S t r o n a • byłych działaczy • Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża

Bulc Andrzej Gwiazda Andrzej Gwiazda Joanna Karandziej Jan Maciejewski Kazimierz Runowski Andrzej Walentynowicz Anna Wyszkowski Krzysztof Zborowski Lech


Lech Zborowski
„JA SIĘ NIE BOJĘ, JA TYLKO JESTEM OSTROŻNY”

Patrząc z przerażeniem na to co wyprawia się w Polsce, a ściślej z Polską przy pomocy wyborczego bandytyzmu,
od kilku dni daję wyraz zaniepokojeniu, krytykując poniektórych aktorów tego obrzydliwego spektaklu.

Dzisiaj podejmuję się zadania dużo trudniejszego, gdyż muszę zwrócić się do człowieka, którego nie tylko szanuję, ale którego wiele działań wspierałem jako działacz Klubu Gazety Polskiej.
Nie może być jednak tak, że zabieramy głos tylko tam gdzie jest to łatwe z powodu oczywistego zła, a milczymy tam gdzie w grę wchodzi taki czy inny sentyment.

Już pierwsza krytyka protestu w siedzibie PKW przez redaktora Tomasza Sakiewicza wywołała u mnie więcej niż zdziwienie, ale tekst który opublikował właśnie w tym temacie najzwyczajniej mnie wnerwił.

Pan Sakiewicz zaczyna od wielce odkrywczego stwierdzenia „Wszystko wskazuje na to, że co najmniej od czwartku przeprowadzany jest w Polsce scenariusz prowokacji. Jej celem miało być co najmniej przykrycie wielkiej wsypy przy cudach nad urną albo doprowadzenie do awantury, która miałaby uzasadnić dalsze antydemokratyczne działania.”

Rzeczywiście, Panie redaktorze? A ja myślałem, że taki scenariusz przeprowadzany jest od kilkudziesięciu lat, a ściślej od pojawienia się w Polsce komunistycznych oprychów. Czy rzeczywiście jest Pan przekonany, że po ostatnich wyczynach kolejnej generacji tych oprychów, potrzebują oni uzasadniać dalsze antydemokratyczne działania?

W czwartek protestujący obywatele weszli do budynku PKW właśnie dlatego, że wykroczono już daleko poza obszar, w którym możliwość prowokacji mogła by być największym niebezpieczeństwem. Zagrożona, a ściślej zaatakowana została ostatnia iluzja naszej wolności!

Być może za redakcyjnym komputerem tego nie widać, ale dokonano jawnego gwałtu na tej resztce wolności jaką do niedawna się łudziliśmy, a Pan rozprawia o możliwości prowokacji stwierdzając, że „Pokojowa demonstracja, której liderzy sami wzywali do niepoddawania się prowokacji, nagle zamieniła się w coś co prezydent Komorowski i premier Kopacz mogli ogłosić zamachem na demokrację”.

Czy Pan wychodził ze swej redakcji w ostatnich dwudziestu latach? Panie Sakiewicz, w dzisiejszych polskich realiach Pańskie kichnięcie może być uznane za zamach na demokrację. I jeśli zagłębi się Pan w sądowe akta ostatnich lat, to może zauważy Pan, że to stwierdzenie wcale nie jest tak przesadne jak chciałby Pan to widzieć.

Zwrócę Panu również uwagę na prosty fakt, że aby się na coś zamachnąć, to to coś musi najpierw zaistnieć. Jeżeli nawet uznać Pańskie mrzonki, że takowa demokracja w naszym kraju istnieje, to właśnie wyborcze łajdactwo zakończyło brutalnie Pański sen.

A skoro został Pan już przebudzony, to przypomnę Panu w jakiej „demokracji” żyjemy.

Dorobek ciężkiej pracy kilku pokoleń dokumentnie rozkradziono, zdeptano historię i jej bohaterów, wygnano miliony młodych Polaków za chlebem, odcięto nas od własnych mediów i używa się ich do poniżania nas, a wolność słowa załatwia się wyrokami sądów, w których sędziami są komunistyczni oprawcy. Tłucze się nas za polską flagę i słowo patriotyzm i to za pomocą obcych bojówek, indoktrynuje się dzieci wbrew protestom rodziców, depcze się naszą chrześcijańską tradycję, głodującym emerytom każe się w pokorze czekać na śmierć, a przechodniom patrzeć na pomniki sowieckich morderców i gwałcicieli. Komunistyczni oprawcy nabijają portfele i wyśmiewają swoje ofiary, chorzy umierają w kolejce do niezbędnych badań i teraz kiedy depcze się buciorem zdrajców resztki naszej dumy, Pańskim największym zmartwieniem jest ewentualna prowokacja i być może oskarżenie o zamach na nieistniejącą demokrację?

