę Czerwca ’56

Rocznica tragicznego Czerwca 1956 roku, kiedy w imieniu partii, nazywającej się „robotniczą”, strzelano do robotników, to moment dla zadumy nad losami Polski i Polaków po II wojnie światowej. Tym bardziej tzw. okrągła rocznica, bowiem w tym roku mija 60 lat od tamtych tragicznych wydarzeń, które wpisały Czerwiec’56 do kalendarza „polskich miesięcy”. A zatem zaduma, refleksja, okazja do przypomnienia historycznej prawdy. Ale nie dla wszystkich. Dla niektórych to po prostu okazja do podszywania się pod patriotyzm i demokrację, aby tylko szKODzić polskiemu państwu. I propagować własną nienawiść do prawdy o Polsce kosztem prawdy o polskich tragicznych dziejach.

Przypomnijmy. Polska schyłkowego – dziś tak się twierdzi, a przecież nikt wówczas tak nie myślał – stalinizmu, kiedy Józef Stalin nie żył już od trzech lat, ale skutki jego tyranii trwały w najgorsze, to kraj nędzy, zwłaszcza najniższych proletariackich warstw społeczeństwa. Wbrew idei, którą władza głosiła, czyli dobra tzw. klasy pracującej, robotnicy nie mieli często po prostu co jeść, wykorzystywani oraz dławieni podkutymi butami komunistycznych stupajków. Jeśli jednak przez pierwsze lata instalowania się komunistów w Polsce dochodziło do strajków i protestów, to z czasem ich ilość malała. I nie oznacza to, że radykalnie się sytuacja robotników poprawiła. Po prostu władza miała dość narzędzi, by protesty tłumić w zarodku.

Jednak w 1956 roku doprowadzeni do ostatecznych granic wytrzymałości fizycznej i psychicznej robotnicy poznańskich Zakładów im. Hipolita Cegielskiego, wtedy noszących nazwę Zakładów Imienia Stalina Poznań (stąd skrót ZISPO) wysłali delegację do ministerstwa w Warszawie, z nadzieją, na otrzymanie pomocy. Minister obiecał, że wszystko załatwi i nazajutrz przyjedzie do Poznania. Nazajutrz rzeczywiście przyjechał… i wszystkie obietnice odwołał, motywując to ciężką sytuacją kraju walczącego z imperializmem o socjalizm i przygotowującego się do niesienia w świat komunistycznej rewolucji.

Robotnicy wyszli na ulice miasta wołając o chleb i wolność. Przeciwko nim ludowa władza wysłała tysiące żołnierzy i 360 czołgów. To więcej niż miała armia sowiecka zdobywająca w 1945 r. twierdzę Poznań, czyli Festung Posen. Wtedy miasto i niemieckie umocnienia szturmowało tylko 105 sowieckich czołgów. Ta proporcja wskazuje na prawdziwy stosunek władzy, uznającej się za ludową i robotniczą, do prawdziwych robotników.

Rozmiar tragedii w czerwcu 1956 roku był olbrzymi. Zginęło co najmniej kilkaset osób. Bo determinacja ludzi była tak wielka, że szli na czołgi z gołymi rękami, uzbrojeni w biało czerwone sztandary, wierząc, że zamknięci w stalowych kolosach żołnierze uszanują przecież narodowe barwy i symbole. Nie uszanowali. Wykonywali rozkazy sowieckiego marszałka przebranego w niby-polski mundur, Konstantego Rokossowskiego, który po otrzymaniu od I sekretarza PZPR Edwarda Ochaba pełnomocnictw realizował wizję nakreśloną w słynnym przemówieniu Józefa Cyrankiewicza, a ten mówił, że „każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie”.

Walki trwały do rana 30 czerwca, chociaż komunistyczna propaganda głosiła na cały kraj i świat, że w Poznaniu nic się nie wydarzyło.

Wydarzenia poznańskie z 1956 r. wstrząsnęły podstawami systemu komunistycznego w Polsce. Takich wstrząsów system musiał przejść jeszcze kilka, zresztą o różnym znaczeniu i nasileniu (marzec’68, grudzień’70, czerwiec’76, sierpień’80 i jego skutki w postaci stanu wojennego i dogorywania przez kolejne osiem lat) zanim skonał w czułych objęciach układu z Magdalenki.

