■■ Krzysztof Wyszkowski: Współczuć esbekom nie będę ■

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ, ■ wywiady, Wyszkowski Krzysztof by Maciejewski Kazimierz on 2 Maj 2017

Z Krzysztofem Wyszkowskim, współtwórcą i byłym działaczem Wolnych Związków Zawodowych, doradcą premierów Jana Krzysztofa Bieleckiego i Jana Olszewskiego, członkiem Kolegium IPN, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Przez tyle lat wolnej Polski byli ubecy chyba nie podnosili głowy tak wysoko jak dzisiaj, kiedy za sprawą Platformy Obywatelskiej z otwartą przyłbicą wychodzą na ulice i to z roszczeniami…

– Nie podnosili głowy, ponieważ trzymali ją wysoko, współrządząc Polską. Nie jest przecież żadną tajemnicą, że fundamentem systemu rządów Donalda Tuska i Platformy była współpraca z ludźmi reprezentującymi tajne służby. I tak to trwało aż do wyborów w 2015 r., kiedy ten cały układ okrągłostołowy – nie wspominając już Tadeusza Mazowieckiego, Krzysztofa Kozłowskiego itd., a więc wszystkich tych ludzi, którzy współpracowali z Czesławem Kiszczakiem w pierwszym rządzie po 1989 r. – odszedł w cień. Przecież cały ten układ okrągłostołowy był oparty na współpracy między tzw. konstruktywną opozycją a systemem komunistycznym, którego istotą czy kręgosłupem były komunistyczne służby specjalne, które w żadnym wypadku nie należy uważać za polskie, tylko sowieckie. To był PRL-owski oddział sowieckich służb specjalnych KGB i GRU, który prowadził bezpośrednio współpracę ze Związkiem Sowieckim, a następnie z Rosją. Skoro ci ludzie pozostawali przy władzy nie tylko politycznej, ale również ekonomicznej czy medialnej, gdzie szczególnie ta dominacja się przejawiała, to nic dziwnego, że trzymali głowy wysoko. Bynajmniej nie musieli się nikomu skarżyć, że dzieje się im krzywda – wręcz przeciwnie, bo żyło się im bardzo dobrze.

Teraz się to zmieni i stąd bierze się ten cały szum i opór?

– Owszem, ale trzeba podkreślić, że tylko część z tej uprzywilejowanej kasty byłych funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa PRL-owskich służb poniesie finansowe konsekwencje związane z obniżeniem uposażeń emerytalno-rentowych. W większości są to bowiem ludzie bardzo bogaci, którym powodzi się znakomicie. Weźmy chociażby spółki czy firmy ochroniarskie, przecież to jest fantastyczne – już samo w sobie – źródło dochodów i to niemałych. Przecież przez te firmy zajmujące się ochroną jest kontrolowana znaczna część, a można powiedzieć nawet, że znakomita większość polskiej gospodarki. Wszystkie poważne, liczące się firmy muszą mieć swoje systemy ochrony, których zasoby są zdominowane przez byłych funkcjonariuszy służb specjalnych. Podobnie rzecz ma się w firmach państwowych. Jednak firmy ochroniarskie i cała ta obfitująca w ogromne zyski branża to jest zaledwie jeden aspekt funkcjonowania byłych funkcjonariuszy w obecnym systemie. Ponadto ci ludzie – chociażby poprzez agenturę – mają dostęp do niemalże całego świata finansowego i powodzi im się bardzo dobrze. Oczywiście część z nich na skutek ustawy dezubekizacyjnej poniesie pewne straty i to przede wszystkim oni narzekają, krzycząc, że dzieje się im krzywda, i nic w tym dziwnego. Ale tak jak wspomniałem, to tylko drobna część układu postsowieckiego, która zostanie dotknięta finansowo.

Jak to jest, że dla byłego esbeka, często kata, ok. dwóch tysięcy złotych emerytury oznacza karę, a ludzie przez nich prześladowani przez wiele lat przymierali głodem?

