■■ Mija rok i PiS musi wreszcie przejść do konkretnego działania

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 26 Październik 2016

Dość upajania się zwycięstwem!

Słaby to dowódca, który po wygraniu walnej bitwy rozpuszcza wojsko do domów, widząc, że wróg co prawda rozbity, ale jego luźne watahy grasują na terenie całego kraju. Od ubiegłego roku upajamy się podwójnym wyborczym zwycięstwem i kpimy sobie z bardziej lub mniej licznych protestów, marszów i manifestacji opozycji.

Problem w tym, że one cały czas trwają i bardzo źle wpływają na morale zwycięskiej armii. Co przez okna swoich domów widzą rozpuszczeni do cywila zwycięscy żołnierze? Oni nieustannie obserwują maszerującego wroga i zastanawiają się, czy naprawdę zwyciężyli? Pytają na razie tylko samych siebie, dlaczego nikt jeszcze nie ogłasza mobilizacji?

Kiedy na Węgrzech Viktor Orbán i jego Fidesz odsunęli od władzy złodziejską klikę Ferenca Gyurcsanya, od razu rozpoczęto wielką reformę kraju. Reformę rzeczywistą, a nie propagandową. Przez opozycję i Brukselę Orbán oskarżany był o wszystko co możliwe, począwszy od nacjonalizmu i niszczenia demokracji, po zamach na wolność słowa, autorytaryzm i gospodarczy protekcjonizm. Oczywiście nie obyło się bez protestów, marszów i manifestacji tak zwanych obrońców demokracji, wspieranych przez pochodzącego z Węgier żydowskiego geszefciarza Sorosa. Tu jednak w porównaniu z naszą dzisiejszą sytuacją dowódca Orbán zachował się jak prawdziwy i mądry wódz. On nie odesłał wojska do domów i nie rozpuścił koni na popas. On na każdy miniwiecyk opozycji odpowiadał wielkim wiecem swoich patriotycznych zwolenników. Nic tak nie deprymuje wroga, jak widok jego własnej małości i słabości na tle wspierającego zmiany i popierającego władzę narodu.

Aby wyrazić swoje dzisiejsze obawy, przypomnę Czytelnikowi ku przestrodze swoje własne gorzkie refleksje sprzed ośmiu lat, kiedy to PiS utracił władzę na rzecz koalicji PO–PSL. Pisałem wtedy: Przez dwa lata Polska i cała światła Europa cierpiały z powodu upadku obyczajów oraz panującego w kraju nad Wisłą języka nienawiści i chamstwa, jakie na scenę polityczną rzekomo wprowadziły znienawidzone pisowskie rządy. Cierpiały wrażliwe dusze dziennikarzy od „Gazety Wyborczej” po TVN. Trząsł się ze zgorszenia Władysław Bartoszewski, a arcybiskupi Gocłowski i Życiński od rana do wieczora pozostawali w blokach startowych, gotowi w każdej chwili ruszyć przed kamery i wyrazić swój niepokój związany z upadkiem demokracji. Ci nastawieni jeszcze bardziej patriotycznie ruszali do Niemiec, Francji, Hiszpanii, by nagłaśniać dziejący się w Polsce dramat i zapobiec rodzącej się dyktaturze. W auli Uniwersytetu Warszawskiego zaprotestowała cała plejada intelektualistów, od Hołdysa i Wałęsy po Kwaśniewskiego, Olechowskiego i Wajdę. Olbrychski z Kondratem ruszyli do boju, Ewelina Flinta koncertowała w „białym miasteczku”, do którego Najsztub dowoził rosół. Teren przed siedzibą „dyktatora” Kaczyńskiego stał się w tamtych dniach polskim placem Niebiańskiego Spokoju, gdzie „krwawa junta” rozprawiała się z bezbronnymi pielęgniarkami. W końcu, po dwóch latach „elity” odetchnęły z ulgą, a wraz z nimi „młodzi i dobrze wykształceni z dużych miast”. Reszta prymitywnego plebsu, co to według Michnika oraz jego autorytetów nie ma szkół, obycia i za grosz inteligencji, przeciera dziś ze zdumieniem oczy. To tak ma wyglądać ta normalność? Dlaczego nikt się nie oburza na wszechobecne chamstwo? Gdzie się podziali ci wszyscy intelektualiści i wrażliwcy? Niedawni nosiciele standardów etycznych lżą głowę państwa, a na ich czele stoi król Żołądkowej, wyjątkowo perfidna szuja i cham Palikot. Wtóruje mu pierwszy elektryk RP, a wicemarszałek sejmu Niesiołowski staje się bożyszczem mediów, gotowym w każdej chwili opluć kogo trzeba. To mają być te standardy, miłość i zaufanie, które obiecano przywrócić? Nie, dziękuję. Ja wysiadam. Wolę dołączyć do tych rzekomo słabo wykształconych, już niemłodych, z małych miasteczek i wsi. Tam prędzej odnajdę moją Polskę i ucieknę od chamstwa, zakłamania, obłudy i „niekwestionowanych autorytetów”, które zawsze, kiedy utrudniany jest im dostęp do koryta, wydają dziki kwik niczym wygłodzone świnie. To chóralne kwiczenie wydobywające się z setek wygłodniałych ryjów nigdy nie mówi o ich ogromnym, nienasyconym apetycie i pogoni za wielkim żarciem. Oni zawsze kwiczą o zagrożeniach dla demokracji.

