■■ UJAWNIAMY NAZWISKO PROKURATORA ŚCIGAJĄCEGO KSIĘDZA JACKA MIĘDLARA ZA WYGŁOSZONE KAZANIE

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 18 Sierpień 2016

W Polsce część prokuratorów działa podobnie jak w PRL-u. Umarzają sprawy, które trzeba umorzyć i wszczynają śledztwa, które mają być wszczęte. Ich decyzje niewiele mają wspólnego z prawem i logiką. Po prostu ulegają naciskom lub, co gorsze, starają się odgadnąć pragnienia zwierzchników, zamiast ocenić materiał dowodowy. Albo zwyczajnie są niekompetentni.

Na straży poprawności politycznej…

Przyjrzałem się pracy prokurator Justyny Pilarczyk, która od 2012 r. była prokuratorem Prokuratury Rejonowej Wrocław-Stare Miasto. Jej działania lub ich brak były korzystne dla ludzi władzy lub wpływowych wrocławskich kręgów.
Ostatnim „przebojem” prokurator Pilarczyk jest oskarżenie Justyny Helcyk z Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR) o nawoływanie do nienawiści wobec nieokreślonej grupy muzułmanów na tle różnic wyznaniowych i rasowych, czyli o czyn z art. 256 Kodeksu karnego. Skąd te zarzuty? We Wrocławiu odbyła się kilkutysięczna manifestacja „W obronie chrześcijańskiej Europy”, na której przemawiała Helcyk. Mimo że mówiła o powszechnie panujących negatywnych opiniach o muzułmanach, to prokuratura uznała to za publiczne nawoływanie do nienawiści. Nadgorliwość prokurator Pilarczyk?
Helcyk uznaje zarzuty prokuratorskie i akt oskarżenia za absurdalny. Na zwołanej konferencji prasowej zadała publicznie pytania ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze. Helcyk pyta, jakie konkretne wypowiedzi jej przypisywane prokuratura uznaje za przestępstwo. Na razie bowiem prokuratura posługuje się ogólnikami w rodzaju: „odwoływała się do stereotypów”, czy też „szerzyła wrogość do muzułmanów”. Kolejnym istotnym pytaniem było, na jakiej podstawie prokuratura uznaje za przestępstwo publiczne wypowiadanie się przeciwko islamistom (radykalnemu islamowi) i przeciwko sprowadzaniu imigrantów do Polski? Helcyk prosi o wskazanie przepisu prawa karnego materialnego, zakazującego odwoływania się do stereotypów na temat innych grup wyznaniowych lub narodowościowych (tak jak to określono w akcie oskarżenia). Według niej prokuratura chce udowodnić, że posługiwanie się stereotypami i formułowanie negatywnych osądów na temat muzułmanów w Polsce jest przestępstwem. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił już do wrocławskiego sądu, a pierwsza rozprawa prawdopodobnie odbędzie się na przełomie sierpnia i września.

