■■ Mit zbudowany na kłamstwie się rozpada ■■

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ, Wyszkowski Krzysztof by Maciejewski Kazimierz on 30 stycznia 2017

Z Krzysztofem Wyszkowskim, współtwórcą i byłym działaczem Wolnych Związków Zawodowych, doradcą premierów Jana Krzysztofa Bieleckiego i Jana Olszewskiego, członkiem Kolegium IPN, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Według jeszcze nieoficjalnych informacji, opinia dotycząca teczki TW „Bolek”, przygotowana przez Instytut Sehna w Krakowie, potwierdza współpracę Lecha Wałęsy z SB…

– Absolutnie nie jestem tą wiadomością zaskoczony. Przecież już wcześniej kompetentni archiwiści z IPN po analizie teczki TW „Bolka” stwierdzili autorytatywnie, że jest ona autentyczna. Zresztą była to tylko formalność dopełniająca to, co wiemy już od dawna. Ponadto w tych badaniach nie chodziło o kwestionowanie faktów, ale rzecz polegała na tym, że to Lech Wałęsa złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa komunistycznego przez Służbę Bezpieczeństwa i władze PRL-u polegającego na sfałszowaniu jego teczki. I właściwie dlatego po zawiadomieniu Wałęsy prokuratura oddała te materiały do przebadania przez biegłych grafologów z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna w Krakowie. I to jest jedna kwestia, ale w związku z tym teraz zarysowuje się kolejny problem dotyczący odpowiedzialności za złożenie fałszywego zawiadomienia, fałszywych zeznań przez Wałęsę przed prokuratorem, co jest karalne. Ponadto jeśli rzeczywiście tak zakwalifikuje to prokuratura, to Lech Wałęsa z całą pewnością zostanie obciążony kosztami tych badań, które zostały przeprowadzone właściwie na jego żądanie. Ale to jest osobisty kłopot Lecha Wałęsy. Tak naprawdę ludzie rozsądni już od dawna wiedzieli, co jest prawdą i nie trzeba im było wyników ekspertyz grafologicznych itp., natomiast ludzie, którym rozsądku brakuje, nadal pozostaną pod wrażeniem mitu Wałęsy i tego, co mówi, a mianowicie, że SB to była jego agentura, a nie odwrotnie.

Wałęsa komentując wciąż jeszcze nieoficjalne wyniki ekspertyz grafologicznych, bo IPN ma podać szczegóły we wtorek, kolejny raz stwierdził, że są to materiały zmanipulowane…

– To jest w stylu Wałęsy. Jednak w tej chwili wydaje mi się, że nie ma już co zajmować się i mówić o Wałęsie, ale trzeba powiedzieć o układzie służb specjalnych i o agenturze w NSZZ „Solidarność”, który to układ doprowadził do Okrągłego Stołu i do zbudowania postkomunizmu, gdzie nomenklaturze komunistycznej pozwolono zrabować Polskę, przywłaszczyć sobie majątek narodowy. Służba Bezpieczeństwa wytworzyła różne partie, które rządziły w imieniu byłych komunistów i nowych spadkobierców „aliantów” – spadkobierców PRL-u, wprowadzając do władzy m.in. Donalda Tuska. W tej sytuacji cała III RP powinna zostać poddana wnikliwej analizie pod tym kątem. Nie jest przecież żadną tajemnicą, że Gromosław Czempiński – były funkcjonariusz SB, był jedną z osób, która wprowadzała nowy porządek polityczny w Polsce. Natomiast Wałęsa jest tylko jednym z ogniw, obrazem pewnego planu, który – jak wszystko wskazuje – został opracowany w Moskwie, na Kremlu, a który został Polsce narzucony przy pomocy Okrągłego Stołu. Ostatnie 25 lat w polskiej polityce na dobrą sprawę zdominowali ludzie Okrągłego Stołu. Dlatego tych tych ludzi, ten okres i wszystkie wcześniejsze jego oceny historyczne, polityczne, personalne – nie zapominając też o ekonomicznych – z całą pewnością należy zweryfikować.

Jeśli dobrze rozumiem uważa Pan, że potwierdzenie agenturalnej przeszłości Wałęsy wymusza napisanie historii „Solidarności” i prezydentury Wałęsy od nowa?

– Duża praca w tym kierunku została już zrobiona i teraz trzeba pójść dalej według tych wskazówek czy dowodów, które historycy podają już od lat. Mam tu na myśli chociażby prace pt. „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” autorstwa prof. Sławomira Cenckiewicza i dr. Piotra Gontarczyka czy prace prof. Andrzeja Nowaka i wielu innych renomowanych polskich historyków, którzy przez lata byli zagłuszani przez tzw. okrągłostołowe media, które narzucały polskiej opinii publicznej fałszywą wizję losów Polski – zarówno dotyczącą tzw. pokojowej transformacji ustrojowej w 1989 r., jak i wszystkich jej późniejszych konsekwencji. I tu brakuje może nie tyle fachowej wiedzy historycznej, co przemyślenia tej wiedzy na gruncie również ekonomicznym i jej upowszechnienia. Mimo iż ukazywały się już prace ukazujące transformację ustrojową w Polsce jako jedno wielkie złodziejstwo nomenklaturowo-agenturalne, to media właściwie przez cały okres trwania III RP zakłamywały te fakty, odcinając społeczeństwo od tej wiedzy.

