■■ Dr Jarosław Szarek: „Polska ma wyjątkową historię. My naprawdę mamy co pokazać”

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 23 Lipiec 2016

Spójrzmy na politykę niemiecką na przestrzeni kilkudziesięciu ostatnich lat. Niezależnie od tego jaka partia rządzi, czy jest to SPD, czy są to chadecy, to interes niemiecki jest dla nich najważniejszy i pracują na niego w wielu płaszczyznach — mówi dr Jarosław Szarek w pierwszym wywiadzie po objęciu funkcji prezesa IPN.

wPolityce.pl: W swoim krótkim przemówieniu przed Sejmem tuż po zaprzysiężeniu wspomniał pan o pracach zespołu poszukiwawczego pod kierownictwem prof. Krzysztofa Szwagrzyka. Mówił pan, że odnalezienie szczątków i zidentyfikowanie choćby rotmistrza Witolda Pileckiego to jedno z najważniejszych zadań. Czy to ma oznaczać, że taka działalność będzie jednym z priorytetów IPN pod pana kierownictwem?

Dr Jarosław Szarek, prezes IPN: Jak najbardziej. Tym bardziej, że to jest ta aktywność, która obudziła w Polsce zainteresowanie historią wśród młodego pokolenia. Żołnierze Wyklęci wyrośli na pewien mit, symbol walki o niepodległość. To jest w ogóle ciekawe zagadnienie, bo przez lata wmawiano nam, że martyrologia i takie polskie „cierpiętnictwo” nie porywa, że nie może zadziałać na młodych ludzi. A to właśnie dla nich stali się punktem odniesienia żołnierze, których los był wyjątkowo tragiczny. Stało się to tak wyraźne, że przeniknęło nawet do popkultury, w sferę sztuki czy nawet mody, koszulki z bohaterami są niezwykle popularne, to widać na ulicach.

Czyli instytut będzie bardziej skupiał się na pokazywaniu pozytywnych momentów z polskiej historii?

Uważam, że Polska ma wyjątkową historię. My naprawdę mamy co pokazać, nie tylko sobie, ale także światu. I nie chodzi mi tylko o dziedzictwo ostatniego wieku, którym zajmuje się IPN, ale także np. o spuściznę I Rzeczpospolitej. Także niesamowity wiek XIX, gdy Polska pozbawiona państwowości, germanizowana, rusyfikowana – a jednak żyła, żyła kulturą. A ludzie przyjeżdżający tutaj stawali się Polakami, bo polskość była dla nich atrakcyjna. Tak samo lata 80., czy nawet 70., gdy język polski był językiem wolności. Dysydenci z sąsiednich krajów uczyli się naszego języka, by czytać polską literaturę.

Dlaczego teraz jest tak, że to nasi sąsiedzi mają sprawną polityką historyczną, a polski przekaz jakoś kuleje?

To wynika z kilku kwestii. Spójrzmy na politykę niemiecką na przestrzeni kilkudziesięciu ostatnich lat. Niezależnie od tego jaka partia rządzi, czy jest to SPD, czy są to chadecy, to interes niemiecki jest dla nich najważniejszy i pracują na niego w wielu płaszczyznach. To jest oczywiście państwo, które ma o wiele większe możliwości niż Polska, ale spójrzmy jak podają swoją historię. Niemcy są odpowiedzialne za wywołanie dwóch wojen światowych i przez lata zrobili dużo, by od tej odpowiedzialności nie uciekać, ale w ostatnich latach zaczyna dominować taki przekaz kreowania się na ofiary tych wojen.

To przekłamania, czy tylko delikatne nagięcia faktów?

Dobrym przykładem jest wielka niemiecka tragedia wysiedleń, opuszczenie przez miliony ludzi swych domów na ziemiach, które dostały się w granice ówczesnej Polski i zamieszkanie w zupełnie innych środowiskach. Nasz los jest podobny, wtedy nam odebrano połowę Rzeczpospolitej, odbyła się gigantyczna emigracja z Kresów Wschodnich. Należy jednak podkreślać, że ta niemiecka kwestia „wysiedlonych” była skutkiem, przez część tych ludzi na pewno niezawinionym, ale w części intencjonalnym poparcia dla narodowego socjalizmu i Hitlera. A to przecież on jest odpowiedzialny za wywołanie wojny. Los Polaków przesiedlonych z Kresów przez lata nie był aż tak przez nas podkreślany, nie powstały filmy, które trafiłyby do masowego odbiorcy. To problem żywy tylko w tych środowiskach. W Niemczech jest to problem głośny i bardzo żywy.

Przejdźmy do dnia dzisiejszego i Pana funkcji. W jakim stanie przejmuje pan Instytut Pamięci Narodowej?

