■■ Waciany mentor opozycji spadł z rubikonia

Posted in ■ aktualności, ■ odkłamujemy HISTORIĘ, ■ różne by Maciejewski Kazimierz on 4 Styczeń 2017

Po takiej kompromitacji Nowoczesna powinna grzecznie zamilknąć. Kłamców i zdrajców nikt nie ceni.

Nawet najlepsi PR-owcy nie są w stanie zamaskować buńczucznej pogardy wymalowanej na twarzach Ryszarda Petru i jego politycznej załogi.

Lider Nowoczesnej może potrafi wyuczyć się napisanych mu kwestii i nawet zagrać je przed kamerą, ale klasy i honoru nie sposób wyćwiczyć na szkoleniach. PR-owych gogusiów bez moralnego kręgosłupa, donoszących ochoczo na własny kraj, Polakom nie potrzeba.

Dwulicowość, kłamstwo, cynizm i pogarda przebijają z każdej wypowiedzi tego iście złotoustego polityka Nowoczesnej. Chyba nikt w tej kadencji Sejmu nie wygłosił tylu moralizatorskich mów i etycznych pogadanek, co Petru. Kreowany na męża stanu obiecywał lepszą Polskę – sprawiedliwą i demokratyczną. Sprawiedliwa i demokratyczna byłaby oczywiście tylko wtedy, gdyby stary układ tłustych kotów i ich rozpasanych panów wrócił do władzy, a postępujące zmiany w prawie i w gospodarce wdrażane przez PiS zostały bezpowrotnie cofnięte. Do realizacji tej postkomunistycznej misji wyznaczono pilnego ucznia Leszka Balcerowicza. Pan Ryszard uwija się ile wlezie, by wywiązać się z nałożonych mu zadań, ale nie daje rady. Z egoisty i prostaka nawet najlepszy PR-owiec nie zrobi na trwałe męża stanu. Wpadki, potknięcia i poważne kompromitacje to już cecha stała lidera Nowoczesnej. Ten jednak, świadom wagi zadania, jakie na nim spoczęło, nie zraża się niczym. Cóż, trudno spodziewać się przyzwoitości po kimś, kto regularnie donosi na Polskę za granicę, kłamie w żywe oczy i świadomie dąży do destabilizacji własnej Ojczyzny.

Sylwestrowa randka z Joanną Schmidt w Portugalii całkowicie obnażyła zakłamanie Ryszarda Petru i skompromitowała opozycyjną okupację Sejmu. Posłowie PO i Nowoczesnej od dwóch tygodni łamiąc prawo zalegają w sali plenarnej. Swoimi żałosnymi popisami kabaretowymi narażają na szwank powagę polskiego państwa i dobre imię polskiego parlamentu. Petru żąda samorozwiązania Sejmu i wcześniejszych wyborów. Sytuację w państwie uznał za tak groźną, że musiał wydać noworoczne orędzie:

W imieniu własnym i wszystkich posłów Nowoczesnej deklaruję, że zrobimy wszystko, co możliwe, aby przyszły rok był czasem merytorycznego dialogu i odbudowy zaufania — stwierdził Petru. Chwilę później, swoją portugalską randką sylwestrową pogrzebał ostatecznie wszystkie kiełkujące nadzieje na mogące się ewentualnie zrodzić zaufanie. Choć oczywiście według odpowiedni skrojonych sondaży pan Ryszard jest liderem rankingów zaufania. Czy tak samo będzie po sylwestrowej zdradzie?

Kto nie jest wierny w małych sprawach, nie dochowa wierności w wielkich. Petru rozkręcił polityczną temperaturę do czerwoności. Przekonał swoich ludzi, że muszą zalegać w Sejmie w dzień i w nocy, nawet w wigilię i Święta Bożego Narodzenia. Że muszą dla Polski poświęcić czas, który przeznaczony był dla rodzin i na odpoczynek. Że nie mogą myśleć o urlopach, ponieważ walka o demokrację wymaga ofiar. Sam zawinął się w towarzystwie wiceprzewodniczącej partii na krótki acz upojny urlop za granicą.

Ten przypadek dokumentnie kompromituje Nowoczesną politycznie, ale nie tylko. Ryszard Petru i Joanna Schmidt skompromitowali się także jako ludzie. Matka trojga dzieci i ojciec dwóch córek zrezygnowawszy z rodzinnej wigilii (tak przynajmniej twierdzi Petru), czmychają w świat udając, że walczą w Sejmie o wolność. Jak widać krętactwo, kłamstwo i zdrada mają miejsce we wszystkich możliwych płaszczyznach. Kto zdradza rodzinę, z pewnością nie będzie miał większych dylematów w innych sprawach.

Ryszard Petru, stylizowany na polityczny autorytet i mentora opozycji spadł z hukiem ze swojego nadmuchanego rubikonia. Nie wygląda jednak na wstrząśniętego. Otrzepał pył i kłamie dalej. Skąd ta determinacja? Gdy trzeba spłacić 2 miliony zł partyjnego kredytu, zaciągniętego na potrzeby kampanii wyborczej, a straciło się blisko 5 mln partyjnych subwencji z powodu nieudolności lub przegrzanego sprytu skarbnika partii (prywatnie męża Kamili Gasiuk-Pihowicz), nie ma sentymentów. Z pewnością rozwiązaniem byłyby wcześniejsze wybory.

Na koniec jeszcze jedno proste pytanie: czy człowiek, który nie potrafi zatroszczyć się o własną rodzinę, nie jest w stanie nawet zatroszczyć się o własną partię, byłby w stanie zatroszczyć się o Polskę? PR-owych gogusiów bez moralnego kręgosłupa, donoszących ochoczo na własny kraj, Polakom nie potrzeba.

Marzena Nykiel • wpolityce.pl
fot. Gzell/PAP, Twitter/Radek PL

Advertisements

Comments Off on ■■ Waciany mentor opozycji spadł z rubikonia