■■ Odmęty szaleństwa i nienawistny amok w Sejmie! ■

Posted in ■ aktualności, ■ odkłamujemy HISTORIĘ, ■ różne by Maciejewski Kazimierz on 1 Styczeń 2017

Cóż, Warszawa to specyficzne miejsce i zawsze znajdzie się kilkaset do nawet kilku tysięcy osób, które na dźwięk trąbki pobiegną demonstrować gdzie im się każe. To odruch jak u psa Pawłowa – wystarczy rzucić hasło „Kaczor” i zaczynają toczyć pianę, przy czym bezpośrednia przyczyna owego ślinotoku nie ma najmniejszego znaczenia

I. Ustawka

Szczerze mówiąc, gdy śledziłem przekazy medialne relacjonujące ostatnią drakę w Sejmie i okolicach, nie byłem w stanie wykrzesać z siebie nawet odrobiny emocjonalnego zaangażowania. Może dlatego, że na emocje najsilniej wpływa obraz, a ja nie oglądam telewizji, bo uważam to za stratę czasu. Ale też, na zdrowy rozum, czym tu się emocjonować? Przypomnijmy: poseł PO Jacek Szczerba urządził prowokację na sejmowej mównicy. Rzekomo w obronie „wolności mediów” jakoby zagrożonych nowym sejmowym regulaminem forsowanym przez marszałka Kuchcińskiego, ograniczającym swobodę poruszania się dziennikarzy po Sejmie oraz warunki i liczbę akredytacji przypadających na jedną redakcję. To oczywiście godzi w media, ale raczej od strony czysto biznesowej – wszak żyją one ze zdobywania newsów, również tych z gatunku „kompromatów”: że jakiś poseł zelżył drugiego grubym słowem albo, z przeproszeniem, nawalił się w sejmowej restauracji. Z wolnością słowa ma to tyle samo wspólnego co aktywność tabloidowych paparazzich śledzących skandale z życia celebrytów. Owszem, można tu sarkać na podejście PiS-u, który odgradza się kordonem sanitarnym od namolnych dziennikarzy, żeby ci nie zakłócali wybrańcom ludu komfortu rządzenia, ale w dobie internetu i transmisji obrad na żywo trudno tu mówić o jakiejś blokadzie informacyjnej. Tym bardziej, że jak się okazało, to raczej dotychczasowa „złota wolność” w penetrowaniu sejmowych korytarzy przez dziennikarską brać stawiała nas w gronie europejskich wyjątków. W każdym razie, marszałek Kuchciński wykluczył posła Szczerbę z obrad, na co Platforma zareagowała okupacją mównicy. W efekcie przeniesiono posiedzenie do Sali Kolumnowej, zaś pod Sejmem wszczęli awanturę skrzyknięci na tę okoliczność etatowi demonstranci wsparci przez kwiat opozycyjnego parlamentaryzmu oraz takich miłośników wolności i praworządności jak generał Dukaczewski. Próbowano zablokować wyjścia z sejmowych budynków przy akompaniamencie haseł i okrzyków znanych nam od dawna z wcześniejszych okazji i wznoszonych niezależnie od okoliczności. W międzyczasie wyszło na jaw, że „spontaniczne” manifestacje zostały zgłoszone w warszawskim Ratuszu już kilka dni wcześniej, zatem mamy do czynienia z ukartowaną zawczasu prowokacją i ustawką. Słowem, standard, przewidywalność i NUDA.

II. Nienawistny amok

Cóż, Warszawa to specyficzne miejsce i zawsze znajdzie się kilkaset do nawet kilku tysięcy osób, które na dźwięk trąbki pobiegną demonstrować gdzie im się każe. To odruch jak u psa Pawłowa – wystarczy rzucić hasło „Kaczor” i zaczynają toczyć pianę, przy czym bezpośrednia przyczyna owego ślinotoku nie ma najmniejszego znaczenia. Dzieje się tak dlatego, że tych ludzi napędza wyłącznie skrajna nienawiść do „pisiorów” – wszystko inne to kwestie drugorzędne, stanowiące wyłącznie pretekst pozwalający dać upust tym nienawistnym emocjom. Trybunał Konstytucyjny, media – cokolwiek, każdy powód jest dobry. Gdyby Kaczyński powiedział, że je na śniadanie twarożek, poszliby protestować pod spółdzielnię mleczarską, a tabuny celebrytów prześcigałyby się w deklaracjach jak bardzo nie cierpią nabiału i jaki to obciach w nowoczesnej Europie jeść coś tak pospolitego i prowincjonalnego jak twaróg. A jeśli ów twaróg byłby na dodatek ze szczypiorkiem, to wrzeszczeliby, że Kaczyńskiemu śmierdzi z gęby cebulą.

