■■ Do trzech razy sztuka, czwartej szansy może już nie być ■■

Posted in ■ aktualności, ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 13 sierpnia 2017

Rok 1980, sierpień, strajki i niepokój jak to się skończy. Dwadzieścia jeden postulatów, których treść przez długi czas można było poznać jedynie z przemycanych ze stoczni ulotek. A potem podpisanie porozumienia. I nadzieja, że nasze sprawy będziemy mogli sami sobie układać.

Tyle lat minęło, a to wszystko jakby było wczoraj. A potem stan wojenny, który zniszczył tę nadzieję. Stan wojenny, który spowodował, że Polacy zwątpili a ‘rozbestwiona siła’ komunizmu znowu wzięła górę na wiele lat i nie pozwoliła wykorzystać szansy jaką wtedy mieliśmy.

Potem był okrągły stół. I nadzieja znowu wróciła. Choć już nie tak czysta i radosna jak wtedy, gdy powstawała pierwsza Solidarność. Niedawno W. Frasyniuk chwalił się, że pokonaliśmy wtedy komunistów. Na co, obecny lider SLD mu odpowiedział – nie pokonaliście tylko dogadaliście się. I tak faktycznie było. Dogadaliśmy się z nimi a nie pokonaliśmy. Ale wtedy, w 1989r. nie było innej możliwości. To ‘dogadanie się’ było wymuszone geopolityczną sytuacją jaka wtedy była. Ale już wkrótce sytuacja się odmieniła. Wszędzie naokoło, komunizm rozsypywał się w drobny mak. Mur berliński został przewrócony, ‘jesień narodów’ i rewolucje aksamitne (i nie tylko aksamitne) powodowały, że w krajach ‘demokracji ludowej’ z komunizmem zaczęto rozprawiać się na serio.

I wtedy naszą umowę okrągłego stołu, to ‘dogadanie się’ z komunistami, które było wymuszone, gdy ta umowa była zawierana, trzeba było zamienić na ‘pokonanie’ – czyli to, czym się chwalił Władysław Frasyniuk a czym okrągły stół oczywiście nie był. Choć mógł być tego początkiem. Niestety, u nas zamiast dekomunizacji, trwała ‘transformacja’ komunistów w demokratów. I ta transformacja miała różne formy. Wymienię kilka. Szalbiercza prywatyzacja, w wyniku której członkowie komunistycznej nomenklatury z niedzieli na poniedziałek stawali się właścicielami banków i państwowych przedsiębiorstw. Brak ustawy o reprywatyzacji co doprowadziło do tego, że w Warszawie ‘reprywatyzacja’ zamieniła się w rozbój w biały dzień (a właściwie rozbój w białych kołnierzykach).

Ułomna lustracja, w efekcie której, dawni funkcjonariusze komunistycznych służb, niegdyś łamiący kręgosłupy ludziom walczącym o demokrację, występują dzisiaj w telewizji niczym, tejże demokracji arbitri elegantiae. Media o lewicowym rodowodzie, które miały ‘fory’ przy powstawaniu a które dominują na rynku do dziś dnia. No i ‘niezawisłe i niezależne’ sądy, których ‘bezstronni’ sędziowie nie widzą niczego złego w występowaniu na politycznych wiecach. Nie mówiąc już o powszechnie znanych przypadkach politycznej dyspozycyjności, tychże ‘bezstronnych’ sędziów. Żeby nie było niedomówień, dyspozycyjności wobec polityków PO oczywiście.

To wszystko są skutki braku dekomunizacji. Której nie przeprowadzono, gdy okoliczności już na to pozwalały. I to są, można powiedzieć, grzechy główne III RP. Ale jest jeszcze jeden, równie ważny choć być może nie tak uchwytny i ‘materialny’ jak wyżej wymienione. Ten grzech to upowszechnienie się przekonania, że do kształtowania politycznej rzeczywistości w Polsce, uprawnione są jedynie środowiska lewicowo-liberalne. Widać to po protestach w czasie smoleńskich miesięcznic. Ludzie, którzy we własnym przekonaniu są demokratami, innym tych praw odmawiają. I usiłują, ludziom o odmiennych poglądach, przeszkodzić i uniemożliwić publiczne wyrażanie tych poglądów.

