■■ Wielki mały człowiek?

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 5 Luty 2017

Lech Wałęsa \ Opowieść, która wciąż czeka na dobrą ekranizację

Dobrze widzianą przez elity III Rzeczypospolitej praktyką było perfumowanie trupów schowanych w szafie. Im bardziej trąciło truchłem – tym więcej polewano perfumami. Dlatego także historia Lecha Wałęsy boli i gniewa. Nie tylko ze względu na osobę jednego człowieka o dramatycznie splątanym życiorysie. Sprawa Wałęsy – choć brzmi to górnolotnie – jest polską sprawą na wiele sposobów.

Zimą 2012 r. przeprowadziłem dla „Nowego Obywatela” wywiad z członkiem rady honorowej tego pisma Krzysztofem Wyszkowskim. Obszerna rozmowa nosi wymowny tytuł: „Wałęsa – człowiek na smyczy”. Pamiętam, że długo myślałem nad zdaniami, które tam się znalazły: „Wałęsa to człowiek wywindowany z ogromnej nędzy, z biednego domu w Popowie, z biednego osiedla na Stogach, prosto w »przepastne wyżyny«. To jest ogromne, nieludzkie przyspieszenie, odbierające rozum i tłamszące duszę. Może większe niż to, które wynosi kosmonautów w przestrzeń okołoziemską. Oni tracą wtedy na jakiś czas przytomność. I myślę, że w wypadku Wałęsy mamy do czynienia właśnie z taką utratą przytomności: zbyt wielu ludzi mu kadziło, całowało po rękach, Michnik ze łzami w oczach klęczał przed nim, wychwalając jego geniusz. Może to takie właśnie doznania spowodowały, że stracił samokontrolę i np. Nobla dla »Solidarności« uznał za nagrodę wyłącznie dla siebie”.

Warto dodać, że był to czas, gdy Wałęsa – poprzez wyroki sądowe – próbował doprowadzić do finansowego bankructwa Krzysztofa Wyszkowskiego. Przypomnę tę kuriozalną sytuację: 19 listopada 2012 r. po „Faktach” TVN zamieszczono komunikat, w którym Lech Wałęsa przeprosił sam siebie – ale rzekomo w imieniu Wyszkowskiego – za to, że ten nazwał go dawnym tajnym współpracownikiem o pseudonimie „Bolek”. Emisja przeprosin kosztowała 27 tys. zł. Wyszkowski nie ugiął się i nie zapłacił za to groteskowe przedsięwzięcie.

Od pucybuta do milionera. Polska wersja

Wróćmy do powyższego cytatu, który genialnie pokazuje fenomen jednej z najwspanialszych karier czasów Polski Ludowej i III Rzeczypospolitej. Zapewne za kilka dekad powstanie kolejny film o Wałęsie – zupełnie inny od panegiryku Andrzeja Wajdy. Będzie to jedna z najbardziej przejmujących i niesamowitych opowieści o naszych czasach: olśniewająca gamą barw rodzima wersja kariery od pucybuta do milionera. I ci, którzy przyjdą po nas, zobaczą obecne czasy z bezpiecznego dystansu, bez dzisiejszych uwikłań. A wtedy w pełni wybrzmi opowieść o Wałęsie – chłopaku ze wsi, który trafił do miasta, wielkoprzemysłowym robotniku, mężu i ojcu wielodzietnej rodziny, tajnym współpracowniku służb w czasach PRL-u, szeregowym działaczu opozycji, a później liderze Solidarności i sprytnym graczu politycznym, prezydencie III Rzeczypospolitej (którego cieniem stał się Mieczysław Wachowski), bogatym, starszym sfrustrowanym mężczyźnie cieszącym się wielką sławą i estymą na świecie.

Historia oszałamiającej kariery Wałęsy jest interesująca także jako niezwykły kontrapunkt w dziejach naszej transformacji. Gdy jemu wiodło się znakomicie – upadał nasz przemysł stoczniowy; gdy on spędzał dnie i noce w najbardziej luksusowych hotelach świata – jego dawni koledzy stoczniowcy masowo tracili pracę albo ze smutkiem patrzyli na paski rent i emerytur; gdy on opowiadał w wywiadach o swojej fascynacji nowinkami technologicznymi – klasa robotnicza w Polsce właściwie przechodziła do historii. A Solidarność z wielkiego mitu zamieniła się w jeszcze jeden związek zawodowy, uwikłany w politykę i nie zawsze dobrze radzący sobie w nowych realiach z czekającymi ją wyzwaniami. Można powiedzieć nieco sarkastycznie: w III RP ustami Wałęsy klasa robotnicza wypiła morze szampana. I to ona zapłaciła transformacyjnym kacem za terapię szokową.

Człowiek bez korzeni?