Ludzie ci zwyczajnie traktują rządy PiS w kategoriach osobistej obrazy – że ktoś w ich oczach tak nieskończenie zaściankowy, prowincjonalny i żałosny, reprezentant wieśniackiego ciemnogrodu, śmiał sięgnąć po coś, co z natury rzeczy przynależy się wyłącznie światłym elitom i ich społecznemu zapleczu – czyli ludziom, dla których popieranie jedynie słusznych sił i wyznawanie jedynie słusznych „europejskich” poglądów stanowi formę dowartościowania i potwierdzenia we własnych oczach symbolicznej przynależności do lepszej części społeczeństwa. Rządy PiS i Kaczyńskiego stanowią dla nich policzek, bo degradują ich we własnych oczach, a wynoszą w przestrzeni publicznej to, czym zwykli bezbrzeżnie pogardzać. Na podobnej zasadzie amerykański odpowiednik naszej kodowszczyzny nie jest w stanie pogodzić się z prezydenturą Trumpa i nerwowo liczy, ilu elektorów się złamie i zagłosuje wbrew wyborcom na Hillary Clinton. To jest ten typ emocji, który kazał prof. Marcinowi Królowi wzywać rząd PO do rozprawy z opozycją nawet jeśli będzie to wiązało się z naruszeniem prawa. W przełożeniu z polskiego na nasze – tamta strona nie widziała nic zdrożnego w fizycznej rozprawie z przeciwnikami i ustanowieniu „demokratury”, pod warunkiem, że byłaby to ich „demokratura”, a ofiarami znienawidzone „pisiory”.

III. Odmęty szaleństwa

Oczywiście, na tych emocjach pasożytują ci, którzy są właśnie mozolnie odrywani od koryt i pozbawiani żerowisk. W ich najbardziej podstawowym interesie leży rozhuśtywanie nastrojów, podtrzymywanie i ekscytowanie amoku w nadziei, że za którymś razem się uda. Obcięcie emerytur funkcjonariuszom komunistycznego reżimu sprawiło, że poczuli się zagrożeni w swym elementarnym stanie posiadania, co skłoniło ich zresztą do swoistej autodemaskacji i wystąpienia z otwartą przyłbicą, dzięki czemu potwierdziło się to, czego dotąd jedynie się domyślaliśmy – że ten cały KOD to kreacja ludzi dawnych i obecnych służb, którzy zmobilizowali swą starą i nową agenturę wraz ze stadem ogłupiałych od propagandy nieszczęśników w charakterze politycznego mięsa armatniego. Oni po prostu nie mogą czekać na kolejne wybory – zbyt wiele mają do stracenia. Do tego czasu grozi im utrata wszystkich wypracowanych latami układów, systemów znajomości i podwieszeń pozwalających doić państwo na wszelkich możliwych poziomach. A jeśli jeszcze dołożymy do powyższego różne zobowiązania wobec zagranicznych mocodawców i rozliczne interesy polityczno-biznesowe na których straży zostali tu postawieni, to oczywistym się staje, że jedynym wyjściem jest dla nich zorganizowanie jakiegoś przewrotu.

Symptomatyczne jest tu wzywanie do „majdanu” przez Michała Broniatowskiego – resortowego synka, byłego członka władz ITI, a obecnie naczelnego „Forbesa” należącego do koncernu Ringier Axel Springer. Wedle tego scenariusza, przytoczonego przez portal wPolityce.pl, miałoby dojść do okupacji Sejmu przez wprowadzonych tam bojówkarzy z dobrze skądinąd nam znanej „Antify”, palenia opon itd. Swoją drogą, majdan kijowski kosztował kilkaset tysięcy hrywien dziennie, w ostatecznym rozrachunku zaś grube miliony dolarów wyłożonych przez tamtejszych oligarchów, Sorosa i cholera wie kogo jeszcze. Ciekawe, czy nasi chłopcy-majdanowcy dysponują finansowym zapleczem o podobnej skali – a jeśli tak, to rad bym poznać nazwiska sponsorów.

Mamy zatem występujący w zwartym ordynku Obóz Beneficjentów i Utrwalaczy III RP, który podobnej „jedności polityczno-moralnej” nie prezentował chyba od czasów „nocnej zmiany”. Oni nie cofną się przed żadną prowokacją, zadymą, wręcz modlą się by komuś w końcu puściły nerwy, by kogoś pobito, spałowano – a gdyby tak padł trup dodający całej tej hucpie powagi, to byłaby już pełnia szczęścia usprawiedliwiająca w oczach postępowego świata wszystko i każde metody. Przy okazji – pamiętacie Państwo jaki był rejwach, gdy grupa prawicowych aktywistów z Grzegorzem Braunem i Ewą Stankiewicz weszła do PKW po sfałszowanych wyborach samorządowych i gdy miesiąc później PiS demonstrowało w obronie – tak, tak – „demokracji i wolności mediów”? Kto mówił wtedy o „podpalaniu Polski” i „odmętach szaleństwa”? Założę się, że ci sami ludzie teraz plują sobie w brody, że jednak nie skorzystali z przytaczanego wyżej apelu prof. Króla i nie rozpędzili ówczesnej „antypaństwowej opozycji” pałami. Dlatego dziś, gdy faktycznie mamy opozycję wzburzającą antypaństwowe odmęty szaleństwa i wszczynającą rokosz rodem z najgorszych tradycji zdrady i zaprzaństwa, tak ważne jest, by zachować zimną krew. Oni z każdym rokiem będą coraz słabsi, a „warszawka” to nie cała Polska – pamiętajmy o tym i róbmy swoje.

Tekst ukazał się w Warszawskiej Gazecie!

Piotr Lewandowski • warszawskagazeta.pl
fot: YouTube

Advertisements

Comments Off on ■■ Odmęty szaleństwa i nienawistny amok w Sejmie! ■