■■ Koledzy Schetyny napompują sondaże PO do 40% … ■

Posted in ■ aktualności, ■ odkłamujemy HISTORIĘ, ■ różne by Maciejewski Kazimierz on 28 kwietnia 2017

… bo to jest bezkarne i PiS się o to prosi

Z krwawiącym sercem i wbrew rozumowi wziąłem się za demaskowanie najnowszej hucpy w wykonaniu PO i ich ustawionych kumpli. Serce mi krwawi, bo rozum krzyczy – zostaw to, może wreszcie ktoś się w PiS obudzi i weźmie za robotę, bez której żadna partia nie ma we współczesnej polityce czego szukać. Do PiS mam tylko jeden komunikat – PR głupcze! Do wyborców PiS mam drugi komunikat – nie opowiadajcie bzdur, że fakty się same obronią, tą głupotą czynicie krzywdę nie tylko sobie. Biorąc pod uwagę okoliczności nie powinienem pisać tego, co za chwilę napiszę, ale po wewnętrznym pojedynku wygrało we mnie przekonanie, że najważniejsze jest demaskowanie propagandy.

Manipulowanie opinią publiczną skutkujące zyskiem dla manipulatora, który jest wynikiem najzwyklejszego oszustwa, w kraju prawa zostałoby uznane za przestępstwo. Z sondażami, jakimikolwiek, jest ten sam problem i on się pojawił stosunkowo niedawno, jak na historię świata i polityki. W pewnym momencie firmy zajmujące się badaniem opinii publicznej zrozumiały dwie rzeczy naraz. Po pierwsze, że sondaże mogą pełnić dokładnie odwrotną funkcję niż pełnią, to znaczy nie badać rzeczywistej opinii publicznej, ale na nią wpływać. Po drugie do takich „badań” nie potrzeba, a nawet nie może być zastosowana solidna i przez to kosztowna metodologia, która daje gwarancję wyników na poziomie tak zwanego błędu statystycznego. Z połączenia tych dwóch obserwacji powstał wielki biznes za śmieszne pieniądze włożone w „badania”.

Nie chcę zanudzać tajnikami socjometrii, ale główna zasada jest taka, że próba musi być reprezentatywna dla populacji, co na starcie oznacza, że przy badaniu preferencji 25 milionów ludzi, przeprowadzenie 1000 rozmów telefonicznych jest komedią i to dopiero cześć planowanej fuszerki. Każda próba reprezentatywna, jak sama nazwa wskazuje, musi oddawać przekrój badanej populacji, czyli zmienne, na przykład: płeć, wykształcenie, stan zamożności itp. Z chwilą gdy „sondażownie”, nie tylko w Polsce, zrozumiały, że wyniki sondaży są doskonałym narzędziem wpływania na preferencje wyborcze, konsumenckie i budowanie emocji społecznych, zaczęły się cyrki. Jeszcze 10, 20 lat temu pracownia, która zaliczyła błąd powyżej 5% popełniała samobójstwo albo wypadała z rynku.

Obecnie na całym świecie mamy sensację, za sensacją, wystarczy przytoczyć wyniki wyborów prezydenckich w USA, czy Brexit w Wielkiej Brytanii i firmy sondażowe mylace się o rząd 10-15% prosperują wyśmienicie. Nic niewarty sondaż można zrobić za parę złotych i w zamian zyskać miliony albo jeszcze więcej, czyli władzę. Do uzyskania pożądanego wyniku wystarczy 1000 rozmów telefonicznych i odpowiednia „metodologia”, której nie da się udowodnić jako oszustwo. Pracownia może przygotować próbę zgodnie ze sztuką, ale jednym czynnikiem wywróci badania do górny nogami. Podam prosty przykład. Wystarczy, że w próbie na 1000 osób ma być przebadanych 200 z wyższym wykształceniem.

Żaden problem, dowolny „Kantar” może zadzwonić do siedziby Gazety Wyborczej, TVN albo KRS lub po prostu zadzwonić 400 razy i wybrać 200 rozmów, w których respondenci wykazują odpowiednie preferencje wyborcze. Następnie 200 rozmów odrzucamy i tak do skutku przy każdej zmiennej, aż uzyskamy 1000 osób pasujących do oczekiwanego wyniku. Przy czym każdy ośrodek badawczy może znaleźć 100 powodów, aby odrzucić ankietę dowolnego respondenta. Jak widać ta zabawa ma niezliczoną liczbę wariantów i uzyskanie korzystnego wyniku nie stanowi najmniejszego problemu. Proceder pozostaje poza wszelką kontrolą i argument typu „proszę iść do prokuratury” działa tu ze szczególną siłą. Procesowo oszustwo jest praktycznie nie do udowodnienia, w każdym razie nie w ramach obowiązującego prawa, które nie narzuca pracowniom żadnych standardów.

