■■ Prof. Mieczysław Ryba: Upadek elit ■

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 30 Grudzień 2016

Wydarzenia sejmowe ostatnich dni przypominają naszą polską, dramatyczną historię. Zablokowanie mównicy sejmowej i fotela marszałka Sejmu przez opozycję liberalną przywołują czasy, gdy dochodziło do zrywania Sejmu. Liberum veto stanowiło patologię polskiego życia politycznego w wieku XVII, a szczególnie w XVIII.

Próba puczu czy polityczna tragifarsa

Wydaje się, że anarchię na poziomie Sejmu udało się dziś w Polsce opanować. Neotargowiczanie uruchomili zatem swoją aktywność na poziomie władzy sądowniczej.
13 grudnia znowu pokazał w Polsce swą groźną wymowę. To właśnie na ten dzień opozycja szykowała wielkie demonstracje pod hasłem wypowiedzenia posłuszeństwa władzy. Podpisany pod apelem Komitetu Obrony Demokracji pułkownik Adam Mazguła dawał jasny sygnał dla ludzi dawnych służb i armii, że należy ponownie się zmobilizować, by chronić swoje przywileje (tym razem emerytalne). Na 13 grudnia pierwotnie była szykowana debata o Polsce w Parlamencie Europejskim (ostatecznie się odbyła 14 grudnia). Podczas owej debaty europoseł Janusz Lewandowski niby przypadkiem zestawił krwawe wydarzenia w Aleppo z wydarzeniami związanymi „z łamaniem demokracji” w Polsce.

Bitwa o władzę

Patrząc na skalę przygotowań, a zarazem na radykalizm działań opozycji, można śmiało powiedzieć, że do starcia musiało dojść, bo jak wiadomo, nie chodzi o żadną demokrację, ale po prostu o władzę. Jeśli musiało dojść do konfrontacji, to dla władzy o wiele lepiej jest, że stało się to pod tak abstrakcyjnym pretekstem, niż gdyby chodziło o jakiś realny problem społeczny (niegdysiejszy radykalny protest Samoobrony miał o wiele bardziej realne podstawy – obrona rolników przed wyzyskiem bankowym). Zatem rozegrała się bitwa wykazująca niebywałą agresję sfrustrowanej brakiem władzy lewicowej opozycji i ludzi dawnych służb. Kwestia ta została obnażona przy okazji ostatniego starcia. Dlatego dalsza okupacja mównicy sejmowej, podczas przerwy świątecznej (Sejm wszak nie obraduje) przypomina jakiś kabaret.

Jeszcze przed kilku laty prezydent Bronisław Komorowski wypowiadał się w niezwykle ostrych słowach o blokowaniu Sejmu w czasie demonstracji „Solidarności”. „Blokada Sejmu – wołał – jest zjawiskiem nieprawdopodobnie groźnym. Powinna spotkać się ze zdecydowanym odporem opinii publicznej i wszystkich sił politycznych. Próbowano na pewien czas skutecznie ubezwłasnowolnić serce polskiej demokracji. To wymaga ostrych decyzji i reakcji ze strony władzy wykonawczej w Polsce”. Dzisiaj zarówno Komorowski, jak i cała lewicowo-liberalna opozycja wspierają blokowanie mównicy sejmowej i agresję demonstrantów KOD wobec posłów. Co więcej, za niedopuszczalne, antydemokratyczne uznaje ona przeniesienie obrad Sejmu do Sali Kolumnowej, gdyż rzekomo naruszone zostały regulaminowe procedury.

Śmieszność tej argumentacji jest niewiarygodna. Nie są naruszone procedury, gdy ktoś uniemożliwia prowadzenie obrad, okupując mównicę sejmową, gdyż w ten sposób broni się demokracji. Natomiast przeniesienie obrad do innej sali, by uchwalić budżet, to ma być, według opozycji, działanie pozaprawne. Widać tutaj wyraźnie, że argumentacja ludzi spod znaku układu pookrągłostołowego jest niewyobrażalnie przewrotna.

Kontekst historyczny

Wydarzenia sejmowe ostatnich dni przypominają naszą polską, dramatyczną historię. Zablokowanie mównicy sejmowej i fotela marszałka Sejmu przez opozycję liberalną przywołują czasy, gdy dochodziło do zrywania Sejmu. Liberum veto stanowiło patologię polskiego życia politycznego w wieku XVII, a szczególnie w XVIII. W 1652 roku poseł województwa trockiego Władysław Siciński nie zgodził się na przedłużenie Sejmu poza przewidziany czas sześciu tygodni i Sejm przerwał. W 1669 roku poseł wołyński Jan Aleksander Olizar zerwał Sejm przed jego zakończeniem. Później wielu posłów zrywało Sejmy w trakcie ich obrad, uniemożliwiając praktycznie reformę Rzeczypospolitej. Tym sposobem doprowadzono w XVIII wieku do całkowitego jej upadku.

