■■ Dobra zmiana wciąż nie radzi sobie z kastą właścicieli III RP ■

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 10 lutego 2017

Polska nie będzie demokratycznym państwem prawa dopóty, dopóki będzie wobec nich bezradna.

Komuniści mogliby być dumni z właścicieli III RP, żeby bowiem posiadać, nie trzeba już stosować przymusu, a wystarczy czysta ideologia postępu.

Jest wielu chętnych na właścicieli Polski, choć nie tak dosłownie jak w wypadku mafii przejmującej nieruchomości w Warszawie i innych miastach.

Ta mafia nie radziłaby sobie tak dobrze przez wiele lat, gdyby nie przekonanie niektórych urzędników samorządowych, że stolica i inne wielkie miasta to właściwie ich lenna, gdzie mogą robić, co chcą. A jedni i drudzy nie czuliby się tak bezkarnie, gdyby właścicielami Polski nie czuli się przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości.

Najgłośniejsi ostatnio samozwańczy właściciele Polski to właśnie m.in. sędziowie, co akurat nie dziwi. Może dziwić, że bardzo pewnie jako właściciele Polski czują się przedstawiciele świata kultury, skoro formalnie nie mają takiej władzy jak sędziowie. Mniej dziwi przekonanie o własności grupy ordynatorsko-profesorskiej w placówkach służby zdrowia, bo jednak ci ludzie decydują o życiu i śmierci, więc taki drobiazg jak majątek przy tym blednie. Jak pokazują przypadki Teatru Polskiego we Wrocławiu, a także np. Programu III Polskiego Radia czy wielu oddziałów w szpitalach, jakaś grupa może być właścicielem czegoś, co formalnie jest publiczne, jeśli tylko takim właścicielem się czuje. A im bardziej się czuje, tym mocniej przedmiot tego odczucia do niej należy. Normalny człowiek, który miałby podobne odczucia, byłby uznany po prostu za złodzieja, a w najlepszym razie za winnego przywłaszczenia. Tyle że normalny człowiek nie ma nic do gadania, a właściciele Polski jak najbardziej.

W wypadku sędziów chodzi o własność systemu sprawiedliwości, czyli praktycznie o władanie tymi wszystkim, którzy mają styczność z sądami. Do tego dochodzi wyłączność w posiadaniu racji i wykładni, czyli w decydowaniu, czy np. prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf raczy zdać sprawozdanie z płacenia przez sędziów SN służbowymi kartami czy nie raczy. I oczywiście nie raczy, bo po co byle pętak ma wiedzieć, na co najwyższa kasta wydaje pieniądze, które do niej nie należą tylko formalnie.

Jako najwyższa kasta sędziowie mogą przypisać sobie własność wszystkiego, a gdyby ktoś podskakiwał, to potwierdzą to w majestacie prawa odpowiednim wyrokiem.

Sędziów od innych właścicieli Polski, np. ludzi kultury różni status o charakterze wręcz ontologicznym. Oni po prostu są źródłem wszystkiego, czyli także własności, bo tylko ich decyzji nikt inny nie może podważyć. Ograniczenie tego ontologicznego statusu, który czyni z sędziów bogów, a co próbuje robić minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro jest dla sędziów oczywistym świętokradztwem. Bogowie po prostu nie podlegają ludzkiej jurysdykcji, także w wydaniu ministra sprawiedliwości.

Mogłoby się wydawać, że skoro od tzw. końca PRL (tak zwanego, bo przecież nie faktycznego) minęło już prawie 28 lat, to obecni właściciele Polski są po prostu kapitalistami, którzy ubiegli innych na wolnym rynku, zapewniając sobie własność i korzyści wynikające z jej posiadania. Tyle tylko, że tu żadne wolnorynkowe mechanizmy nie zadziałały. Sędziowie, grupa profesorsko-ordynatorska czy ludzie kultury uznali się za właścicieli stosownych części Polski przez zasiedzenie. I o ile w wypadku sędziów czy medyków trzeba jednak mieć specjalistyczne kwalifikacje, a przynajmniej specjalistyczne wykształcenie, o tyle ludzie kultury nie muszą mieć żadnych kwalifikacji i wykształcenia, byleby znaleźli się w odpowiednim miejscu, czyli np. w Teatrze Polskim we Wrocławiu czy w radiowej Trójce. Wówczas, poprzez genius loci, nabywają po prostu stosowne prawa własności. Nawet jeśli mają tylko maturę, jak były już dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu Krzysztof Mieszkowski (obecnie poseł Nowoczesnej).

Domniemane prawa właścicieli III RP najbardziej przypominają prawa właścicieli PRL. Nieprzypadkowo, bowiem wynikają właściwie z tych samych źródeł.

W PRL źródłem prawa własności była przynależność do przodującej siły (PZPR z mniej ważnymi przydatkami w postaci tzw. stronnictw sojuszniczych) lub jej zbrojnego ramienia (MO, SB, WSW, a nawet ORMO) bądź tylko uznanie jej hegemonii i wysługiwanie się jej.

W III RP źródłem prawa własności jest przynależność do przodującego obozu (postępu, europejskości, otwartości i wielu różnych anty-). Co oznacza, że w PRL dominował przymus ideologiczno-instytucjonalny lub stosowny arywizm, zaś w III RP wyłącznie przymus ideologiczny, czyli ideologicznie motywowany arywizm. Oznaczałoby to, że o ile w PRL poza arywistami marksizm trzeba było narzucać siłą, o tyle w III RP (po przepoczwarzeniu się w różne postacie neomarksizmu) bazuje on już wyłącznie na ideowości, czyli jest czystym arywizmem. Postęp jest więc oczywisty, co tłumaczy znacznie szczerszą wiarę w jego idee w wypadku właścicieli III RP niż to było w odniesieniu do właścicieli PRL. Jak widać, z kapitalizmem i mechanizmami wolnego rynku nie ma to nic wspólnego. I słusznie, bo dlaczego właściciele III RP mieliby być narażani na wolnorynkową konkurencję i stosowny stres, skoro mogą mieć wszystko wyłącznie wskutek arywizmu, oczywiście bardzo szczerego. Komuniści mogliby być dumni z właścicieli III RP, żeby bowiem posiadać, nie trzeba już stosować przymusu, a wystarczy czysta ideologia postępu.

Mógłbym kpić dalej z samozwańczych właścicieli III RP i z tego, co ich motywuje, tyle że tu nie ma nic do śmiechu. Ich przekonanie, że mają wyłączne prawa do różnych części własności Polski jest bowiem głębokie i są gotowi za wszelką cenę bronić swego stanu posiadania. A ponieważ chodzi m.in. o wszechwładnych sędziów oraz o ludzi kultury mieszających ludziom w głowach poprzez media i wykorzystujących status celebrytów, kasta właścicieli III RP nie tylko funkcjonuje, ale ma się znakomicie, często nawet odwojowując stracony teren (na co się zanosi choćby w wypadku Teatru Polskiego we Wrocławiu).

Polska nie będzie demokratycznym państwem prawa dopóty, dopóki będzie bezradna wobec kasty samozwańczych właścicieli. Na razie jest wciąż bardziej bezradna niż skuteczna.

Stanisław Janecki • wpolityce.pl
fot. Paweł Supernak / PAP

Advertisements

Możliwość komentowania ■■ Dobra zmiana wciąż nie radzi sobie z kastą właścicieli III RP ■ została wyłączona