Panie Sakiewicz, jeśli Ci ludzie rzeczywiście dokonywali zamachu na „demokrację” , w której każe się Polakom dogorywać, to ja jestem z tych ludzi dumny i kłaniam się im. A Pan jako przedstawiciel rzekomo patriotycznej prasy powinien teraz użyć wszystkich swoich dziennikarskich talentów aby swym słowem bronić tych ludzi przed sądowym i wszelkim innym bandytyzmem Pańskiej urojonej demokracji.

Zamiast tego pełen pychy pisze Pan „Żeby nie było wątpliwości wejście do PKW uważam za niemądre i to ono stało się niezbędnym elementem potrzebnym władzy lub zewnętrznym siłom do rozhuśtania nastrojów”.

Jeśli „rozhuśtane nastroje” spędzają Panu sen z powiek, to pozwolę sobie zapytać, co takiego rozhuśtuje nastroje kiedy pałuje się patriotyczne manifestacje, co rozhuśtuje nastroje kiedy wyciąga się z łóżek Bogu ducha winnych blogerów, kiedy skazuje się niewinnych ludzi, kiedy zamyka się pełniących swe obowiązki dziennikarzy, kiedy wysyła się bandziorów na modlące się pod krzyżem kobiety, kiedy zaprzedaje się pamięć i należną sprawiedliwość ofiarom smoleńskim?

Uważam za co najmniej niegodziwe Pańskie jasno wyrażane przekonanie, że ludzie tacy jak Ewa Stankiewicz, Grzegorz Braun i inni podjęli swoje działanie nie rozumiejąc, że mamy do czynienia z bandą łobuzów, dla których prowokacja jest narzędziem dnia codziennego. Czy w swym zadufaniu uważa Pan, że odkrył właśnie Amerykę?

A może zwyczajnie uważają oni, że jest to moment kiedy poniżenie sięgnęło poziomu, kiedy jest czas ostatni aby podnieść głowę?

Bywał Pan w świecie więc powinien słyszeć o zjawisku „civil disobedience” czyli obywatelskiego nieposłuszeństwa. Do takich działań dochodzi kiedy rząd i jego agendy łamią prawo lub zasady postępowania albo zwyczajnie mają za nic inne formy protestów obywateli. W takich przypadkach protestujący dochodzą do wniosku, że nie można prowadzić kalkulacji jakie prowokacje czy oskarżenia mogą nastąpić. Oczywiście dużo łatwiej dokonywać oceny ”braku mądrości” działań innych kiedy stuka się w bardzo opozycyjne klawisze, równie opozycyjnego komputera.

A tak na marginesie w temacie zarzucanego protestującym braku mądrości, to nie jest Pan wyrocznią, a Pański argument wcale nie jest taki „mądry” jak się Panu wydaje. Obwieszcza Pan proroczo, że „Okupacja PKW odwróciłaby uwagę od totalnej kompromitacji tego urzędu i była wyjątkowo na rękę jego członkom.” Skąd ma Pan taką pewność? A może wręcz przeciwnie, przywiodła by większa uwagę do sprawy wyborczego oszustwa? A mogłoby się tak stać gdyby zamiast wymądrzać się i strofować tych, którzy mieli odwagę, użył Pan posiadanych narzędzi w postaci prasy i telewizji i nadał ich działaniu rozgłos, informując ludzi o prawdziwych ich intencjach.

Większość z nas rozumie i w przeciwieństwie do Pana jestem pewny, że rozumieją to protestujący, że w tak ważnych poczynaniach potrzebna jest rozwaga i roztropność, ale same te cechy jeszcze nigdy nie przyniosły zmian w momentach historycznych zawirowań. Każde działanie przeciwko każdej odmianie dyktatury pociąga za sobą ryzyko zwiększenia represji z jej strony. Jeśli nie czuje się Pan jeszcze gotowy do takiego działania, to niech Pan przynajmniej skorzysta ze starej zasady, że czasem milczenie rzeczywiście ma wartość złota.

W starym filmie „Zakazane piosenki” jest taka postać człowieka, który wszystko załatwia stwierdzeniem – Ja się nie boję, ja tylko jestem ostrożny”. W takich chwilach zalecam Panu być ostrożnym po cichu.