W życie państwowe wdarła się anarchia, którą bardzo skrzętnie wykorzystały państwa ościenne. Posłowie zrywali Sejmy nie tylko na skutek intryg magnatów, chroniących swoje interesy za wszelką cenę (nawet za cenę upadku Rzeczypospolitej), ale nade wszystko za poduszczeniem obcych dworów. Berlin, Wiedeń czy Petersburg bardzo chętnie wspierały procesy anarchizacji polskiego życia państwowego, które ostatecznie doprowadziły do rozbiorów. Ci, którzy bronili patologicznego zwyczaju możliwości zrywania Sejmu, powoływali się na „złotą wolność” stanowiącą podwaliny tzw. demokracji szlacheckiej. W imię demokracji wprowadzono w kraju nieznośny chaos i anarchię.

Wszelkie próby naprawy ustroju były blokowane i oprotestowane tak w Polsce, jak i na dworach obcych monarchów. W czasie uchwalania Konstytucji 3 maja poseł kaliski Jan Suchorzewski wyciągnął na środek sali swojego kilkuletniego syna. Krzyczał: „Zabiję własne dziecię, aby nie dożyło niewoli, którą ten projekt krajowi gotuje”. Nie przeszkadzało mu to później udać się do Wiednia i na tamtejszym dworze cesarskim skarżyć się na Rzeczpospolitą. Twierdził, że był bity i deptany przez posłów uchwalających Konstytucję. Wszystko to wyglądało skrajnie tragikomicznie, gdyż w Austrii, dokąd pojechał się żalić, nie było żadnej „demokracji szlacheckiej” oraz Sejmu, który można by było zerwać.

Z równie wielką skargą pojechali do carycy Katarzyny II targowiczanie, prosząc ją o militarną interwencję w obronie demokracji w Rzeczypospolitej. I tu kolejny paradoks: sprawująca rządy absolutne Katarzyna miała bronić demokracji w naszym rozdemokratyzowanym kraju. Wszystko skończyło się kolejnymi rozbiorami. Warto te historyczne zaszłości przypominać, by uświadomić ludziom, do czego prowadzi polityczna anarchia.

Nowa odsłona konfliktu

Kiedy przed świętami Bożego Narodzenia zaczęła się na sali sejmowej okupacja mównicy sejmowej, czasy saskie stanęły nam przed oczyma raz jeszcze. Konsekwentna okupacja mównicy przy prawie do immunitetu, jaki przysługuje posłom (a więc braku możliwości użycia siły przeciwko parlamentarzystom), mogła doprowadzić do nieuchwalenia budżetu, a co za tym idzie – po pewnym czasie do rozwiązania Sejmu i nowych wyborów. Gdyby się ten zwyczaj utrwalił, skłoniłby opozycję w nowym parlamencie do działań analogicznych, co w konsekwencji musiałoby doprowadzić do upadku Rzeczypospolitej.

Po odejściu Andrzeja Rzeplińskiego z Trybunału Konstytucyjnego wydawało się, że tutaj chaos się skończy. Jednak sędzia Waldemar Żurek z Krajowej Rady Sądownictwa oraz Krystian Markiewicz stwierdzili, że nie będą uznawać wyroków Trybunału, gdyż w jego skład zostali włączeni sędziowie Mariusz Muszyński, Henryk Cioch i Lech Morawski (ich zdaniem, niezgodnie z procedurami). Anarchizacja polskiej władzy sądowniczej może być równie groźna jak anarchizacja prac władzy ustawodawczej. Wszystko to pokazuje, z jak wielkim upadkiem elit w Polsce mamy do czynienia i jak ważna jest nieustanna walka o naprawę państwa. Należy zatem mobilizować wszystkie środowiska patriotyczne, wszak zwycięstwo „targowicy” musiałoby oznaczać kolejny upadek Rzeczypospolitej.

Prof. Mieczysław Ryba • naszdziennik.pl
fot. Robert Sobkowicz / Nasz Dziennik

Advertisements

Comments Off on ■■ Prof. Mieczysław Ryba: Upadek elit ■