– Trudno mi znaleźć odpowiednie określenie, żeby skomentować te roszczenia. To jest przejaw bezczelności z jednej strony, a bezkarności z drugiej. Jednak rozzuchwalenie tego środowiska nie bierze się znikąd, lecz wynika z błędów popełnionych po 1989 r. Przypomnę, że po „grubej kresce” Mazowieckiego spora część esbeków, także tych, którzy mieli krew na rękach, jako „specjaliści” przeszła do Urzędu Ochrony Państwa. Tacy ludzie jak chociażby Gromosław Czempiński robili gigantyczne kariery już w tzw. wolnej Polsce. Tyle tylko, że Czempiński się nie skarży, że obetną mu emeryturę, bo on jest bardzo zasobnym człowiekiem. Przypomnę, że kiedy były szef UOP został zatrzymany jako podejrzany w sprawie nieprawidłowości i korupcji przy największych polskich prywatyzacjach: STOEN czy PLL LOT, to aby wyjść na wolność, wpłacenie kaucji w wysokości miliona złotych nie stanowiło dla niego żadnego problemu. Tak czy inaczej w sobotę na scenie przed Sejmem wśród demonstrujących byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa widziałem m.in. gen. Dukaczewskiego. Jeżeli ludzie, którzy kształcili się w ZSRS, protestują, to samo przez się wskazuje, że chodzi tu o przeprowadzenie operacji politycznej.

Jak dziś, w porównaniu do funkcjonariuszy służb PRL-owskich, wygląda Pana uposażenie emerytalne?

– Nie chciałbym tu mówić o sobie, ale osobiście byłbym zadowolony, gdyby podwyższono mi emeryturę do dwóch tysięcy złotych. Jednakże cała masa działaczy ludzi „Solidarności”, w tym działaczy Wolnych Związków Zawodowych, którzy jeszcze przed sierpniem 1980 r. budowali ten niezależny ruch, też by się bardzo cieszyła, gdyby wymierzono im „karę” dwóch tysięcy złotych emerytury, która tak bardzo doskwiera byłym funkcjonariuszom PRL-owskich służb. Przez lata opływali oni w luksusy, przywileje, a po upadku systemu żadna krzywda się im nie działa, a wprost przeciwnie. Zatem nic dziwnego, że dzisiaj, kiedy się ich pozbawia tych dóbr, nienależnych im przywilejów, mają subiektywne poczucie krzywdy. Trudno, to sprawiedliwość dziejowa, ale z całą pewnością współczuć im nie będę.

Były szef policji gen. Jerzy Stańczyk, który swoją karierę zaczynał w Milicji Obywatelskiej, komentując dysproporcje w emeryturach między funkcjonariuszami organów bezpieczeństwa PRL-u a ludźmi, którzy służyli Polsce, uważa, że „każdy ma to, na co sobie zasłużył”. Jego zdaniem, każdy mógł pójść do milicji…

– To jest bezczelność bez miary. To dowód, że funkcjonariusze UB i SB uważają, że PRL była czymś normalnym, a w Polsce nie było totalitarnego państwa. Osobiście, ponieważ za działalność opozycyjną byłem wyrzucany z pracy, miałem też niskie zarobki, bo zatrudniano mnie na stanowiskach robotniczych, więc mam obecnie to, na co sobie zasłużyłem. Mianowicie za walkę z komunizmem ZUS wymierzył mi karę, a byłym esbekom za służbę Sowietom ten sam ZUS dał nagrodę. Tak wyglądała sprawiedliwość społeczna w wydaniu tzw. wolnej Polski. Ważne jest jednak to, że wprawdzie bardzo spóźniony, bo o 27 lat, akt sprawiedliwości w postaci ustawy dezubekizacyjnej obniżającej uposażenie PRL-owskim funkcjonariuszom niebawem stanie się faktem. Dłużej ten chory układ nie mógł funkcjonować. Zasadniczo sytuacja powinna być odwrócona, czyli ludzie, którzy walczyli z komunizmem, walczyli o wolną Polskę, powinni otrzymywać wyższe emerytury, a ludzie, którzy zniewalali Polaków, niższe uposażenia. I tak nie dzieje się im żadna krzywda, bo ich emerytury będą na poziomie humanitarnym, otrzymają ok. dwóch tysięcy złotych. I narzekanie, że to za mało, jest przejawem bezczelności.

Jak przyjmuje Pan informację, że do końca maja mają powstać komitety, które będą zbierały podpisy pod obywatelskim projektem ustawy zmieniającej uchwaloną w grudniu 2016 r. ustawę dezubekizacyjną obniżającą uposażenia funkcjonariuszy UB i SB?

