■■ Jan Olszewski: „Wyraźnie widać, że opozycja zdała sobie sprawę z rozmiaru własnej klęski …

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ, ■ wywiady by Maciejewski Kazimierz on 18 Grudzień 2016

… Determinacja pewnych środowisk będzie narastała”

W tej chwili jedyną poważną nadzieją tych, którzy są zainteresowani zmianą sytuacji w Polsce i powrotu do dawnego układu, są przede wszystkim czynniki wiązane z zagranicą. Ten wasalny stosunek do instytucji międzynarodowych to nic nowego. Oni coraz bardziej zdają sobie sprawę, że ze względu na słabość ich pozycji i słabnącą pozycję w Polsce, jest to dla nich jedyna nadzieja. Od początku głoszą hasło: załatwi tę sprawę ulica albo zagranica. Widać, że możliwości na ulicy są coraz słabsze. Pozostaje tylko zagranica

— mówi w rozmowie z portalem Polityce.pl Jan Olszewski, premier Rzeczypospolitej w latach 1991-1992.

Panie premierze, doszło wczoraj w Sejmie do bardzo niepokojących wydarzeń. Wielogodzinna okupacja mównicy sejmowej przez posłów PO i Nowoczesnej, agresywna manifestacja KOD przed sejmem, blokada wyjazdu polityków PiS z Sejmu. Jak ocenia pan te wydarzenia? Prawo i Sprawiedliwość mówi jasno, że to nowa wersja „nocnej zmiany”.

Jan Olszewski: Ugrupowanie, które było przyzwyczajone do tego, że traktuje kraj jako swoją własność, odczuwa teraz swoją katastrofę: zostało odsunięte od władzy.

Widać, że frustracja związana z tą stratą narasta. Angażowane są coraz to nowy siły. Wygląda to niebezpiecznie?

Oczywiście, że to jest zawsze niebezpieczne. A zwłaszcza niebezpieczne jest w sytuacji pogarszającej się ogólnej koniunktury, z której Polska korzystała przez prawie ćwierć wieku. Od pewnego czasu dokonuje się pewien zwrot ogólnej sytuacji. Zwłaszcza z tego punktu widzenia, tej zmieniającej się koniunktury światowej, jest dosyć niebezpieczna, ale to już zupełnie inny wymiar.

Opozycja twierdzi, że przyczyną protestu jest reorganizacja pracy mediów w Sejmie. Jednak akurat wczoraj Sejm głosował ustawę dezubeizacyjną, która od tygodni jest przedmiotem wielu protestów. Myśli pan, że to ona była bezpośrednią przyczyną tego konfliktu?

Na pewno miała bardzo istotny wpływ, bo to pierwszy od wielu lat bardzo stanowczy i zdecydowany gest. To na pewno nie tylko w środowisku samych zainteresowanych – a to jest bardzo mocne środowisko, jeśli chodzi o jego wpływy – ale także w takim ogólniejszym sensie było systemem alarmowym dla wszystkich przeciwników, bo dowodzi pewnej determinacji po stronie ludzi kierujących państwem.

Widzi pan jakieś podobieństwa pomiędzy „nocną zmianą” w 1992 roku, a obecną sytuacją? W ostateczności chodziło o podobne sprawy, choć oczywiście na zupełnie inną skalę.

To była inna skala i zupełnie inna sytuacja. Można powiedzieć, że działaliśmy na pozycji niemalże straceńczej wobec tej sytuacji. Nasze rozeznanie wówczas i możliwości działania były nieporównywalne wobec sytuacji obecnej. Ale analogia oczywiście istnieje, ponieważ mamy do czynienia ciągle z tymi samymi czynnikami w istocie rzeczy, tylko proporcje są nieporównywalne.

Prawo i Sprawiedliwość od początku próbuje studzić emocje, stabilizować sytuację w państwie, ale opozycja interpretuje to jako niemoc, jako bezwładność. Grzegorz Schetyna mówi dziś, że sytuacja wymaga interwencji głowy państwa. PO i Nowoczesna przyprowadziły ludzi przed pałac prezydencki i żądają reakcji, podgrzewają atmosferę. Dystans, próba wycofania się przez rząd z tego konfliktu jest właściwa? Jakie rozwiązanie pomogłoby go złagodzić?

