■■ Jan Żaryn: Ustawa, która przecina węzły niesprawiedliwości ■■

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ, ■ wywiady by Maciejewski Kazimierz on 15 Lipiec 2016

Z prof. Janem Żarynem, historykiem, wykładowcą Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Rządowy projekt ustawy dezubekizacyjnej zakłada obniżenie wysokości emerytur i rent byłym funkcjonariuszom aparatu bezpieczeństwa PRL. Jak to możliwe, że trzeba było czekać aż 25 lat na coś, co wydawało się oczywiste…?

– Okazuje się, że jednak było to możliwe, ponieważ w Polsce na przestrzeni lat poszczególne władze wręcz angażowały się w relatywizowanie naszej niedawnej przeszłości tzn. PRL-u. Oczywiście nie relatywizowano tej historii tam, gdzie było to szczególnie kompromitujące w przypadku konkretnych zbrodni funkcjonariuszy MSW, natomiast czyniono to tam, gdzie zachodziło prawdopodobieństwo, że ujdzie to bezkarnie. Co więcej często posługiwano się źle rozumianą obroną praw człowieka i obywatela czy praw nabytych. Zasłaniając się tymi przepisami i przy ich pomocy w gruncie rzeczy chroniono przywileje funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Działo się to, pomimo iż w sposób oczywisty, zdroworozsądkowy i etyczny było wiadomo, iż istnieje patologia w III RP, że emerytury byłych działaczy opozycji demokratycznej i niepodległościowej są znacząco niższe niż kominowe emerytury SB-eków. Jako pracownicy, historycy Instytutu Pamięci Narodowej, którzy mieliśmy dostęp do akt, oczywiście zdawaliśmy sobie z tego sprawę, bo w tychże aktach personalnych znajdują się informacje o wysokości uposażeń poszczególnych funkcjonariuszy, a przynajmniej tych, którzy kończyli pracę jeszcze w latach 80., czyli do 1990 r.

Czy ta dysproporcja uposażeń między ubekami a opozycjonistami przez lata nikogo nie raziła?

– Nie ma cienia wątpliwości, że emerytura dla pułkownika SB w wysokości pięciu tysięcy złotych czy nawet więcej, to wcześniej, ale także i dziś to zjawisko urągające ludzkiej sprawiedliwości, nie mówiąc już o emeryturach – wprawdzie rzadszych, ale za to jeszcze wyższych. Teraz – na co wszystko wskazuje – władza PiS bierze miecz i przecina węzły tam, gdzie one wydawały się przez długi czas nie do rozwiązania, gdzie istnieje coś, co można nazwać napięciem między dwoma wartościami. Jest to wybór bardzo oczywisty, bo polega na tym, aby kominy emerytalne zostały zniesione tak, żeby bycie SB-ekiem w III RP nie stanowiło już dłużej przywileju, i to jest fakt niezaprzeczalny.

Nie obawia się Pan, że ten krok może to być odczytany jako zemsta?

– Nie, nie obawiam się. Z pewnością dawni funkcjonariusze SB będą usiłowali przedstawiać się jako poszkodowani czy nękani. Ale to tylko próba zamydlenia oczu. Odebranie nadmiernie wysokich emerytur ludziom zbrodniczego aparatu władzy komunistycznej, którzy niejednokrotnie wykazywali się bestialstwem, to wręcz obowiązek. Nie jest to jednak żadna forma kary czy piętnowania, ale wyraz dziejowej sprawiedliwości. Nikt nie chce nikomu odebrać prawa do godnego życia. Tych ludzi nikt nie skazuje, dopóki się im nie udowodni popełnienia czy udziału w zbrodni. Natomiast nie ma żadnego powodu, żeby byli funkcjonariusze komunistycznego aparatu represji byli beneficjentami Rzeczypospolitej, która jest symbolem odzyskiwania niepodległości przez pokolenia Polaków, niepodległości, przeciwko którym byli ubecy czy SB-ecy występowali.

Wspomniał Pan o wysokości uposażeń byłych ubeków, a jaka może być liczba tych świadczeniobiorców, którzy pobierają bardzo wysokie emerytury i renty?

– Według danych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, teraz dzięki tej ustawie niższe emerytury i renty otrzyma ponad 32 tysiące świadczeniobiorców funkcjonariuszy aparatu komunistycznego terroru w Polsce. Oczywiście ta liczba dawnych funkcjonariuszy z roku na rok się zmniejsza, bo część z tych ludzi odchodzi. Ale chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt, a mianowicie, że w związku z tym, iż przechodzili oni na emerytury w młodym wieku albo w 1990 r. równocześnie przechodzili na etaty w Milicji Obywatelskiej, to wszystko sprawia, że bynajmniej nie jest to pokolenie zstępujące, ale jest to pokolenie, które ma dziś mniej więcej tyle lat, co ja, czyli nie całe 60. Jest to zatem spora grupa polskiego społeczeństwa.

