■■ Kasty szpiclów, kretów, kabli i donosicieli ■■

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 21 kwietnia 2017

Mamy kolejny skandal z przyłapaniem na kradzieży przedstawiciela „kasty nadzwyczajnych ludzi”. Tym razem jest to wiceprezes sądu rejonowego w Żyrardowie, który na stacji benzynowej próbował ukraść jakiejś staruszce 50 zł. No cóż, po kiełbasie, odzieży i elektronice, w końcu łupem złodzieja w todze z fioletowym żabocikiem padła żywa gotówka.

Z kolei doniesienia na temat rzecznika KRS-u, sędziego Waldemara Żurka i jego alimentacyjnych problemów kompletnie go dyskredytują. Wytypowanie takiego jegomościa jako głosu tak zwanego środowiska to kolejny blamaż sędziowskiej sitwy. Ale wbrew tym wszystkim ujawnianym ostatnio skandalom, to nie one całkowicie kompromitują i dyskredytują środowisko sędziowskie.

Po wyborze Tuska na kolejną kadencję na stanowisku przewodniczącego Rady Europy chyba nikt logicznie myślący nie ma już złudzeń i widzi, że Unia Europejska została całkowicie zdominowana przez państwo niemieckie. Nie ulega wątpliwości, że bieganie przedstawicieli KRS-u na skargę do ambasadora Niemiec czy wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa to nic innego jak zabieganie, aby Berlin pomógł zablokować reformę polskiego sądownictwa tylko po to, aby zgodnie z hasłem Agnieszki Holland „żeby było, tak jak było” pozostało one w identycznym stanie, w jakim zostało przejęte po PRL-u.

Odwołując się do historii obalania komunizmu i biorąc to wszystko na tak zwany chłopski rozum, to pani sędzia Małgorzata Gersdorf i spółka powinni naszych sąsiadów zza Odry uważać za ostatnie państwo, które może im pomóc w konserwowaniu w Polsce spuścizny po PRL-u. Przecież nie jest żadną tajemnicą, że po zburzeniu berlińskiego muru Niemcy nie mieli litości nie tylko dla sędziów z NRD, ale także dla tamtejszych adwokatów czy pracowników oświaty wszystkich szczebli, łącznie z wykładowcami akademickimi. Jeszcze w izbie ludowej NRD w sierpniu 1990 r. przyjęto ustawę, na mocy której lustrowano pracowników wszystkich urzędów publicznych nie tylko pod kątem ich tajnej współpracy ze służbami specjalnymi komunistycznego reżimu w NRD, ale także tej oficjalnej. W Niemczech nie dopuszczono do głosu żadnego tamtejszego Strzembosza, który bredziłby, że środowisko sędziowskie NRD oczyści się samo. Tam cięto równo z trawą. Kiedy w Polsce w 1990 r. w archiwach MSW buszowali Michnik z Ajnenkielem, Holzerem i Krollem pod przykrywką tak zwanej „komisji historyków”, Niemcy zdecydowali, że cała Stasi musi zostać natychmiast rozwiązana, a żaden jej współpracownik nie może pełnić jakichkolwiek funkcji publicznych. Na oczach całego świata upadały polityczne kariery, a pierwszy w NRD demokratycznie wybrany premier – Lothar de Maizière, po ujawnieniu jego współpracy z komunistycznymi służbami specjalnymi, musiał natychmiast podać się do dymisji.

Jeżeli przypomnimy sobie, że pierwszymi prezydentami Polski po 1989 r. byli: Jaruzelski (TW „Wolski”), Wałęsa (TW „Bolek”) i Kwaśniewski (TW „Alek”), a ministrami spraw zagranicznych: Krzysztof Skubiszewski (TW „Kosk”), Andrzej Olechowski (TW „Must”), Dariusz Rosati (TW „Buyer”), Włodzimierz Cimoszewicz (TW „Carex”), Adam Daniel Rotfeld ( TW „Ralf”, „Rad”, „Rauf”), to widzimy przepaść, dzielącą państwo poważne i zwykłą republikę bananową, w której z pełną premedytacją zablokowano możliwość budowy suwerennego i niepodległego państwa.