To jest sprawa dosyć niejednoznaczna. Niewątpliwie, w każdej sytuacji, każdy rząd, każda władza popełnia pewne błędy. Wycofywanie się z takich zupełnie oczywistych czasami wpadek to tylko dowód na to, że zachowuje element realizmu. Wyciąganie z tego wniosku, że władza jest słaba, jest dosyć absurdalne.

Jeśli natomiast mówimy o postawie prezydenta w tym momencie, jego nieingerowanie w tego rodzaju gwałtownie wybuchające konflikty, pewnego rodzaju dystans w tej sprawie, to wydaje mi się to zupełnie oczywiste i wynika z funkcji, którą wykonuje prezydent.

Widać jednak, że blokada Sejmu i nocna manifestacja są dla opozycji świetnym materiałem do podgrzewania narracji w prasie międzynarodowej.

Myślę, że w tej chwili jedyną poważną nadzieją tych, którzy są zainteresowani generalnie zmianą sytuacji w Polsce i powrotu do dawnego układu, są przede wszystkim czynniki wiązane z zagranicą. Ten wasalny stosunek do instytucji międzynarodowych to nic nowego. Oni coraz bardziej zdają sobie sprawę, że ze względu na słabość ich pozycji i słabnącą pozycję w Polsce, jest to dla nich jedyna nadzieja. Od początku głoszą hasło: załatwi tę sprawę ulica albo zagranica. Widać, że możliwości na ulicy są coraz słabsze. Pozostaje tylko zagranica.

Czyli nie przeraża pana tak bardzo ten nocny protest? Opozycja twierdzi, że to moment całkowitego przełomu, że już nic nie będzie takie samo, że PiS musi się teraz ugiąć, bo ulica pokazała siłę. Rzeczywiście tę siłę pokazała? Czy może wygląda to jednak jak jedna z kolejnych manifestacji KOD tylko przeniesiona w czasie?

Myślę, że ten rok wykazał, że jesteśmy w tym momencie na zupełnie innym etapie świadomości społeczeństwa. Od początku procesu transformacji, od roku 1989, sytuacja wyglądała tak, że ponad połowa społeczeństwa była zdystansowana wobec nowych porządków. Niech pani zwróci uwagę na spadek frekwencji wyborczej i na to, że ponad połowa, momentami prawie 2/3 społeczeństwa, nie brało udziału w wyborach. Ten proces cofa się. Ale następuje pewne umocnienie świadomości społecznej. To jednak proces powolny. W tym momencie jest już na innym etapie. Wykazały to ostatnie wybory – i prezydenckie, i parlamentarne – zwłaszcza, jeśli chodzi, o młode pokolenie, tutaj ten posęp jest wyraźny. Tutaj jest jednak pytanie, czy jesteśmy jeszcze przed generalnym przełomem, czy już po nim. To pokażą dopiero kolejne wybory.

Ta świadomość społeczna przebija się póki co między innymi w sondażach. Widać, że pozycja Prawa i Sprawiedliwości jest bardzo stabilna. PiS jest bezwzględnym liderem kolejnych badań opinii. Mimo licznych ataków i przeszkód, konsekwentnie realizuje swój program. Czy to jest element, który rozwściecza opozycję i dlatego postanowiła zakończyć ten rok takim furiackim atakiem?

Wyraźnie widać, że opozycja zdała sobie sprawę z rozmiaru własnej klęski. Determinacja pewnych środowisk będzie narastała w miarę tego, jak będą sobie zdawać sprawę, że odwrócił się pewien trend, z którego korzystali przez tych dwadzieścia parę lat i – krótko mówiąc – będą musieli się pożegnać definitywnie z tą pozycją, którą udało im się przez tak długi czas zajmować.

Marzena Nykiel • wpolityce.pl
f ot. wPolityce.pl

Advertisements

Comments Off on ■■ Jan Olszewski: „Wyraźnie widać, że opozycja zdała sobie sprawę z rozmiaru własnej klęski …