Od lat, jako osoba blisko współpracująca najpierw z „Obywatelem”, a później „Nowym Obywatelem”, jestem związany z tzw. młodym gwiazdozbiorem, czyli środowiskiem Joanny i Andrzeja Gwiazdów. To oni, razem z Anną Walentynowicz czy Jadwigą Chmielowską i wieloma innymi postaciami, są dla mnie najważniejsi jako bohaterki i bohaterowie pierwszej Solidarności”. Ale nie czuję wobec Wałęsy nienawiści czy pogardy. Myślę o nim z gorzkim zdumieniem, w znacznej mierze jako o człowieku, który w III RP zapomniał o swoich robotniczych korzeniach, o tym, że pochodzi z nizin społecznych. Nie ma w tym żadnego wstydu – jesteśmy postchłopskim społeczeństwem, awans pokoleniowy z rodzin rolniczych, chłoporobotniczych, z rodzin fizycznych pracowników najemnych do świata inteligencji pracującej, nauki, kultury, polityki, biznesu itp. jest w tej sytuacji czymś naturalnym.

Gdy spojrzeć na Wałęsę z nieco większego dystansu, poza bieżącymi sprawami, to sprawia on wrażenie człowieka bez korzeni. I to podwójnie. Po pierwsze, co jest dość typowe dla naszej kultury, to człowiek, który kompletnie wyparł to, że pochodzi ze wsi. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek ujął się choćby za ofiarami transformacji z popegeerowskich regionów. Miał wielki autorytet jeszcze w latach 90. XX w. – mógł być rzecznikiem tych, którym gorzej się wiodło w czasach najbrutalniejszej terapii szokowej. Nie chciał albo nie umiał – zawsze skupiony na pokazywaniu Polakom własnego sukcesu. Dość wymowne jest przecież jego słynne wspólne zdjęcie z Wachowskim, zrobione dla zagranicznej prasy – zrelaksowani, pewni siebie, dobrze ubrani ludzie sukcesu. Świetnie – wygrali. A równocześnie, co dziś znakomicie widać, pokazali całą swoją nowobogacką naturę.

Zakładnik systemu?

I jeszcze jedna kwestia: Wałęsa wykorzenił się także ze swojej dawnej robotniczej i solidarnościowej wspólnoty. Czy przez tych kilka dekad III RP był człowiekiem, który upominał się o swoje koleżanki i kolegów? Zostawmy na boku kwestię tego, co mógł zrobić w sprawie przemysłu stoczniowego w Polsce, czy lobbował na jego korzyść na świecie. Ale czy on, były związkowiec, w III RP interesował się prawami pracowniczymi? Czy walczył o nie? Czy upominał się o tych ludzi dawnej Solidarności, którym się w III RP nie udało, którzy patrzyli, jak upadają ich zakłady pracy, i na własnej skórze doświadczali skutków tego, że ich rodzinne strony zamieniają się w rejony strukturalnego bezrobocia? Czy pamiętał, że pierwsza Solidarność to jednak był w znacznej mierze ruch ludzi reprezentujących świat pracy najemnej, a nie tylko wysoko postawione, skłócone ze sobą inteligenckie koterie? Nie, wiele wskazuje na to, że nie pamiętał. Zresztą, bądźmy szczerzy, nie on jeden o tym wszystkim zapomniał w świecie realnego liberalizmu.

I jeszcze jeden cytat z Krzysztofa Wyszkowskiego: „Myślę, że Wałęsa to człowiek bardzo nieszczęśliwy i głęboko samotny. W jakiejś mierze go rozumiem: on jest współtwórcą, ale i zakładnikiem tego systemu, służy jako parawan różnym ludziom, chroni ich przed odpowiedzialnością za ich zdradę, za ich zbrodnie, za kolaborację z sowietyzmem. Owszem, szkodził Polsce, być może powinien stanąć przed Trybunałem Stanu. Ale w polskim życiu publicznym nadal działają gorsi od niego. Oni w pełni znają jego przeszłość i trzymają go na smyczy. A to, że część mediów udaje, iż go szanuje, cytuje jego opinie, nawet te wulgarne, agresywne i podłe, to tylko gra interesów. Układ posługuje się nim jak pałką, a on musi godzić się na to w strachu przed strąceniem z piedestału i upadkiem w nicość”.

Są ludzie – nie mówię o tych, którzy z premedytacją grali Wałęsą dla własnych celów – dla których pozostanie on na zawsze dobrym mitem. I gdyby przestali wierzyć w ten mit, to rozpadałaby się im dekadami budowana wizja rzeczywistości. Znam takich ludzi: są wśród nich byli robotnicy i robotnice, skromnie żyjący inteligenci starej daty, dawne działaczki Solidarności, osoby duchowne, ludzie z profesorskimi tytułami. To przede wszystkim wobec nich zawinił wielki mały człowiek. I z nimi niech się rozlicza. A my dziś budujmy pamięć o pierwszej Solidarności jako wspólnym dziele mnóstwa zapomnianych kobiet i mężczyzn.

Krzysztof Wołodźko • Gazeta Polska Codziennie
niezalezna.pl, fot. internet

Advertisements

Comments Off on ■■ Wielki mały człowiek?