■■ Esbek, którego bał się Wałęsa

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 11 Wrzesień 2016

Historia pułkownika Adama Hodysza dobrze pokazuje patologie w Polsce pod rządami byłego szefa „Solidarności”

O byłym prezydencie RP Lechu Wałęsie znowu zrobiło się głośno. Stało się tak za sprawą „rewelacji” ogłoszonych przez Sławomira Cenckiewicza, autora biografii Wałęsy i członka Kolegium IPN. Kilkanaście dni temu gdański historyk zamieścił na swoim profilu facebookowym wniosek dowodowy Zbigniewa Grzegorowskiego, zaufanego esbeka Wałęsy, później funkcjonariusza UOP i ABW, który miał być zamieszany w proces „zabezpieczania” akt obciążających Lecha Wałęsę współpracą z SB.

Wspomniany dokument, datowany na 28 września 2005 r., miał być przedstawiony na procesie, jaki toczył się w sprawie Grzegorowskiego przed gdańskim Sądem Rejonowym. Grzegorowski napisał w nim o znalezieniu dokumentów dotyczących Wałęsy w mieszkaniu płk. Adama Hodysza w czasie gdy doszło do wybuchu gazu w bloku przy ul. Wojska Polskiego, gdzie zamieszkiwał. Cenckiewicz, opierając się wspomnianym dokumencie, a także na wiedzy, jaką uzyskał z innych źródeł, nie wykluczył, że do wybuchu gazu w bloku, w którym mieszkał Hodysz, mogło dojść z inspiracji UOP, który mógł w ten sposób celowo stworzyć sytuację sprzyjającą przejęciu dokumentów dotyczących Wałęsy, o posiadanie których był podejrzewany właśnie płk Hodysz. W ocenie historyka była to część większej akcji UOP, której celem miało być „zabezpieczenie” wszelkich dokumentów, mogących potwierdzać współpracę Wałęsy z SB. Gen. Gromosław Czempiński, ówczesny szef UOP, indagowany pytaniami na ten temat, przekonywał, że UOP nie dopuścił się w tej sprawie żadnego przestępstwa i nie ma nic wspólnego z wybuchem gazu. Z kolei sam płk Hodysz, który od kilkunastu lat jest na emeryturze, nie chciał komentować rewelacji ujawnionych przez Cenckiewicza.

Cala sprawa rzuciła nowe światło na to, co działo się w Polsce, gdy jej prezydentem był Lech Wałęsa. Powstało zasadnicze pytanie, czy rzeczywiście były prezydent nie zawahał się w kryminalny sposób posłużyć się UOP-em tylko po to, aby opinia publiczna w Polsce nie poznała prawdy na temat jego faktycznych relacji z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa. Cała sprawa ma ogromny ciężar gatunkowy. W wybuchu zginęły bowiem 22 osoby.

