■■ 4 CZERWCA – DZIEŃ KLĘSKI ■■

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 4 czerwca 2017

Jeden z największych mitów, w które jako społeczeństwo wciąż wierzymy głosi, iż wygraliśmy II wojnę światową. Tymczasem 8/9 maja to dla Polski dzień klęski, a nie zwycięstwa – w rzeczywistości II wojnę światową przegraliśmy. Straciliśmy prawie połowę terytorium sprzed konfliktu oraz suwerenność na prawie pół wieku.

Mit o zwycięstwie w II wojnie światowej został skutecznie „wdrukowany” w polską świadomość – tak przez historiografię, jak przez propagandę. Biało-czerwony sztandar na Bramie Brandenburskiej w Berlinie – ten obraz w jakimś sensie narzucił nam sposób pamiętania II wojny światowej. Tymczasem II wojnę Polska przegrała – zapewne nawet w sposób bardziej dotkliwy niż Niemcy, które ją rozpoczęły.

W 1939 roku Polska została zaatakowana przez dwóch – połączonych sojuszem agresorów: Niemcy oraz Związek Sowiecki, które dokonały rozbioru Polski według wcześniejszych ustaleń (wojska niemieckie i sowieckie spotkały się w okolicach Drohobycza, potem Niemcy wycofali się na linię Buga zgodnie z postanowieniami traktatu Ribbentrop-Mołotow). Wybuch wojny niemiecko-sowieckiej w 1941 roku zmienił sytuację o tyle – iż jeden z naszych agresorów stał się sprzymierzeńcem naszych dotychczasowych sojuszników. Sprzymierzeńcem na tyle mocnym i strategicznym, że dla niego Alianci zdecydowali się poświęcić sojusz z Polską, nasz interes, naszą niepodległość, a przy okazji swoje zobowiązania – o których prawdziwej wartości Polacy mogli się przekonać już we wrześniu 1939.

9 maja Dniem Zwycięstwa jest zapewne dla Rosji – spadkobierczyni Związku Sowieckiego. 8 maja Dniem Zwycięstwa jest dla Brytyjczyków, może być dla Francuzów – chociaż warto przypomnieć pewien fakt o walorze anegdoty. Kiedy generał de Lattre de Tassigny zażądał, aby jako przedstawiciel Francji podpisał akt kapitulacji Niemiec, feldmarszałek Keitel z wisielczym humorem skonstatował, że Francuzi powinni złożyć podpis po obu stronach dokumentu – zwycięzców i pokonanych.

Dla Polski 8/9 maja był Dniem Klęski – jeden z najeźdźców wygrał wojnę, a cały nasz kraj stał się jego łupem.

Po pierwsze – Polska w wyniku II wojny światowej Polska straciła prawie połowę (około 45,7 procent) swego terytorium sprzed konfliktu, czyli 177,8 tysięcy kilometrów kwadratowych. Linię granicy przesunięto o około 250 km na Zachód – z rzeki Zbrucz na rzekę Bug. Z 17 przedwojennych województw straciliśmy w całości lub prawie w całości siedem: nowogródzkie, poleskie, wołyńskie, wileńskie, lwowskie, stanisławowskie i podkarpackie. Utraciliśmy dwa spośród czterech miast najważniejszych dla polskiej kultury i historii – Lwów oraz Wilno.

Po drugie – Polska straciła suwerenność. Przedstawiciele legalnych władz Rzeczypospolitej, w tym wicepremier i delegat rządu na kraj zostali podstępnie uwięzieni, wywiezieni z kraju do stolicy najeźdźcy i tam postawieni przed jego sądem, któremu nie podlegali, następnie osadzeni w więzieniach, gdzie dwóch z nich zostało zamordowanych.

Po trzecie – na terenie Polski nie skończyła się wojna. Trwały walki powstania antysowieckiego (inne nazwy: niepodległościowe podziemie, Żołnierze Wyklęci), równocześnie rozpoczęła się fala represji, w wyniku której kilkaset tysięcy osób trafiło do więzień, wiely tysiące zostało zakatowanych w śledztwie lub zabitych w wyniku mordów sądowych.

Jedynym profitem ze „zwycięstwa nad faszyzmem” był fakt, iż niesuwerenna rządzona przez komunistów Polska otrzymała 100,9 tysięcy kilometrów kwadratowych ziem należących przed wybuchem wojny do Niemiec. Niemniej nawet mimo takiej rekompensaty – obszar Polski w wyniku II wojny światowej uległ pomniejszeniu o 76 tysięcy kilometrów, czyli o około 20 procent. Z wojny wyszliśmy zatem – ze stratami terytorialnymi, z utratą niepodległości, z ciągle otwartym rachunkiem strat w ludności – i to najgorszych, bo po 1945 roku „dorzynano” elity.

Wydaje się, że w perspektywie historycznej – wyszliśmy na klęsce w II wojnie światowej gorzej niż Niemcy. Zachodnie Niemcy znacznie szybciej odzyskały niezależną państwowość – Republika Federalna Niemiec powstała w roku 1949, a równe 10 lat po bezwarunkowej kapitulacji III Rzeszy RFN weszła w skład NATO. Dla porównania – Polska suwerenność odzyskała w latach 1990-93 (w 1990 roku prezydent RP na Uchodźstwie złożył swój urząd na ręce wybranego w wolnych wyborach prezydenta RP, a w 1993 opuściły Polskę ostatnie oddziały wojsk rosyjskich). Z kolei członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego Polska stała się dopiero w 1999 roku. Na dodatek Republika Federalna Niemiec otrzymała zaraz po swoim powstaniu wsparcie w powojennej odbudowie przez tzw. plan Marshalla.

Przyjęcie do powszechnej świadomości faktu, iż II wojnę światową przegraliśmy ma znaczenie nie tylko w kwestii likwidowania fałszywych mitów historycznych. Fakt, iż II wojnę światową przegraliśmy i wyszliśmy z niej jako państwo pokonane, pozbawione suwerenności – ułatwi również właściwą ocenę PRL-u jako niesuwerennego, satelickiego państwa, które w kwestiach politycznych, wewnętrznych, międzynarodowych i obronnych realizowało interes najeźdźcy, który podbił nas w wyniku zwycięskiej wojny. Per analogiam – PRL należy oceniać tak samo jak francuski rząd z Vichy. Z tą tylko różnicą, że Francuzi zainstalowani w Vichy kolaborowali z Niemcami, zaś zainstalowane w Warszawie władze PRL-u kolaborowały z Sowietami.

Niestety, w 1989 roku zamiast zerwania z PRL-em i dokonania restytucji Państwa Polskiego wybrano opcję „transformacji systemowej”, de facto zachowując ciągłość władzy i pozostawiając funkcjonariuszy totalitarnego państwa i jego organów opresji w pełni praw publicznych. To się odbija czkawką do dzisiaj i zapewne dlatego Dzień Klęski powinniśmy obchodzić dwukrotnie – 8/9 maja na pamiątkę roku 1945 oraz 4 czerwca jako wspomnienie roku 1989.

Marcin Halaś • warszawskagazeta.pl
fot. YouTube

Advertisements

Możliwość komentowania ■■ 4 CZERWCA – DZIEŃ KLĘSKI ■■ została wyłączona