Poczucie bezkarności, łatwość w prokurowaniu wyników i przede wszystkim gigantyczne zyski w postaci wzrostu sprzedaży, czy popularności jakiegoś produktu, w tym produktów politycznych i ideologicznych, napędziła tę machinę do monstrualnych rozmiarów. Bardzo szybko z drobnych i jeszcze jako tako racjonalnych „korekt”, powstała produkcja prawdziwych cudów. Były polityk Wipler mówił wprost, że za 6 tysięcy kupił w IBRIS sondaż i jego świeżo powstała partia dostała 19% poparcia. Nikt dziś nie pamięta, jak ta partia się nazywała. Inna rewelacja sezonu, Nowoczesna.pl, jeszcze kilka tygodni temu miała poparcie 24%, by w najnowszym badaniu zjechać do 5%. Ktokolwiek zajmuje się polityką i socjologią na poważnie, ten wie, że w takim czasie nie jest możliwy ani przyrost, ani spadek na poziomie 20%.

W Polsce mamy i takie cyrki, że na przestrzeni tygodnia, w zależności od tego, kto zamówi sondaż, w tej samej pracowni Kantar TNS wyniki wyglądają tak: PiS 38%, PO 19%, PiS 28%, PO 27%. Jak widać tutaj już nikt nie próbuje udawać, że biznes nie jest biznes. Po urobieniu opinii publicznej na zasadzie gotuj żabę zaczynając od zimnej wody, da się wcisnąć każdą bzdurę i zapewniam, że ostatni sondaż Kantar TVN nie jest końcem, ale początkiem, który da PO 40%. W opisanych okolicznościach marginalne znaczenie ma fakt, że dyrektor Kantar Millward Brown, niejaki Paweł Ciacek na swoim profilu Twitterowym oficjalnie pompuje wyniki PO i krytykuje PiS.

Również nie ma żadnego znaczenia, że Paweł Ciacek, jest związany z Instytutem Bolka Wałęsy, a jego kumplem jest główny PR-owiec Grzegorza Schetyny Maciej Grabowski z United PR. Przywołane fakty świadczą jedynie o stopniu bezczelności i determinacji, ale TVN i pozostałe ośrodki propagandowe i bez tych ustosunkowanych panów, mogą sobie zamówić taki sondaż, jaki im się zamarzy i chętni do wykonania się znajdą. Najważniejsze jest jednak to, że PO podobnymi manipulacjami osiągało cel 8 razy z rzędu, natomiast w PiS ciągle panuje błogie przekonanie i legenda o „Faktach, które same się obronią”. Manipulowanie opinią publiczną niestety jest skuteczne, takimi manewrami spokojnie da się ogłupić co najmniej 10% wyborców, w końcu ktoś te pieniądze „na wnuczka” wypłaca, ktoś kupuje kołdry z wielbłądziej wełny za 5 tysięcy i garnki z aluminium za 7 tys.

Matematyka również jest nieubłagana, w optymistycznym wariancie PiS ma 30% stałego elektoratu, w ostatnich wyborach zdobyła dodatkowe 8% bo: schowała Macierewicza i Kaczyńskiego, schowała Smoleńsk i „dzielenie Polaków”, a PO i Komorowski sprawowali władzę na żenującym poziomie. Obecnie to PiS sprawuje władzę i dzień w dzień pokazuje się Macierewicza, pokazuje się zaparkowane limuzyny na miejscu inwalidy, wycięte drzewa, martwe wiewiórki. Nie mam cienia wątpliwości, że to wystarczy, aby otumanić i przeciągnąć na drugą stronę te 8%, które było bonusem za obciachową PO i ludzką twarz PiS. Jest to o tyle proste, że PiS w ŻADEN sposób manipulacjom nie przeciwstawia, co więcej żyje w przekonaniu, że komunikacja społeczna to zło i synonim propagandy. Swoje po raz setny napisałem, ale więcej o nic nie zamierzam apelować.

Matka Kurka • kontrowersje.net

Advertisements

Możliwość komentowania ■■ Koledzy Schetyny napompują sondaże PO do 40% … ■ została wyłączona