W służbie przeciw SB

Adam Hodysz to postać z niezwykle skomplikowaną, jak na oficera komunistycznej SB, karierą. Do pracy w SB Hodysz trafił w 1964 r., zostając funkcjonariuszem pionu kontrwywiadu. Kilka lat później został przeniesiony do pracy w pionie śledczym. Gdy w końcu lat 70. na Wybrzeżu zaczęły się tworzyć Wolne Związki Zawodowe (WZZ), Hodysz nawiązał kontakty z ich działaczami i przekazywał im informacje na temat działań SB wobec środowiska gdańskiej opozycji. Osobą, za pośrednictwem której tego dokonywał, był m.in. Aleksander Hall – późniejszy minister w rządzie premiera Tadeusza Mazowieckiego i poseł na Sejm. Dzięki dostarczanym przez Hodysza informacjom, gdańscy opozycjoniści mogli zidentyfikować w swoich szeregach wielu agentów SB. Wśród nich był Edwin Myszk – jeden ze współzałożycieli WZZ. Hodysz przekazał również ostrzeżenie, że SB wprowadziła w grudniu 1981 r. stan podwyższonej gotowości, sugerując działaczom Solidarności, aby nie nocowali w domu. Swoją współpracę z opozycją kontynuował również po wprowadzeniu stanu wojennego i zdelegalizowaniu Solidarności. Niewiele brakowało, aby przełożeni nigdy nie dowiedzieli się o jego współpracy z gdańską opozycją. Gdy w marcu 1984 r. postanowił odejść z SB, ta już od kilku miesięcy śledziła jego kontakty z opozycjonistami. Kilka miesięcy później, w październiku 1984 r., został aresztowany i zaczęło się wobec niego śledztwo. Hodysz jednak nie przyznawał się do zarzucanych mu czynów i nie chciał składać zeznań. Po jakimś czasie został przewieziony z aresztu w Gdańska do aresztu śledczego w Warszawie, gdzie ulokowano go w jednej celi z kpt. Grzegorzem Piotrowskim – esbekiem, który 19 października 1984 r. dokonał porwania ks. Jerzego Popiełuszki – kapelana Solidarności, brutalnie zamordowanego kilka dni później. Ostatecznie Sąd Najwyższy w marcu 1986 r. skazał Hodysza na sześć lat więzienia. Wyszedł z niego w grudniu 1988 r., ale wtedy sytuacja w Polsce była już zupełnie inna. Pomiędzy władzami PRL a solidarnościową opozycją trwały już negocjacje i wszystko zmierzało do zawarcia politycznego kompromisu. Po 1989 r. Hodysz trafił do UOP, gdzie został szefem gdańskiej delegatury. Stało się tak dzięki namowom i wsparciu ludzi gdańskiej opozycji. Początek lat 90. był w Polsce czasem politycznych sporów i konfliktów, których przedmiotem była także sprawa rozliczenia komunistycznej przeszłości. Do zasadniczej batalii w tym zakresie doszło, gdy premierem został Jan Olszewski – znany mecenas i obrońca wielu opozycjonistów w licznych procesach, jakie miały miejsce w czasach PRL-u. W czerwcu 1989 r. ówczesny szef MSW Antoni Macierewicz, wykonując uchwałę lustracyjną Sejmu, zwrócił się wówczas do wszystkich delegatur terenowych UOP o wydanie akt dotyczących lustrowanych osób. W gdańskiej delegaturze UOP pojawili się wówczas wysłannicy ministra, aby przejąć akta dotyczące tajnego współpracownika komunistycznej SB o pseudonimie „Bolek”, pod którym krył się ówczesny prezydent Lech Wałęsa. Akta te trafiły do ministra Macierewicza, który na ich podstawie umieścił nazwisko Wałęsy na liście tajnych współpracowników SB. Listę tę następnie otrzymali posłowie. Stało się to przyczyną politycznej burzy, w wyniku której odwołano rząd Jana Olszewskiego i zastopowano lustrację w Polsce na wiele lat. Po tym fakcie UOP na polecenie Wałęsy podjął zakrojoną na dużą skalę akcję, której celem było odnalezienie wszystkich akt, mających wskazywać na współpracę Lecha Wałęsy z komunistyczną SB. Akt tych szukano nie tylko w UOP, ale także w domach byłych esbeków, którzy mieli wejść w ich posiadanie, zanim jeszcze odeszli ze służby. Jednym z podejrzanych