Niemcy nie dzielili funkcjonariuszy tajnych służb, tak jak u nas, na dobrych i złych esbeków. Oni bez zbytnich ceregieli wcielili w życie niewyartykułowane jeszcze wtedy hasło Wojciecha Cejrowskiego, brzmiące: „Wszyscy won!”. W Stasi nie było żadnej weryfikacji, gdyż po zjednoczeniu postanowiono, że żaden funkcjonariusz nie zasili niemieckich służb specjalnych. Z kolei sytuacja, że dzisiaj w niemieckim sądzie najwyższym albo gdzieś na dalekiej prowincji ostaje się sędzia, służący komunistycznemu reżimowi i skazujący opozycjonistów, jest niewyobrażalna. Kiedy Niemcy w sposób niezwykle zdecydowany, a nawet brutalny likwidowali wszystkie struktury Stasi, u nas zdrajca i zbrodniarz Kiszczak w powołanym na miejsce Służby Bezpieczeństwa Urzędzie Ochrony Państwa umieścił ponad 7 tys. dawnych oficerów SB.

I teraz przechodzimy do sedna. Czy sędzia Małgorzata Gersdorf i te wszystkie zolle, safjany, żurki i rzeplińscy nie wiedzą o tym wszystkim, o czym napisałem? Czy oni nie zdają sobie sprawy, że gdyby w Polsce postąpiono tak jak w Niemczech, to środowisko, którego dzisiaj bronią, nie byłoby tak zdeprawowaną i zdegenerowaną grupą, blokującą uczynienie z Polski państwa prawa? Czy mają świadomość, że idąc za przykładem Niemiec, prawdziwie wolna Polska wywaliłaby to całe towarzystwo na zbity pysk i dzisiaj nie mielibyśmy tych wszystkich problemów? Zapewniam Czytelników, że oni tę historię, którą w telegraficznym skrócie przypomniałem, doskonale znają. Dlaczego więc pędzą na skargę do państwa, które ćwierć wieku temu takich jak oni bez zbędnych dyskusji odesłało na śmietnik historii? Teraz dochodzimy do momentu, w którym można użyć tylko jednego słowa, a brzmi ono: zdrada.

Ci wszyscy donoszący dzisiaj na własne państwo ludzie w togach wiedzą doskonale, że po 1989 r. Polska została poddana swego rodzaju bezkrwawej międzynarodowej konkwiście i stała się neokolonią. Oni te swoje donosy i żebranie u obcych o ratunek wkładają w opakowanie z napisem „obrona państwa prawa”, a tak naprawdę błagają konkwistadorów, aby im, czyli wiernie im służącym tubylcom, pozwolili zachować te kolorowe paciorki i barwne piórka, powtykane im w kupry na znak ich ważności i nietykalności. Oni błagają, aby konkwistadorzy nie pozwolili wybić się swojej nadwiślańskiej kolonii na niepodległość, bo wiedzą doskonale, że wtedy jest już po nich. Oni zdają sobie doskonale sprawę, że ich zachowanie może u konkwistadorów wywoływać jedynie pogardę i obrzydzenie, ale chcą dalej im służyć, wiedząc doskonale, że każdy, kto sprzeciwia się prawdziwej naprawie Rzeczypospolitej, zyska poparcie u tych, którzy Polskę zniewalali, eksploatowali i upokarzali. Oczywiście na użytek propagandy komplementowano i obwieszano tych zdrajców, kolaborantów i renegatów medalami. Tak naprawdę postawa „kasty nadzwyczajnych ludzi” w jakiś sposób przypomina mi zachowanie zdrajcy z Podhala, Wacława Krzeptowskiego, który w 1939 r. uroczyście, w towarzystwie wystrojonych odświętnie góralek i górali witał w Krakowie Hansa Franka, oferując mu swoje usługi i skarżąc się na państwo polskie, które właśnie przestawało istnieć. Już wtedy na całym Podhalu zaczęła krążyć przyśpiewka: Oj, Wacuś, Wacuś będziesz wisiał za cóś, i Wacuś w 1945 r. zawisł na sęku dorodnego smreka z wyroku Polskiego Państwa Podziemnego.

Środowisko sędziowskie posłużyło mi tylko za przykład. Niczym nie różni się ono od tej całej totalnej opozycji. Zauważmy, że tu, w Polsce oni wszyscy używają niezwykle radykalnego, buńczucznego, konfrontacyjnego i wojennego języka, podczas gdy w Brukseli łagodnieją jak baranki. To również można bardzo łatwo wytłumaczyć. Oni chcą pokazać zagranicznym mocodawcom, niczym juhasi swojemu bacy, że są sprawnymi i oddanymi nadzorcami, którym można powierzyć pilnowanie i strzyżenie polskiego stada baranów. Wierzę, że w końcu pokażemy zdrajcom i ich zwierzchnikom, że Polacy stadem głupich baranów nie są.

Mirosław Kokoszkiewicz • warszawskagazeta.pl
fot. pixabay,com

Reklamy

Możliwość komentowania ■■ Kasty szpiclów, kretów, kabli i donosicieli ■■ została wyłączona