– To nie jest tak ważne, bo istota problemu i związane z tym niebezpieczeństwo tkwi gdzie indziej. Mianowicie stracą naprawdę nieliczni, bo – jak wspomniałem – obniżenie emerytur dotknie tylko niewielką część sługusów poprzedniego systemu. Pozostali zdołali się dobrze ustawić, dorobić i żyją na wysokim poziomie. W istocie chodzi o to, że obecna opozycja, czyli Platforma Obywatelska, chce wykorzystać rzesze byłych funkcjonariuszy, agentów służb, cały ten komunistyczny układ do swoich celów. Dąży do tego, aby nastawiać ich przeciwko demokratycznie wybranej władzy, przeciwko rządowi Zjednoczonej Prawicy. W tym sensie jest to dążenie do odtworzenia podziału. Dzisiaj, 1 maja, możemy powiedzieć, że chciałaby wykorzystać te miliony, które maszerowały w pochodach za PRL-u, dla siebie, do swojej gry. Jesteśmy świadkami próby mamienia społeczeństwa, że oto nagle wszyscy będziemy razem. Platforma usiłuje odbudować jedność narodową na gruncie wspólnoty przeciwko antykomunistom. Trwają starania, aby pokazać, że przecież za komuny nie było wcale tak źle, że podczas pochodów wszyscy radośnie machali chorągiewkami przed Gomułką, przed Gierkiem, przed Jaruzelskim i niby dlaczego nie można tego powtórzyć dzisiaj. I ten sojusz SB i WSI jest aż nadto widoczny chociażby wtedy, kiedy Dukaczewski pojawia się na trybunie przed Sejmem wśród protestujących w obronie funkcjonariuszy służb komunistycznych – w istocie sowieckich służb specjalnych, a jednocześnie jest najczęstszym gościem stacji TVN. W tej sytuacji cóż to ma być za jedność. Dlatego w tym froncie medialno-politycznym, partyjnym, począwszy od TVN po Platformę, tkwi niebezpieczeństwo.

Dziś, 1 maja, SLD i OPZZ pod hasłem „Przywróćmy godną pracę” zorganizowały marsze, pochody, co ma być niejako preludium przed tym, co ma się wydarzyć 6 maja, kiedy odbędzie się „Wielki Marsz Wolności” Platformy. Platforma wychodzi na ulice w obronie esbecji i czerwonych towarzyszy?

– Dokładnie tak jest. Ta obrona rzekomo uciśnionych byłych funkcjonariuszy komunistycznych przychodzi z unijnych gabinetów. Przecież to Europejski Trybunał Praw Człowieka wystąpił w obronie byłych agentów, twierdząc, że nie wolno ujawniać ich nazwisk, nie wolno ich karać, zanim się im nie udowodni sprawstwa czy sprawstwa zbrodni. W tym sensie podważone są fundamenty kultury europejskiej. Jeżeli komunistyczne służby specjalne były u nas utworzone dlatego, że ZSRS okupował zbrojnie Polskę, a NKWD zbudowało u nas Urząd Bezpieczeństwa, który następnie przekształcił się w Służbę Bezpieczeństwa, a Informacja Wojskowa przekształciła się w Wojskową Służbę Wewnętrzną, to jest to analogia do Tajnej Policji Państwowej utworzonej w nazistowskich Niemczech, czyli Gestapo, oraz działalności SS – najpotężniejszej organizacji III Rzeszy. Po wojnie ich miejsce zajęło Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego NRD (Stasi). Polskim odpowiednikiem tych służb było KBW – specjalna formacja wojskowa podporządkowana ministrowi bezpieczeństwa publicznego, która mordowała polskich patriotów. Tyle tylko, że w Niemczech nikt byłych funkcjonariuszy Stasi nie broni, a oni sami nie odważyliby się organizować manifestacji, są bowiem potępieni i uznawani przez analogię za następców Gestapo i SS o proweniencji sowieckiej. Natomiast w Polsce mamy sytuację odwrotną, gdzie Platforma broni byłych funkcjonariuszy komunistycznych służb, a oni sami udają patriotów, którzy rzekomo bronili niepodległości Polski. Pytanie: przed kim bronili…? Odpowiedź: przed zachodnią Europą, przed wolnością, która szła do nas z Zachodu. Dzisiaj, kiedy Polska jest członkiem Unii Europejskiej, właśnie od Unii, z którą walczyli, żądają obrony. Natomiast środowiska związane m.in. z „Gazetą Wyborczą”, TVN i Platformą zaczynają oskarżać polskie władze w podobnym tonie, jak czyniła to propaganda komunistyczna, sowiecka, stalinowska od 1944 r. Unijne elity bezrefleksyjnie wchodzą w tę niebezpieczną retorykę.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki • naszdziennik.pl
fot. Robert Sobkowicz / Nasz Dziennik

Reklamy

Możliwość komentowania ■■ Krzysztof Wyszkowski: Współczuć esbekom nie będę ■ została wyłączona