■■ CIEŃ TAJNYCH SŁUŻB ■

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 12 grudnia 2016

Wielu ludzi zastanawia się dlaczego rząd PiS-u ma takie kłopoty, a nawet trudności z egzekwowaniem praworządności, także z ustaleniem różnych defraudacji, a dowodem na to jest ostatnio paraliż pracy komisji śledczej w/s afery Amber Gold. Wszystko idzie jak po grudzie, a prokuratorzy – zasłaniający się rzekomym brakiem pamięci – postępują zupełnie jak członkowie mafii. Słusznie też zostali zdegradowani, bo jeśli cierpią na amnezję, to nie nadają się do wykonywania zawodu.

Niejednokrotnie na blogach i w pismach niezależnych (tępi je Hajdarowicz od pamiętnego rozbicia „Rzeczpospolitej”) pojawiały się analizy dotyczące skorumpowanych środowisk prawniczych – sędziów, prokuratorów, a nawet adwokatów. O dziwo, ci ostatni na wyselekcjonowanym zebraniu w Krakowie zgotowali niedawno owację … Rzeplińskiemu, choć nikt rozsądny nie ma wątpliwości, że prezes TK jest stójkowym praworządności i notorycznie łamie konstytucję. Tzw. III RP toczy ostra choroba, a jest nią mieszanina bezprawia, korupcji, panoszenia się interesów korporacji, przestępczych gangów i tajnych służb. Jednocześnie owe zgniłe układy zarażały polityczne elity, a często rządy oraz kancelarie takich prezydentów jak Wałęsa, Kwaśniewski czy Komorowski, którzy w istocie byli jakby „post-sowieckimi administratorami PRL-bis”, bo nie utożsamiali się z tradycją Tysiącletniej Polski. A w latach 90-tych mafia pruszkowska była niepodzielnym hegemonem świata przestępczego, a nawet utrzymywała świetne stosunki z rządem SLD, nie tylko podczas grillowania w państwowym ośrodku wczasów na Mazurach.

Czytając rewelacyjną książkę Doroty Kani „Cień tajnych służb” (Kraków, Wyd. M, 2013) znajdujemy scenariusze najgłośniejszych zabójstw i „samobójstw”, popełnionych w tzw. III RP, a zarazem odkrywamy tło wielopiętrowych afer i kontrabandy powiązanych z wysokimi osobistościami świata polityki. I tak, np. działalność SLD-owskiej ekipy Leszka Millera była finansowana z przemytu narkotyków. Czytamy tam, że uczestnikami tego nielegalnego handlu byli Leszek Miller, Mazur, Skotarczak i gangster Ricardo Fanchini, czyli Marian Kozina (skazany później, w r.2009, na 10 lat więzienia, przepadek 30 milionów dolarów oraz 40 nieruchomości!). Wcześniej gangster był ścigany przez prokuratury jedenastu krajów. Według szacunków nowojorskich śledczych oraz agentów DEA Fanchini, razem z rosyjskimi wspólnikami, zarobili na narkobiznesie około 300 milionów dolarów. (str.49).

Kariera Ireneusza Sekuły także dostarcza wielu przykładów gigantycznej korupcji, był on zresztą jeszcze w PRL-u prezesem ZUS-u w „reformatorskim” rządzie Zbigniewa Messnera, ministrem pracy w rządzie Rakowskiego, potem protegował go Kwaśniewski. Po r.1989 Sekuła został prezesem Głównego Urzędu Ceł. Z pewnością był też jednym z głównym rozsadników wirusa korupcji, przeniesionej z PRL-u do tzw. III RP. Sekuła przyjaźnił się z Kiszczakiem, brał udział w okrągłym stole po stronie PZPR-u, który potem likwidował zakładając SdPR, ostatecznie przekształconą w SLD. W r.1990 był w USA z misją zakupienia na Florydzie 400 działek budowlanych dla najważniejszych ludzi lewicy. Skąd miał na to fundusze ? Czy kosztem Polaków byli komuniści zamierzali urządzić się za Atlantykiem i budować osiedle pogodnej jesieni ? Transakcja ta nie doszła do skutku. Być może emigranci z Kuby nie chcieli mieć na Florydzie sąsiadów z byłej PZPR. A jak czytamy dalej w dobrze udokumentowanej książce Doroty Kani po powrocie z USA Sekuła spłacał dług, który zaciągnął u Mieczysława Wilczka, ministra przemysłu w rządzie Rakowskiego. Pieniądze te – miliard starych złotych – wpłacił do Banku Leonard, który należał do Leonarda Praśniewskiego. Potem Praśniewski przekształcił go w Bank Powierniczo-Gwarancyjny, którego współwłaścicielem został dobry znajomy Sekuły, Siergiej Gawriłow, rosyjski biznesmen, który w rzeczywistości był agentem rosyjskiego wywiadu wojskowego ( GRU). Gawriłow w połowie lat 90-tych został wydalony z Polski jako persona non grata. Ireneusz Sekuła przyjaźnił się też z Aleksandrem Gawronikiem, byłym funkcjonariuszem SB. Sekuła wydając zgodę na oficjalny handel obcą walutą przeprowadził „rewolucję kantorową”. Do UOP zaczęły napływać sygnały, że Gawronik otworzył sieć kantorów na granicy zachodniej w ciągu jednej nocy, wiedząc od kogoś z rządu o korzystnym kursie dolara. Gawronik zbił na „kantorowym” interesie fortunę. UOP badał jego powiązania z Sekułą, ale sprawa nigdy nie trafiła do prokuratury (str.58/9 ).