Jak widzimy, nie tylko metody odsuwania prawicy od władzy są te same, ale i ludzie do tego najęci pozostali niemal w komplecie. No, może z wyjątkiem kilku już zmarłych. Nie ma nic gorszego niż powtarzanie starych błędów. Niektórzy politycy PiS-u zapomnieli, że graniem na fujarce smętnych melodyjek nie zahipnotyzują sorosowo-michnikowej jadowitej kobry. Bez mobilizacji społeczeństwa i demonstracji jego siły poparcia sytuacja może się powtórzyć i nie pomoże tu żaden program „500+”, czy „Mieszkanie+”. Po wygraniu ligi nie rozwiązuje się klubu kibica. Partia polityczna cały czas powinna zabiegać o aktywność swoich zwolenników. Armia bez ciągłych ćwiczeń i udziału w manewrach kapcanieje. Orbán wiedział, że nieustannie trzeba mobilizować społeczeństwo i od czasu do czasu pokazywać wrogowi, z jaką wielką siłą ma on do czynienia.

Panowie politycy z Prawa i Sprawiedliwości, jeżeli wam się wydaje, że Polaków zaczniecie skrzykiwać dopiero przed kolejnymi wyborami, to przegracie z kretesem i już nigdy nie powrócicie do władzy. Jeżeli nie poprawicie polityki wizerunkowej, to na zawsze zepchnięci zostaniecie do defensywy. To nie jest czas na rzeczników rządu typu Bochenek i grzecznościowe wizyty w TVN i Polsacie. Wydaje wam się, że macie dużo czasu przed sobą i że można sobie spokojnie pójść teraz w dyrektory, ministry i prezesury. Sądzicie, że nadszedł wreszcie czas zapełniania gabinetów, a nie ulic własnymi zwolennikami? Ja zaś twierdzę, że już czas ponownie się policzyć, zorganizować i zademonstrować własną siłę. Czas mija nieubłaganie i pamiętajcie, że inaczej biegnie on dzisiejszym pisowskim dygnitarzom, a inaczej nam, waszym wyborcom. Nawet to, ile trwa jedna minuta zależy w dużej mierze od tego, po której stronie drzwi od toalety stoimy. Coś mi się wydaje, że to nam, Polakom, bardziej się dzisiaj spieszy do wolnej Polski niż wam.

Skruszon szalenie o przebaczenie pokornie proszę,
że troszkę pieprzna będzie balladka, którą wygłoszę,
lecz mam nadzieję, że choć się w słowie tutaj nie pieszczę,
to wybaczycie mi to, panowie, raz jeden jeszcze.
A więc: faceci wokół się snują co są już tacy,
że czego dotkną, zaraz zepsują. W domu czy w pracy
gapią się w sufit, wodzą po gzymsie wzrokiem niemiłym.
Na niskich czołach maluje im się straszny wysiłek,
bo jedna myśl im chodzi po głowie, którą tak streszczę:
„Co by tu jeszcze spieprzyć, panowie? Co by tu jeszcze?”

Wojciech Młynarski, Co by tu jeszcze?

Mirosław Kokoszkiewicz • warszawskagazeta.pl
fot. pis.org

Comments Off on ■■ Mija rok i PiS musi wreszcie przejść do konkretnego działania