Czy również decyzje Lecha Wałęsy jako prezydenta mogły być pod wpływem jego wcześniejszego uwikłania?

– Jestem przekonany, że tak. Przecież człowiek, który nie byłby szantażowany przez KGB, nie mógłby próbować zmusić polskiego rządu – w tym wypadku rządu premiera Jana Olszewskiego – do zaakceptowania, wyznaczenia w Polsce czy wręcz podarowania Rosji eksterytorialnych posowieckich baz, co oznaczałoby, że rosyjskie wpływy w Polsce zostaną zakotwiczone na zawsze. Ta próba jest rażącym dowodem działania Wałęsy na szkodę interesów państwa i Narodu Polskiego. To była bez wątpienia akcja antypolska, bo jak inaczej można wytłumaczyć motywy, jakie kierowały Wałęsą, jak nie uległością wobec Rosjan, którzy trzymali go na krótkiej smyczy.

Ile razy Wałęsa pozywał Pana przed sąd za mówienie o jego przeszłości?

– Kilka razy, ale on się później wycofywał. Teraz nie może mnie już podać do sądu, bo ten stwierdził, że w swoich działaniach, badając tę sprawę, wykazałem się należytą starannością. Ponieważ od tego czasu pojawiło się jeszcze więcej dowodów świadczących o agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy, więc kiedy przy kolejnej próbie pozwania mnie sąd stwierdził, że przeprowadzi postępowanie dowodowe, to Wałęsa się natychmiast wycofał. Przypomnę tylko, że Wałęsa groził sądem Antoniemu Macierewiczowi, co więcej, zobowiązywał się publicznie – przed kamerami telewizyjnymi – do tego, że wytoczy mu proces. Wielokrotnie odgrażał się, że pozwie prof. Sławomira Cenckiewicza i wielu innym, ale oczywiście nic z tym nie zrobił, i tylko na groźbach się skończyło. Wałęsa nie ma już najmniejszych szans, bo za każdym razem przegrywałby proces za procesem. Dlatego tylko straszy i udaje.

Część mediów wciąż jednak stoi po stronie Wałęsy…

– I to jest pytanie o wiarygodność środków przekazu. Zawsze będą tacy, którzy będą uważali, że Lech Wałęsa to bohater, a jego agenturalna przeszłość to zestaw kłamstw i pomówień. Weźmy chociażby „Gazetę Wyborczą” – jeśli to medium całkowicie przemilcza te wszystkie fakty dotyczące agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy i pomijając dowody, twierdzi zupełnie co innego, a dzisiaj się nawet użala nad rzekomo atakowanym i przez to pokrzywdzonym Wałęsą, to jest to zakłamywanie rzeczywistości i robienie ludziom wody z mózgów. Tyle,że Polacy już nie dadzą się nabrać na te wszystkie kłamstwa. Przecież prawda jest taka, że to Lech Wałęsa straszył, groził i atakował, oskarżając swoich przeciwników, że przygotowują na niego ataki. To nie kto inny jak Wałęsa jest agresorem, a w momencie, kiedy spada na niego odpowiedzialność za ataki, to ze strony zaprzyjaźnionych z nim mediów i środowisk rozlega się krzyk, że Wałęsa jest rzekomo krzywdzony. To jest kompletny absurd. Media III RP nadal służą kłamstwu, które zostało uknute w czasie, kiedy tacy ludzie, jak Lech Wałęsa czy Adam Michnik, dogadywali się z Kiszczakiem, Jaruzelskim i innymi. Notabene przez lata nieźle na tym zarabiali, bo usytuowali się jako elita, nie tylko jako elita polityczno-społeczna, ale również jako elita finansowa III RP. Korzyści z tego układu okrągłostołowego i magdalenkowego mieli ogromne, natomiast, że się to wszystko powoli kończy, to rozlega się wielki krzyk, bo odcinają ich od żłobu.

Wałęsa twierdzi, że z obecną władzą nic się nie da zrobić, ale nie wyklucza, że będzie prosił o pomoc „jakiś międzynarodowy układ, bo z obecnymi sądami nic się nie da zrobić”. Możemy mieć kolejny donos na Polskę i przedłużenie hasła Platformy „ulica i zagranica”?

– Było już tak, że jedna z gdańskich sędzin stwierdziła, że ja nie mam prawa do adwokata. I jeśli Lech Wałęsa liczy, że wrócą takie czasy i takie właśnie sądy, to myślę, że będzie długo czekał. Karty tak skrzętnie skrywane przez samego Wałęsę i środowiska, które sobie go obrały za swój fundament założycielski, zostały odkryte. Król jest nagi – już od dawna. I dłużej tej prawdy nie da się zamiatać pod dywan. Prawda ma to do siebie, że prędzej czy później wychodzi na wierzch, a kłamstwo ma krótkie nogi. Po latach kruchy fundament, na którym zbudowano mit Lecha Wałęsy, się rozpada. Mitu nie można budować na kłamstwie.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki • naszdziennik.pl
fot. Marek Borawski / Nasz Dziennik

Advertisements

Możliwość komentowania ■■ Mit zbudowany na kłamstwie się rozpada ■■ została wyłączona