■■ Niemcy, Turcja, terroryzm

Posted in ■ aktualności, ■ odkłamujemy HISTORIĘ, ■ różne by Maciejewski Kazimierz on 19 sierpnia 2016

Turcja jest dla Berlina strategicznym partnerem w ramach NATO, Niemcy chcą zbliżenia Turcji do UE i będą agitować na rzecz unijnego zniesienia obowiązku wizowego.

W poufnym dokumencie niemiecki wywiad – Federalna Służba Wywiadowcza, BND – stwierdza jednoznacznie, że Turcja jest „centralną platformą działania” dla islamistycznych organizacji terrorystycznych. BND potwierdza, że partia rządząca AKP, jak i sam prezydent Erdogan, konsekwentnie i od dawna wspierają Bractwo Muzułmańskie, Hamas, ISIS, Front Al-Nusra i inne ugrupowania islamistyczne, siejące terror na całym Bliskim Wschodzie, pozwalając im swobodnie działać na terenie Turcji.

Nic nowego – można by rzec. Gdyby nie fakt, że dokument powstał właśnie w niemieckim wywiadzie zagranicznym, w odpowiedzi na zapytanie Lewicy w Bundestagu. Czyli z pominięciem federalnego ministerstwa spraw zagranicznych, jak i samego rządu Angeli Merkel. Od początku wywołanego przez Berlin „kryzysu imigracyjnego” niemiecka kanclerz uprawiała politykę zbliżenia z Ankarą, która z kolei liczyła na szybsze przybliżenie się do UE w zamian za pomoc w opanowaniu napływu imigrantów z Bliskiego Wschodu.

Stanowisko wywiadu zagranicznego ujawniła publiczna niemiecka telewizja ARD. Według BND Turcja od lat wspiera islamskie organizacje terrorystyczne, a sam kraj zwłaszcza od roku 2011 stopniowo przekształca swą politykę wewnętrzną i zewnętrzną na wzór islamistyczny. Ankara przede wszystkim udziela poparcia Bractwu Muzułmańskiemu w Turcji, Hamasowi w Palestynie oraz Państwu Islamskiemu (ISIS) i Frontu Al-Nusra w Syrii. Mimo licznych zarzutów pod adresem Turcji i prezydenta Erdogana, które padały już wcześniej, jest to pierwszy formalny dokument państwowy, określający Turcję jako państwo wspierające terroryzm i wymieniający z nazwiska (a nawet wielkimi literami!) tureckiego prezydenta jako odpowiedzialnego za takie działania.

BND szybko musiała tłumaczyć się ze swojego stanowiska. Wywiad oczywiście nie potwierdził publicznie istnienia dokumentu zakwalifikowanego jako „ściśle poufny”, który przedostał się do niemieckiej telewizji. Stwierdził natomiast, że na skutek „błędu biurowego” opinia powstała bez udziału federalnego ministerstwa spraw zagranicznych, podporządkowanego bezpośrednio kanclerz Angeli Merkel, która zresztą jako kanclerz sama wyznacza główne kierunki niemieckiej polityki zagranicznej (Kanzlerprinzip).

Na samym wstępie 10-strponicowego dokumentu napisano też, że ze względu na interes państwowy opinia ta nie może zostać ogłoszona publicznie. Z jednej strony więc widzimy oczywistą sprzeczność pomiędzy stanowiskiem wywiadu a polityką rządu i kanclerz Merkel. Z drugiej – trudno posądzać Niemcy o to, by faktycznie „przeciek” był dziełem losowego przypadku i wyrazem wewnętrznych rozbieżności zdań. Raczej mamy do czynienia z kontrolowaną i zaplanowaną grą, z taktycznym zagraniem, mającym na celu ostrzeżenie Turcji, by nie przesadzała z współpracą z terrorystami, jeśli w końcu chce sfinalizować trwające już prawie wieczność negocjacje o przystąpieniu do UE.

Najważniejsze jednak: wszystko wskazuje na to, że Niemcy doskonale wiedzą, że igrają z ogniem: dzień później od przecieku do ARD gazeta „Die Welt” podała, że w innym dokumencie pochodzącym już od federalnego MSZ-u mówi się o powiązaniu z Turcją działających w Niemczech organizacji islamsko-islamistycznych (bo jak wiadomo nie da się w tym przypadku oddzielić płaszczyzny religijnej od płaszczyzny politycznej i terrorystycznej), takich jak Wspólnota Islamska Mili Görüs (IGMG) oraz bliska prezydentowi Erdoganowi Unia Europejsko-Tureckich Demokratów (UETD).

Dokument ten potwierdzać ma fakt przenikania z Turcji do Niemiec islamskich terrorystów. Mówi też o tym, że jedna czwarta z 760 działających w Niemczech islamistów lub islamistów, którzy wyjechali z Niemiec na wojnę w Syrii i Iraku, posiadała tureckie obywatelstwo. Z szeregów Zielonych natomiast (także nie po raz pierwszy) padło oskarżenie o logistycznym wsparciu, udzielanym przez Erdogana Państwu Islamskiemu i dżihadystom z Frontu Al-Nusra w Syrii. Zieloni stwierdzili, że układ z Turcją w sprawie kontroli napływu „uchodźców” definitywnie legł w gruzach.

Trudno nie uśmiechnąć się z powodu takiej ironii losu (lub polityki), w której Lewica i Zieloni – na ogół najwięksi zwolennicy „multikulti” i „otwartości” na islamski zalew Europy – żądają zmiany kursu chadecko-lewicowego rządu Angeli Merkel – odpowiedzialnej za cywilizacyjną katastrofę w Niemczech i Europie Zachodniej. Zasadnicze pytanie brzmi teraz: czy cokolwiek zmieni się w polityce niemiecko-tureckiej przyjaźni? I co powiedzieliby na treść dokumentu polscy zwolennicy przyciągania Turcji do Unii Europejskiej i zniesienia obowiązku wizowego dla Turków w całej UE, wywodzący się z szerokiego nurtu post-solidarnościowego?

Najgorszą z możliwych konsekwencji raportu byłby… pomijając krótkotrwałe oburzenie Turcji i mniej lub bardziej pozorowane protesty Ankary – brak jakichkolwiek poważnych konsekwencji po stronie niemieckiej polityki zagranicznej. Póki co stanowisko niemieckiego rządu, kanclerza i MSZ-u jest niezmienione: Turcja jest dla Berlina strategicznym partnerem w ramach NATO, Niemcy chcą zbliżenia Turcji do UE i będą agitować na rzecz unijnego zniesienia obowiązku wizowego. Cały Zachód, począwszy od USA, poprzez Niemcy, a na polskich miłośników euroatlantyzmu kończąc, prędzej dogada się z wspierającą islamistów Turcją, niż przyzna słuszność zwalczającej islamski terroryzm Rosji. Czyli: karkołomna polityka samozagłady trwa w najlepsze.

Michał Soska • mysl-polska.pl

Advertisements

Możliwość komentowania ■■ Niemcy, Turcja, terroryzm została wyłączona