był właśnie płk Hodysz, który na zlecenie ówczesnego szefa UOP został objęty działaniami monitorującymi. Hodysz wiedział o tym, że tak naprawdę Wałęsa żąda jego głowy za wydanie Macierewiczowi akt TW „Bolka” i że jego odwołanie ze stanowiska szefa gdańskiej delegatury UOP jest tylko kwestią czasu. Niepokoiło go również to, że UOP coraz bardziej przypomina SB, zajmując się inwigilacją opozycji, skupionej wokół liderów ugrupowań, które współtworzyły kilka miesięcy wcześniej rząd Jana Olszewskiego. To budziło nawet jeszcze większy jego niepokój, niż sprawa akt TW „Bolek”. Postanowił działać, znowu zostać takim Wallenrodem wewnątrz służb. Latem 1993 r. Hodysz namówił szefów trzech delegatur UOP do podjęcia działań przeciwko polityce Wałęsy i jego ludzi w UOP. 28 sierpnia 1993 podczas narady szefów delegatur w Ośrodku Doskonalenia Kadr UOP w Łodzi odbyło się tajne spotkanie, w którym obok Hodysza udział wzięło kilku szefów delegatur. Podjęto na nim decyzję o stworzeniu tzw. struktur poziomych w urzędzie, które miały mieć formę głęboko zakonspirowanej organizacji. Wszystko po to, aby zastopować plan Wałęsy uczynienia z UOP narzędzia do walki ze swoimi politycznymi przeciwnikami. Jednak tamto spotkanie zostało zarejestrowane przez speców z pionu techniki UOP i materiały te natychmiast trafiły do rąk gen. Czempińskiego, który zaniósł je Lechowi Wałęsie. Ten zlecił Czempińskiemu jak najszybsze pozbycie się Hodysza i objęcie go działaniami inwigilacyjnymi. Wałęsa obawiał się, że Hodysz ma w swoim domu kopie akt SB, w tym także te, które dotyczą jego osoby. 3 września 1993 r. w Gdańsku pojawił się gen. Czempiński, wręczając dymisję Hodyszowi i biorąc udział w przejęciu dokumentów z jego szaf pancernych. Jednak nie znaleziono w nich żadnych akt, które dotyczyłyby TW „Bolka”. Dla Czempińskiego było jasne, że Hodysz przechowuje je w domu. Akcja tajnego przeszukania mieszkania zwolnionego ze służby pułkownika nie powiodła się. Przez wiele miesięcy UOP szukał pretekstu, aby oficjalnie dokonać przeszukania mieszkania Hodysza. Na początku 1994 r. Wałęsa coraz bardziej naciskał na Czempińskiego, dopytując się ciągle za pośrednictwem Mieczysława Wachowskiego o efekty działań UOP w tej sprawie. Te jednak nie satysfakcjonowały Wałęsy. Eksplozja gazu w bloku przy ul. Wojska Polskiego w Gdańsku, do jakiej doszło w dniu 17 kwietnia 1995 r., była wymarzoną do tego chwilą. Wałęsa mógł wreszcie pozbyć się swoich obaw i osobiście zlecił dokonanie przeszukania mieszkania Hodysza. To był ostatni moment, albowiem kampania wyborcza już się zaczęła i Wałęsa chciał ponownie zostać prezydentem. Ale tak się nie stało. Przegrał z komunistycznym aparatczykiem Aleksandrem Kwaśniewskim, który został nowym prezydentem Polski.

Prawdziwa historia III RP

Twórcy III RP zakłamali historię. Zastąpili prawdę mitami i fałszywymi bohaterami. Musi upłynąć wiele czasu, zanim poznamy jej prawdziwą wersję. Historia płk. Adama Hodysza na pewno jest jedną z tych, które w sposób istotny będą ją uzupełniały. Opowiada ona o tym, że pierwszy prezydent demokratycznej Polski i legenda Solidarności w rzeczywistości był człowiekiem o dyktatorskich zapędach, który w czasie swoich rządów usiłował stworzyć z UOP narzędzie do utrzymywania władzy za wszelką cenę. Warto poznać prawdziwą historię III RP. Bez niej nie będziemy bowiem w stanie zrozumieć polskiej rzeczywistości i wielu jej problemów.

Tekst ukazał się na łamach tygodnika Warszawska Gazeta!

Leszek Pietrzak • warszawskagazeta.pl
historyk, publicysta, w latach 1990–2000 był funkcjonariuszem UOP

fot. youtube

Advertisements

Comments Off on ■■ Esbek, którego bał się Wałęsa