Lech Zborowski
fot. Tomasz Gzell / PAP

 photo_2014-11-22_07-26-21


I co nam zrobicie ??? !!!

polszewiki_2


Lech Zborowski

ODMĘTY SZALEŃSTWA

Od pierwszego dnia wyborczego cyrku mam odczucie, że podróżując w czasie znalazłem się w jakimś kraju dawnej Ameryki Południowej, w którym jakaś kolejna junta organizuje przedstawienie pod tytułem wybory.

Wystarczy nawet pobieżny przegląd faktów w prasie, aby dowiedzieć się, że w jednym miejscu wygrywa kandydat, który nie istnieje, w innym rozdaje się zakreślone już karty wyborcze, kiedy indziej PKW ogłasza zwycięstwo określonej partii w regionie, z którego nie posiada jeszcze protokołu(!)

Do tego dorzucić trzeba niespotykany nigdzie indziej, wręcz nieprawdopodobny procent głosów uznanych za nieważne, czy też całą masę świadectw i relacji wyborczych manipulacji na szczeblu lokalnych komisji. A to przecież tylko kropla w morzu tego czego jesteśmy świadkami. O sprawie elektronicznego systemu PKW można by mówić bez końca.

I zanim jeszcze udało się nam otrząsnąć z niewątpliwego szoku zwrócił się do nas prezydent, który stwierdzić raczył, że wszyscy obywatele, którzy są zaniepokojeni tymi doniesieniami i domagają się aby natychmiast coś z tym zrobić są najzwyczajniej w świecie obłąkani. To zachowanie przypomniało mi bardzo stary dowcip, w którym pacjent zakładu zamkniętego podaje się za Napoleona i stwierdza, że świat zwariował tylko on jest normalny. Problem w tym, że w tej sprawie nikomu nie jest do śmiechu.

Oczywiście wspomniany wyżej szok dotyczy tylko rozmiaru arogancji Bronisława Komorowskiego, a nie faktu, że taką wobec Polaków prezentuje. Z całym spokojem kpi z nas, stwierdzając: „Gwarantami uczciwości i bezstronności są członkowie PKW…”
Dodaje też : „Po zakończeniu wyborów przyjdzie czas na ewentualne rozliczenia…”

To tak jakby siedząc w rozpędzonym autobusie, bez działających hamulców i prowadzonym przez szaleńca, spokojnie stwierdzić, że załatwimy te problemy zaraz po przybyciu do celu. I w tej surrealistycznej wręcz sytuacji wmawia nam się bezczelnie, że oto postradaliśmy zmysły. Szczerze mówiąc, to jedynymi, którzy ewentualnie postradali zmysły mogą być ci, którzy w te brednie uwierzą.

Bronisław Komorowski doskonale wie co mówi i robi. Nie ma tu przypadku. Tak więc „pociesza” nas, mówiąc: „Te głosy muszą być skutecznie i uczciwie policzone. Te głosy będą policzone skutecznie i uczciwie, mimo, że system zawiódł”. To stwierdzenie jest kolejna kpiną i obrazą obywateli, czyli pracodawców Bronisława Komorowskiego. Mam swoje zdanie zarówno co do skuteczności jak i uczciwości tego liczenia.

Sprawę zawodu systemu wyjaśnia natomiast dr. Witold Sokała: „Dzisiaj kwestią jest nie kiedy wyniki zostaną policzone, tylko kwestia jest taka, że wszystkie wyniki obecne w internecie, w systemie elektronicznym PKW są niewiarygodne (!)”

Dr. Sokała wyjaśnił w udzielonym wywiadzie nie tylko, że każdy średnio zaawansowany informatyk amator może bez problemu wejść do systemu i dokonać zmian w wynikach wyborczych, ale przypomniał porażający fakt, że zostało to już zrobione przez wielu internautów na zasadzie udowodnienia faktu!

Parafrazując słowa Bronisława Komorowskiego chciałoby się powiedzieć, że nie kwestionowanie uczciwości wyborów przez prezydenta wobec zaistniałych faktów to odmęty szaleństwa. Tak jednak nie jest. Ewentualne szaleństwo sugerowało by, że osoba nie wie co się wokół dzieje.

W jednym trzeba się z prezydentem Komorowskim zgodzić. Stwierdził on bowiem, że: „W sytuacjach trudnych miarą stosunku do państwa jest to , czy się je stabilizuje, czy świadomie je destabilizuje. Powinni to pamiętać wszyscy poważni politycy i kandydaci na poważnych polityków”. Nic dodać, nic ująć.

Lech Zborowski
fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta








Wszystkie prawa zastrzeżone • 2009-2014

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 414 obserwujących.