■■ Zła passa dobrej zmiany w mediach publicznych ma imię i nazwisko: Krzysztof Czabański ■

Posted in ■ aktualności, ■ odkłamujemy HISTORIĘ, ■ różne by Maciejewski Kazimierz on 20 Luty 2017

Nikt chyba nie zadaje większych strat wizerunkowych obecnym rządom PiS niż nieudolny przewodniczący Rady Mediów Narodowych.

Cała jego działalność jako głównodowodzącego uregulowania rynku medialnego jest pasmem niepowodzeń i ośmieszeniem tych reform. W zasadzie na każdym etapie swoich poczynań, kiedy to wykazywał się kompletną ignorancją, Krzysztof Czabański powinien się podać do dymisji.

Po pierwsze, nie potrafił zagwarantować finansowania Telewizji Polskiej i Polskiego Radia. Jak to jest możliwe, żeby mając znaczącą funkcję w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, dysponując zespołem prawniczo-administracyjnym nie umieć napisać skutecznej ustawy zabezpieczającej byt mediom będących najważniejszą podporą naprawy państwa. Ile można się zastanawiać jak ściągnąć abonament? Tym bardziej, że to nie jest w Polsce nowość. Przez lata był obowiązkowy. System poboru się rozklekotał, to należy go uszczelnić i tyle. A jak jest jakiś inny nowatorski pomysł zapewnienia budżetu nadawcom państwowym, to go wprowadzić, a nie robić mądre miny i kiwać głową ze zrozumieniem. W czasach wojny informacyjnej takie osłabienie państwowego przekazu jest czymś więcej niż drobną wpadką.

Po drugie, nieudana próba odwołania prezesa Telewizji Polskiej już na pierwszym posiedzeniu Rady Mediów Narodowych, to kompletna kompromitacja tego gremium. Co więcej w całej tej sytuacji ucierpiał także sam prezes Jarosław Kaczyński, bo został zmuszony do bycia rozjemcą, a nie rozegrało się to w ciszy gabinetów, tylko na forum ogólnym. Trzeba było stworzyć jakąś protezę na wzór Kubusia Puchatka, że prezes Kurski im bardziej jest odwołany, tym bardziej pozostaje na stanowisku. A potem był konkurs, który nie wyglądał imponująco, a raczej jak szyty na konkretnego kandydata.

Po trzecie sytuacja z wyborem prezesa Polskiego Radia, gdy desygnowana przez Radę osoba podaje się w dwa dni później w atmosferze skandalu do dymisji, stwarza obraz rozbitych mediów publicznych i podważa sens konkursów pod auspicjami pana Czabańskiego. Poza tym formuła, którą przyjęła pani Stanisławczyk, że podaję się do dymisji, ale jestem do końca marca, to jakieś kuriozum. Czyli do końca marca Polskie Radio będzie w stanie rozsypki decyzyjnej. Kto będzie chciał słuchać pani prezes, która w zasadzie nie jest już panią prezes.

Za wszystko to odpowiada przewodniczący Krzysztof Czabański. Dlaczego nie został wybrany Jacek Sobala, mający praktykę w mediach, prezentujący konkretna wizję, tylko zaklajstrowano obecny układ, który nie zaowocował żadnymi znaczącymi zmianami w eterze radia publicznego.

O wyborach prezesa Polskiego Radia pisałem na portalu stefczyk.info: Polskie Radio wymaga uzdrowienia

I jak w całej tej sytuacji reaguje pan przewodniczący. Ano jak w przypadku poprzednich sukcesów. Z pełnym spokojem:

Przychylałbym się do tego, aby nowego konkursu nie rozpisywać tylko, aby Rada skorzystała ze swoich ustawowych uprawnień i po prostu powołała nowego prezesa zarządu Polskiego Radia.

Czyli: „Polacy, nic się nie stało”. Pełna nonszalancja. Żadnego poczucia spartolonej roboty. „Po prostu powołała” i już.

Po co w zasadzie są te konkursy i zawraca się głowę różnym ludziom, tworząc iluzję, że maja szansę na prestiżowe stanowisko, kiedy to i tak wszytko wygląda na z góry poukładane? Po co wybierać prezesa telewizji, by potem publicznie go krytykować? Jak to jest, że gdy w konkursie na wiceprezesa PR zostają trzy kandydatury, z czego dwie osoby mają praktykę w radiu, a jedna nie, wybiera się tą, która tej praktyki nie ma?

Pojawia się pytanie po co nam w ogóle taka Rada Mediów Narodowych. By pan Czabański miał synekurę na sześć lat. Bo sam taką napisał ustawę, żeby mieć zagwarantowane sześć lat na stanowisku. Dłużej nawet niż sam prezydent RP. Poza tym taka nazwa jak Rada Mediów Narodowych, to jednak zobowiązuje.

Niestety PiS stoi przed poważnym zadaniem uporządkowania nadzoru nad naszym rynkiem medialnym. To co mamy obecnie czyli rozdwojenie kompetencyjne pomiędzy RMN i KRRiT, nie prowadzi jak widać do niczego dobrego.

Czy nie wystarczy by prezesów nadawców publicznych obsadzał Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, któremu te media podlegają? Po co tworzyć pośrednie ogniwa, tym bardziej tak mało wiarygodne.

Teraz mamy taką sytuację, że w Superstacji ordynarnie znieważano dziennikarzy prowadzących Wiadomości. Czy RMN i KRRiT wydały jakieś oświadczenia, czy nałożyły jakieś kary. Może mi coś umknęło.

Żyjemy w państwie, w którym jak chyba w żadnym innym panoszą się media nie tyle antyrządowe, co ostentacyjnie antypolskie. Z tym też należy wreszcie zrobić porządek. Gdzie jest RMN?

Jednak podstawą jest zbudowanie silnych mediów państwowych wspierających interes publiczny. Nie ma wolnej Polski, bez takich mediów.

Niestety desygnując swobodę decyzyjną na kogoś tak mało fachowego jak pan Krzysztof Czabański, sami sobie wyrządzamy krzywdę i wystawiamy się na drwiny dybiącej na nasze potknięcia tzw. opozycji.

Potrzebne są natychmiastowe zmiany w nadzorze nad Telewizja Polską i Polskim Radiem. Może to wreszcie dotrze do tych, którzy widzą, a zarazem jakby nie chcieli widzieć tego co się dzieje. A dzieje się bardzo źle.

Ryszard Makowski • wpolityce.pl
fot. wPolityce.pl

Advertisements

Comments Off on ■■ Zła passa dobrej zmiany w mediach publicznych ma imię i nazwisko: Krzysztof Czabański ■