Pan rozmawiał z wieloma dawnymi funkcjonariuszami PRL-u, co popychało ich do wplątywania się w ten mechanizm represji?

– Intencje były różne. Pamiętam jedną taką rozmowę z osobą, z moim równolatkiem. Dowiedziałem się od niego, że wstąpił do SB, dzięki czemu otrzymał mieszkanie, a w związku z tym szybko mógł tam zainstalować swoją rodzinę. Było to we wrześniu 1980 r. A zatem dało mu to i wielu innym poczucie bezpieczeństwa socjalnego. Kiedy dziwiąc się, pytałem go, jak to było możliwe, żeby wstępować do SB po porozumieniach sierpniowych, kiedy cały Naród był w euforii, że oto nadchodzi czas przemian. W odpowiedzi usłyszałem, że przeważyły korzyści materialne, a więc wspomniane mieszkanie, bodajże w Legionowie. To jest oczywiście jednostkowy przykład, ale on pokazuje kondycję etyczną ludzi, którzy decydowali się wstępować w szeregi komunistycznego aparatu represji. Dowodzi też, że dla tych funkcjonariuszy ta służba była świadomym przyjęciem przywilejów w okresie PRL-owskim. Tyle że PRL-u już nie ma.

Skoro naprawia się zaniedbanie i podejmuje się decyzję, aby odebrać uposażenia oprawcom, to może warto pomyśleć także o ich ofiarach, o ludziach, którzy często żyją w biedzie i nie stać ich na leki, nie mówiąc już o zabezpieczeniu innych potrzeb?

– Katom i prześladowcom powinny zostać odebrane nadmiernie wysokie świadczenia emerytalno-rentowe i powinny one trafić do tych, którzy są bohaterami polskiej wolności. Jesteśmy w trakcie nowelizowania zeszłorocznej ustawy o działaczach opozycji antykomunistycznej oraz osobach represjonowanych z powodów politycznych z lat 1956-1989, nad którym prace trwają w Senacie. Jako parlamentarzyści dzięki otwartości także Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych staramy się zbliżyć treść tej ustawy do ustawy kombatanckiej w tej części obejmującej opieką ludzi działających na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego w latach 1944-1956. Z szacunków wynika, że budżet państwa zaoszczędzi na nienależnych wypłatach emerytur i rent byłym SB-ekom ok. 130 milionów złotych rocznie. Te pieniądze powinny trafić do tych, którzy w przeciwieństwie do swoich prześladowców ledwo wiążą koniec z końcem.

Przypomina mi się wypowiedź żony Czesława Kiszczaka, która chciała sprzedać IPN teczki przechowywane przez jej męża, licząc na zapłatę, bo jak twierdziła, trudno jej utrzymać się po śmierci męża. Co mają powiedzieć represjonowani…?

– Ludzie, którzy przez długie lata dzięki partyjnym apanażom w okresie PRL-u, a także później opływali w luksusy i korzystali z dóbr konsumpcyjnych zawsze będą uważali, że każde ześlizgnięcie się z tego pułapu dobrobytu jest traktowane jako zejście do poziomu ubóstwa czy wręcz jako represje. Nie przywiązywałbym do tego większej uwagi, tym bardziej że takie podejście świadczy o daleko posuniętym egoizmie osób, które nie chcą zrozumieć, że nie wszyscy Polacy żyli i żyją na tym samym poziomie. Czas skończyć z hipokryzją i obłudą.

Można zatem powiedzieć, że projekt ustawy obniżający wysokość emerytur i rent byłym funkcjonariuszom aparatu bezpieczeństw to wyraz sprawiedliwości społecznej?

– Ta ustawa to przejaw pewnej dziejowej refleksji, to niejako próba doścignięcia czasu, w którym powinna się odbyć cała procedura zmierzająca do tego, żebyśmy wreszcie mogli żyć w państwie sprawiedliwym, które potrafi nagrodzić zasługi, odpowiedzieć dobrem, a zarazem napiętnować zło. Powinniśmy mieć świadomość, że jest to krok w zdecydowanie dobrym kierunku. I powtórzę jeszcze raz, że nie jest to krok wpisujący się w zemstę czy próbę rewanżu. Nie jest to też próba upokorzenia czy doprowadzenia byłych funkcjonariuszy komunistycznego aparatu represji do niegodnego stanu życia z egzystencjalnego punktu widzenia, ale to przejaw zdrowego państwa, które ma odwagę i obowiązek pozbawić niezasłużonych przywilejów czy może zasłużonych, ale z punktu widzenia PRL-owskiej racji stanu przywilejów, które w niepodległej Polsce powinny objąć akuratnie nie byłych funkcjonariuszy SB, ale ludzi, którzy swoimi czynami i życiem wpisywali się w działania na rzecz niepodległości Polski.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki • naszdziennik.pl
fot. Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Comments Off on ■■ Jan Żaryn: Ustawa, która przecina węzły niesprawiedliwości ■■