I oto, wykorzystując rocznicę tragedii, po sześćdziesięciu latach ulicami Poznania przemaszerował tęczowy tłum zwolenników tamtej Polski. Spadkobiercy komunistycznego reżimu, pogrobowcy jego instalatorów i utrwalaczy, połączeni z wszelkiej maści antypolsko nastawionymi krzykaczami, którzy uważają, że im w Polsce jest gorzej, tym lepiej dla nich, nie mogąc się pogodzić z przywracaniem historycznej prawdy, próbują zakrzyczeć obchody, zawłaszczyć je i zakryć wszystkimi kolorami tęczy.

Szczytem hipokryzji i obłudy są recytowane deklaracje organizatorów tudzież liderów tej hucpy, o toczonej od sześćdziesięciu lat walce o wolność i demokrację. Kto z nich walczył i gdzie, gdy za walkę groziły kary, a zagrożone było życie i zdrowie walczących. Oni i ich przodkowie stali z reguły po przeciwnej stronie barykad, lub siedzieli po drugiej stronie biurka, świecąc przesłuchiwanym w oczy i wybijając rytm pytań bykowcami. Wybijając na biurku, a znacznie częściej na plecach walczących o wolność. Lub w zaciszach gabinetów w rozmaitych komitetach i komendach decydowali, kiedy do walki o wolność i demokrację wysłać kolejne oddziały KBW lub ZOMO. To jakaś epidemia przemiany wilków w owieczki, bo na pewno nawet nie późna ekspiacja za grzechy własne i przodków?

Oczywiście nie brakło w tłumie ludzi omamionych fałszywą propagandą, niegdyś autentycznie zaangażowanych w „Solidarność” i walkę o wolność. Ale jeżeli tam byli, to dlaczego? Dlaczego dzisiaj nadużywają tej wolności i usiłują ją zdemolować? W imię interesów własnych, czy cudzych? Lenin mawiał, że tacy też są potrzebni. Ale nazywał ich brutalnie – „pożytecznymi idiotami”. Niestety, miał rację, choć pożyteczni byli tylko tam, gdzie mogli zaszKODzić rzeczywistej demokracji.

Obowiązkowo trzeba jednak pamiętać, że podstawowa różnica między Czerwcem’56 a czerwcem 2016 roku jest taka, że tam wtedy ludzie demonstrowali przeciwko sowieckiej okupacji i jej polskim służalcom, przeciw złowrogiemu antyludzkiemu systemowi komunistycznemu, o prawo do życia i o godność. A teraz nadużywa się wolności dla demonstrowania nienawiści do własnej ojczyzny i czyni się to wymachując narodowymi polskimi barwami.

Demonstranci wymachują także flagami Unii Europejskiej, na których 12 gwiazd z wieńca Niepokalanie Poczętej przypomina o rugowanej przez nich prawdziwej idei zjednoczonej Europy, jako chrześcijańskiej wspólnoty suwerennych państw i narodów. O korzeniach europejskości, którymi są szacunek dla życia człowieka i jego wolności. Poplątanie z pomieszaniem, jako że odwołują się do symbolu chrześcijańskiej Wspólnoty ci, którzy zamienili czy zamieniają ją w socjalliberalną Unię bez żadnych wartości, poza pieniędzmi dla siebie. Wymachują flagami tęczowymi, tak jakby robotnicy Poznania wyszli na ulice upominać się o prawa do degeneracji i dewiacji. Prawdziwy tęczowy KODiabeł. Bo zło nie jest szare, ale bywa kolorowe. Żeby kusiło i przyciągało.

Zapewne w tym pomieszaniu z poplątaniem symboli wartości i antywartości jest metoda. To metoda ogłupiania społeczeństwa. Być może na jakichś paradach tzw. równości te chwyty byłyby na swoim miejscu. Ale nie z okazji wspomnienia ludzi, którzy za wolność i demokrację oraz niepodległość oddali życie. Przeciwstawiając się degeneracji narodu i antyludzkim ideom. Parada KOD w Poznaniu to nie tylko szKODzenie Polsce, ale także kpina z ofiar Czerwca’56. To już nie tylko hucpa, ale także ordynarne nadużycie.

Oczywiście w wolnej Polsce każdy, nawet głoszący rzeczy niemądre, ma prawo do swoich poglądów. Ale klasyk literatury, choć w lekkiej formie, zawarł w jednym ze swoich dzieł istotne przesłanie: „Znaj proporcjum, mocium panie”. Zatem znajcie proporcję, a przede wszystkim przestańcie szKODzić Polsce.

Józef Brynkus, Michał Siwiec-Cielebon • pressmania.pl
fot. historiaija.blogspot.com

Reklamy

Możliwość komentowania ■■ Ubrał się KODiabeł biało-czerwono i tęczowym ogonem „hołd” pozoruje została wyłączona