Moja wiedza jest oczywiście oparta w dużej mierze na obserwacjach kogoś, kto pracuje w IPN na szczeblu oddziału regionalnego. O tym, co dzieje się w instytucie zacząłem się także dowiadywać od kolegów z innych oddziałów w momencie, gdy stałem się kandydatem na stanowisko prezesa. Największym problemem, ale także oczywiście wyzwaniem jest według mnie kwestia poukładania relacji międzyludzkich, zażegnania pewnych konfliktów i uspokojenia atmosfery wewnętrznej. Dobiegają mnie głosy, że to, co jest największym potencjałem instytutu, jego pionów merytorycznych, czyli ludzie i ich aktywność gdzieś zostało stłumione i wyhamowane przez urzędniczo – korporacyjne regulacje. W instytucie naukowym, badawczym, na który z drugiej strony nałożona jest pewna misja coś takiego nie powinno mieć miejsca.

Mówi Pan, że sfera naukowa będzie w IPN wiodąca, mam wrażenie, że dokładnie takie było założenie każdego kolejnego prezesa.

To jest oczywiste, tylko ten potencjał trzeba jeszcze bardziej wykorzystać. Myślę, że to uda mi się zrobić. Niezwykle ważne jest także przełożenie kwestii naukowych na edukację. Doskonale wiemy, że powstaje wiele książek, które odkrywają niezwykłe rzeczy, a pozostają tylko w obiegu naukowym, zamkniętym. Ja chcę te rzeczy popularyzować.

To bardzo ambitny cel, ale jak go zrealizować?

Myślę, że to nie jest trudna sprawa. Książki są oczywiście obszerne, zawierają wiedzę, którą nie każdy jest w stanie przyswoić, ale można próbować opowiedzieć tę treść w innej formie, choćby artykułu prasowego. Takie publikacje miałyby popularyzować temat, a chętni większej dawki wiedzy sięgaliby po pozycję źródłową. Przed pięciu laty IPN współpracował z kilkunastoma tytułami prasowymi, we współpracy z nimi ukazywały się dodatki historyczne. Z tego co wiem, to zostało znacznie ograniczone, powrót do tego mógłby być pierwszym krokiem do zaszczepiania historii. Rocznice wybuchu Powstania Warszawskiego, II Wojny Światowej czy wprowadzenia stanu wojennego to są te momenty, gdy zainteresowanie wydarzeniami historycznymi w naturalny sposób się zwiększa. Należy to wykorzystać i instytut musi w tym uczestniczyć.

A jak ma wyglądać współpraca ze szkołami?

To już trwa i chcę to rozwijać. Historycy IPN są autorami tek edukacyjnych i scenariuszy lekcji. Tak, by nauczyciele mogli z tego korzystać i mieli właściwie gotowe zagadnienia do wykorzystania w szkołach.

Wrócę jeszcze na koniec do pańskiego przemówienia w Sejmie. Wspomniał pan „Inkę”, która staje się wzorem dla uczniów i jej słowa, że „zachowała się jak trzeba”. Mówił Pan, że takiej postawy Polsce teraz bardzo potrzeba. Jak to rozumieć? Czy to pańska diagnoza tego, jacy teraz jesteśmy jako Naród?

W pewnej części tak. Ktoś mnie ostatnio zagadnął w kwestii „Solidarności”. Usłyszałem, że zniszczyliśmy, my Polacy, mit „S”, bo zbrukaliśmy autorytety tego czasu. Ja odpowiedziałem, że te autorytety same się zniszczyły. Nie odnosi się to konkretnie tylko do dnia dzisiejszego, tylko do całego ostatniego ćwierćwiecza. Problem polega na tym, że III RP nie budowano na państwotwórczym fundamencie, opartym o wartości. Już w latach 90-tych słyszeliśmy często, że kwestie moralne nie mają znaczenia, że „pierwszy milion trzeba ukraść”. W tym momencie należy przywołać znów fenomen Żołnierzy Wyklętych. Młodzież szukała ideałów i nie znalazła ich w pokoleniu ludzi „Solidarności”. To dramat, bo stało się tak z powodu mniejszości, ale na tyle głośnej i znaczącej później w życiu publiczny która te ideały odrzuciła i poszła na skróty. Pokolenie Wyklętych pokazało wierność ponad wszystko, za swoje ideały zapłaciło życiem. A „zachowania się jak trzeba” potrzeba nam zawsze. Nie tylko nam, naszym następcom także.

Marcin Wikło • wpolityce.pl
fot. Leszek Szymański / PAP

Comments Off on ■■ Dr Jarosław Szarek: „Polska ma wyjątkową historię. My naprawdę mamy co pokazać”