Taki, zdeformowany ‘okrągłostołowy’ stan rzeczy trwał przez blisko 28 lat. Ale w końcu przyszedł czas, że kandydat PiS-u, Andrzej Duda, wygrał wybory prezydenckie. A wkrótce potem PiS wygrał wybory parlamentarne. I po raz trzeci pojawiła się nadzieja. Że dokończymy rewolucję Solidarności. Że nasze polskie sprawy będziemy sami sobie układać. Zgodnie z wolą wszystkich, a nie tylko wybranych. Że już nie będzie dalej tak, jak to było za czasów komuny. Że ci co się zapisali do partii mieli wszystkie prawa a ci co się nie zapisali, mogli być co najwyżej ‘dobrymi fachowcami’. A co dzisiaj objawia się odmawianiem zjednoczonej prawicy, legitymacji do reformowania państwa.

Mijają dwa lata od wyborów prezydenckich i parlamentarnych. I sprawy idą w dobrym kierunku. Nigdy jednak nie jest tak, że wszystko przebiega idealnie. Toteż siłą rzeczy pojawiły się ‘zakłócenia’ na linii prezydent a PiS i rząd. Jednak nie dzieje się nic szczególnego. Bo jeżeli spojrzeć z boku i na zimno, zarówno na weto w sprawie ustaw sądowych jak i wstrzymanie nominacji generalskich, to cóż nadzwyczajnego się stało? Otóż prezydent skorzystał ze swoich konstytucyjnych uprawnień i tyle. Nic więcej. Przecież wybraliśmy swojego prezydenta a prezydent ma prawo (i obowiązek) mieć swoje zdanie. Natomiast doszukiwanie się (w naszych i nie naszych mediach) zdrady, podziałów czy też przyjmowania oferty ze strony opozycji to zwykła głupota, naiwność albo zła wola.

W ciągu najbliższych kilku miesięcy sprawy się wyklarują i reformy sądów i armii zostaną przeprowadzone efektywnie i z dobrym skutkiem. Żeby jednak tak się stało, trzeba pamiętać o tym, że PiS i prezydent Andrzej Duda to jedność. To, że ‘wiodące’ media chwalą obecnie prezydenta to nie znaczy, że prezydent zdobędzie akceptację po tamtej stronie. Że tak nie jest i nie będzie, świadczą komentarze z tamtej strony barykady (w kontekście weta prezydenta do ustaw sądowych): ‘mnie tam Adrian nie przekonał’ i odpowiedź na to, też stamtąd ‘ja mam tak samo’.

Oni są nadal razem a my się kłócimy. Jeżeli my, zwolennicy PiS-u zaczniemy atakować prezydenta, to ani rząd, ani PiS na tym nie skorzysta. Bo bez prezydenta, PiS następnych wyborów nie wygra. Ta zależność działa również w drugą stronę. Jeżeli PiS przegra wybory, to rok później przegra również prezydent. I cała nadzieja – na zmiany w Polsce, na dokończenie tego co się zaczęło w 1980r, a co zostało zniszczone stanem wojennym i na co potem dawał szansę okrągły stół a co nie zostało wykorzystane z powodu ‘grubej kreski’ – znowu legnie w gruzach.

Jest takie powiedzenie – do trzech razy sztuka. Dzisiaj mamy trzecią szansę. Czwartej szansy może już nie być.

I na koniec lżejszy temat. Baśń z morałem :). Jest taka opowieść chińska, którą czytałem w dzieciństwie a która utkwiła mi w pamięci. Stary ojciec będąc na łożu śmierci zawołał swoich synów, aby przekazać im swoją ostatnią wolę. Nie zrobił jednak tego za pomocą słów, ale dał im zadanie do wykonania. Chcę zobaczyć jacy jesteście silni, powiedział stary ojciec do synów. I wskazał na leżący obok jego łóżka kołczan strzał. Złamcie te strzały znajdujące się w kołczanie. Synowie po kolei brali kołczan i próbowali go przełamać. Ale na próżno się wysilali. Żadnemu to się nie udało. Wtedy ojciec powiedział. Dajcie mi ten kołczan. Ja jestem stary i słaby a mimo to potrafię to zrobić. I zaczął wyjmować strzały i łamać je kolejno …

Tadeusz Hatalski • naszeblogi.pl
fot. Kazimierz Maciejewski / WZZW

Reklamy

Możliwość komentowania ■■ Do trzech razy sztuka, czwartej szansy może już nie być ■■ została wyłączona