Przykładów można dać więcej, ale już widać jak na dłoni, że tzw. III RP ( trudno nazwać ją polskim państwem, raczej post-sowiecką republiką ) jest przeżarta korupcją, agenturą różnej maści ( w tym ex-sowiecką) – któż nie zna historii Ałganowa i Kwaśniewskiego z Oleksym? . Przeżarty korupcją jest również wymiar „sprawiedliwości”, tak dalece, że nie jest w stanie spełniać swoich podstawowych funkcji. Ukazują to nowe wydarzenia z frontu walki z przestępczością jak daremne próby rozliczania aferzystów czy pobłażliwość sądu wobec Piniora, pomimo obciążającego go dossier w prokuraturze. Sądowa mafia broniąc przestępców chce skompromitować rząd PiS-u,to wojna układu z oczyszczaniem państwa.

A książka Doroty Kani ma tę wielką zaletę, że ukazuje nie tylko śledztwa dotyczące tajemniczych zabójstw i niewyjaśnionych „samobójstw”, ale odsłania kulisy tych zbrodni, które z kolei świadczą o zupełnym zepsuciu organów wymiaru sprawiedliwości. Ich korupcja jest niemal totalna, bo ich kadry pochodzą jeszcze z czasów państwa totalitarnego, a nabór nowych dokonuje się na zasadzie dookoptacji, a ta polega na przyjmowaniu do pracy w sądach lub prokuraturze ludzi akceptujących stary profil polityczny. A zatem faworyzuje się tych, którzy poparli grubą kreskę i to wszystko, co z tego wynika. A dawny układ bywa bezlitosny. Likwiduje się też ludzi, którzy wiedzą zbyt wiele jak np. szyfranta Stefana Zielonkę albo Grzegorza Michniewicza, dyrektora kancelarii Tuska, przez którego ręce przepływały poufne dokumenty państwowe, a znaleziono go powieszonego 22 grudnia 2009 r., choć wybierał się na święta do rodziny. Miał też plany podróży na Grenlandię i do Toskanii. Michniewicz nie był typem samobójcy jak utrzymuje rodzina i przyjaciele. Jego śmierć jest wielką zagadką, a zeznania Tomasza Arabskiego, który widział się z Michniewiczem kilka godzin przed tragedią, nie rozwikłały tajemnicy.

Dorota Kania (absolwentka wydziału filozofii Akademii Teologii Katolickiej – dziś Uniwersytet im.Kardynała Stefana Wyszyńskiego) związana jest ze Strefą Wolnego Słowa, a jest też współautorką ważnych opracowań o resortowych dzieciach. W omawianej tu książce przedstawia ponadto zabójstwo Alicji i Piotra Jaroszewiczów, Marka Papały czy „samobójstwo” Sekuły. Także egzekucję ministra sportu Jacka Dębskiego oraz koniec gangstera Jeremiasza Barańskiego w wiedeńskim więzieniu, a pikanterii dodaje fakt, że obaj panowie byli kuzynami. O śmierci Marka Karpa, dyrektora Ośrodka Studiów Wschodnich, pisze, że był to wypadek na zlecenie. Ośrodek prowadzony przez Karpa był solą w oku rosyjskich i białoruskich służb specjalnych. Sensacyjny jest też rozdział o porwaniu i zabójstwie Krzysztofa Olewnika, syna potentata branży mięsnej i VIP-a z najwyższych „sfer”, który polował nawet z Bronisławem Komorowskim. Nie brakuje też rozdziałów o Andrzeju Lepperze i gen. Petelickim, w których samobójstwa nikt nie uwierzył.

Jest i rozdział o tajemniczym zgonie płk. Leszka Tobiasza, jedynym świadku oskarżenia w sprawie rzekomej korupcji przy weryfikacji żołnierzy WSI. Tobiasz był też jednym z głównych bohaterów „afery marszałkowej” Komorowskiego, a cała historia – jak pisze Autorka – nadaje się na scenariusz szpiegowskiego filmu. Książkę zamyka „Śmierć w cieniu Smoleńska”, a wśród zamordowanych po „katastrofie” Autorka wymienia szereg osób, których wiedza i wypowiedzi kłóciły się z oficjalną hipotezą upadku Tupolewa. Wśród nich byli eksperci lotnictwa jak dr. Eugeniusz Wróbel i Krzysztof Zalewski ( podważał ustalenia raportu Millera i raportu MAK-u) czy zawodowy pilot Dariusz Szpineta, który wbrew rządowej wersji dowodził, że lot Tupolewa był lotem wojskowym. Operator Krzysztof Knyż, który sfilmował podchodzenie samolotu do lądowania, zmarł w Moskwie. Zginął też chorąży Remigiusz Muś, technik pokładowy z Jaka-40 i jeden z ważnych świadków „katastrofy”, gdyż jego zeznania odbiegały od oficjalnej wersji zdarzeń, podanej przez Rosjan w stenogramach. Niewątpliwie komuś bardzo zależało, by prawda nigdy nie wyszła na jaw – ale wyszła i przebija się coraz szerzej do świadomości ludzi. I zwycięży, tak jak kiedyś ukrywana prawda katyńska.

Marek Baterowicz • naszeblogi.pl

Advertisements

Możliwość komentowania ■■ CIEŃ TAJNYCH SŁUŻB ■ została wyłączona