…i wrocławskich elit

Praca prokurator Pilarczyk była krytycznie oceniana już wcześniej. Najpoważniejsze zarzuty pod jej adresem kieruje wrocławska artystka, konserwator sztuki Radosława Stachura. W tle całej sprawy jest wrocławskie środowisko artystyczne i spółka deweloperska. W 2009 r. Stachura poznała malarza Andrzeja J., który później przypisywał sobie autorstwo kilku obrazów, malowanych wspólnie ze Stachurą. Spór ruszył, kiedy Stachura złożyła zawiadomienie do wrocławskiej prokuratury. Sprawa dotyczyła ważnych we Wrocławiu osób. Świadkiem w sprawie miał być sam nabywca obrazów Kazimierz Ś., współwłaściciel wspomnianej spółki developerskiej. Jeden z tych spornych obrazów został nawet przekazany WOŚP Jurka Owsiaka.
Prokurator Pilarczyk, nie chcąc uznać, że pokrzywdzoną jest Stachura, dwukrotnie umarzała sprawę. Zawiadomienia o przestępstwie uznała za bezpodstawne. Stachura skorzystała z prawa wniesienia własnego aktu oskarżenia. Sprawę wygrała, doprowadzając do skazania Andrzeja J. Sąd uznał go winnym przywłaszczenia sobie cudzego dzieła. Stachura odniosła sukces tam, gdzie prokurator Pilarczyk nie chciała dostrzec naruszenia jej praw.
Ale to nie koniec sprawy. Stachura na skutek oszczerczych pomówień zaczęła być nękana śledztwami prowadzonymi przez wrocławskie prokuratury. Między innymi właśnie przez prokurator Pilarczyk. Przeglądając akta i pisma, jakie nam udostępniła malarka, jej sprawa wygląda na modelowy przykład na to, jak za pomocą prokuratury można zastraszyć człowieka i gnębić go latami. Tylko dlatego, że miał śmiałość podważyć skutecznie wiarygodność i wypolerowaną pod publiczkę „świętość” zawodową i środowiskową prokuratora.
Prokurator Pilarczyk otarła się o postępowanie dyscyplinarne w sprawie Stachury. Zaczęły dziać się jednak cuda. Doszło do takich absurdów, że kontrolę działań prokurator Pilarczyk prowadziła sama zainteresowana. Ginęły dokumenty i wnioski składane przez Radosławę Stachurę. Dlaczego ginęły? Pytaliśmy o to prokurator Pilarczyk, jak również o inne kwestie związane z prowadzonymi przez nią śledztwami w sprawie Stachury. Między innymi o to, dlaczego prowadziła dochodzenie wbrew przesłanym dowodom, a także dlaczego nie zabezpieczyła dowodów, mimo wyraźnie wskazanego miejsca, w którym się znajdują.
Doszło do sytuacji, że gdy Stachura wykazywała się nadmierną spostrzegawczością na temat pracy prokurator Pilarczyk, ta odmówiła jej mecenasowi dostępu do akt, a potem tłumaczyła to zaginionym pełnomocnictwem. Na wszystkie pytania do dnia dzisiejszego nie mamy odpowiedzi.
Chcieliśmy także dowiedzieć się, gdzie ginęły inne pisma z całej sprawy, które dziwnym trafem przechodziły przez Prokuraturę Okręgową we Wrocławiu czy nawet delegaturę CBA, jednak w punkcie właściwym śledztwa, czyli na aktach sprawy prowadzonej przez Pilarczyk gdzieś znikały.
Innym zawodowym wyczynem prokurator Pilarczyk, a zarazem dowodem na jej brak skuteczności, jest jej niemożność dojścia do tego, gdzie znajduje się Szymon D., który publicznie znieważył modlących się z Krucjaty Młodych. Szymon D. oddał mocz na osoby, które modliły się pod krzyżem. Sprawę postanowiono zawiesić, a to z reguły jest pierwszy krok do umorzenia.
Pilarczyk prowadziła też sprawę pewnego błędu medycznego, którą umorzyła. Niedawno pokrzywdzona w tej sprawie wygrała przed wrocławskim sądem, także w wątku, gdzie wrocławska prokurator nie widziała przestępstwa.

Ksiądz oskarżony

Innym przykładem nadgorliwego prokuratora jest sprawa z Białegostoku. Informowaliśmy o tym w poprzednim wydaniu „Warszawskiej Gazety” w tekście Chcą skazać księdza za kazanie, w którym opisywaliśmy bulwersujące postępowanie prowadzone przeciwko księdzowi Jackowi Międlarowi. Sprawa dotyczyła kazania, jakie wygłosił w Białymstoku podczas mszy z okazji powstania Obozu Narodowo-Radykalnego. Po 1989 r. nie było przypadku tego typu oskarżeń ze strony żadnego prokuratora. Kiedy skontaktowałem się z białostocką wiceszefową prokuratury Białystok-Południe Anitą Suchorowską, ta nie chciała nam odpowiedzieć na pytanie, który prokurator prowadzi to skandaliczne śledztwo. Suchorowska w rozmowie z nami ukrywała tożsamość prokuratora! O interwencję poprosiliśmy Prokuraturę Krajową. Jeszcze w tym samym dniu zadzwonił do nas prokurator okręgowy z Białegostoku Marek Czeszkiewicz, który nas przeprosił za zachowanie podległej mu prokuratorki. Mamy podobne cele, działamy publicznie, nie rozumiem tego zachowania, najgorzej jest jak ktoś nie pomyśli, a brnie – mówił nam prokurator Czeszkiewicz o zachowaniu Anity Suchorowskiej. Prokurator okręgowy śledczy, który prowadzi sprawę przeciwko ks. Międlarowi to Bartłomiej Horba. To on najprawdopodobniej sporządzi akt oskarżenia przeciwko księdzu. Czy opinia publiczna ma zapamiętać to nazwisko? Tak, bo uważamy, że cała ta sprawa jest odłożoną w czasie polityczną prowokacją wymierzoną w Zbigniewa Ziobrę, o czym także pisaliśmy w poprzednim numerze w tekście Aldony Zaorskiej, która zastanawiała się, czy będzie to polityczny proces i pierwsze skazanie księdza po ’89 roku.

Tekst ukazał się na łamach tygodnika Warszawska Gazeta!
Kupujcie nowe numery oraz inne tygodniki z naszego wydawnictwa!
Wspomagacie w tej sposób niezależne, polskie media!

Paweł Miter • warszawskagazeta.pl
fot. pixabay.com

Comments Off on ■■ UJAWNIAMY NAZWISKO PROKURATORA ŚCIGAJĄCEGO KSIĘDZA JACKA MIĘDLARA ZA WYGŁOSZONE KAZANIE